Fakty i opinie

stat

Urszula Mela: Bóg dał mi kopa w górę

Podczas moich życiowych tragedii przeżywałam taki lęk, że myślałam, że umieram. Wreszcie się zbuntowałam, poczułam, że ja już nie chcę przeżywać takiego lęku. Nauczyłam się, że nawet śmierć dziecka nie jest ostateczną tragedią - mówi Urszula Mela, matka Janka Meli, psycholożka, autorka książki "Bóg dał mi kopa w górę".



Przed spotkaniem autorskim pomodliłam się, otworzyłam pismo i trafiłam na słowa św. Pawła, który zastanawiał się, dlaczego został powołany, skoro jest "najmniejszym spośród apostołów". Pomyślałam sobie, że skoro najmniejszy też może dawać świadectwo, to pójdę. Wszyscy jesteśmy posłani.
Przed spotkaniem autorskim pomodliłam się, otworzyłam pismo i trafiłam na słowa św. Pawła, który zastanawiał się, dlaczego został powołany, skoro jest "najmniejszym spośród apostołów". Pomyślałam sobie, że skoro najmniejszy też może dawać świadectwo, to pójdę. Wszyscy jesteśmy posłani. mat. prasowe
Borys Kossakowski: Janek Mela zapłacił sporą cenę za swoją popularność. Był celem wielu agresywnych komentarzy. Pani dotąd była w jego cieniu, a teraz postanowiła pani z niego wyjść. Skąd taka decyzja?

Wywiad-rzeka został mi zaproponowany przez wydawnictwo Znak. Gdy rozważałam - zgodzić się czy nie, oczywiście czułam niepokój. Ja też doświadczyłam ceny rozpoznawalności Jaśka i to nie było łatwe. Ale w końcu uświadomiłam sobie, że gdybym odmówiła, to tylko ze strachu. Treścią tej książki nie miała być historia Jaśka, tylko moja. Jako katolicy, wszyscy jesteśmy zaproszeni do dzielenia się świadectwem działania Boga w naszym życiu. Odebrałam to jako powinność i zgodziłam się.

Przeczytaj też: wywiad z Jankiem Melą

Ksiądz Przemysław Kalicki pracujący w więzieniu na Przeróbce powiedział mi kiedyś: Jak Bóg cię woła to idź, bo to znaczy, że się nadajesz.

Mocno przeżywałam spotkanie autorskie w Empiku. Czy ja mam coś cennego do przekazania ludziom? Czy nie wyjdę na palanta? Czy nie spotka mnie coś przykrego? Pomodliłam się, otworzyłam pismo i trafiłam na słowa św. Pawła, który zastanawiał się, dlaczego został powołany, skoro jest "najmniejszym spośród apostołów". Pomyślałam sobie, że skoro najmniejszy też może dawać świadectwo, to pójdę. Wszyscy jesteśmy posłani. Zresztą jedno z możliwych zakończeń mszy świętej brzmi: idźcie i głoście ewangelię. Dla mnie długo był to taki dziwaczny ozdobnik. Ale przecież tak jest, że ludziom w trudnych sytuacjach pomagają świadectwa innych ludzi.

O filmie "Mój biegun" przedstawiającym historię rodziny Melów

"Bóg dał mi kopa w górę" to wywiad-rzeka z Urszulą Melą, matką Janka Meli, który wraz z Markiem Kamińskim zdobył dwa bieguny.
"Bóg dał mi kopa w górę" to wywiad-rzeka z Urszulą Melą, matką Janka Meli, który wraz z Markiem Kamińskim zdobył dwa bieguny. mat. prasowe
I nie boi się pani negatywnych komentarzy?

Oj, ja już swoje "po garach" dostałam. Że jestem nieodpowiedzialną matką, że Janek jest głupim gnojkiem, albo że Marek Kamiński został przez nas opłacony, żeby wziąć Jaśka w podróż.

Trzeba się uzbroić i pamiętać, że komentarze ludzi biorą się z ich lęków. Jeśli ktoś nie akceptuje swoich niedoskonałości będzie reagował agresją na niedoskonałości innych. Pod tym względem zgadzam się z Anthonym de Mello, który oburzał się na filozofię: "ja jestem ok i ty jesteś ok", rozdawania głasków do obrzydzenia. Bliższa prawdy jest filozofia: "ja jestem osłem i ty jestem osłem". Jeśli zrobisz coś nie tak i mają do ciebie pretensje, to możesz odpowiedzieć: ale czego ty się spodziewałeś po ośle? Kiedyś myślałam, że błędy mnie wykreślają ze społeczeństwa. Dziś wiem, że one właśnie legitymują moją obecność w społeczeństwie. Bóg nas kocha w naszych słabościach.

Kiedyś w ramach działalności w grupie neokatechumenalnej, poszliśmy na ulicę ewangelizować ludzi. Myślałam że umrę: ja mam ludzi przekonać do wiary w Boga? Przecież sama mam tyle wątpliwości! Usłyszałam wtedy od kogoś: może się tak zdarzyć, że ktoś was obsobaczy, opierdzieli i wyzwie. A potem, po latach przypomni sobie to spotkanie i pójdzie szukać Boga. I wie pan co? Bóg był dobry i dał mi doświadczyć czegoś podobnego. Jedna osoba mnie wyzwała od paranoików, a po roku jakimś cudem mnie odnalazła i przeprosiła, bo to jej się przydało w sytuacji, która ją spotkała później w życiu.

Od małego uczą nas wiary w Boga. Tymczasem pani mówi, że najważniejsze jest doświadczenie.

Co to znaczy wiara? Nie wiadomo. A doświadczenie jest namacalne. Czasem się mnie pytają, jak pani to robi, że pani ma taką mocną, głęboką wiarę. A to nie jest tak, że ja tylko z piersią wypiętą idę. Ja też czuję lęk, ale to jest właśnie niezwykłe, to jest żywe, codziennie sprawdzamy nasze doświadczenia związane z życiem. Pewien midrasz żydowski mówi, że kiedy Żydzi szli przez Morze Czerwone to nie było tak, że Mojżesz machnął laską i morze się rozstąpiło. Każdy krok stawiali w lęku, a ono rozstępowało się dopiero pod ich stopami. I tak to jest - co dzień jesteśmy zapraszani do kolejnych kroków. A dookoła słyszymy głosy: nie idź, utoniesz, lepiej coś sobie kup (najlepiej droższą polisę!).

W związku ze śmiercią syna Piotrusia i wypadkiem drugiego syna - Janka, przeżyła pani dużo cierpienia. A jednak mówi pani, że cierpienie prowadzi do zmartwychwstania i trzeba się na nie w pewnym sensie zgodzić.

Cierpienie jest częścią życia, naturalną reakcją na stratę. Gorszy jest lęk. A z lękiem, tak jak z innymi emocjami jest tak, że warto go słuchać, ale niekoniecznie trzeba się go słuchać. Lęk jest zabójczy, jeśli się mu pozwoli na zbyt wiele. Ja mam w sobie lęku dużo, on łatwo się we mnie pojawia.

Co to znaczy wiara? Nie wiadomo. A doświadczenie Boga jest namacalne

Podczas moich życiowych tragedii przeżywałam taki lęk, że myślałam, że umieram. Wreszcie się zbuntowałam, poczułam, że ja już nie chcę przeżywać takiego lęku. Tak nie można żyć! Później w jednej z homilii usłyszałam, że żaden lęk nie pochodzi od Boga. Lęk na poziomie duchowym ma nas odciągnąć od Boga, zniszczyć miłość. A gdy jest tak dużo lęku, że nie jestem w stanie się ruszyć, przypominam sobie słowa Anny Kamieńskiej, która w swoim genialnym "Notatniku" napisała: "jak już nie potrafisz się modlić, przycupnij u stóp krzyża i poczekaj. Czekanie to też modlitwa."

Mieszka pani w Malborku, ale mocno jest związana z Trójmiastem.

Mieszkałam czternaście lat w Trójmieście - chrzest, ślub, studia, praca, strajki. Później Gdańsk mi się kojarzył ze sprawą Janka. Jak się jedzie przez Nowe Ogrody, to z jednej strony jest Szpital Wojewódzki, gdzie leżał Jasiek, a z drugiej sąd, gdzie przez sześć lat odbywał się proces z Energą. Ale z perspektywy czasu wiem, że te wszystkie wypadki, te kopy od życia przełamywały moje kolejne lęki. Nauczyłam się, że nawet śmierć dziecka nie jest ostateczną tragedią. A gdy patrzę na szpital, to widzę postaci lekarzy - Darka, Piotra, którzy byli z nami, ratowali życie Jaśka i nadal komuś ratują życie. I to jest piękne.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (162)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.