Fakty i opinie

stat

Ustawa krajobrazowa niezgodna z konstytucją?

Zdaniem BCC tzw. ustawa krajobrazowa m.in. doprowadzi do kryzysu w branży reklamowej oraz ograniczy wolność w swobodzie zagospodarowania nieruchomości. Nz. rejon ul. Rolniczej w Gdyni wiosną br.
Zdaniem BCC tzw. ustawa krajobrazowa m.in. doprowadzi do kryzysu w branży reklamowej oraz ograniczy wolność w swobodzie zagospodarowania nieruchomości. Nz. rejon ul. Rolniczej w Gdyni wiosną br. fot. Maciej Czarniak/Trojmiasto.pl

Tzw. ustawa krajobrazowa, która miała wreszcie oczyścić polskie miasta z reklam, została zaskarżona do Trybunału Konstytucyjnego. Związek Pracodawców Business Centre Club, autor wniosku, przekonuje, że uderzy ona w polskich przedsiębiorców.



Czy Związek Pracodawców Business Centre Club postąpił słusznie, zaskarżając ustawę krajobrazową do Trybunału Konstytucyjnego

tak, skoro członkowie BCC mają wątpliwości czy ustawa jest zgodna z Konstytucją 12%
tak, ale argumentacja Związku Pracodawców zupełnie mnie nie przekonuje 4%
nie, to próba ochrony interesów przedsiębiorców, którzy zaśmiecali przestrzeń publiczną 55%
nie, odbieram to jako przejaw braku zrozumienia wśród członków BCC, po co powstała ustawa krajobrazowa 29%
zakończona Łącznie głosów: 773
O tym, że tzw. ustawa krajobrazowa (w rzeczywistości jest to ustawa, która zmienia kilka innych ustaw) będzie krytykowana, było wiadomo właściwie od początku. Jak w mało którym dokumencie uznano bowiem interes dobra wspólnego - estetyki przestrzeni publicznej - za ważniejszy od interesu przedsiębiorców, którzy wielokrotnie łamali prawo, jawnie śmiejąc się z niskich kar i długotrwałych procedur ich egzekucji.

Przypomnijmy, że po stronie przedsiębiorców, w toku prac nad ustawą, stanęła też część posłów, proponując absurdalnie niskie jednorazowe mandaty w wysokości 5 tys. zł (przy szacowanych miesięcznych wpływach za duży nośnik w centrum Warszawy w wysokości 100 tys. zł) za złamanie zapisów wprowadzanych za pośrednictwem ustawy krajobrazowej.

Czytaj też: Jak ustawa krajobrazowa zmieni polskie miasta?

Ostatecznie, pod presją organizacji pozarządowych, senatorowie uratowali projekt ustawy i przyjęli dokument w możliwie najbardziej restrykcyjnym brzmieniu z karami, które wynoszą 40-krotność opłaty zmiennej (od 0,20 zł za m kw.), powiększonej o 40-krotność opłaty stałej (maksymalnie 2,50 zł dziennie) za każdy dzień łamania nowych zapisów, liczonych od momentu wszczęcia postępowania.

Dzięki ustawie rady gmin mogą także wreszcie jednym dokumentem ustalić nie tylko ceny, ale lokalizację nośników reklam na terenie całego swojego obszaru administracyjnego, co było dotychczas niemożliwe. Może też różnicować wielkość reklam w zależności od ich lokalizacji, np. zakazując dużych reklam w centrach miast i "poluźniając" zapisy na obszarach przemysłowych.

Reklamowy chaos dewastuje od lat polską przestrzeń publiczną. Nz. Władysławowo.
Reklamowy chaos dewastuje od lat polską przestrzeń publiczną. Nz. Władysławowo. fot. Krzysztof Koprowski/Trojmiasto.pl
Te zapisy całkowicie nie podobają się jednak Związkowi Pracodawców Business Centre Club.

- Nowe regulacje (...) doprowadzą do kryzysu na rynku reklamowym, a co za tym idzie, negatywnie wpłyną na rynek pracy i działalność wielu pracodawców. Przedsiębiorcy branży reklamy zewnętrznej zostaną, w drodze niekonstytucyjnych przepisów, ograniczeni w możliwości prowadzenia swojej działalności - skutki tego ograniczenia odbiją się zdecydowanie negatywnie nie tylko na ich funkcjonowaniu, ale również firm z nimi współpracujących, a także wspólnot mieszkaniowych oraz właścicieli nieruchomości, na których terenie zlokalizowane są legalne urządzenia reklamowe - piszą członkowie BCC w swoim oświadczeniu.
Wspomniana przez BCC niekonstytucyjność to przede wszystkim krytyka zapisów, które w pewnym stopniu działają wstecz. Chodzi tu o możliwość zakazu reklam i obowiązku ich demontażu nawet jeżeli zostały one ustawione legalnie, zgodnie z dotychczas obowiązującymi przepisami.

- Tzw. ustawa krajobrazowa daje radom gmin możliwość zanegowania dotychczasowego porządku prawnego i ustanowienia zupełnie nowych praw obowiązujących na ich terenie. Oznacza to, że procesy budowlane przeprowadzone na podstawie powyższych zgód, związane także ze znaczącymi nakładami finansowymi ze strony inwestorów mogą stać się nielegalne, wymagające rozbiórki. W naszej ocenie działanie takie stanowi naruszenie zasady lex retro non agit [z łac. prawo nie działa wstecz - dop. red.] oraz ochrony praw nabytych - argumentują członkowie BCC.
Pawilon handlowy na Siedlcach, a właściwie wieszak na różnego rodzaju reklamy.
Pawilon handlowy na Siedlcach, a właściwie wieszak na różnego rodzaju reklamy. fot. Krzysztof Koprowski/Trojmiasto.pl
BCC nie podoba się także fakt, że nowe zapisy ustawy "prowadzą do nałożenia kolejnego już ograniczenia w dysponowaniu nieruchomością przez jej właściciela czy użytkownika wieczystego." Związek neguje również zapisy o tworzeniu audytów krajobrazowych (m.in. dla ochrony cennych obszarów) przez władze wojewódzkie, których zapisów będzie musiał przestrzegać samorząd niższego szczebla.

Próba zaskarżenia zapisów ustawy krajobrazowej poprzez wystąpienie z wnioskiem o stwierdzenie jej niezgodności z Konstytucją RP, nie wstrzymuje jednak prac nad regulacją reklam w Trójmieście.

19 października w Sopocie przyjęto jednogłośnie uchwałę o przystąpieniu do sporządzania zasad rozmieszczenia reklam na terenie miasta. Kurort chwali się, że już od dawna wykorzystywał wszystkie możliwe narzędzia do opanowania chaosu reklamowego.

Chodzi tu przede wszystkim o plany zagospodarowania oraz fakt, że miasto zostało w całości wpisane do rejestru zabytków i objęte jest od 1979 r. ochroną konserwatorską jako "zespół urbanistyczno-krajobrazowy o szczególnych wartościach". Ponadto w rejestrze gminnym zabytków jest ponad tysiąc obiektów oraz 100 obiektów wpisanych indywidualnie do rejestru zabytków.

Sopot ma ułatwioną kontrolę reklam dzięki wpisaniu całego miasta do rejestru zabytków. Miasto dopuszcza jednak wyjątkowo duże nośniki reklam na odnowionych budynkach wzdłuż al. Niepodległości.
Sopot ma ułatwioną kontrolę reklam dzięki wpisaniu całego miasta do rejestru zabytków. Miasto dopuszcza jednak wyjątkowo duże nośniki reklam na odnowionych budynkach wzdłuż al. Niepodległości. fot. kk/Trojmiasto.pl
- Oznacza to w praktyce, że na wszelkie prace prowadzone na terenie Sopotu uzyskać należy pozwolenie Konserwatora Zabytków Miasta Sopotu. Dotyczy to również tymczasowego zagospodarowania i reklam. W związku z tym wszystkie reklamy i szyldy umieszczane w przestrzeni publicznej muszą mieć pisemną akceptację plastyka miejskiego. Takie pozwolenie ma formę decyzji administracyjnej konserwatora zabytków Miasta Sopotu - tłumaczy Marcin Skwierawski, wiceprezydent Sopotu.
Co ciekawe, w Sopocie dopuszcza się możliwość montażu reklam wielkoformatowych na okres maksymalnie trzech lat na budynkach wzdłuż al. Niepodległości zobacz na mapie Sopotu. Reklamy mają zrekompensować nakłady wspólnotom, które dokonały remontów elewacji. Ale i w tym przypadku niezbędna jest zgoda konserwatora zabytków.

Reklama na naczepie, na prywatnym terenie w Oliwie. Obowiązujące przepisy właściwie nie pozwalały na jej likwidacje w krótkim czasie.
Reklama na naczepie, na prywatnym terenie w Oliwie. Obowiązujące przepisy właściwie nie pozwalały na jej likwidacje w krótkim czasie. fot. Łukasz Unterschuetz/Trojmiasto.pl
Kilka tygodni wcześniej, 24 września, jako pierwsze miasto w Polsce, podobną uchwałę podjął Gdańsk.

- Zanim wypracowany zostanie ostateczny kształt zasad, miasto pracować będzie z mieszkańcami prowadząc seminaria i warsztaty, konsultacje społeczne oraz badania opinii. Podczas nich pytać będziemy gdańszczan co, ich zdaniem, z przestrzeni miejskiej powinno zniknąć, a co się pojawić i w jakich miejscach. W grudniu powinien powstać projekt miejskiej uchwały krajobrazowej uwzględniający wnioski z etapu konsultacji. Potem przyjdzie czas na opiniowanie propozycji i uzgodnienia z pomorskim wojewódzkim konserwatorem zabytków oraz - już w styczniu - na wyłożenie projektu uchwały oraz wnoszenie do niego uwag. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z tymi założeniami, głosowanie gotowej uchwały krajobrazowej możliwe będzie w marcu przyszłego roku - zapowiada Piotr Grzelak, zastępca prezydenta Gdańska ds. polityki komunalnej.

Wywożenie nielegalnych mobilnych reklam w 2012 r.



Gdańsk pod względem walki z reklamami jest pionierem w skali kraju. Dokument Koncepcji Regulacji Estetyki Miasta stanowi właściwie niemal gotowy materiał do wdrożenia.

Czytaj też: Gdańsk zdejmuje reklamy ze szkół i porządkuje śródmieście. Usunięto pierwszy wielki bilbord

Jego dotychczasowe przełożenie na efekty w przestrzeni miejskiej niestety ograniczało prawo. Zapisy "wędrowały" do nowych planów zagospodarowania (stworzenie lub nowelizacja jednego planu trwa kilka miesięcy), a ich egzekucją mógł zajmować się nadzór budowlany. Ten z kolei działał na tyle wolno, że reklamodawcy szybciej zmieniali reklamy i całą procedurę było można zaczynać od nowa.

Czytaj też: Reklama "na cwaniaka". Nie ma na nią mocnych

Wachlarz na granicy Gdańska i Sopotu był przykładem nietypowej i skutecznej walki z nielegalną reklamą. Przy zastosowaniu standardowych procedur prawnych, pewnie do teraz stałby tutaj wielki baner.
Wachlarz na granicy Gdańska i Sopotu był przykładem nietypowej i skutecznej walki z nielegalną reklamą. Przy zastosowaniu standardowych procedur prawnych, pewnie do teraz stałby tutaj wielki baner. fot. kk/Trojmiasto.pl
Pewnym przejawem niemocy prawnej, ale też apelem o pomoc parlamentarzystów przy zmianie prawa, był montaż wachlarza na granicy Gdańska i Sopotu zobacz na mapie Gdańska, przed jedną z nielegalnych reklam. Skutek był natychmiastowy - reklama zniknęła jeszcze przed pełnym montażem konstrukcji.

Najpóźniej w Trójmieście do przyjęcia uchwały Rady Miasta dot. sporządzenia zasad rozmieszczenia reklamy przystąpiła Gdynia. Odpowiednia uchwała została przegłosowana podczas sesji Rady Miasta 28 października.

Nie oznacza to jednak, że Gdynia nie walczy od dłuższego czasu z reklamami. Oprócz wspierania się aktami prawnymi na wzór Gdańska czy Sopotu, Gdynia jako jedyne miasto w aglomeracji podjęła decyzję o zakazie przedwyborczej walki na plakaty.

Trafny komentarz do śmietnika reklamowego, jaki fundują nam przy każdych wyborach politycy.
Trafny komentarz do śmietnika reklamowego, jaki fundują nam przy każdych wyborach politycy. andrzejrysuje.pl
Wprawdzie ustawa krajobrazowa nie obejmuje tego zagadnienia, ale bez wątpienia miasto dzięki wprowadzeniu zakazu wieszania dykt z twarzami kandydatów do Sejmu i Senatu, wyglądało po prostu estetycznie.

Kto chce przekonać wyborców do oddania na siebie głosu, miał możliwość zrobienia tego poprzez istniejące bilbordy lub wyznaczone przez miasto plansze.

Oczywiście nie oznaczało to, że kandydaci nie próbowali obejść decyzji radnych. W mieście spotkać można było lawety lub pojazdy w całości obklejone wyborczymi hasłami. Pojawiały się też reklamy na terenach prywatnych, ale doskonale widoczne z ogólnodostępnej przestrzeni publicznej.

Czytaj też: Gdańsk już jest zalany plakatami i po pierwszej walce wyborczej

Opinie (91) 2 zablokowane

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.