Fakty i opinie

stat

W pożyczkowym szachu?

Gdańsk tonie w długach. To nie żart. Miasto jest winne rozmaitym kredyto- i pożyczkodawcom łącznie około 366 milionów złotych. I zamierza występować do banków o kolejne pieniądze. Władze miasta uspokajają, że panują nad sytuacją. Niektórzy radni jednak mówią już o "pętli zadłużeniowej", która zawisła nad Gdańskiem...

Szacuje się, że deficyt budżetowy Gdańska w tym roku wyniesie ponad sto milionów złotych. Kondycja finansowa miasta nie jest więc dobra.
- Chcemy utrzymać wysokie tempo inwestycyjne i dlatego miasto zaciągnie w bieżącym roku łącznie około stu milionów złotych, w formie pożyczek lub kredytów - powiedział Krzysztof Szczepaniak, dyrektor Wydziału Kontrolingu Urzędu Miejskiego w Gdańsku. - Oczywiście, z przeznaczeniem na konkretne przedsięwzięcia. Nadal trzeba inwestować w remonty układu drogowego, unowocześniać tabor komunikacji miejskiej. Te działania kosztują.

Obecnie zadłużenie Gdańska m.in. wobec banków sięga 366 milionów złotych! Są to kredyty, pożyczki i obligacje, które miasto musi spłacać na bieżąco. Zdaniem niektórych radnych, sytuacja Gdańska jest zagrożona. Dług narasta i coraz trudniej go spłacać.

- Od dawna wskazujemy władzom Gdańska, że ich polityka kredytowa jest nierozsądna - stwierdził Aleksander Żubrys, gdański radny (SLD). - Deficyt budżetowy rośnie, odsetki od kredytów też. Oby nie sprawdził się najczarniejszy ze scenariuszy i miasto nie wpadło w pętlę kredytową, z której się już nie wyplącze.

Zdaniem Małgorzaty Chmiel-Woźnickiej, radnej Gdańska (PO), z zaciąganiem pożyczek nie można przeholować.

- Kredyty na inwestycje są pożądane - stwierdziła. - Warunek: muszą być to przedsięwzięcia przemyślane, które zaowocują w przyszłości wymiernymi zyskami.

W bieżącym roku miasto nie zamierza ubiegać się o kredyt z Banku Światowego lub innych tego typu instytucji zagranicznych. Czyżby władze Gdańska obawiały się, że starania mogą spełznąć na niczym? Bo w oczach zagranicznych banków nadmotławski gród nie jest postrzegany jako wiarygodny partner?

- Zarówno Bank Światowy, jak i Bank Rozwoju Rady Europy chętnie udzieliłyby nam kredytów - zapewnił Krzysztof Szczepaniak. - Problem jednak w tym, że proponowane przez zagraniczne instytucje warunki i wysokość odsetek są mniej korzystne niż oferta pożyczkodawców krajowych. Wybieramy więc banki w kraju i negocjujemy najlepsze warunki dla miasta.

Jak zapewnił Krzysztof Szczepaniak, od trzech lat miasto otrzymuje od Międzynarodowej Agencji Ratingowej w Stanach Zjednoczonych ocenę wiarygodności kredytowej: "BBB", co oznacza m.in., że jest postrzegane jako stabilne inwestycyjnie. Niższą ocenę ma np. Moskwa. Porównywalne otrzymały: Szczecin oraz Wrocław.

- Nie przekraczamy dopuszczalnego progu zadłużenia, wynoszącego 60 procent dochodów miasta - dopowiedział Krzysztof Szczepaniak. - W przypadku Gdańska, wynosi on niespełna 40 procent.

- Sytuacja jest pod kontrolą, miasto spłaca obligacje - stwierdził Jan Józef Stoppa, wiceprezydent Gdańska.

Aleksander Żubrys podkreśla jednak, że z długami żartów nie ma.
- Jeśli już zaciąga się kredyt na jakąś inwestycję, to trzeba ją błyskawicznie przeprowadzić, by przynosiła zyski - twierdzi Żubrys. - A z tym bywa w Gdańsku różnie.

Przykład: remont skrzyżowania ulic Kołobrzeskiej i Chłopskiej na Przymorzu. Od kilku miesięcy inwestycji nie można zakończyć, bo miasto nie potrafi przeprowadzić skutecznie procedury przetargowej na wykonawcę robót. Tymczasem pieniądze na przedsięwzięcie, ok. 2,9 mln złotych, pochodzą z Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju.

Opinie (12)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.