Fakty i opinie

WWF wyławia sieci z Bałtyku. Naukowcy: pod publikę

Już ponad 700 kg zgubionych sieci wyłowili ekolodzy z World Wild Fund z dna Bałtyku. Naukowcy twierdzą jednak, że ma to niewielki wpływ na ilość ryb w naszym morzu, a czasami wręcz im szkodzi.



W stare sieci nadal wpadają ryby.
W stare sieci nadal wpadają ryby. mat. WWF

Jak odnosisz się do akcji ekologicznych?

popieram je, warto walczyć o środowisko naturalne 35%
z mieszanymi uczuciami, niektóre są zbytnio "nadmuchane" 20%
z dużym dystansem, często stoją za tym prywatne interesy i pieniądze 30%
to oszołomy, jestem przeciwko tym hucpom 15%
zakończona Łącznie głosów: 957
Akcja organizacji ekologicznej WWF trwa od początku lipca. W jej ramach z polskiej części Bałtyku wyłowiono już ponad 700 kg zgubionych lub porzuconych sieci. Rybacy nie podjęli ich z wody z różnych przyczyn, najczęściej jednak podczas sztormów urywały się bojki, które oznaczały miejsca, w których zostały oznaczone. Ekolodzy mają co robić. Takich sieci są w Bałtyku tony.

- Sieci porzucone w morzu ciągle łowią, nie tylko ryby, które nigdy nie trafią na stoły, ale również ptaki i ssaki morskie. Mało kto mówi o tym niewidocznym problemie, chociaż jest on bardzo poważny, biorąc pod uwagę ilość sieci-widm, które mogą w Bałtyku zalegać oraz ich wpływ na żywe organizmy - podkreśla Piotr Prędki z WWF Polska.

Akcja potrwa do końca sierpnia. W zeszłym roku wyłowiono 6 ton sieci, głównie zaczepionych o wraki, zalegające na dnie morza. Naukowcy przekonują jednak, że problem nie jest wcale jednoznaczny.

- Największym zagrożeniem są sieci dryfujące, które cały czas łowią. Te, które opadły na dno, nie są już groźne. Często stanowią wręcz schronienie dla ryb - mówi Wojciech Pelczarski, wicedyrektor Morskiego Instytutu Rybackiego.

Dzięki temu, że Bałtyk nie jest głębokim morzem, problem nie dotyka nas tak bardzo. Na Oceanie Atlantyckim sieci mają nawet dziesiątki kilometrów długości i kilkaset metrów głębokości. Gdy zginą, razem z nimi przepadają tuńczyki, a nawet rekiny. I to hurtowo. Ryby męczą się i duszą, bo nie mogą się ruszać. Gdy sieć się napełni, gęsto utkana rybami, pod własnym ciężarem opada na dno.

- Od 2008 roku zabroniono stosowania pławic łososiowych, które były najbardziej niebezpieczne. Dlatego akcja ekologiczna z usuwaniem sieci jest robiona trochę pod publikę. Z jednej strony zwraca uwagę na problem, ale z drugiej nie jest on tak duży i ma znikomy wpływ dla rybostanu. Leżące na dnie sieci ryb już nie łowią - mówi Wojciech Pelczarski.

Opinie (81)

  • Skoro w naszym morzu pływają dziki to najgorzej z ekologią chyba nie jest...

    • 123 13

  • Panie Wojciechu rozumiem, ze wg Pana mozemy zasmiecac Baltyk

    bo patrzy Pan tylko na czubek wlasnego nosa a nie na to czy nasze dzieci i ich dzieci beda mialy ryby, czystsze wody itd. I ktos taki pracuje w Morskim Instytucie Rybackim. SZOK !!!!!!!!!!

    • 80 107

  • facet określił skalę tego "problemu"

    i ma rację: sieć zalegająca na dnie nie jest groźna dla ryb. Zaśmiecanie? niech się ekoludki wezmą za puszki z radziecką bronią chemiczną - to o wiele bardziej szkodzi Bałtykowi. Jednocześnie nikt celowo tych sieci nie porzucił - sieć kosztuje.

    • 59 9

  • sieci rybackie

    Unia nałożyła limity połowów, a WWF zabiera sieci rybakom... bezsens.

    • 13 57

  • Co nie zmienia faktu, że wszelkie akcje usuwające śmieci z naszych mórz są pożyteczne.

    • 40 2

  • czy to prawda

    ze niedaleko brzegu leza stare niemieckie beczki z chemikaliami/ bronia chem?

    • 70 6

  • Zabiera je z dna

    Chyba, że rybak sam chciałby po nie zanurkować.

    • 19 0

  • nie.

    • 3 14

  • ci co je widzieli już nie żyją

    • 18 1

  • tak to prawda ale wg Pana Wojciecha

    sa niegrozne i moga lezec dalej!

    • 14 12

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.