Fakty i opinie

stat

Walka z kurem, czyli o gaszeniu ognia w Gdańsku

artykuł historyczny

Gdańskie ladacznice w średniowieczu nie miały łatwego życia, gdyż gasić musiały nie tylko pożary męskich namiętności. Za to ci, którzy lubili podpalać, szybko mogli skończyć na szubienicy. Z kolei przedwojenni strażacy nie zawsze gasili wszystko i wszędzie. Oto historia gdańskiej straży pożarnej i pożarów.



Jednostka straży pożarnej przy ul. Sosnowej 2, niedługo po wybudowaniu. Dziś bez szczytu wieży, gdyż ten... uległ spaleniu.
Jednostka straży pożarnej przy ul. Sosnowej 2, niedługo po wybudowaniu. Dziś bez szczytu wieży, gdyż ten... uległ spaleniu. repr. z albumu "Był sobie Gdańsk"
Gdańscy strażacy przy jednostce przy ul. Ogarnej 1. Na fotografii widać w tle nieistniejącą dziś Wielką Synagogę.
Gdańscy strażacy przy jednostce przy ul. Ogarnej 1. Na fotografii widać w tle nieistniejącą dziś Wielką Synagogę. repr. z albumu "Był sobie Gdańsk"
Jeden z setek pożarów w Gdańsku 1945 roku. Płoną kamienice przy ul. Wały Jagiellońskie.
Jeden z setek pożarów w Gdańsku 1945 roku. Płoną kamienice przy ul. Wały Jagiellońskie. repr. z albumu
Jedni z pierwszych strażaków po wojnie w Gdańsku, zastęp nr V z Oliwy. Fotografię wykonano 8 listopada 1949 r. przy al. Grunwaldzkiej 516 A.
Jedni z pierwszych strażaków po wojnie w Gdańsku, zastęp nr V z Oliwy. Fotografię wykonano 8 listopada 1949 r. przy al. Grunwaldzkiej 516 A. ze zbiorów Mirosława Piskorskiego
Dokumenty, lusterko reklamowe i tabliczka Gdańskiej Ubezpieczalni od Ognia z czasów Wolnego Miasta Gdańska w zbiorach SH WMG.
Dokumenty, lusterko reklamowe i tabliczka Gdańskiej Ubezpieczalni od Ognia z czasów Wolnego Miasta Gdańska w zbiorach SH WMG. fot. Marek Gotard/trojmiasto.pl
Trudno zliczyć wszystkie pożary, jakie przez wieki nawiedzały Gdańsk. Gęsta, dawnymi czasy drewniana zabudowa sprawiała, że ogień trawił całe kwartały ulic, zostawiając bez dachu nad głową nawet kilkaset osób. Jeden z takich pożarów wydarzył się w roku 1570. Szalejący na Starym Mieście ogień pozbawił wówczas dachu nad głową ponad 700 rodzin. Pożogi nie omijały też słynnych gdańskich kościołów, Dworu Artusa czy Ratusza Głównego Miasta.

Gdańszczanie jednak dzielnie starali się stawić czoło żywiołowi. Już w 1451 roku rajcy miejscy wydali zarządzenie, by w każdych dziesięciu domach działały tzw. "roty przeciwogniowe" pod dowództwem rotmistrza. Cztery lata później wyszło kolejne zarządzenie, mówiące, że dachy domów w Gdańsku mogą być pokrywane wyłącznie dachówką.

Mieszkańcy zobowiązani byli do trzymania w gotowości sprzętu gaśniczego: skórzanych wiader, drabin, lin, siekier czy bosaków. Na wieżach kościołów zawsze dyżurowali obserwatorzy, którzy wywieszaniem flag czy biciem w dzwony sygnalizowali, że na mieście "się pali". Do służby przeciwpożarowej obowiązkowo wprzęgano też łaziebników, tragarzy i... prostytutki. Trudniący się tymi zawodami musieli porzucać swoje zajęcia i natychmiast biec tam, gdzie się pali i czynnie uczestniczyć w akcjach gaśniczych.

Podpalenie dawnymi czasami uważano za bardzo srogie przestępstwo, a podpalaczy przeważnie karano śmiercią. W zapisach historycznych przetrwało kilku z nich, m.in. zbój Szymon Mattern (lub Materna)(o jego zbójeckich dokonaniach czytaj w artykule "Krwawi bracia na gdańskim gościńcu"), pewien złodziej, który podpalił Kościół Mariacki czy sługa Jana Heweliusza, który w 1679 roku, ponoć z zemsty, podpalił dom słynnego astronoma, puszczając z dymem obserwatorium i bogaty księgozbiór.

W XVII wieku urządzenie gaśnicze mieszczanie trzymali w Wielkiej Zbrojowni. Zachwycał się nim podróżnik z Włoch, który dokładnie opisał je w relacji z podróży do Gdańska w 1652 roku. "Jest tam również urządzenie z brązu na czterech kołach ustawione i przypominające wielką kadź. Napełnia się je wodą, w środku ma olbrzymią sikawkę albo rurę z brązu, która obraca się na wszystkie strony, wodę z siebie wyrzucając" pisał zachwycony działaniem pompy Włoch.

Zawodową straż pożarną w Gdańsku powołano jednak do życia dopiero 1 lipca 1859 roku. Wtedy to w mieście utworzono pięć zespołów strażackich. Dodatkowo kilku strażaków pracowało też na przedmieściach.

Wraz z rozwojem i rozbudową miasta zwiększała się też liczba zawodowych strażaków. O ile w pierwszych latach funkcjonowania straż kosztowała miejską kasę ok. 60 tys. marek, to pod koniec XIX wieku kwota ta wzrosła do ponad 200 tysięcy.

W czasach Wolnego Miasta Gdańska w mieście istniały trzy duże strażnice - na Głównym Mieście przy ul. Ogarnej 1 zobacz na mapie Gdańska (dawny Dwór Miejski, dziś Dom Harcerza), przy ul. Sosnowej 2 zobacz na mapie Gdańska (także dziś siedziba strażaków) oraz przy obecnej ul. Kasztanowej zobacz na mapie Gdańskaw Nowym Porcie (mniej więcej w tym miejscu stoi dziś komisariat policji).

Przedwojenni gdańszczanie wiedzieli, że od ognia należy się obowiązkowo ubezpieczyć. Tym, którzy polisy nie posiadali, straż pożarna wystawiała słone rachunki za akcje gaśnicze. A w przypadku pożaru parceli, która nie miała właściciela, gdy ogień nie zagrażał innym budynkom, strażacy tylko pilnowali, by ogień się nie rozprzestrzeniał.

Największa i najpopularniejsza ubezpieczalnia "od ognia" mieściła się przy dzisiejszej ulicy Wały Jagiellońskie 36, gdzie dziś znajdziemy Prokuraturę Okręgową. Budynek ten ocalał z pożaru Gdańska w 1945 r., a tak to opisał Gunter Grass w Blaszanym Bębenku: "Tylko budynek Zachodniopruskiego Towarzystwa Ubezpieczeń od Ognia z czysto symbolicznych względów nie chciał spłonąć."

Ćwierć wieku później gmach ten miał mniej szczęścia, bo - już jako siedziba KW PZPR - został podpalony i częściowo spłonął w grudniu 1970 roku.

Wiosną 1945 roku szalejących pożarów nikt nie próbował nawet gasić. Wśród wielu wspomnień z tego okresu jest także to, w którym pojawia się fragment o straży pożarnej. Pisał o tym w niepublikowanych wspomnieniach Stefan Piskorski, który wraz z rodziną przybył do Gdańska na początku kwietnia 1945 roku. "Wśród zniszczonego i porzuconego na ul. Grunwaldzkiej sprzętu wojskowego czy samochodów, szczególną uwagę przyciągał straszliwie postrzelany samochód strażacki, stojący na wysokości Willi Uphagena. Ledwo się można było domyślić, że auto to było kiedyś czerwone".

Do zniszczonego miasta już na początku kwietnia przybyli też pierwsi zawodowi strażacy. Jako pierwsza w Trójmieście służbę rozpoczęła 23-osobowa grupa pożarników z Piotrkowa Trybunalskiego. W latach powojennych stopniowo tworzono kolejne strażnice. Obecnie na terenie miasta znajduje się pięć jednostek ratowniczo-gaśniczych.

Strażacy z Gdyni z najdłuższą drabiną

Pierwszą, ochotniczą straż pożarną na terenie Gdyni powołano do życia w 1912 roku w majątku rolnym Grabowo. Druhowie ochotnicy mieli do dyspozycji wóz konny i ręczne sikawki. Zawodowa straż pożarna powstała w Gdyni w październiku 1933 roku.

Jednostka straży znajdowała się przy ul. Władysława IV. W 1937 roku gdyńskich strażaków uznano za najlepiej wyszkolonych w Polsce. Oprócz nowoczesnych samochodów gaśniczych FIAT, strażacy z gdyńskiego portu mieli też najdłuższą w Polsce drabinę - 45 metrów. Jako pierwsi wykorzystywali też radiostacje. W 1939 roku gdyńscy strażacy aktywnie uczestniczyli w obronie miasta, za co zostali wysiedleni lub trafili do niewoli. Po wojnie, W kwietniu 1945 roku, działalność straży reaktywował Leon Korzenkwajec, przedwojenny komendant straży pożarnej.


Przygotowując tekst, korzystałem m.in. z "Bedekera Gdańskiego" Jerzego Sampa oraz materiałów Komendy Miejskiej PSP w Gdańsku.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (57)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.