Fakty i opinie

stat

Wchodzisz do wody? Pamiętaj, że już 50 m od kąpieliska plaża nie jest strzeżona

W upalny dzień nie ma lepszej ochłody niż kąpiel. Ale nawet w płytkiej wodzie trzeba zachowywać się rozsądnie i uważnie.
W upalny dzień nie ma lepszej ochłody niż kąpiel. Ale nawet w płytkiej wodzie trzeba zachowywać się rozsądnie i uważnie. fot. Agnieszka Potocka/trojmiasto.pl

Od początku roku na Pomorzu utonęło 25 osób, z czego prawie połowa w samym Trójmieście lub tuż obok. Obecna fala upałów z pewnością nie przyczyni się do zmniejszenia tej tragicznej statystyki, gdyż tylko w sierpniu w wodzie zginęło na Pomorzu sześć osób.



Gdzie się kąpiesz?

zawsze wybieram strzeżone kąpieliska 10%
różnie, ale zdarzają mi się także kąpiele w miejscach bez ratowników 42%
przeważnie na dzikich i niestrzeżonych plażach 48%
zakończona Łącznie głosów: 471
Dane te robią jeszcze większe wrażenie, jeżeli zestawi się je ze statystyką z lipca, kiedy to przez 31 dni zginęła w wodzie tylko jedna osoba więcej, niż przez pierwszych dziewięć dni sierpnia.

Jak podkreślają przedstawiciele wojewody, do niemal wszystkich wypadków dochodziło na kąpieliskach niestrzeżonych.

- Statystyki pokazują, jak niebezpieczne bywają kąpiele na niestrzeżonych akwenach. W tak upalne dni, szukając ochłody, nie zapominajmy o swoim bezpieczeństwie. Pamiętajmy, że kąpiel na dzikich plażach czy w rzece może być naszą ostatnią kąpielą. Nie przeceniajmy też swoich umiejętności pływackich - mówi Roman Nowak, rzecznik wojewody.
Takie przedstawienie sprawy jednak nieco zaciemnia obraz, bo kąpieliska zajmują często odcinek plaży o długości nie większej niż sto metrów, a do utonięć dochodzi ledwie kilkadziesiąt metrów dalej. Właśnie w ten sposób zginęło np. dwóch mężczyzn, którzy utopili się w miniony weekend w morzu przy plaży w Babich Dołach.

- Wszystko działo się może pięćdziesiąt metrów od strzeżonego kąpieliska. Sam odcinek strzeżony mógł mieć około 25 metrów szerokości, a na plaży było około 350-400 osób, więc siłą rzeczy tylko część z nich kąpała się pod okiem ratowników. Zresztą w wodzie w tym miejscu był przez cały czas ogromny tłok - opowiada Artur, bezpośredni świadek zdarzenia.
Z jego relacji wynika, że na ratunek obu tonącym jako pierwsi ruszyli nie ratownicy (zgodnie z przepisami, aby w ogóle rozpocząć akcję poza kąpieliskiem, musieli oni najpierw wyprosić z wody wszystkie osoby korzystające z plaży strzeżonej), a plażowicze. I to oni mieli ich wyciągnąć - na materacach - na brzeg. Później reanimację prowadzili już profesjonaliści, bardzo szybko pojawił się także ambulans. Mężczyzn nie udało się jednak uratować.

Mapka pokazująca, gdzie w tym roku dochodziło na Pomorzu do utonięć.
Mapka pokazująca, gdzie w tym roku dochodziło na Pomorzu do utonięć. mat. Pomorski Urząd Wojewódzki

Tu rodzi się pytanie, czy ratowników na naszych plażach nie jest zbyt mało?

Trudno określić zresztą ich dokładną liczbę, bo plaże chronione są przez kilka różnych podmiotów: są miejskie jednostki WOPR, są konsorcja złożone z kilku jednostek, jest wreszcie WOPR pomorski. Problem w tym, że działania wszystkich tych podmiotów są w gruncie rzeczy niezależne i nikt, przynajmniej w praktyce, nie koordynuje ich działań. Do tego liczba ratowników w poszczególnych jednostkach jest "płynna".

Nie jest też tajemnicą, że poszczególne jednostki WOPR mają spore problemy z obsadą i układaniem dyżurów. Sami ratownicy, choć anonimowo, przyznają, że wielu ich kolegów, tych z dużym doświadczeniem w zawodzie, wybiera latem pracę nie w Polsce, a na zachodzie Europy, gdzie stawki mogą być nawet kilkukrotnie wyższe niż u nas (z naszych informacji wynika, że na Pomorzu, średnio, ratownik może zarobić miesięcznie około 2 tys. zł).

- Akurat tej opowieści nie traktowałbym do końca poważnie, są takie przypadki, ale są to przypadki jednostkowe - mówi Marek Koperski, prezes pomorskiego WOPR. - Niemniej problem z brakiem rąk do pracy istnieje. Moim zdaniem ma on jednak inne źródło. Młodzi ludzie niezbyt garną się ostatnio do ratownictwa, nie pomagają także bardzo wyśrubowane wymagania ustawowe. Bywa tak, że ktoś potrafi doskonale pływać, ale nie zdaje testów, bo np. nie jest dostatecznie wytrzymały, co przecież przy ochronie plaż miejskich nie ma kluczowego znaczenia.
Sami ratownicy podkreślają zresztą, że jeżeli mogą, to starają się zabezpieczać również kąpieliska niestrzeżone. Tu problemem są jednak środki. Na przykład pomorski WOPR otrzymuje na ten cel - jak twierdzi Koperski - 150 tys. zł od wojewody. To niewiele, co można dobrze zobrazować, porównując tę kwotę np. z 300 tys. zł, które na ochronę swojej plaży łoży rocznie niewielkie Władysławowo. Jeżeli więc nawet, poza płatną pracą, ratownicy patrolują kąpieliska niestrzeżone także w ramach wolontariatu, to i tak jest to tylko kropla w morzu potrzeb.

Wchodząc do wody warto się więc zastanowić, czy lepiej skorzystać z zatłoczonego kąpieliska, czy też wybrać kąpiel w mniejszym ścisku, ale z dość złudnym poczuciem bezpieczeństwa, bo blisko plaży strzeżonej i - jak mogłoby się wydawać - również pod okiem ratowników. I wyboru dokonać nie ze względu na wygodę, a na bezpieczeństwo.

Warto też pamiętać, że przekonanie o tym, że toną przeważnie młodzi, nieodpowiedzialni i do tego pijani ludzie to nic innego, jak stereotyp. Z tegorocznych danych z naszego województwa wynika, że większość ofiar to osoby po 40 roku życia. I wiele z nich wcale nie weszło do wody po alkoholu.

Tłumy wczasowiczów na trójmiejskich plażach

Opinie (68)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.