Fakty i opinie

Wojenna tułaczka Jana Rohde

artykuł historyczny
Najnowszy artukuł na ten temat Wspomnienia przedwojennych Polaków z Gdańska
Jan Rohde po tym, jak trafił do amerykańskiej niewoli, został wcielony do polskiego wojska. Zdjęcie wykonano w 1945 r.
Jan Rohde po tym, jak trafił do amerykańskiej niewoli, został wcielony do polskiego wojska. Zdjęcie wykonano w 1945 r.

- Musieliśmy chodzić po górach z mułami, które woziły na front amunicję i żywność. Na dole widać było resztki tego, co zostawało z grubych drzew, po zejściu lawin. Lawiny były śnieżne i kamienne - opowiada 90-letni Jan Rohde. W kolejnym odcinku cyklu Trójmiejskie opowieści wspomnieniami dzieli się przedwojenny mieszkaniec Gdańska.



Ulicą jechały czołgi i transportery opancerzone. Siedzieliśmy ukryci w krzakach. Ja i AlikKartuz. Do francuskich partyzantów było już niedaleko. Nie udało się jednak. Musieliśmy wyjść. Mundur miałem już zniszczony i  bez niemieckiego orła, którego wyrzuciłem. Alik zaczął zmyślać, że pochwycili nas partyzanci, że bili nas i że zniszczyli nasze mundury. Kazano nam wracać do oddziału.

Szliśmy długo koło rzeki. Na noc zatrzymaliśmy się w opuszczonym domku obok dworca. Kiedy położyłem się na łóżku, pojawiły się pluskwy. Poszedłem więc pod próg i spałem na betonie. Ci, co zostali w środku, zostali pogryzieni.

Po powrocie załadowali nas do pociągu i wywieźli z Francji do Włoch. Takich jak my było więcej. Niemcy sformowali z nas kompanię do pilnowania ich bydła. Pełniłem więc służbę przy bydle, a później przy mułach. To było wysoko w górach. Na mułach jechała amunicja i żywność. Wysyłano nas ze zwierzętami na pierwszą linię frontu.

Masło w Hali Targowej i dom siostry babci

Siostra babci oraz kuzynka matki Jana wraz z dziećmi. Zdjęcie wykonano na podwórku domu przy St. Michaelisweg (obecnie Traugutta).
Siostra babci oraz kuzynka matki Jana wraz z dziećmi. Zdjęcie wykonano na podwórku domu przy St. Michaelisweg (obecnie Traugutta).
Do Gdańska przyjechałem w pieluchach. To był 1926 rok. Rodzice pochodzili z Kaszub. Mama Waleria mieszkała wcześniej w Kielnie, a tata TeodorRogulewie. Miałem trójkę rodzeństwa - starszego o trzy lata brata Paula, młodszą siostrę Hildegardę i małego brata Erwina, który zmarł z powodu choroby w czasie wojny.

Pamiętam, że tata miał swoje stoisko w gdańskiej Hali Targowej. Kupował w Polsce masło od gospodarzy. Po czym dzielił na funtowe porcje, a mama sprzedawała. Można też było kupić u nas śmietanę i jajka. Byłem wtedy małym chłopcem i przesiadywałem obok mamy na krześle.

Kiedy podrosłem, chodziłem do katolickiej szkoły przy dzisiejszej ulicy Smoluchowskiego. I Komunię Świętą miałem w kościele Chrystusa Króla zobacz na mapie Gdańska, a bierzmowany byłem w kościele Serca Jezusowego zobacz na mapie Gdańska. Nasza rodzinie pomogła siostra babci. Razem z mężem mieli trzypiętrowy budynek przy Michaelisweg, czyli Traugutta. Był tu także niższy dom, gdzie mieszkaliśmy na piętrze. A ciocia miała też krowę i świnie.

Przeczytaj też: Historia Herz-Jesu-Kirche, czyli "kościoła na Czarnej"

Tata w I wojnie walczył w niemieckim wojsku, a później był w polskim. Brał udział w wojnie polsko-bolszewickiej. Wiem też, że naszą rodzinę chciano wysiedlić z Gdańska. Tata wstąpił więc do Związku Polaków. W szkole zacząłem uczyć się po polsku. Trzy lata powtarzałem czwartą klasę, po czym mnie wypisano. Ojca, za to że należał do Związku Polaków, w czasie wojny zabrali do obozu. Przyjaciel ojca, starał się, żeby go zwolnili.

Dynamit we włoskich górach

Jan Rohde pod koniec wojny trafił do 2. Korpusu Polskiego.
Jan Rohde pod koniec wojny trafił do 2. Korpusu Polskiego.
Wypuścili ojca. Później pracował w gdańskiej stoczni, która budowała okręty podwodne. A ja na początku wojny dostałem nakaz pracy. Najpierw zatrudniony byłem u znajomego ogrodnika na cmentarzu św. Mikołaja zobacz na mapie Gdańska. Później pracowałem w restauracji, a potem byłem gońcem w służbie przeciwlotniczej. W 1943 zabrano mnie do wojska.

Miałem kilkanaście lat i podobnie jak brat trafiłem do Francji. Grenoble, Lyon, Gap. Na front mnie wtedy nie wysłali, bo miałem w dowodzie napisane, że jestem Polakiem. Potem przenieśli mnie do Włoch.

Pamiętam, jak musieliśmy chodzić po górach z mułami, które woziły na front amunicję i żywność. Na dole widać było resztki tego, co pozostawało z grubych drzew, po zejściu lawin. Lawiny były śnieżne i kamienne.

Przeczytaj również: Kury w szafie, czyli gospodarstwo w czasie wojny

We Włoszech pracowałem też przy budowie bunkrów. To była miejscowość, gdzie stacjonowały niemieckie czołgi. Saper dawał mi dynamit, a ja zakładałem ładunki. Po wybuchu powstawały wnęki. Nawet do 10 metrów w głąb góry.

Były tu niemieckie okopy, bunkry i podziemne przejścia. A w dole droga. Siedziałem we wnęce i obserwowałem, jak Niemcy gnali na front. Gdy zbliżali się Amerykanie, my Polacy, złożyliśmy broń i poszliśmy do niewoli. Jeden z amerykańskich żołnierzy, kiedy byliśmy w niewoli, powiedział, że Polacy, którzy służyli wcześniej w Wehrmachcie, mogą wstępować do 2. Korpusu Polskiego. Wstąpiłem i szkoliłem się przy moździerzach.

Dozorca cmentarza, który ocalił figury

Po wojnie przetransportowano nas statkiem na Wyspy Brytyjskie. Początkowo planowałem wyjechać stamtąd do Kanady lub Afryki. Nie znałem losów rodziny, która została w Gdańsku, bo wszystkie listy, które wysyłałem wracały z informacją, że nie ma takiego adresu.

Dzięki pomocy Czerwonego Krzyża spotkaliśmy się w Anglii z bratem, który we Francji dostał się do amerykańskiej niewoli. Otrzymałem też w końcu odpowiedź na jeden z listów. To dzięki jednemu listonoszowi, co pracował w powojennym Gdańsku, ale znał też niemieckie nazwy ulic. Wiedział, gdzie doręczyć mój list.

Wróciłem wiosną 1947 roku i trafiłem do obozu w Nowym Porcie. Przez siatkę zobaczyłem się z bratem mojego ojca, który chodził po obozach i szukał swoich trzech synów. Po dwóch czy trzech dniach zwolnili mnie.

Rodzina po wojnie mieszkała w drewnianym domku na Cmentarzu Garnizonowym zobacz na mapie Gdańska. Ojciec był tam dozorcą, miał też ogrodnictwo. Dom siostry babci nie przetrwał wojny. Mama opowiadała, że w 1945 roku wypędzono ich do lasu na Jaśkową Dolinę. Kiedy wróciły, dom był już spalony.

Początkowo nie mogłem dostać obywatelstwa polskiego. Komuniści utrudniali mi życie. Przez rok pracowałem w fabryce, potem zostałem dozorcą na cmentarzu św. Franciszka zobacz na mapie Gdańska. Lubiłem ziemię i ogrodnictwo, więc się zgłosiłem. Sadziłem drzewa, tarasy robiłem. Pracowałem też u kamieniarzy: wykuwałem litery. Za taką w marmurze płacili dwa, a za taką w granicie cztery złote. Nawet sto liter dziennie potrafiłem zrobić. W marmurze, bo w granicie to mniej.

Później robiłem też sam pomniki i hodowałem chryzantemy. A kiedy likwidowano cmentarze wzdłuż Wielkiej Alei, pomyślałem, że warto byłoby ocalić i sprowadzić na cmentarz świętego Franciszka trzy figury.

- Możecie dostać, ale transportu już nie dam - usłyszałem od kierownika.
Z samochodem i dźwigiem pomógł mi kolega. Ze cmentarza św. Józefa przewieźliśmy figurę Jezusa, a z cmentarza św. Mikołaja zobacz na mapie Gdańska figurę Matki Bożej. Trzecia była figura modlącej się kobiety. A potem zlikwidowali przy Wielkiej Alei cmentarze i zrobili parki.

Trójmiejskie opowieści to cykl, w którym mieszkańcy prezentują stare fotografie z terenu Gdańska, Gdyni i Sopotu oraz wspominają związane ze zdjęciami historie. Jeśli chciał(a)byś podzielić się swoimi opowieściami i fotografiami, napisz na adres j.gilewicz@trojmiasto.pl

Opinie (77) ponad 20 zablokowanych

  • Serdeczna prosba do portalu (11)

    Opiszcie zyciorysy pomordowanych przez naszych niemieckich przyjaciol nie tylko w Piasnicy ale rowniez w Szpegawsku i Sztutowie.Bedziecie mieli materialu na setki lat.

    • 40 9

    • Odgrzeje kotleta. Ktoś wspomniał by napisać o pomordowanych przez niemców.

      Tylko jak zwykle temat się rozmył przez dopisywanie o ruskach, elfach itp. zapomniano o głównym temacie czyli niemcach. Tak jak już ktoś napisał: "Opiszcie zyciorysy pomordowanych przez naszych niemieckich przyjaciol nie tylko w Piasnicy ale rowniez w Szpegawsku i Sztutowie.Bedziecie mieli materialu na setki lat."
      Bez wspominania już o ruskich, niech to bedzie na inny temat.

      • 0 0

    • (7)

      A może niech opiszą życiorysy członków gdańskiej Polonii pomordowanych w samosądach przez bosych antków do Gdańska? Gdańskich Polaków którzy zostali zmuszeni przez kresowych imigrantów do ucieczki z Gdańska i Polski. Ludzi,których do późnych lat sześćdziesiątych prześladowano za fakt urodzenia w Gdańsku przed 39 rokiem pomimo deklaracji polskości.
      Kresowa hołota w zachowaniu niczym nie różniła się od obecnych muzułmańskich imigrantów, jedna wielka dzicz. A ich potomkowie, teraz uważają się za Gdańszczan. Nigdy nimi nie będziecie, wasi dziadowie mają Gdańską krew na rękach, za te krzywdy,których dokonali nikt nigdy nie przeprosił.

      • 14 16

      • myślisz naiwniaku, że pomorzanie do ub nie wstępowali?

        niektórzy wcześniej zaliczyli Selbstschutz a potem ub

        • 1 0

      • czerwoni prześladowali wielu porządnych Polaków,

        rdzennych gdańszczan też,
        a jeśli myślisz, że uciekinierzy z kresów (m.in. z Wołynia) byli od tych prześladowań wolni to się grubo mylisz,
        Insynuowanie, że Polacy z Kresów, którzy uciekli przed bolszewią, przyszli tu prześladować ziomków Brunona Zwarry jest idiotyzmem, jest wredną manipulacją.

        • 3 0

      • (1)

        Popieram,prawda widać że znasz temat, zwłaszcza określenie bose antki w tym temacie wszystko.Mogą się uważać za gdańszczan, ale oni są co najwyżej mieszkańcami Gdańska-taka mała subtelność.

        • 1 3

        • te "bose antki" to między innymi ci którym udało się uciec z Wołynia

          debilu

          • 5 0

      • Dlaczego redakcja WP toleruje oraz popiera teksty i opinie typu: "Kresowa hołota"? (1)

        Wstyd za redakcje i cenzure która pozwala na dzielenie i plucie na innych! Ludzie z kresów nie przybyli tu z własnego wyboru. Zostali wypędzeni z własnych domów na wschodzie. Proszę pamietac ze tej "Kresowej hołoty" jest w trójmieście jakiś 80% wszystkich mieszkańców.

        • 9 7

        • Ale to trojmiasto.pl a nie wp

          • 4 0

      • Nie pie**l glupot

        Znam ossobiscie wielu tych gdanskich Polakow czy tez Niemcow i ich dzisiejszych potomkow i nikt ich nie przesladowal i nie mordowal a wiem co pisze. Tak ze nie siej wrogiej propagandy i nie pisz idiotyzmow.

        • 11 5

    • Portal nie bedzie pisac o przodkach tych którzy teraz zmieniaja historię oraz sa pracodawcami lub właścicielami poteali i (1)

      Wg. "nowej" historycznej i poprawnej wersji to Polska napadła na niewinnych niemców w 1939 a oni bronili sie tylko przed tym faktem i w ramach obrony wymordowali dziesiatki miliomów ludzi na całym świecie

      • 6 3

      • może Der Dziennik o tym napisze?

        A GPEC (czyli Stadtwerke Leipzig GmbH) zasponsoruje jakieś badania, wydawnictwa? Ostatecznie zarabiają na czysto kilkadziesiąt milionów rocznie na gdańszczanach więc stać by ich było.

        • 0 0

  • To zdjęcie, na tle zrujnowanego Gdańska jest Zrobione z ulicy Na Stoku, dom i okna obok lewgo łokcia kobiety (35)

    Widać dom na miejscu, którego stoi obecnie zakład cukiernika Płończaka, dom ten spłonął w bodajże w 1982 roku, w mieszkaniu na parterze, okna po lewej, mieszkała rodzina Dering, wyjechali do RFN - w jednym z tych okien, drugim od lewej, na szerokim parapecie stała a raczej siedziała lalka-zabawka przez wiele lat.

    Na lewo, w sumie niewidoczna, ulica Schwarzes Meer czyli morze Czarne, zniszczona całkowicie - przez nią wdarły się wojska rosyjskie do miasta w głównej mierze.
    Za łokciem mężczyzny, w tyle, stoi dom rozebrany na początku lat 70

    Za nimi, lekko na lewo, budują obecnie Forum Radunię.

    Nazwisko Rhode przewijało się wśród chłopoców z parafii Chrystusa Króla, mieszkających w rejonie ul. Jasnej, w latach 70, może to rodzina...

    • 30 1

    • Mam wątpliwość , miedzy Panem a Panią na zdjęciu jest ulica Am Berg( Górka) zaś ulica Schwarzes Meer jest bardziej na lewo tam gdzie wysoka lipa.Dom w tle, był podparty od strony Biskupiej ,na przeciw tego domu była mała fabryczka pasty do podłogi chyba pana Lubienieckiego .

      • 0 0

    • dodam też kawałek (32)

      W oficynie tego domu ( z tyłu) w takiej przybudówce mieszkała rodzina Krauze, wyjechali przed 1970 r. W tym domu co spłonął mieszkał krawiec , który pracował w sądzie to p. SZ .ul.Schwarc Meer- na niej gruzach był skup butelek i szmata dalej w dól po prawej stronie" fabryka" pasty do podłogi p. L.na przeciwko tej fabryki 4 piętrowy dom podparty słupami itd. itd.

      • 6 0

      • No nieźle...Krauze itd. wszystko się zgadza. (29)

        Musiałeś tam mieszkać,minimum w latach 60 ub.wieku.
        albo odwiedzać kogoś.
        Pamiętasz "drogę" w kierunku U.M ? Zakład blacharski, ale nie był to zakład samochodowy, Andrzej I. Z resztek po blachach robił zbroje rycerskie... Stolarnię na wysokości Górki, przychodnię, dzisiaj w jej miejscu biegną tory tramwajowe... a duży dół-staw za plecami widocznych osób? Niewidoczny przez gruzy, przylegał do omawianego domu...

        Stamtąd, wzdłuż muru domu, jako integralna część muru, nad stawkiem, biegł taki betonowy występ-chodnik po całej długości ściany... - sprawdzałem, która jest godzina na wieży zegarowej dworca głównego PKP.

        Pamiętasz czy tam gdzieś był sklep Kurmina?

        • 1 0

        • jeszcze mały kawałek (28)

          Bingo, to moje tajemnicze i urokliwe miejsce, rodzina i ja mieszkaliśmy w tym miejscu od 1945 do 1970 r.
          Przychodnię ( tam był taki śmieszny podjazd) pamiętam, a taką stację transformatorową( z czerwonej cegły) też.Pamiętam też knajpę Biskupia 4.
          Mieszkałem róg Biskupiej i Na Stoku.
          Pozdrawiam

          • 4 1

          • Ten budyneczek transformatorowy likwidowano na początku lat 70, był otwarty a w nim pełno jakichś celofonaów (24)

            a może jakiegoś rodzaju celofanu, bawiliśmy się w nim...,w pobliżu odnaleźliśmy dobrze wykonaną ziemiankę..Knajpę z Biuskuoiej 4 zlikwidowano przed 1970, dużo skarg było na pijaków leżących na chodniku i na schodach do knajpy, oraz na bójki, chodzili bić się na Salvator....

            Na którym rogu mieszkałeś i na którym piętrze? Na mieszkaniu pozostała rodzina?

            Pozdrawiam.

            • 2 0

            • Biskupia (23)

              Witaj, wyprowadziliśmy się 20 lipca 1970 r. cała Rodzina. Biskupia 8, drugie piętro nad sklepem spożywczym , mówiąc krótko w samym" cecntrum ".

              • 0 0

              • Nad Spółdzielnią...Kierownik pan Olszewski z żoną, mieszkali na dolnym Stoku... (22)

                Po was zamieszkała w tym mieszkaniu rodzina K. Jedna z dwóch córek jest żoną pana Nowaka - Sklepy mięsne, kilka dni temu był o nich artykuł na tym portalu ze zdjęciami...
                Całkiem ładne to mieszkanie było, zwłaszcza jak na tamte czasy, bywałem w nim często.
                Na drugim rogu był szewc, w tym czasie zmienił się właściciel sklepu warzywnego na kolejnym rogu, pana Etmańskiego zastąpiła rodzina Jagackich mieszkająca w pobliżu na ul Na Stoku 12B a na kolejnym rogu, czwartym, znajdowała się Pasmanteria... Nad nią mieszkania z już z rozebranymi balkonami, po urwaniu się balkonu z kobietą w kamienicy Na Stoku 12D - od strony podwórza, po tej tragedii rozebrano sporo balkonów na dzielnicy.

                To było prawie pół wieku temu...a - i z góry, ze swoich okien, spoglądałeś na latarnię gazową z czasów przedwojennych zawieszoną nad skrzyżowaniem... Były na dzielnicy cztery takie lampy gazowe zawieszone nad ulicami...

                Na naszej klasie w profilu Biskupia Góra masz kilka zdjęć z tego terenu...podobnie na Biskupia Gorka...- strona stowarzyszenia, galeria - zdjęcia mieszkanców, są i wspomnienia..

                • 0 0

              • ciąg dalszy wspomień... (21)

                Na pierwszym pietrze nad pasmanterią ( teraz rzeczywiście bez balkonu) mieszkał mecenas osoba o wysokiej kulturze osobistej , dalej wspominając Biskupia 7, znajdował się szewc z charakterystycznymi dwoma dużymi kotami, takich nigdy już nie spotkałem,na pierwszym piętrze tego domu mieścił się zakład krawiecki nijakiego p. Kiełbasy, sic.
                Latarnie gazową z dokładnością do kilku minut zapalał p. z kijem , jeździł rowerem, zresztą ówczesna ul. Jedności Robotniczej miała takie oświetlenie.Cieszę się że bywałeś, w moim byłym mieszkaniu ono też ma historię, ale to już inna sprawa,
                pozdrawiam Piotr

                • 1 0

              • Każde mieszkanie ma jakąś historię a te ze starych domów to już w ogóle są historiami i tajemnicami przez duże T. (20)

                Widać, że kawałek Ciebie pozostał w tamtym miejscu, myślę, że niebawem nie będzie do czego wracać, pomijając wspomnienia, bliskość budowanej Forum Raduni oraz dobre położenie całej tej " dzielnicy " spowoduje, że przemieni się ona w luksusową strefę dla ludzi bogatych.

                W mieszkaniu tym bywałem często z tego powodu, że dwaj bracia tam zamieszkali byli moimi kolegami, uwielbiali zjeżdżać po poręczy co było dość ekwibrylistycznym zadaniem z powodu bliskości poręczy do samej ściany...

                Wspomnień dużo, każdy kawałek tej mini dzielnicy przywołuje wiele wspomnień, ale cóż, życie ma to do siebie, że nie wraca się w przeszłosć, pzosotają tylko wspomnienia...Nawiasem mówiąc, człowiek nigdy nie wie co by było gdyby... np co by bylo z nami, gdybyśmu mieszkali do dzisiaj w swoich mieszkaniach na Biskupiej i na Stoku...

                Tego Nie Wie Nikt.

                Moje mieszkanie zapewne posiadało więcej i większe tajemnice i historię, o tym jestem przekonany, ale cóż, mogę się mylić..., mieszkałem po prawej stronie ulicy, w 3 klatce od sklepu o którym napisałem, że zmienił się właściciel w czasie Twojej wyprowadzki, patrząc w kierunku mieszkania kierownika o którym wspomniałem poprzednio a nad którego sklepem mieszkałeś...

                Z okna patrząc prosto widziałem drzewo stojące niemal przy bramie szkoły 21 a dalej za nim, w kierunku Okopowej, jakieś 200 metrów, znajdował się mostek nad Radunią...Mieszkałem tam do 1990 roku,

                • 0 0

              • ciąg dalszy... (19)

                Klatka schodowa miała dwa piętra,do mojego mieszkania były kręte schody,ale z pierwszego pietra schody proste, poręcz, nie raz zleciałem na dół koziołkując , ale zawsze szczęśliwie .Wracając do kierownika tam też pracowała jego żona, mieli chyba dwie córki.
                Z tego widać ,że powinniśmy się znać.

                • 0 0

              • Wygląda na to, że jesteś starszy ode mnie :-) (18)

                Żona Kierownika, blondynka, dość korpulentna, średniego wzrostu, nie znałem córek kierownika, albo nie kojarzyłem ich jako córek kierownika sklepu.
                Schody Twojej klatki schodowej były / są od dołu proste a od I piętra zakręcone, dość strome, zwłaszcza te dolne. Obok w klatce mieszkał Alkapone na I piętrze a na dole Heniek, który zagazował się razem z kolegą we śnie w własnym domu...

                Na Twoim podwórku i na bocznym bliżej Ranczo graliśmy w banczek często.
                Dom sąsiedni, przy Biskupiej, podparli belkami od w/w podwórka i tak stał latami...aż go rozebrali, na jego miejscu Alkapone posadził krzaki i drzewka...

                W którym roku się urodziłeś?

                • 0 0

              • cd (17)

                Rocznik 1950 ,no właśnie czuję małą różnicę wieku. Znam nazwiska wszystkich mieszkańców tego budynku ( tych pierwszych zaraz po wojnie), historia tych rodzin jest fascynująca od hrabiego De Viskonti ( autentyk) do cieśli.Wiesz, lata mijają ale już w tedy kręcił się jakiś gość po odbyciu kary wiezienia co handlował warzywami, mieszkał na I piętrze po lewej stronie, przez starych mieszkańców był co najwyżej tolerowany. Późniejszego " establishmentu" nie znam. Czasami odwiedzam to miejsce i widzę innych ludzi i inne ich zwyczaje,ale tam zostało moje dzieciństwo i lata młodość -beztroskie
                Ten dom co został wyburzony ,zamykał jakby nasze podwórko byłych mieszkańców też znałem.

                • 0 0

              • Tak, ten dom zamykał podwórko... (16)

                Całkiem inny klimat był na podwórku, kiedy ten dom jeszcze stał, ale trzeba przyznać, że pomijając nostalgię, nie było to ekstra podwórko...Małe i bez atrakcji, tyle, że dla Ciebie blisko mieszkania i dawało poczucie bezpieczeństwa i anonimowości...

                Jak się wyprowadzałeś to miałem 6 lat i szedłem niebawem do szkoły Nr 21 do której raczej nie zdążyłeś pójść bo chyba w 1964/1965 ją oddali do użytku, mogłeś chodzić do innej szkoły z moją starszą siostrą, ale ona o 4 klasy niżej...
                Pierwszą osobą, która mi przyszła na myśl, która jest z tego samego rocznika co i Ty, jest Maryla-Maria wówczas Dog...ska, widać ją na filmie
                " Walet Pikowy " z 1962 roku, dziewczynka z lalką na schodach przy Budynku Biskupia 11 to ona jest właśnie, fragment tego filmu jest umieszczony na NK profil Biskupia Góra. Mieszka na górnej Biskupiej, na lewo, Pierwsze piętro.
                Ten sąsiad . o którym wspomniałeś, od warzyw, to Józef o pseudonimie Alkapone, nie żyje już. Był samotny. Lubił czasami wypić a bez ustanku walczył z systemem na swój sposób.

                Ciekawe co się stało z Hrabią De Viskonti... Nie słyszałem o nim... Być może zdążyłeś coś u nas kupić bo to moi rodzice przejęli sklep, o którym wspominałem a który widziałeś ze swoich okien... albo Twoja mama gotowała obiady z " naszych" produktów przez kilka miesięcy - do czasu Waszej wyprowadzki...
                Chyba, że miała kartę stałej klientki u Państwa Kowalke :-)

                Zdążyłeś zobaczyć kilka rzeczy, który ja już nie miałem okazji ujrzeć na dzielnicy, ale za to ja widziałem " Dalszy Ciąg " :p

                Miłego dnia.

                • 0 0

              • (15)

                Mieszkali we dwoje starsza pani Pawłowska i jej siostrzeniec hrabia,gość znający biegle francuski, oczytany , dużo czytał nawet siedząc na podwórku, ale miał jedną wadę lubił wypić, oj lubił , był na rencie , gdyż nie pracował.Pochodzili gdzieś z pod Lwowa,pokazywał dokumenty o majątku, sprawdzałem, że tak powiem u jego ciotki, pokazywała zdjęcia z ich majątku.W porównaniu z innymi sąsiadami, zawsze elegancko ubrany i zawsze ogolony,mówiąc krotko miał klasę.Zmarł nagle w 1967r. w tym mieszkaniu.Jego Ciocia jako już osoba w bardzo podeszłym wieku po roku, trawiła do domu opieki społecznej.Zakupy robiliśmy u p. Kowalkie,jakieś u p. Etmanskiego( też ciekawa postać) i pewnie u Twojej Mamy.Ten film kręcili w sierpniu, pamiętam zbliżał się koniec wakacji, dziewczynki nie pamiętam.SP nr 7i dwa lata w 67 na Żabim Kruku .Szkoła 21 powstała na starym cmentarzu , który ciągnął się do Raduni musiało to być gdzieś 1965 lub 1966 chodzili do niej moi młodsi bracia,
                pozdrawiam Piotr

                • 0 0

              • Pamiętasz może czy między Twoim podwórkiem, Semaforownią a budowaną Forum Radunia (14)

                był jakiś sklep spożywczy, monopolowy, warzywny itp

                • 0 0

              • mała podpowiedz ? (13)

                Mówiąc szczerze , nie pamiętam, jakbyś bliżej określił . Szukam w pamięci, ale nic mi nie przychodzi do głowy.

                • 0 0

              • No właśnie, że nic nie wiem na ten temat, ale (12)

                kiedyś usłyszałem, że ktoś poszedł w tamten rejon na zakupy a dokładniej : " Do Kurmina ".
                I to mnie zaciekawiło, bo nie kojarzę, by tam znajdował się jakikolwiek sklep, o ile słowo-nazwisko-pseudonim Kurmin jest mi znane tzn. Słyszałem to słowo-nazwisko jako młody chłopak, to nic nie mogę znaleźć , by on prowadził jakiś sklep...
                - ale to taka drobna sprawa w sumie.

                Miłego wieczoru.

                • 0 0

              • może to jakaś....... (11)

                Może jakaś melina ( żart), monopolowy był na Ogarnej.Teraz się zastanawiam czy PSS Społem p. Olszewski czy był w sklepie alkohol może wino, ale chyba nie- to mnie męczy!

                • 0 0

              • Twój żart nie jest wcale żartem, z tym, że z lokalizacją na "Fabryce".... (10)

                W Spółdzielni były tanie wina, puste,ciężkie drewnaine skrzynie z kratkami zrobionymi z listewek wewnatrz, stał zaraz na lewo po wejściu do sklepu. Z rana, przed tymi skrzyniami po winach ustawiano stolik, gdzie z konwi stojących obok a przywiezionych w nocy, nalewano mleko do kanek.

                Na wprost wejścia do sklepu, na ścianie stał duży regał ścienny z winami marki Wino w cenach 19zł 21zł i 23 zł.

                W drugiej części sklepu, też na lewo, ale po schodkach obok wspomnianych wyżej skrzyń po winie i stolika z mlekiem, gdzie była mała sala i biuro sprzedawano wódkę czystą po 121 zł i Żytnią po 146 zł oraz lepsze wina jak się trafiły np Czardasz z Węgier po 118 zł.

                Na Ogarnej było monopolowy, w latach 80 zamieniony na komis, Na Zaroślaku Sam z wódką, wybudowany razem z czterema 10 piętrowymi blokami... No i u nas w sklepie było piwo, w małych ciemnych butelkach tzw. Baryłkach , dzisiaj już takich butelek nie ma w użyciu, Piwo kosztowało 3.60zł, kolejny sklep na Lubuskiej, już zlikwidowany. Jeszcze Sam na Kocurki... a dalej to już na Łąkowej, Delikatesy na Rajskiej itd. A i Centromor - sklep mini Sam na parterze, później pierwszy Salon Idei - Orange dzisiaj...

                No i tzw. Meliny, które tak naprawdę były "Metami".
                Wypada też wspomnieć Pewexy z wódką po dolarze.

                Na Zdrowie! :p

                • 0 0

              • wychowanie w tzreżwosci Darek, (9)

                Wszystko zgadza się 10/10, mleko ,regał z winem i jego ceną ,ale za moich czasów wódka " czysta " czerwona nalepka 21 zł pół litra,były też ćwiartki.
                pozdrawiam

                • 0 0

              • Tak, kiedyś cena była niższa, ale ja byłem niemowlakiem wtedy i wówczas interesowało mnie wyłącznie mleko. (8)

                Pamiętasz w drzwiach sklepu Społem czyli w Spółdzielni kratę rozsuwaną na takiej szynie, którą podnoszono niczym ramię i przytwierdzano do framugi haczykiem? Podnosiliśmy ten haczyk a szyna stalowa z hukiem upadała na kamienny próg, nie muszę dodawać, ze szybko uciekaliśmy w takich momentach, albo zrzucaliśmy po schodach kamień do sklepu pana Etmańskiego... Musieliśmy to podpatrzeć od starszych kolegów... miałem wtedy 4-5 lat...

                Jak rozumiem, Ty za bardzo nie integrowałeś się z podwórkową młodzieżą ?

                • 0 0

              • oj byłeś niegrzeczny, no no... (7)

                Darek i tu się mylisz,ze względów pedagogicznych i wychowawczych, celowo nie piszę o swoich poczynaniach,bo wszyscy nas " znali" i o anonimowość było trudno, nieraz mój Tata miał ze mną duży problem.Zaś co się tyczy p. Etmańskiego ( fakt słabo mówił po polsku) to mój Ojciec wszystko mi wyjaśnił ( jego historię) i swoje postępowanie w stosunku do niego zmieniłem.W tamtych czasach dzielnicowym był taki gość , z którym się wszyscy liczyli, nawet ci co z prawem byli bardzo na bakier, takie to były czasy.Po jego odejściu jego skończył się pewien etap, później już było tylko żle.
                Wspomnę tylko , że jak trzeba było to z podwórka Biskupia 4, wychodziliśmy koło Twojej klatki , oczywiscie w sytuacjach szczególnie " nadzwyczajnych".

                • 1 1

              • Tzn. że przechodziliście piwnicami, skoro wyjście było koło mojej klatki? (6)

                Każde czasy mają " Swój Folklor" m,n kiedyś podwórka, place i ulice były pełne dzieci i dorosłych, kto dzisiaj na Biskupiej gra w Palanta? Biega ktoś z kółkiem na drucie po ulicy? a może ktoś strzela z puszek w które włożono karbid ? Kto biega z procami? Kto gra w" Noża: ? Pływa ktoś tratwami po Raduni? Nikt zapewne...

                Grali za Ciebie "W ŻYDA" ? Dzisiaj strach się przyznać do takiej nazwy gry ulicznej...

                Wszystko się zmieniło, szkoda tylko, że dzisiaj ludzie dorośli i dzieci siedzą głównie przed komputerami, nie wyjdzie im to na zdrowie...
                Dobrej Nocy...

                • 0 0

              • muszkieterowie (5)

                Te wszystkie przejścia znali tylko miejscowi,dawało to poczucie bezpieczeństwa w spawarkach" awaryjnych", a w tą ostatnią grę nie graliśmy, ale w pozostałe jak najbardziej. W Raduni łapałem pod mostem raki.
                Trzeba pamiętać ,że było to pokolenie powojenne,więc obyczaje, zachowanie , zabawy, wszystko było inne.Powojenna wielokulturowość ,krzyżowanie się kultur osób osiedlanych ze wszystkich zakątków Polski,zwłaszcza ziem wschodnich.Ważna była też jedność grupy, tacy muszkieterowie.
                pozdrawiam

                • 0 0

              • Możesz wymienić kto należał do (4)

                Muszkieterów?

                Tak, ludzie z wszystkich stron przyjechali, tarcia były nieuchronne...

                • 0 0

              • Muszkieterowie.... (3)

                Musiał bym podać nazwiska, co najmniej jakieś 10 osób ( ochrona danych osobowych) ,mogę powiedzieć ,że uznanie mieliśmy: ul. Długa , Ograna,i okoliczne ulice,zaś Chełm w tedy ( Pohulanka ) mieli kłopoty.
                Wsiadali do autobusów lini 108 ,na wysokości " Brudasa" obowiązywał wówczas nie pisany" kodeks honorowy"a po burzy zazwyczaj świeciło słonce.

                • 0 0

              • Pewnie znam te osoby... (2)

                Posiadasz może jakieś zdjęcia z dawnych lat z naszej dzielnicy?

                • 0 0

              • na pewno znasz (1)

                Mam kilka prywatnych zdjęć trochę u mojej rodziny,w kraju i poza nim.
                Mam propozycję, na nasze spotkanie u " nas" jeżeli mieszkasz w Gdańsku ( bo ja tak) to możne znajdziemy jakiś termin, czekam na propozycję.

                • 1 0

              • Jestem za, napisz do mnie na e-mail to się umówimy na jakieś małe spotkanie.

                dariussalamon malpka wp kropka pl

                • 0 0

          • (2)

            Do gdanszczanina (18:53). Ta "przychodnia" to byl tak naprawde Osrodek Higieny Szkolnej. Ten podjazd znajdowal sie na jego tyle tego budynku: Sam podjazd posiadal z dwoch stron plaskie schody a posrodku byl (chyba) podjazd dla karetek. Oczywiscie, pewnie dla tych przed wojna. Warto dodac, ze obok osrodka byly dwa poniemieckie domki oraz murowany barak Ligi Obrony Kraju. Caly teren osrodka byl ogrodzony badz ceglanym murem, badz plotem z drutu. A ta okolica byla szalowa do zabaw !. Masa starych drzew, chaszczy. Byly tam nawet stare krzewy malinowe i stare jablonie (jablka byly b.kwasne). No i ten charakterystyczny przedwojenny nasyp kolejowy, plus wyjatkowa atrakacja. Stary drewniany mostek nad torami kolejowymi. Nie zapomne jakie emocje przezywalem, gdy trzeba bylo przez niego przejsc a pod nim akurat jechala lokomotywa...Nic nie bylo widac !!! ....Eeeech te wspomnienia...Wszystko to rozebrano chyba ok. 1971/1972. I chyba od tego czasu ciagna sie w tym miejscu tory tramwajowe...To juz tyle lat...pozdrawiam

            • 4 0

            • ech te wspomienia

              Chyba się starzeje, tak jak pisałem wcześniej urokliwe miejsce, a teraz te wspomnienia, cóż a czas leci.Jeszcze jedno, koło dworca PKS , nad torami stały stare wozy konne Poczty, też tam buszowałem.

              • 2 0

            • Ten Ośrodek Higieny Szkolnej miał okazję i mnie gościć:-)

              Pamiętam jak był już opuszczony, jak każdy taki dom dokładnie spenetrowaliśmy, czasami urządzaliśmy kluby jak np w budynku widocznym na zdjęciu, o którym opisałem wyżej....Aż nadchodził czas rozbiórki i musieliśmy likwidować klub.

              Pewnego dnia przyjechali saperzy i założyli w Ośrodku Higieny 80 kg. Trotylu, ale budynek się ostał, mówili między sobą, że chyba źle rozmieścoili ładunki... Poprawili 120 kg. Trotylu i budynek zakończył żywot... Nieliczne fragmenty spadały na pobliski parking sąsiadujacy z WKU i budynkiem Lasów...

              Mostek i lokomotywy...Jak ja to dobrze znam...I na tym mostku, wiodącym na Stare PKSy czyli na obecną budowę - Forum Radunię jak i na większym moście, który leżał przy krańću dolnej Biskupiej, przy ul. Menonitów... Często biegłem na most widząc zbliżającą się lokomotywę-pociąg, by za chwilę znaleźć się w kłębach pary... Chodziłem i po torach, zbierając siuarkę, rudę do procy i kładąc monety, kapsle itp. na tory...Wielu jeździło na pociągach wskakując w biegu. inni kradli lampy z tyłu osttanoego pociagu a wszyscy uciekaliśmy na widok SOKistów...by po chwili pływac tratwą po Raduni, albo palić ognisko, skakać przez nie i biec po ziemniaki/kartofle do domów, które tak dobrze smakowały po upieczeniu...Z solą najlepsze były...

              • 3 0

      • na stronie Stowarzyszenia Biskupia Gorka sa fotografie akcji straży pożarnej, gdy ten dom płonął... (1)

        Podobnie na NK:

        Biskupia Góra

        • 0 0

        • o tutaj są zdjęcia. a Portal niech zobaczy wspomnienia pani Marschinke z w/w strony...Gotowy materiał do druku.

          http://biskupiagorka.pl/galeria/?wppa-occur=1&wppa-album=59&wppa-photo=1142

          • 0 0

    • W Kościele p.w.Św.Franciszka był też ksiądz Alfons Rhode -uczył mnie religii w latach
      60-tych XX w.

      • 1 0

  • To wielka strata i ból dla mnie że PAN Jan nie żyje ...

    Spoczywaj w pokoju

    • 5 1

  • Życie dopisało do tej historii zaskakującą puentę.

    • 5 1

  • wzruszająca historia

    • 3 1

  • Częściej i więcej takich opowieści.

    • 1 1

  • (2)

    ^l wzruszylam sie bardzo czytajac ten artykul jan rohde to brat mojego taty ja od 35 lat mieszkam w austrii i wszystko o moich bliskich i rodzinie mojej mlodosci^ktora sie z nimi wiaze powoduje szybkie bicie serca dziekuje

    • 11 1

    • Pozdrowienia z Gdańska:-) (1)

      • 0 0

      • bb

        Na Robotniczej mieszkała rodzina P..Rode...
        chodziliśmy razem do szkoły nr,1 na Wałowej,
        i na naszych spotkaniach każdego 1.09. przed szkołą,
        wspominamy wszystkich kogo jeszcze pamiętamy,
        i nazwisko Rode też często jest powtarzane...
        serdecznie pozdrawiam i życzę zdrówka....bb

        • 1 0

  • Znam osobiscie Panasonic Rohde (1)

    Wspanialy czlowiekiem, szlachetny i przyzwoity jak wszystkie Polskie Rodziny z dawnego Wonego Miasta Gdanska.Jesli nadal Pan Rohde zyje to bardzo serdecznie jego i jego dzieci pozdrawiam w imieniu wlasnym i calej moje Rodziny Turbaczewskich i Gajtkowskich.Jestesmy rowniez POLSKA RODZINA z WM Gdansk.Nasz rodzinny grob jest zaraz powyzej grobu Zony Pana Rohdego i pieknej figuryJezusa.PS.Chetnie bym osobiscie porozmawiala z Panem Rohde.Bede na cmentarzu kolo naszego grobu zu moimi bliskimi 1.XI.2016 o godz.14.00.Pozdrawiam sle uklony

    • 7 1

    • bb

      Rodzina państwa Rode też nie jest mi obca,ponieważ mieszkałam w tej okolicy i przyjazniliśmy się z rodzeństwem ,
      do dziś wspominam mile spędzone chwile
      i czas zabaw które w tamtych czasach były naprawdę trudne,
      ,a zabawek nikt nie miał a bawić się chciał.
      Same gruzy nas otaczały,a człowiek był wtedy taki mały,
      i wszystkiego się bał,no ale jakoś szczęśliwie przetrwał...
      pozdrawiam .....bb

      • 2 0

  • (5)

    Niestety. Nie mieszkalem tam, a w centrum. Jednak mialem tam rodzine (ul. Ks.Rogaczewskiego). Bywalem tam czesto w latach 60/70. Ten teren wokol osrodka byl moim ulubionym miejscem zabaw. Czyli miedzy Urzedem Miejskim a tym drewanianym mostkiem- Fakt, ten teren nie tylko ja lubilem ale tez niejedni amatorzy "polowek" konsumowanych na "lonie natury";-). Co jeszcze pamietam. Obok osrodka pod drugiej stronie byl tam jakis ceglany barak . Miescil sie tam chyba jakis warsztat. Kiedys byla z tym "afera", bo na jego terenie znaleziono pociski mozdzierzowe z 2 ws.. Przyjechalo wtedy sporo saperow. Zdarzylo sie to chyba w 1970-1971...Co jeszcze. Wiem, bylo to glupie ale czasem zdarzalo mi sie przejsc przez tory kolejowe, czyli "na skroty";-). A juz szczegolnie uwielbialem czekac na parowozy jadace z obu stron. Te od strony Dworca Gl. byly juz z daleka widoczne, jednak te jadace w kierunku dworca wyskakiwaly nagle zza zakretu (przed drewanianym mostkiem). Je bylo tylko slychac...Co jeszcze.
    Nie wiem czy pan pamieta takie drewniane baraki-"bary" przy Raduni (dworzec PKS),obok "Foto Slonce". Pamietam jak z kumplem (pod koniec lat 60`), czesto chodzilismy tam na piwo slodowe, ktore mozna bylo tam sobie "bezkarnie" wypic
    Mimo ze wtedy jeszcze chodzilem do podstawowki. Nigdy sie nim nie upilem, bo pewnie bylo bezalkoholowe :-). A tak w ogole.. Po tym jak polozono na tym terenie tory tramwajowe (w miejscu osrodka), pamietam jak ocalalo tam piekne drzewo (nie wiem jaka byla jego nazwa - buk, dab?). Bylo wyjatkowo stare. Sadzac po srednicy ünia - ok 1.5- 2.0 metry, musialo miec ze 200 lat (jesli nie wiecej). Jescze na pocz. lat 90-tych stalo samotnie pomiedzy torowiskiem tramwajowym...Potem uschlo..Szkoda, bo bardzo dobrze je pamietam. Bylo olbrzymie !. Pomijam juz to, ze mam troche fotografii z tego miejsca (czyli okolic osrodka)..Z "tamtych czasow" !. Za kazdym razem sie wzruszam gdy je ogladam... Ze o juz tyle lat. Niedlugo bedzie to juz 50...ps. troche to chaotyczne wspomnienia. Ale co tam...pozdrawiam

    • 15 0

    • Drzewo to pamiętam...Zrobiono takie specjalne miejsce wkoło niego, stało w takim sporym kwadracie, obmurowane... (4)

      Piwo piłeś " u Brudasa" , obok było Foto Słońce, ale już po drugiej stronie Raduni, podobnie jak i zakonnice i ich przedszkole. Kawałek dalej za " Brudasem" w stronę czołgu stał mały CPN tuż przy Kanale Raduni. W druga stronę stała budka kierowców WPK z "lokatorem" - Naprawa piór i długopisów, niemal biała budka wielkości kiosku Ruchu z lodami Calypso i obok niej, najbliżej mostu nad Radunią o nosności 20 ton o czym informował stojący tam znak a raczej dwa znaki, bo były ustawione z dwóch stron mostu, stał kiosk Ruchu, kupowałem tam m.in Klosa i Żbika... Były tam jeszcze w pobliżu barierek znad Raduni lampy gazowe... I słup okrągły ogłoszeniowy i tablica ogłoszeniowa, oboje z betonu, ale już pośrodku placu na którym królowały autobusy WPK z Herbami Gdańska na swoich długich czerwonych bokach...

      Piwo było jeszcze po drugiej stronie mostu czyli na placu PKS, w budynku dworcowym, były tam i galaretki, które mnie interesowały...Ciekawa kasa biletowa PKSu stała samotnie przy samym moście, taka malutka, gdy ją rozebrano, pod drewnianą podłogą znajdowało się " miliony" drobnych monet...Druga kasa biletowa PKS, zrobiona z przedniego kawałka autobusu stała na rogu ogrodu zakonnic, od strony późniejszej Gildii. U " Brudasa " piłeś piwo Karmelkowe, albo ciemne, stała tam na ladzie i mała szklana gablotka, gdzie były umieszczone kefiry, maślanka...Na Rogaczewskiego przechodziłeś po małym i wąskim moście, nad którym, lekko z boku, biegły różne rury, w tym jedna bardzo duża. Wąwóz z torami kolejowymi w tamtym czasie był znacznie węższy, z czasem go poszerzono i przeniesiono tory kolejowe bliżej Biskupiej. Zdjęcia chętnie bym obejrzał, masz je zapisane na komputerze?

      I jeszcze coś o drzewach... gdy wybudowali tory tramwajowe, a może i prędzej, posadzili drzewka przy barierce wzdłuż torów, do samej Biskupiej, od skrzyżowania przy U.M, nikt ich nie połamał a z latami stawały się coraz wyższe i grubsze w pniach...Aż nadszedł czas budowy Forum Raduni i je wycięto...Podobnie jak i wiele innych drzew, o wiele starszych, jak choćby te drzewa rosnące od strony Okopowej... Jak wycieli te drzewa to krajobraz zrobił się całkiem inny...

      • 1 0

      • a to pamiętacie ? (3)

        Ale nikt nie wspomina publicznej toalety nad kanałem Raduni na wysokość tej ręcznej stacji benzynowej ( pompowało się ręcznie, tez przedwojenna), nie wiem czy była jeszcze taka w Gdańsku, musiał to być obiekt strategiczny skoro przetrwał czas wojny.

        • 2 0

        • WC Przy Raduni (2)

          Nie pamiętam... Stację paliwa pamiętam i nawet pana z miotłą przy tym mini CPN i z takim dziwnym wózkiem na śmieci - zakrytym, na dwóch kołach pamiętam.. a wspomnianych toalet nie kojarzę...

          • 0 0

          • toaleta (1)

            Stała nad kanałem Raduni ( takie małe spiętrzenie rzeki )jakieś 60m od mostu Targ Rakowy, nie pamiętam kiedy ja wyburzyli .

            • 0 0

            • Spiętrzenie pamiętam. Bardzo małe, na całej długości. Było tam w pobliżu bardzo dużo zieleni w wodzie....

              ale wc już nie.

              • 0 0

  • Dziecko wojny (2)

    Miał 13 lat w Gdańsku jak wybuchła wojna. w 1942 roku wywieziony z Gdańska do Bremen , tam budował baraki . Jako 15 latek przeżył bombardowanie aliantów ,biegał wśród palących drewnianych domów wołał mamo mamo , wszystko się paliło.Po tym wrócił do Gdańska i jako 16 latek dostał nakaz stawienia się do Wermachtu , jego ojciec był w tym czasie w lagrze w Pruszczu Gdańskim. Jako małoletni żołnierz kopał rowy i zbierał trupy na froncie woził żywność w Alpach. Przeżył bombardowanie dywanowe królewskich tygrysów- to były czołgi uwięzione z braku paliwa , schowane w wiejskich domach. Opisuje że św. Teresa go uratowała . z czterema menażkami biegał i chował się wśród wybuchów lecz do żadnej nie wpadł piach. itd to jego nie kończące się opowieści

    • 23 1

    • a pamiętasz

      co wtedy robiliście na Biskupiej / Na Stoku ?

      • 0 0

    • takie losy

      Straszne i powikłane są ludzi losy z okresu II Wojny Światowej.

      • 3 0

1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.