Fakty i opinie

stat

Wojna ptasich gangów w ZOO


Czaple okradają pingwiny, wrony chcą dorwać myszołowa, a szefem wszystkich szefów jest podobno... bocian. W gdańskim ZOO stosunki między dzikimi ptakami, a tymi z ogrodu, układają się różnie. - Staramy się, aby ta koegzystencja była jak najbardziej pokojowa - przekonuje Michał Krause z działu hodowlanego.



Który z uczestników wojny ptasich gangów jest najbardziej niebezpieczny:

bocian

17%

czaple

12%

mewy

11%

myszołów

24%

wrony

8%

trudno ocenić

15%

nie interesują mnie ptaki z gdańskiego ZOO

13%
W złodziejskim procederze wyspecjalizowały się dzikie czaple. Ich łupem padają ryby przeznaczone dla pingwinów tońców i pelikanów. Małe nieloty boją się na sam widok długodziobych ptaków. A pelikany baba, choć są masywne i wyposażone w potężne dzioby, nie garną się do obrony swojego posiłku.

- Czapla zawsze atakuje głowę, a szczególnie oczy. Pelikany na pewno już wiedzą, że to przeciwnik, z którym lepiej nie walczyć - tłumaczy Michał Krause, asystent hodowlany w gdańskim ZOO.
O procederze po raz pierwszy pisaliśmy cztery lata temu w artykule Czaple wymuszają haracz na gdańskim ZOO. Już wtedy pingwiny były karmione przez opiekunów z ręki, a do tego ogród zoologiczny zwiększył porcje ryb.

- Musimy dokarmiać czaple, bo nie chcemy ryzykować, że głodne i rozdrażnione zaczną polować na nasze pingwiny tońce, a to z kolei kosztuje - tłumaczył przed laty Michał Targowski, dyrektor ZOO.
Ptaki chętnie płacą za ochronę

Według wyliczeń, straty mogły sięgać kilku tysięcy złotych rocznie. Tymczasem obecnie, poza czaplami, ryby podkradają także mewy i wrony. Rywalizacja o towar staje się więc coraz bardziej zacięta. Tym bardziej, że w sprawę wmieszał się groźny drapieżnik - mieszkający w pobliskim lesie myszołów.

- No, myszołów to przyjaciel pingwinów - zdradza jeden z pracowników ZOO.
Wprawdzie bierze swoją dolę w postaci kilku ryb, ale przepędza z wybiegu pingwinów inne dzikie ptaki. Czaple, wrony i mewy nie chcą zadzierać z samotnym łowcą. Pewny siebie myszołów poszedł więc o krok dalej. Zaczął przejmować towar, który wcześniej ukradły wrony.

- Czasami uda im się podkraść śledzie, które następnie chowają w liściach. Obserwuje to z gałęzi myszołów. A kiedy wrony odlatują, sprawdza ich schowki. Tyle że wrony są bardzo czujne, więc zlatują się z powrotem - opowiada Krause.
W kupie siła

Pojedyncza wrona nie zaryzykowałaby walki z doświadczonym myszołowem, dlatego wrony próbują dopaść drapieżnika sporą grupą. Niedawno doszło do pościgu na oczach zwiedzających. Myszołowowi udało się jednak przeżyć walkę z przeciwnikami, którzy mieli znaczną przewagę liczebną.

Wyszedł z niej tylko nieco poturbowany. Wronami się nie przejmuje i działa dalej. Szefem wszystkich szefów jest jednak podobno... bocian, który rezyduje w gdańskim ZOO przez cały rok.

- On jest, można tak powiedzieć, szefem na wybiegu pingwinów, bo potrafi odebrać zdobycz każdemu innemu ptakowi, który się zbliży. Szczególnie tym dzikim: czaplom, myszołowowi czy wronom - przyznaje asystent hodowlany.
Pracownicy ZOO próbują więc znaleźć złoty środek. Zwłaszcza, że szanują zarówno zwierzęta z ogrodu, jak i te dzikie.

- Ogród zoologiczny w Oliwie mieści się w otulinie Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego. Dlatego poza naszymi zwierzętami są tu dzikie, które przybywają z lasu. Staramy się, aby ta koegzystencja była jak najbardziej pokojowa. Z jednej strony dbamy o to, żeby w pierwszej kolejności najadły się nasze zwierzęta. A z drugiej, żeby te złodziejaszki, które przylatują do nas, miały możliwość dokarmienia się na terenie ogrodu. To taki nasz wkład w utrzymanie dzikiej przyrody - tłumaczy Krause.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (46)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.