Wspomnienia przedwojennych Polaków z Gdańska

artykuł historyczny
Po lewej Franciszek Małgorzewicz, w środku jego syn Jan, a po prawej wuj chłopca Jan Borowski.
Po lewej Franciszek Małgorzewicz, w środku jego syn Jan, a po prawej wuj chłopca Jan Borowski.

Z kościoła św. Józefa wydobywały się potężne kłęby czarnego, smolistego dymu. Kościół św. Elżbiety również zaczynał płonąć, a sąsiadująca z nim duża kamienica objęta była ogniem. Wszyscy siedzieli skuleni ze strachu, bo pociski latały nad głową, a od czasu do czasu któryś uderzał w budynek dzisiejszej prokuratury - opowiada 81-letni Jan Małgorzewicz. W kolejnym odcinku cyklu Trójmiejskie opowieści wspomnieniami dzieli się przedwojenny mieszkaniec Gdańska.



Tylko poszła pierwsza salwa na Westerplatte, a Niemcy już wyważyli drzwi do mieszkania wuja i go aresztowali. Wuj nazywał się Jan Borowski i był absolwentem Wyższej Szkoły Handlowej w przedwojennym Gdańsku, a do tego działał w organizacjach polonijnych. Naraził się jednak Niemcom przede wszystkim wykonując swój zawód. Pracował w polskiej Dyrekcji Okręgowej Kolei Państwowych i był rewizorem pociągów.

Przeprowadzał kontrole w pociągach jadących z III Rzeszy do Gdańska. Przerzucane były w nich ekipy, oczywiście cywilne, które miały zasilić miejscowe oddziały niemieckie. Na ogół jechali bez dokumentów upoważniających do wjazdu na teren Wolnego Miasta Gdańska. I właśnie takich, którzy nie mieli ważnych dokumentów, wuj wyrzucał z pociągu na granicznej stacyjce. Bardzo więc naraził się Niemcom.

Kiedy wybuchła wojna, został aresztowany. Najpierw zabrali go do Victoriaschule, później trafił na kilka miesięcy do Stutthofu, a stamtąd do kolejnego obozu koncentracyjnego - Sachsenhausen.

Wuj był starszym z dwojga dzieci Jana i Bolesławy Borowskich. Mieli również córkę Małgorzatę. To była moja mama. Tata natomiast nazywał się Franciszek Małgorzewicz. Wszyscy troje działali w polonijnych organizacjach.

Ślubu udzielił im późniejszy błogosławiony

Dziadkowie Jan i Bolesława Borowscy mieszkali w kamienicy przy ul. Nowomiejskiej. Wtedy nazywała się Jungstädtischegasse. Dziadek z zawodu był stolarzem i miał własny zakład przy Karmelitergasse (Karmelickiej), w którym przed wojną pracowało około pięć osób. Na stołach leżały rozłożone narzędzia stolarskie, widać było też elementy mebli czekające na montaż, gdyż mój dziadek był stolarzem meblowym. Miał spokojne usposobienie i bardzo dokładnie wykonywał swoje rzemiosło.

Babcia natomiast zajmowała się prowadzeniem domu. Mieszkała w nim również siostra babci, Helena Zielińska. Była ona kobietą niezamężną, gdyż jej narzeczony zginął na froncie w czasie I wojny światowej. Pracowała jako domowa krawcowa.

Jan i Bolesława mieli dwoje dzieci - Jana i Małgorzatę. Oboje działali w organizacjach polonijnych w Wolnym Mieście Gdańsku. Wuj głównie w Aeroklubie Gdańskim, a mama, która ukończyła Gimnazjum Polskie, w chórze Lutnia. Ojciec Franciszek działał z kolei w Klubie Sportowym "Gedania". Był członkiem zarządu w czasie jednej kadencji i czynnym zawodnikiem, który uprawiał strzelectwo. W 1933 r. reprezentował "Gedanię" na Mistrzostwach Polski w Poznaniu. Poza tym opiekował się piłkarską drużyną juniorów.

Ojciec urodził się w okolicach Tucholi i do Gdańska przyjechał jako młody człowiek. Pracę dostał w polskich kolejach, tu też zdobył wykształcenie zawodowe. Związek małżeński z mamą zawarł 25 lipca 1933 r. w polonijnym kościele Chrystusa Króla. Ślubu udzielił im dzisiejszy błogosławiony, ks. Franciszek Rogaczewski.

Ojciec, jako polski kolejarz, brał udział w akcji przenoszenia Dyrekcji Okręgowej Kolei Państwowych z Gdańska do Torunia. Zmiana siedziby była spowodowana naciskami władz Wolnego Miasta Gdańska na polskie władze. Ojciec, z racji wykonywanych obowiązków, dostał mieszkanie służbowe w Solcu Kujawskim niedaleko Bydgoszczy.

Mama odwiedzała go i pewnego razu tak się złożyło, że zbliżał się czas porodu. Na świat przyszedłem więc w szpitalu w Bydgoszczy. Było to 17 kwietnia 1936 r. Rodzeństwa nie miałem, gdyż mama zmarła dziewięć dni po moim porodzie. Od tego czasu wychowaniem mnie zajmowali się dziadkowie Borowscy.

W szkole bito po rękach, a nawet po twarzy

Wojna zastała ojca w Bydgoszczy. Do Gdańska już nie wracał, tylko ukrywał się u swojego brata w Borach Tucholskich. Jednocześnie podjął pracę w tartaku u miejscowego Niemca, który chętnie go zatrudnił. Ojciec świetnie znał język i był biegły w księgowości, pomagał więc właścicielowi w sprawach papierkowych. Dzięki temu ojciec przetrwał wojnę.

Mną zaś opiekowali się dziadkowie. Posyłali mnie też do przedszkola dominikanek w Oliwie. A kiedy skończyłem sześć lat, musieli w 1942 r. posłać mnie do szkoły, bo taki był obowiązek. Pamiętam, że szkoła mieściła się w okolicach kościoła św. Katarzyny i panowała w niej niezwykle surowa dyscyplina. Wymagano posłuszeństwa i karności, a niesubordynacja karana była chłostą i biciem po rękach, a nawet po twarzy. Była to szkoła typowej pruskiej dyscypliny.

Uczono, oczywiście, w języku niemieckim. Na skutek tego bądź dzięki temu biegle opanowałem ten język w mowie i piśmie. Jednak w domu w czasie wojny dziadek Jan i babcia Bolesława rozmawiali cicho po polsku. Bali się, bo Niemcy podsłuchiwali i sprawdzali, ale rozmawiali. Dzięki temu nie utraciłem znajomości języka polskiego.

Budynek, w którym mieszkaliśmy miał dwa piętra i znajdowało się w nim sześć mieszkań. Na naszej klatce schodowej było pięć rodzin niemieckich i jedna polska, czyli my. Stosunki międzysąsiedzkie do czasu wybuchu wojny układały się bardzo dobrze. Natomiast po 1 września jedna z niemieckich rodzin diametralnie zmieniła swoje nastawienie do nas. Mieszkaniec okazał się aktywnym członkiem niemieckiej partii i stał się nieprzyjazny.

Wśród mieszkańców naszej klatki był też pan Wanack. Pracował w zakładzie stolarskim u dziadka. Warsztat działał do końca wojny, choć prawdopodobnie - w związku z poborem do wojska pracowników - w stolarni zostali już tylko dziadek i pan Wanack. Poza tym, w związku ze zbliżaniem się frontu, Niemcy zdecydowali się przerwać w styczniu 1945 r. naukę młodszych roczników. Od tego czasu pozostawałem już z dziadkami.

Uciekali obok strzelających armat

Babcia i dziadek jako katolicy i ludzie bardzo religijni uczęszczali w okresie przedwojennym do kościoła Chrystusa Króla zobacz na mapie Gdańska, którego proboszczem był późniejszy błogosławiony ks. Franciszek Rogaczewski. Po wybuchu wojny, jeszcze przez pewien czas chodzili do tej świątyni, choć była już wtedy w posiadaniu niemieckich pallotynów.

Jednak po pewnym czasie - z uwagi na bliższe położenie - zaczęli chodzić do kościoła św. Józefa zobacz na mapie Gdańska. Uczestniczyli w codziennych, porannych mszach świętych, na które zabierali i mnie, kiedy w 1945 r. przerwano naukę. Dziadkowie z pewnością byli poinformowani przez miejscowych księży, aby w razie zagrożenia czy utraty domu szukać schronienia przy kościele albo i w środku.

W czasie nalotów przebywaliśmy w piwnicznym schronie domu przy Nowomiejskiej. 25 marca 1945 r. ostrzał był już bardzo odczuwalny, a nad ranem kolejnego dnia do naszego budynku wkroczyli pierwsi żołnierze Armii Radzieckiej. Sprawdzano, czy nie znajdują się w nim niemieccy żołnierze. Doszło też do rabunku rzeczy osobistych: zegarków, obrączek i biżuterii. Porwano dwie kobiety i zabrano z miejsca naszego schronienia.

Następnego dnia, czyli 27 marca, do piwnicy wszedł jeden z lokatorów i oświadczył, że musimy opuścić dom, gdyż zaczęły płonąć górne kondygnacje. Dziadkowie zabrali ze sobą tylko niezbędne rzeczy osobiste, które można było wziąć w ręce bądź schować w plecakach. Uszyła nam je z materiału siostra babci. Ja też miałem taki, tyle że mały, w którym zmieściło się nieco odzieży i jakieś drobiazgi.

Wśród niesamowitego huku wystrzałów, kurzu i ognia ruszyliśmy w czwórkę w kierunku Wałów Piastowskich. W okolicach wylotu Korzennej rozstawione były radzieckie armaty. Widziałem, jak je ładowali i strzelali, bo przechodziliśmy zaledwie 40-50 metrów od nich. Strzelano na wprost, w prześwit Korzennej.

Potężne kłęby czarnego dymu z kościoła

Dziadkowie kierując się w stronę Dworca Głównego prawdopodobnie zamierzali udać się do kościoła św. Józefa i tam się schronić. Jednak dojście do kościoła było już raczej niemożliwe z powodu ostrzału i płonących budynków naprzeciw dworca. Udaliśmy się więc dalej, pod Bastion św. Elżbiety zobacz na mapie Gdańska. Przebywała tam już spora grupa ludności, która szukała schronienia. Pamiętam dobrze miejsce, w którym usiedliśmy. Widziałem stamtąd prześwit między kościołem św. Elżbiety a budynkiem dzisiejszej prokuratury zobacz na mapie Gdańska.

Poznaj historię kościoła św. Józefa. Materiał z 2012 r.


Z kościoła św. Józefa wydobywały się potężne kłęby czarnego, smolistego dymu. Widać było też pierwsze języki ognia. Kościół św. Elżbiety również zaczynał płonąć, a sąsiadująca z nim duża kamienica objęta była ogniem. Wszyscy siedzieli skuleni ze strachu, bo pociski latały nad głową, a od czasu do czasu któryś uderzał w budynek dzisiejszej prokuratury zobacz na mapie Gdańska. Uderzenie, potężny tuman kurzu, a za chwilę widać było dziurę.

Przeczytaj również: Szczątki ofiar pożaru kościoła św. Józefa czekają na ekshumację

Przy Bastionie św. Elżbiety przebywaliśmy do wieczora. Później cofnęliśmy się i dotarliśmy do zapełnionego ludnością podziemnego schronu , tam gdzie dziś jest budynek NSZZ "Solidarność" zobacz na mapie Gdańska. Pomieszczenie schronu było częściowo zalane, brakowało oświetlenia. Płonęły jedynie pojedyncze świeczki. Ludzie siedzieli na prymitywnych drewnianych ławkach. Nie wchodziliśmy głęboko, zatrzymaliśmy się przy wyjściu.

Później udaliśmy się na Jana z Kolna, gdzie stało kilka ocalałych domów. Dochodziło tam do przeszukiwań i grabieży ze strony wojska. Nie pomagały tłumaczenia, że jesteśmy miejscowymi Polakami. Byliśmy traktowani na równi z wszystkimi, których dotykała przemoc.

Pierwsze budynki przy Jana z Kolna były przepełnione ludźmi, którzy stracili domy, nadal więc szukaliśmy miejsca, gdzie moglibyśmy się zatrzymać. Trafiliśmy na nieco dalej położoną ul. Robotniczą. Dziadkowie znaleźli tam opuszczone mieszkanie, które zajęliśmy.

Powrót ojca z Borów Tucholskich i wuja ze Szwecji

Po wojnie ojciec wrócił do Gdańska i nas odnalazł. Ożenił się też po raz drugi i zabrał mnie od dziadków. Zamieszkaliśmy jednak niedaleko, bo przy tej samej ulicy. Poza tym ojciec rozpoczął pracę w gdyńskim porcie i tam też pracował do emerytury.

Wuj z kolei trafił do Szwecji. Po tym jak Amerykanie wyzwolili obóz koncentracyjny, w którym przebywał, został zabrany przez Międzynarodowy Czerwony Krzyż na rekonwalescencję.

Później, ze względu na wykształcenie handlowe, a także znajomość języka polskiego, niemieckiego i angielskiego, Szwedzi zaproponowali mu dobrą pracę - w fabryce narzędzi precyzyjnych. Chciał więc ściągnąć do siebie rodzinę. Jednak babcia nie zgodziła się na wyjazd.

W 1947 r. zmarł dziadek. Natomiast wuj wrócił do Polski rok później. Otrzymał stanowisko w Centrali Produktów Naftowych - był rewidentem stacji benzynowych. Pracował tam do emerytury.

Opinie (90) ponad 10 zablokowanych

  • Polacy byli szykanowani przez Niemców w Gdańsku (7)

    Taka jest smutna prawda

    • 130 10

    • BZDURA - CZYTAJ (1)

      do czasu wybuchu wojny żyło im się bardzo dobrze . To wojna czy konflikty religijne dzielą ludzi .

      • 34 25

      • Bardzo dobrze ? Poczytaj relacje, książki historyczne a potem się wypowiadaj.

        • 13 1

    • Polacy byli szykanowani przez niemców w Gdańsku a teraz polacy wchodza niemcom w tyłek. (2)

      a żeby było lepiej co niektórzy "polacy" chwalą morderców ich rodzin z lat II wojny światowej i nadaja im honorowe obywatelstwa, nazywają ulice i udaja ze 6 milionów pomordowanych polaków to nic takiego w porównaniu z kasą jaką teraz moga zarobic u niemca.

      • 10 6

      • (1)

        O tym polaku co piszesz to pochodz zza Buga,wiec niektorych spraw nie jest w stanie ppojac.

        • 3 1

        • za Bugiem tez niemcy wymordowali miliony ludzi.

          A budynie i inne platfusy nadal włażą w d.pe szwabowi, temu szwabowi co ich dziadków mordował. Kasa jednak jest kasa a groby za Bugiem.

          • 6 2

    • wszędzie (1)

      Ten Jan. Lato czy zimna a chlopina jakiś taki rozebrany

      • 2 0

      • no właśnie to dziecko chyba marzło w sweterku na śniegu.

        • 1 0

  • za to dzisiejsi "Gdańszczanie" plują na Gdynię nie gorzej niż ich germańscy poprzednicy (7)

    zapewne kompleks niższości wobec poprzednich gospodarzy

    • 55 120

    • Jakieś kompleksy śledzia? (3)

      Nigdy nie mogłem pokapować tego różnicowania. Dla mnie I Gdańsk i Gdynia i Sopot były bardzo atrkacyjne i do dzisiaj denerwuje mnie porównywanie ich bo to bez sensu tak różne to sa miasta.

      • 36 7

      • (2)

        Poczytaj opinie pod każdym artykułem zobaczysz zakpmpleksienie Gdańszczan,kolega wyżej tylko o tym wspomniał,a ty bez zrozumienia o tym o czym czytasz pojechałeś po nim.

        • 8 15

        • :-))) (1)

          Kompleksy to chyba Gdynia ma patrz -> Szczurek i Lotnisko

          • 4 7

          • Szczurek wie ile ma mieszkań

            spraw karnych w sądach także nie ma,nie pisz więc bzdur że mamy względem budynia mieć kompleks.Fakt,prezydent Szczurek się już wypalił...nie robi już dla miasta tyle co kiedyś i chyba czas na zmianę prezydenta ale nie zmienia to faktu że nie mamy powodu zazdrościć wam budynia.Co do lotniska,nie ruszyło dzięki Gdańskowi i POmylonym...gdyby nie to już dawno by działało....a wy powinniście zmienić tą waszą nazwę wstydu lotniska w Rębiechowie.

            • 3 1

    • kto pluje

      Buraku z Sopotu

      • 2 1

    • Prawda

      • 1 0

    • Pozdrowienia z Gdańska

      Chłopie, nie myl zwykłych kibicowskich niesnasek z normalnym ludzkim zachowaniem.Kibole to tylko promil prawdziwych kibiców i Gdańszczan. Chyba że obracasz się w ich środowisku, a to wypacza osąd. Jestem kibicem LG, i co prawda nie przepadam za Waszym klubem, co zrozumiałe, ale to nie ma nic do rzeczy w kontekście Gdyni lub Gdynian.

      • 4 0

  • Kiedyś każdy marzył by mieszkać w Gdyni a teraz??? (5)

    • 55 31

    • Gdynia to najlepsze miejsce do pracy i życia wg wielu rankingów :) (3)

      • 25 23

      • Procz tych zwiazanych z cena mieszkan i rynkiem pracy (1)

        Czyli mieszkac chce tam mniej ludzi niz w Gdansku czy Sopocie (cena jest nizsza) oraz pracy jest mniej. Moze i wiele osob chcialoby tam pracowac - stad srednia zarobki nizsze.

        Gdynia niestety zostala silnie w tyle za Gdanskiem. Jeszcze 10 lat temu probowala rownowazyc Gdansk.

        • 10 7

        • bzdura

          poczytaj choćby na facebooku na stronach Gdyni co piszą ludzie z różnych miiast Polski,ilu chciałoby w Gdyni mieszkać,ilu co roku przyjeżdża bo zakochali się w tym mieście...a ilu też udało się marzenie o mieszkaniu w Gdyni zrealizować.

          • 0 0

      • tak grabowek chylonia pieknie bezrobocie w stoczniach zlodziejstwo

        • 1 1

    • wymarzona Gdynia

      Marzyciele czekaja na czasy gdy odejdzie ekipa Szczurka

      • 0 0

  • do dzis polacy mieszkajacy w gdansku maja ciezko (7)

    niestety

    • 90 33

    • to przez przesiedlonych tam bosych antków zza Buga

      • 24 28

    • To się wyprowadź, jak ci źle. Żyjemy w wolnym kraju. Ja tam nie narzekam

      • 21 12

    • Mają to prawda, bo Litwini i Ukraińcy, którzy walczyli w armii niemieckiej i bali się wrócić do miejsca zamieszkania, bo tam Rosjanie nie patyczkowali się ze zdrajcami ZSRR. Teraz ich potomkowie plują na Polaków W Gdańsku.

      • 17 13

    • Do dziś Polacy w Gdańsku mają ciężko, a Niemcy siedzą w knajpach, mieszkają w drogich hotelach i sobie spacerują. (2)

      • 19 10

      • (1)

        Nie tylko w Gdańsku ale to nie wina Niemców tylko naszego byłego ustroju ,zobacz do czego ten ustrój doprowadził w Rosji.

        • 21 0

        • Rosja też jest ofiarą tego systemu, który wprowadzali ludzie od handlu czosnkiem

          • 0 3

    • haha, dobre:)

      • 1 2

  • warto publikować takie artykuły są świadctwem o historii Gdańska. z innych źródeł wiem (3)

    że rosjanie zachowywali się jak bestie, gwałcili, grabili, mordowali- wielu ocalałych Gdańszczan wspomina ich jeszcze gorzej od niemców, to były zwyczajne dzikie hordy i zwyrodnialcy

    • 135 17

    • Dzikie to jest

      generalizowanie

      • 17 14

    • A ty byś się spodziewał poetów i malarzy ze sztalugami?

      Potrafisz sobie wyobrazić, skąd oni szli i przez co? Tylko twardzi, bezwzględni wojownicy mogli dać radę. Wrażliwcy polegli pierwszego dnia, gdy tylko stawili się na froncie, od zabłąkanych kul, albo padli na zawał.

      • 9 19

    • Poczytaj sobie co światli Niemcy robili podczas intelligenzaktion.

      Oraz do czego służył Stuthof

      • 8 0

  • (8)

    Za Niemca w Gdańsku to były piękne czasy. Przywrócić niemieckie nazwy i odbudować zniszczone w czasie wojny budynki!!

    • 41 133

    • (1)

      Nie trolluj tak, bo prawilni dostaną apopleksji!

      • 18 2

      • Moze przywrócmy kilkanaście obozów i oddziałów KL Stutthof. To przecierz takie piękne i niemieckie.

        Znajdziesz zatrudnienie w takim obozie a jak nie to miejsce na pewno.

        • 8 1

    • Może to niegłupie? (3)

      Kiedyś na forum gdańskim zaproponowałem, aby na ulice Starówki powróciły nazwy z niemieckimi ulicami, oczywiście nie nazistowskimi. Langgasse, Breitgasse, Englischer Damm, Dominikswall, Heumarkt - ale zostałem "wyklęty".

      • 13 26

      • A gdzie Ty masz w Gdansku Starówkę?? (2)

        • 4 0

        • a może nazwa "Zasłużonych żołnierzy SS ze Stutthofa"? O Ośięcimiu nie zapominajac i kilkuset innych obozach zagłady. (1)

          • 7 1

          • Oraz "Bohaterów z Selbstschutzu".

            W rocznicę Piaśnicy najlepiej.

            • 6 1

    • Piękne nie były

      skoro tak się skończyły. Proste.

      • 12 4

    • to chore albo nie znasz historii Gdańska

      a niby dlaczego wracać do czasów niemieckich, przecież Gdańsk to miasto o słowiańskich korzeniach przez wieki silnie związane z Polską.

      • 5 0

  • Dziwi mnie Gdańskie auto ze znakiem Polski Walczącej ?? (6)

    to nie te miejsce - wracajcie do Warszawy tu My Niemcy i Polacy żyliśmy w zgodzie zanim niemieccy czy polscy nacjonaliści nie zaczeli mieszać.

    • 53 64

    • (1)

      ot historyk

      • 19 1

      • My niemcy????? Jak tu sie ostałes? Podpisałes lojalkę z SB i kapowałeś na wszystkich!

        Zdziwiony to raczej jest cały naród ze takie pohitlerowskie cos śmie dyktowac polkowo co ma robic w swoim kraju.

        • 5 4

    • Wy niemcy

      Byliście i jesteście zaborcami i mordecami

      • 22 12

    • Polscy nacjonaliści zaczęli mieszać?

      Do szkoły marsz

      • 14 12

    • Wy Niemcy, mordowaliście polskich sąsiadów

      podczas intelligenzaktion w pierwszych miesiącach wojny. Więc teraz lepiej siedźcie cicho.
      Wielokultorowość i tolerancja kwitły tutaj ale w czasach pierwszej Rzeczypospolitej. Po nadejściu Prusaków nawet niemieckojęzyczni gdańszczanie się stąd wynieśli (np. rodzina Schopenhauerów). Po Piaśnicy nie ma tu już miejsca dla hitlerowców.

      • 12 0

    • tchórzliwość

      nawet nie masz odwagi przyznać, że za to wszystko straszne co stało się w Gdańsku odpowiedzialni są Niemcy, jeszcze śmiesz mieszać w odpowiedzialność za to Polaków.

      • 4 0

  • "Wspomnienia gdańskiego bówki" Brunona Zwarra (5)

    Polecam - znakomity cykl o przedwojennym i wojennym Danzig oraz powojennym Gdańsku.
    http://lubimyczytac.pl/ksiazka/87446/wspomnienia-gdanskiego-bowki

    Należy również pamiętać, że to dumne i piękne miasto budowały różne nacje: Niemcy, Polacy, Szwedzi, Szkoci, Holendrzy - było jednym z ważniejszych grodów Związku Hanzeatyckiego.

    • 72 3

    • O gdańskich ulicach Gunter Grass

      Günter Grass opisał w "Blaszanym bębenku" śmierć miasta w następujących słowach:

      "Główne Miasto, Stare Miasto, Korzenne Miasto, Stare Przedmieście, Młode Miasto, Nowe Miasto i Dolne Miasto, budowane łącznie ponad siedemset lat, spłonęły w trzy dni. Nie był to pierwszy pożar Gdańska. Pomorzanie, Brandenburczycy, Krzyżacy, Polacy, Szwedzi i znów Szwedzi, Francuzi, Prusacy i Rosjanie, także Sasi już przedtem, tworząc historię, co parę dziesiątków lat uznawali, że trzeba to miasto spalić - a teraz Rosjanie, Polacy, Niemcy i Anglicy wspólnie wypalali po raz setny cegły gotyckich budowli, nie uzyskując w ten sposób sucharów. Płonęła Straganiarska, Długa, Szeroka, Tkacka i Wełniarska, płonęła Ogarna, Tobiasza, Podwale Staromiejskie, Podwale Przedmiejskie, płonęły Wały i Długie Pobrzeże. Żuraw był z drzewa i płonął szczególnie pięknie. Na ulicy Spodniarzy ogień kazał sobie wziąć miarę na wiele par uderzająco jaskrawych spodni. Kościół Najświętszej Marii Panny płonął od środka i przez ostrołukowe okna ukazywał uroczyste oświetlenie. Pozostałe, nie ewakuowane jeszcze dzwony Świętej Katarzyny, Świętego Jana, Świętej Brygidy, Barbary, Elżbiety, Piotra i Pawła, Świętej Trójcy i Bożego Ciała stapiały się w dzwonnicach i skapywały bez szmeru. W Wielkim Młynie mielono czerwoną pszenicę. Na Rzeźnickiej pachniało przypaloną niedzielną pieczenią. W Teatrze Miejskim dawano prapremierę "Snów podpalacza" dwuznacznej jednoaktówki. Na ratuszu Głównego Miasta postanowiono podwyższyć po pożarze, z ważnością wstecz, pensje strażaków. Ulica Świętego Ducha płonęła w imię Świętego Ducha, Radośnie płonął klasztor franciszkanów w imię Świętego Franciszka, który przecież kochał i opiewał ogień. Ulica Mariacka płonęła równocześnie w imię Ojca i Syna. Że spłonął Targ Drzewny, Targ Węglowy, Targ Sienny, to samo przez się zrozumiałe. Na Chlebnickiej chlebki już nie wyszły z pieca. Na Stągiewnej kipiało w stągwiach. Tylko budynek Zachodniopruskiego Towarzystwa Ubezpieczeń od Ognia z czysto symbolicznych względów nie chciał spłonąć."

      • 11 4

    • Wklad Polaków w budowe miasta to był jakis 1-3% (1)

      • 4 20

      • Źródło poproszę.

        • 0 0

    • Budowali jak najbardziej. Niemcy byli deweloperami, a Polacy nosili cegły.

      • 11 6

    • B. Zwarra..

      Mocno ostudził mój entuzjazm do siebie (jako patrioty i piewcy polskości) w części opisującej jego "pracę" w firmach państwowych po wojnie. Pełna bumelka pracownika biurowego, którą wstyd się chwalić, niezależnie od systemu politycznego i warunków bytowych tamtych lat. Szkoda..

      • 1 2

  • dla pana Jana - usmiechnietego dziecka w fajowych gatkach !

    Choc sierota, widac ze zdjec, ze dziecinstwo mial szczesliwe. Trafil na porzadna rodzine, co sie nim zajela, jak mogla. A zajela sie, jak widac, bardzo dobrze !

    • 70 0

  • przed 1939 nasiliły się niemiłe rzeczy w Gdańsku a po 1939 wymordowano tysiące Polaków. (6)

    Poczytajcie co to był Selbschutz, niemieccy cywile, którzy wymordowali swoich Polskich sąsiadów, a "my" kręcimy filmy za Polskie pieniądze o Jedwabnem...

    Poznajcie historię a włosy staną wam dęba,

    • 79 9

    • (4)

      trzeba niestety ze smutkiem dodać, że Ci którzy przeżyli Niemców i Sowietów często nie wytrzymywali życia pod butem polskich komunistów. Gdańscy Polacy więzieni w niemieckich obozach koncentracyjnych po wojnie często uciekali do Niemiec szukać normalnego życia... (zob. "Gdańsk Miasto od Nowa"). Za polscy dla Niemców, za niemieccy dla Polaków. Okropne to były czasy :(

      • 22 1

      • Trudno winić Polaków za komunizm. (3)

        Wszyscy ucierpieli przez okupację sowiecką (np. Inka) ale trudno to porównywać do masowych mordów na tle narodowym w Piaśnicy lub Stuthowie.
        Ludzie uciekali "na Zachód" od "komuny". Tak to działało.

        • 2 3

        • (2)

          Jednak sytuacja polskich gdańszczan byla szczególna. Od razu znaleźli się na celowniku władz komunistycznych, bo to reakcja, mają we krwi kapitalizm itd. Ludność napływowa traktowała ich jak Niemców. Zwykli ludzie z pod Wilna czy Mazowsza ich gnebili, bo to Niemcy. Może jeszcze ludność Pomorza rozumiała ich sytuację, ale ich w Gdańsku nie było ich aż tak wielu. Proszę poczytać książkę, która wymieniłem w poprzednim komentarzu. To wstrząsające, ale komuniści przegrali więcej polskich gdańszczan niż Niemcom udało się wymordowac.

          • 3 0

          • Nie musisz mi tłumaczyć spraw, które znam z opowiadań własnych rodziców i innych krewnych.

            Problem polega na tym, że życie w komunie nie miało nic wspólnego z normalnością (szczególnie do 1956 roku).
            Prawie każdej grupie społecznej jakoś komuna dokuczała, wytwarzała konflikty pomiędzy różnymi grupami. Każdy czuł się SZCZEGÓLNIE poszkodowany. A prawda jest taka, że w stalinizmie nie mieliśmy okazji żeby jakoś ułożyć sobie normalnie życie.
            Coś co mnie szczególnie drażni to wyzłośliwianie się na "zwykłych ludzi spod Wilna". Jak myślisz skąd oni się tu wzięli? Co ich tu przygnało? Zastanowiłeś się kiedyś? Postaw się w ich sytuacji. Byli wśród nich przecież tacy co cudem uszli z życiem (np. z Wołynia), osieroceni, ograbieni, zaszczuci, a w swoim nowym miejscu do życia, w Polsce przecież, byli wyzywani od "bosych antków". Taka też była ówczesna codzienność.
            Jeśli wydaje ci się, że gdańszczanie byli jakoś szczególnie oskarżani o "reakcjonizm" czy też "sympatie to kapitalizmu" to już zwyczajnie błądzisz. Śledzikówna gdzie się urodziła?

            • 3 0

          • I jeszcze jedno.

            Coś co mnie całkowicie załamuje to umniejszanie niemieckich zbrodni. Intelligenzaktion spowodowało okrutną śmierć kilkudziesięciu tysięcy pomorzan już w pierwszych miesiącach wojny. I zrobili to nie jacyś "przyjezdni naziści", ale tutajsi sąsiedzi, "dzielni" chłopcy z selbschutzu. A to był tylko początek ...

            • 7 0

    • ja wiem z opowieści , że nijaka Inka razem z innymi Przeklętymi wybiła pół wsi pod starą kiszewą bo wieśniaki krowy nie chciały oddać jedynej co była we wsi , więc zrobili im czystki - przeklęci"przeklęci"

      • 2 7

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Najczęściej czytane