- 1 Sąd: zabił pracownika wózkiem widłowym (73 opinie)
- 2 Prezydent Francji z wizytą w Gdańsku (166 opinii)
- 3 Spór o budynek dawnego kina (63 opinie)
- 4 Urzędnicy płacą mniej za bilety na SKM (280 opinii)
- 5 Remont pochylni. Mieszkańcy zaniepokojeni (26 opinii)
- 6 Tramwaj nie zabrał 8-latka z rowerem (489 opinii)
Zamiast honorów upokorzenia. Losy sportowców Gedanii
Gedania 1922 Gdańsk
Gdyby obliczyć odsetek zawodników Gedanii Gdańsk, którzy stracili życie w latach 1939-1945, niewykluczone, że przewyższyłby on proc. zabitych i zmarłych Polaków wskutek okupacji niemieckiej. Być może zginęła w tym czasie ponad setka "biało-amarantowych", a ci, którzy przeżyli, powracali w 1945 r. i później do Gdańska. Nie doczekali się szacunku ze strony nowych, już polskich władz. Przeciwnie, stawiani przed komisjami sprawdzającymi ich narodowość w kolejnych latach byli nachodzeni przez LWP I UB. Jedna z największych gwiazd Gedanii, Zygmunt Chychła, opuścił Polskę, oskarżany bezpodstawnie o wzgardzenie obchodami 50-lecia klubu.
- Języka nie znał, ale serce miał polskie
- "Element tożsamościowo niepewny"
- Nie sportowcy, a "rehabilitowani"
- Pół roku zawieszenia i czekanie na zaświadczenie
- Tygodnie, miesiące, lata represji
- Mistrz olimpijski przychodzi boso
Języka nie znał, ale serce miał polskie
Szacuje się, że w latach 1939-1945 zginęło od 75 do nawet 120 członków Gedanii. Mimo najgorszych represji, większość z nich pozostała wierna polskości, nawet jeśli nie do końca poprawnie władała językiem ojczystym. Przykładem niech będzie postawa gedanisty o nazwisku Formella, brutalnie przesłuchiwanego przez hitlerowców: "Na zdanie przesłuchującego [...] (rozmowa toczyła się po niemiecku): "Ty przecież nie jesteś Polakiem! Nie znasz ani słowa po polsku", Formella odparł: "Ale moje serce jest polskie!". Nic nie dał ani krzyk ani bicie". Powracając w 1945 r. nad Motławę i reaktywując klub, "biało-amarantowi" mogli zatem mieć nadzieję, że w nowej, choć komunistycznej Polsce, będą czuć się bezpiecznie i bez przeszkód będą uprawiać sport. Tymczasem stało się zgoła inaczej...
"Element tożsamościowo niepewny"
Ale zacznijmy od początku - 8 maja 1945 r. III Rzesza ostatecznie skapitulowała, a już 16 maja w salce przy ul. Wajdeloty, we Wrzeszczu, zebrali się przedwojenni gedaniści. Alfons Federski, Alfons Kasprowicz, Stefan Miąskowski, Bolesław Cyrson czy wreszcie legendarny Brunon Zwarra zamierzali odbudować klub i to z sukcesami, tym razem, jak się wydawało, w przyjaznym, polskim otoczeniu.
Władze komunistyczne, zamiast temu przyklasnąć, bacznie się przyglądały, z rosnącą z tygodnia na tydzień nieufnością. Dlaczego? W swojej propagandzie kładli bowiem nacisk na "powrót Ziem Odzyskanych do Macierzy", a więc dotychczas pozostających w obcych, niemieckich rękach. Tyczyło się to również Gdańska, w związku z czym przedwojennych, polskich mieszkańców nadmotławskiego grodu, nawet jeśli nie uznawano za zniemczonych, to za "element tożsamościowo niepewny". I nie miało znaczenia, że mówili lepiej lub gorzej, ale po polsku, a przywiązanie do biało-czerwonych barw udowodnili w trakcie wojny.
Nie sportowcy, a "rehabilitowani"
Jak potraktować ów "element niepewny"? Komuniści głowili się nad tym jakiś czas, po czym uznali, że polscy Gdańszczanie muszą się poddać procedurze "rehabilitacji" bądź "weryfikacji". Każda z nich była sama w sobie upokarzająca - Polacy musieli bowiem udowadniać swoim rodakom, że są Polakami i że nic złego nie zrobili w wojennych latach. Tym samym wszyscy, w tym ludzie z bohaterską przeszłością, zostali wrzuceni do jednego worka z napisem "podejrzani", podobnie jak Polacy w ZSRR objęci "amnestią" na mocy układu Sikorski-Majski. "Amnestia" zakładała, że polscy obywatele wcześniej popełnili jakieś przestępstwo, a jakiż to bezprawny czyn mogli popełnić żołnierze Wojska Polskiego wzięci do niewoli przez Armię Czerwoną w 1939 r. albo cywile - ofiary kolejnych deportacji - już w ramach okupacji sowieckiej?
Dodajmy, że tak samo, jak władze radzieckie mogły zablokować wypuszczenie każdego Polaka z "sowieckiego raju", komisje "rehabilitacyjne" i "weryfikacyjne" mogły wobec każdego "podejrzanego" ogłosić werdykt negatywny. Nierzadko ocena zależała od ich widzimisię, a to, że w składach tych organów, prócz m.in. przedstawicieli rad narodowych, Związku Nauczycielstwa Polskiego czy Polskiego Związku Zachodniego, mogło znaleźć się od 3 do 5 reprezentantów tutejszej ludności, stanowiło marne pocieszenie.
Urzędy i instytucje
Pół roku zawieszenia i czekanie na zaświadczenie
Jak wyglądała sama procedura? W przypadku "rehabilitacji" taki Gdańszczanin musiał złożyć w zarządzie miejskim lub starostwie "Deklarację wierności narodowi i demokratycznemu państwu polskiemu". Do tego należało dołączyć adnotację, że zostało się wpisanym na Volkslistę (III lub IV grupę) przymusowo. Jeśli komisja uznała te argumenty, "podejrzany" otrzymywał zaświadczenie o pozytywnym przejściu procedury. Ale żeby nie było zbyt łatwo - czasowe, na pół roku. Nazwisko danej osoby trafiało w tym czasie na dostępną publicznie listę "zrehabilitowanych" i jeśli przez 6 miesięcy nikt nie zgłaszał wątpliwości co do wojennej postawy Gdańszczanina/Gdańszczanki, przyznawano jemu/jej zaświadczenie stałe.
Trochę inaczej sytuacja przedstawiała się w przypadku "weryfikacji". Tutaj potrzebne były: wniosek o przeprowadzenie procedury, życiorys, dowód stałego zamieszkania, metryka urodzenia, opcjonalnie akt ślubu.
Na tym nie koniec, bo proces obejmował też dostarczenie przez "weryfikowanego" dwóch opinii Polaków zamieszkujących Gdańsk, najlepiej od dłuższego czasu. Oczywiście opinie te musiały przedstawiać człowieka stającego przed komisją w pozytywnym świetle, a swoje trzy grosze dorzucał Urząd Bezpieczeństwa z własną oceną. Następnie, jeśli wszystko poszło po myśli "rehabilitowanego" lub "weryfikowanego", oba rodzaje komisji wydawały dokument potwierdzający jego polską narodowość.
Kolejnym krokiem było natomiast przyznanie polskiego obywatelstwa.
Tygodnie, miesiące, lata represji
Dla gedanistów, którzy organizowali polską społeczność w Wolnym Mieście Gdańsku, a potem za swoje zaangażowanie płacili, np. pobytem w obozie koncentracyjnym, omawiane procesy były szczególnie poniżające.
Kilka fragmentów "Wspomnień" Brunona Zwarry: "I ja musiałem stanąć przed taką komisją zwaną przez nas potocznie "rehabilitacyjną". Zasiadali w niej nieliczni przedwojenni działacze polonijni z Gdańska, a cała procedura odbywała się we Wrzeszczu, w sali kina Bajka. Wywieszono tam listę z nazwiskami ludzi włączonych do III i IV grupy listy niemieckiej [...]. O wyjątkowo absurdalnym postępowaniu władz niech świadczą relacje moich kolegów: Antoniego Leszczyńskiego, Romana Bellwona [...]. Aresztowani 1 września 1939 r. aż do ostatnich dni [wojny] byli więźniami obozu Sachsenhausen. Zostali jednak wezwani do stawienia się przed komisją", "Przesłuchanie [Leszczyńskiego] miało odbyć się w baraku na zapleczu tego gmachu [siedziby zarządu miejskiego]. Czekał na wezwanie aż trzy godziny [...], daremnie. Po tygodniu otrzymał ponownie wezwanie, by przedłożył komisji dowody swojej przedwojennej działalności polonijnej!".
W swoich zapiskach Zwarra przytacza również inny epizod dotyczący wymienionego wyżej piłkarza Gedanii, Romana Bellwona. Nie jest on bezpośrednio związany z komisjami weryfikującymi polskość Gdańszczan, ale dobrze ilustruje, jak głębokie niezrozumienie stosunków narodowościowych w WMG panowało wśród osób z zewnątrz. Otóż, kiedy po opuszczeniu niemieckich kacetów (Stutthof, a potem Sachsenhausen, spędził w nich łącznie 68 miesięcy) znalazł się w zbiorczej jednostce dla Polaków, "na pytanie młodej kobiety spisującej dane personalne, jakie miał obywatelstwo, odpowiedział, że gdańskie. Usłyszał jej zdziwiony głos: - To pan nie jest Polakiem!".
Z kolei tenisistka Gertruda Wiewiórkowska po powrocie do Sopotu była regularnie nękana wizytami żołnierzy Ludowego Wojska Polskiego i "smutnych panów" z UB. Bynajmniej nieprzyjacielskimi - zdarzało się, że panowie nachodzili ją i jej rodzinę z hasłem "W ciągu 12 godzin was tu nie ma!". Podczas któregoś z takich najść kobieta w końcu nie wytrzymała i odpowiedziała oficerowi: "Przyniesie pan jutro pięć kul i dokona tego, czego Niemcy nie zdążyli. Wtedy będzie wejście".
-
Lubię to 1
-
Super 2
-
Trzymaj się 2
-
Ha ha
-
Wow
-
Przykro mi
-
Wrr 1
- Wszystkie 6
W "biało-amarantowych" barwach Gertruda startowała w międzynarodowych turniejach, reprezentując gdańskich Polaków. Po wojnie została zaś zawodniczką KT [Klubu Tenisowego] "Ogniwo" i "w nagrodę" w 1950 r. władze wykluczyły ją ze składu klubu. Jej batalia o ponowną możliwość gry w tenisa trwała kilka lat i pozostawiła w psychice nie mniejsze ślady niż "wizyty" ubeków.
Mistrz olimpijski przychodzi boso
To może chociaż mistrz olimpijski, Zygmunt Chychła, został potraktowany łaskawiej? Niestety nie, chociaż jego historia jest nieco odmienna. Pięściarz ożenił się bowiem z Niemką z Królewca i wraz z nią oraz trzema synami chciał po latach przenieść się za Odrę, do jej rodziny. Komunistyczni decydenci konsekwentnie odmawiali, ale nie zamierzali wspomóc materialnie ledwo wiążącego koniec z końcem gedanisty. Choć pracował jako instruktor i trener, bywało tak, że w geście protestu, a może i rozpaczy, przychodził na różne sportowe wydarzenia boso.
Wreszcie wyjechał z bliskimi z kraju, do RFN, w latach 70., żegnany oskarżeniami o nieudostępnienie swoich medali i pucharów na wystawę z okazji 50-lecia Gedanii. A przecież, jak sam wspominał, "istniała [...] możliwość ich wystawienia. Mogłem też wziąć udział w uroczystościach jubileuszowych Gedanii [...]. Nikt nie zwrócił się do mnie z prośbą o wypożyczenie trofeów, nie mówiąc już o zaproszeniu na jubileusz".
Przy pracy nad tekstem korzystałem z publikacji: "100 lat temu powstał Klub Sportowy Gedania - ostoja polskości w Wolnym Mieście Gdańsku" Instytutu Pamięci Narodowej, Materiały do historii klubu sportowego "Gedania" w zbiorach Biblioteki Gdańskiej" Szymona Jurasa i "KS GEDANIA - klub gdańskich Polaków (1922-1953)" Janusza Trupindy.
O autorze
Tomasz Czapla - publicysta historyczny, członek Stowarzyszenia Pamięci Generała Kazimierza Sosnkowskiego. Współpracował m.in. z Tygodnikiem Polsat News, Klubem Jagiellońskim i Rzeczpospolitą.
Miejsca
Kluby sportowe
Opinie wybrane
-
2026-03-14 09:26
(17)
W Gdyni było podobnie . Moi dziadkowie dostali nakaz eksmisji z Gdyni kilka dni po wejściu Niemców i to chyba było szczęście bo dużo osób wywieziono do Piaśnicy . Po wojnie dziadek aresztowany bo jeden z pierwszych wrócił do Gdyni . Początkowo przez Ruskich a potem przez UB
- 56 0
-
2026-03-14 10:38
(8)
To znaczy, że twoi dziadkowie przyjechali tu po l wojnie światowej. Ci, którzy tu mieszkali przed l wojną i byli wcześniej poddanymi cesarza niemieckiego dostali lll grupę i mieszkali dalej, tak jak moi. Jak Polska wróciła natychmiast zaczęły się dla nich represje.
- 5 3
-
2026-03-14 22:37
(1)
Fakt. Moja babka Kaszubka urodzona w Gdyni w czasach II RP, razem z rodzicami urodzonymi w miemieckich Prusach Zachodnich - w Bojanie koło Gdyni oraz Klukowie, całą wojnę w Gdyni spędziła i Niemiec nie wypędził z domu.
- 2 2
-
2026-03-15 09:01
Niemiec swoich nie wypędzał.
- 1 1
-
2026-03-14 13:22
Bzdura, bo w Gdańsku przed I WŚ żyły różne narodowości. Była też Polonia, która miała swoje szkoły prowadzone przez organizację (2)
Niemców sporo, ale nie większość. Były całe tereny opanowane przez Szkotów (stąd nazwa dzielnicy Nowe Szkoty), Holendrów (Menonitów, których podcieniowe domy to do dziś architektoniczne cuda). Spory kawał terenu król Sobieski w rewanżu za pomoc w zwycięstwach podarował Tatarom, którzy tam - na Oruni - żyli i żyją do dziś. Mają nawet swój pomnik w
Niemców sporo, ale nie większość. Były całe tereny opanowane przez Szkotów (stąd nazwa dzielnicy Nowe Szkoty), Holendrów (Menonitów, których podcieniowe domy to do dziś architektoniczne cuda). Spory kawał terenu król Sobieski w rewanżu za pomoc w zwycięstwach podarował Tatarom, którzy tam - na Oruni - żyli i żyją do dziś. Mają nawet swój pomnik w Parku Oruńskim i wybudowany przez Gdańsk meczet przy ul. Polanki, który próbowali przejąć przyjezdni Arabowie, ale miasto pomogło im to obronić.
Polacy stanowili sporą grupę w mieście, ale też na Kaszubach, gdzie przez lata oparli się próbom zniemczenia. Przypłacili to chorobą genetyczną - tzw. śmiercią łóżeczkową niemowląt, bo woleli małżeństwa z krewnymi, niż z napływową na wsiach ludnością niemiecką.
A po II WŚ wysiedlali komuniści wszystkich, którzy w Gdańsku mieszkali przed wojną. Mieliśmy taki przypadek w dalszej rodzinie, że wypędzili rodzinę, której ojciec był działaczem Polonii w Wolnym Mieście, zginął w Sztutowie. Pozostała ich córka, bo zdążyła wyjść za uciekiniera z partyzantki z południa Polski. Ale nie pozwolili tym młodym mieszkać w mieszkaniu jej rodziców, bo "Niemka". No zaiste Niemka, nazwisko rodowe Sobota. Cała reszta jej wypędzonej rodziny - matka, rodzeństwo - została rzeczywiście Niemcami.
Tak działała komuna. A dziś to wraca chyba. Kłamstwami skłóca się wszystkich jak za III Rzeszy.- 9 3
-
2026-03-14 20:22
skąd ty to bierzesz
"Przypłacili to chorobą genetyczną - tzw. śmiercią łóżeczkową niemowląt". Stan wiedzy jest taki, że nie wiadomo do końca co jest jednoznaczną przyczyną śmierci łóżeczkowej, nie ma też zdefiniowanego genu, którego obecność znacząco podnosi ryzyko zgonu opisywanego jako śmierć łóżeczkowa.
- 2 0
-
2026-03-14 19:40
10 procent prawdy, 90 procent kłamstwa i myślenia życzeniowego. Typowe dla neokomucha.
- 2 3
-
2026-03-14 10:49
(2)
A premier mówi ze ci którzy zginęli i ich potomkowie, wymordowani przez niemieckich oprawców są i**otami bo chcieliby dla polski reparacje.
- 12 12
-
2026-03-14 19:41
Morawiecki tak mówił
- 1 3
-
2026-03-14 13:29
Reparacje przejęli za Polskę Rosjanie...
i od nich trzeba żądać zwrotu. Niemcy wypłacili natomiast Polakom odszkodowania za wywózki do Niemiec na prace przymusowe. Miałam koleżankę, która takie odszkodowanie przekazała synowi który wyemigrował do USA w latach 80-tych i tam za tę kasę od matki kupił sobie posiadłość, założył firmę i wybudował dom. Te odszkodowania Niemcy wypłacili pod
i od nich trzeba żądać zwrotu. Niemcy wypłacili natomiast Polakom odszkodowania za wywózki do Niemiec na prace przymusowe. Miałam koleżankę, która takie odszkodowanie przekazała synowi który wyemigrował do USA w latach 80-tych i tam za tę kasę od matki kupił sobie posiadłość, założył firmę i wybudował dom. Te odszkodowania Niemcy wypłacili pod koniec lat 90-tych.
Ja bym jeszcze dodała odszkodowań od Rosji za Czernobyl, bo to moskiewskie decyzje spowodowały, że w wielu krajach w Europie ludzie do dziś zmagają się z chorobami wywołanymi przez napromieniowanie.- 7 10
-
2026-03-14 09:56
(6)
UB czyli tzw. Polaków z za Buga i innych ziem dawnego zaboru rosyjskiego, którzy tu przyjechali się uwłaszczać. Tysiące ich potomków żyje w tym mieście wygodnie do dzisiaj, nazywając się dumnie Gdańszczanami.
- 15 9
-
2026-03-14 14:13
(1)
Stąd nie dziwi wysokie poparcie dla KO i alergiczna reakcja na wszystko, co polskie
- 13 3
-
2026-03-14 19:42
Niestety to o pisowcach, ludziach chorągiewkach.
- 2 6
-
2026-03-14 12:17
(3)
POtrącony przez walec lewaku. Jak śmiesz nazywać lub porównywać do UB ludzi których siłą tak jak np. w 1939 roku z Gdyni wyrzucono lub zmuszono opuścić rodzinne miasta, wsie i osady które były zawsze przez wieki, Polskie?
- 12 4
-
2026-03-14 19:45
(1)
Z za Buga pochodzisz, nie znasz się na tym co tu było, a czego nie było. Wybiórcza znajomość historii to twój znak rozpoznawczy.
- 3 3
-
2026-03-15 09:05
Masz problem. Mieszkańcy za Buga to dzisiaj 85 % obywateli Gdańska. To za Bugiem mieszkali ci którzy walczyli o wolność i niepodległość Polski we wszystkich powstaniach. Jesteś nadczłowiekiem z nadania Hitlera?
- 2 0
-
2026-03-14 12:38
Śmiem wątpić
Na pewno zrozumiałeś, co autor tego postu napisał?
- 8 2
-
2026-03-14 09:51
wielu gdynian tak miało
- 11 0
-
2026-03-14 15:00
Plech (3)
Obecnie w Gdańsku teren Gedanii został przejęty za grosze przez działaczy i sprzedany deweloperom za wysoką cenę. Byli komuniści stali się kapitalistami i uwłaszczyli się na majątku wspólnym. Do władzy także wrócili byli działacze PZPR przy pomocy PO.
- 63 15
-
2026-03-15 11:29
Najlepszy i najzdolniejszy uczeń
głównego ideologa komunizmu i socjalizmu w Polsce, zwany przez niektórych prezesem, niejaki Kaczyński jest tego najlepszym przykładem. Ale on to chyba z PC i PiS się wywodzi, nieoceniony wykładowca marksizmu i leninizmu dla esbeków, wielu z jego współpracowników to dawni pezetpeerowcy właśnie.
- 3 6
-
2026-03-14 19:47
(1)
Ci, którzy w pochodach nieśli czerwone sztandary dzisiaj siedzą w pierwszych ławkach w kościele.
- 4 13
-
2026-03-15 09:06
W pierwszych szeregach KO
- 6 4
-
2026-03-14 09:38
(12)
Co za niezrozumienie sensu artykułu przez wykrzykujących jakieś hasła. Przecież chodzi tu o to przede wszystkim o tragiczny los Polaków i Gdańszczan jednocześnie i jak byli traktowani przez komunistów i tych, którzy uważali się za"prawdziwych" Polaków.
- 63 6
-
2026-03-14 10:14
Tragiczny los Polakom w Gdańsku zgotowali Niemcy (11)
Zapomniałeś o tym napisać, ale to pewnie przez zupełny przypadek. Tschuss!
- 18 5
-
2026-03-14 11:17
Nic ci do Polaków z WMG. Napisz lepiej historię o swoim dziadku repatriancie o jego stosunku np do Żydów.
- 5 9
-
2026-03-14 10:23
(9)
A później kto ich gnębił, kosmici? Dziadka się o to zapytaj.
- 5 6
-
2026-03-14 14:15
(1)
Ludzie, których potomkowie są dziś u władzy
- 11 1
-
2026-03-14 19:51
Czyli piszesz o Cenckiewiczu
- 0 6
-
2026-03-14 10:37
Ależ ja doskonale o tym wiem. Tę historię zna każdy Polak
Wkroczenie Niemców i ruskich do Polski w 1939 roku przyniosło nam miliony niewinnych ofiar. Późniejsza "kłótnia w rodzinie", atak Niemców na ruskich i ostateczne dostanie się Polski w strefę wpływów tych drugich to już tylko następstwo wydarzeń z 1939 roku.
- 15 0
-
2026-03-14 10:53
(5)
Później rządzili komuniści ale nie było łapanek, Piaśnicy, publicznych egzekucji, obozów zagłady, komór gazowych i krematoriów. Widzisz różnicę lewaku. Czy dla twojego "później" mamy zapomnieć i zrezygnować z reparacji od niemiec za mordy na Polakach?
- 9 7
-
2026-03-14 11:24
Z tego wynika prawaczku, że twoja rodzinka była związana z komunistami, jeśli nie wiesz ile osób zostało zamordowanych (4)
w PRL w latach 1945-1956.
- 8 8
-
2026-03-14 12:20
(1)
I dlatego reparacje nam sie nie należą? Skąd wiesz jaka kto ma przeszłość? Dostałeś instrukcje z Berlina aby bronić niemieckiego interesu?
- 10 6
-
2026-03-14 19:50
Reparacji nie będzie, za to ty i tobie podobni za swoją głupotę będą pokutować na emeryturze. I to jest fakt.
- 1 3
-
2026-03-14 12:19
(1)
WJ, ale jesteś dzban niesamowity. I mało inteligentny.
- 5 4
-
2026-03-14 12:41
Ojoj, ulało się bubusiowi.
- 2 2
Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.