Fakty i opinie

stat

Tajny zbiornik bazy wojskowej w Gdyni

artykuł historyczny

Zobacz, co kryje się wewnątrz podziemnego zbiornika na wodę

W lesie pomiędzy ul. Bosmańską a ul. Śmidowicza zobacz na mapie Gdyni na Oksywiu znajduje się niepozorna, żelbetowa konstrukcja. Wbrew pozorom, nie jest to wejście do bunkra, ale do ogromnego, ukrytego pod ziemią zbiornika na wodę. Nieużywany od lat obiekt zaopatrywał niegdyś w wodę port wojenny w Gdyni oraz pobliską bazę paliwową. Wszystko wskazuje na to, że unikatowy relikt II wojny światowej zostanie wyburzony.



Czy warto uratować zbiornik wodny na Oksywiu przed wyburzeniem?

oczywiście, to przecież unikatowy relikt II wojny światowej i zabytek techniki 65%
tak, pod warunkiem, że uda się zaadpotować go do jakiejś nowej funkcji 17%
raczej nie, bo jego wyposażenie zostało niemal w całości rozkradzione 5%
nie, to przecież całkowicie bezużyteczny obiekt 13%
zakończona Łącznie głosów: 1158
Podczas II wojny światowej znajdująca się pod okupacją hitlerowskich Niemiec Gdynia została przekształcona w jedną z największych i najważniejszych baz Kriegsmarine, czyli marynarki wojennej III Rzeszy. Do dziś na terenie miasta zachowało się stosunkowo wiele budowli, które są pamiątkami tego najtragiczniejszego okresu w historii Gdyni.

Jedną z najbardziej spektakularnych inwestycji, które powstały specjalnie na potrzeby Kriegsmarine, były podziemne zbiorniki paliwowe, zlokalizowane w lesie pomiędzy ul. Bosmańską a ul. Śmidowicza zobacz na mapie Gdyni na Oksywiu. W ogromnych, żelbetowych halach magazynowano mazut, czyli paliwo zasilające silniki okrętowe.

Zapotrzebowanie na stałe dostawy wody

Mazut, który jest pozostałością po destylacji niskogatunkowej ropy naftowej, ma formę gęstej, oleistej cieczy. Aby go rozrzedzić i tym samym ułatwić tłoczenie rurociągiem na teren pobliskiego portu wojennego, należało go najpierw ogrzać przy użyciu gorącej pary wodnej, przepływającej przez rury umieszczone wewnątrz zbiorników.

Proces ogrzewania mazutu wymagał więc nieprzerwanych dostaw dużej ilości wody. W związku z tym, równoległe z budową zbiorników mazutu powstał spory zbiornik wodny, który również znajduje się we wspomnianym wcześniej lesie na Oksywiu. Obiekt istnieje do dnia dzisiejszego. Postanowiliśmy zwiedzić go z kamerą.

Świetnie zamaskowana konstrukcja

Zbiornik wodny, którego budowa została zlecona przez niemieckie, okupacyjne władze Gdyni, a wykonana rękoma robotników przymusowych i okolicznych mieszkańców, znajduje się niemal w całości pod ziemią. Nad powierzchnią gruntu znajduje się jedynie niewielkie wejście do jego wnętrza.

Zbiornik był zasilany wodą z ujęcia w pobliskiej Rumi. Już na pierwszy rzut oka widać, że przypominająca bunkier konstrukcja powstała dla celów wojskowych. Zbiornik jest idealnie zamaskowany i nie sposób zobaczyć go z lotu ptaka. Ziemia pokrywająca zbiornik jest gęsto porośnięta drzewami i krzewami, zaś prowadząca do wnętrza ścieżka biegnie w równie gęsto zarośniętym wąwozie.

- Najprawdopodobniej obiekt powstał w 1942 roku, wraz z pobliską bazą paliwową Kriegsmarine. Jego funkcją było zaopatrywanie w wodę pitną nie tylko bazy paliwowej, ale i całego portu wojennego. Jego gabaryty i pojemność w pełni współgrają ze skalą tamtych obiektów. Bezsprzecznie to obiekt, który powstał dla celów wojskowych. Poznajemy to po nietypowym rozwiązaniu komory zasuw, która w przypadku tego obiektu różni się od wszystkich komór, które znamy z obiektów cywilnych. Jest ona posadowiona bardzo głęboko, a więc jest całkowicie niewidoczna z powietrza i posiada wzmocnioną, załamaną konstrukcję, która chroniła przed nalotami - mówi dr inż. Michał Klugmann z Wydziału Mechanicznego Politechniki Gdańskiej, specjalista historii techniki.
Żelbetowy prostopadłościan

Klugmann podkreśla, że zbiornik jest wyjątkowo duży jak na obiekt o przeznaczeniu przemysłowym. Jego pojemność jest na tyle znaczna, że obiekt z powodzeniem mógłby działać w miejskim systemie wodociągowym i bez większych przeszkód zaopatrywać w wodę pobliskie dzielnice.

- Zbiornik jest żelbetowym monolitem, czyli został wykonany z betonu zbrojonego stalą. Został zbudowany na rzucie kwadratu, jego wymiary wynoszą w obrysie 25 na 25 metrów. Ma 5,5 metra wysokości całkowitej, a wysokość napełnienia wynosiła 4 metry, co przekłada się na 2 tys. metrów sześciennych pojemności wodnej. Zbiornik jest dwukomorowy, czyli podzielony na dwie niezależne przestrzenie. Każda przestrzeń składa się z trzech naw, połączonych charakterystycznymi przejściami. Komory są symetryczne, każda o identycznej pojemności 1 tys. metrów sześciennych. Chodziło o to, aby dało się czyścić i remontować komory niezależnie od siebie, nie wyłączając całego zbiornika z eksploatacji. Można to było robić w jednej komorze, a drugą pozostawić w użyciu - wylicza Klugmann.
Co ciekawe, jeszcze w 2007 roku wszystko wskazywało na to, że zbiornik wodny na Oksywiu jest czynny. Jak zapewnia Klugmann, z jego wnętrza dochodziły charakterystyczne dla takich obiektów odgłosy wody. Wynika z tego, że obiekt albo służył na potrzeby pobliskiego portu wojennego jeszcze przez kilka dziesięcioleci, albo po prostu nie został odcięty od systemu wodociągowego.


Kolejna ofiara łowców złomu

Natomiast w 2013 roku obiekt był jeszcze całkowicie wyposażony. Zarówno w komorze zasuw, jak i w poszczególnych nawach obu komór magazynujących wodę znajdowało się kompletne, poniemieckie wyposażenie. Niestety, wkrótce po sforsowaniu pancernych drzwi do zbiornika przez nieznanych sprawców, niemal wszystkie urządzenia zostały błyskawicznie rozkradzione przez złomiarzy.

- Nie dalej niż kilkanaście miesięcy temu, w komorze zasuw był zgrupowany komplet armatury hydraulicznej, czyli zawory, zasuwy, rurociągi doprowadzające i odprowadzające wodę. Zachowały się również barierki i drabiny. Obecnie zachowały się tutaj jedynie fragmenty rurociągów doprowadzających wodę do komór. Wszystko zostało bezmyślnie zniszczone i - jak nietrudno domyślić się - sprzedane na złom - podsumowuje Klugmann.
W związku z tym, iż drzwi do komory zasuw zostały rozprute przez poszukiwaczy złomu, jej wnętrze przeistoczyło się w ogromny śmietnik. Na obu poziomach walają się setki kilogramów śmieci, przede wszystkim różnego rodzaju butelek i puszek.

Przypadkowo zabezpieczone wnętrza

Na szczęście wnętrza obu komór na wodę są praktycznie nietknięte. Jedynie przy zejściach do nich można spotkać się z widokiem podobnym do tego, który panuje w komorze zasuw. Niezaśmiecenie wszystkich sześciu podziemnych naw wynika z tego, że złomiarze wycięli również obie drabiny, które prowadziły na dno zbiornika.

Innymi słowy, obie komory na wodę zostały w zupełnie niezamierzony sposób skutecznie zabezpieczone przed intruzami. Pokonanie wysokiej na 5 metrów ściany bez odpowiedniego sprzętu jest po prostu niewykonalne.

Żelbetowe hale we wszystkich odcieniach czerni

Jak już wcześniej wspomniano, wnętrze zbiornika jest podzielone na sześć identycznych naw, które są połączone okrągłymi, wysokimi na ok 3. metry przejściami oraz niewielkimi, umiejscowionymi przy dnie otworami, które biegną w niewielkim zagłębieniu. Zadaniem większych otworów było umożliwienie swobodnego przepływu wody pomiędzy nawami, zaś mniejszych, zwanych fachowo nieckami odwadniającymi, było umożliwienie całkowitego opróżnienia zbiornika z wody.

Ściany podziemnego zbiornika są pokryte różnymi odcieniami czerni, jedynie sufity obu komór zachowały pierwotny, szary kolor. Na wszystkich ścianach znajdują się zamaszyste, nieregularne wzory.

- Jak widać, ściany i dno obiektu są niemal czarne. Wynika to z faktu, iż surowa woda, pochodząca zarówno z ujęć głębinowych, jak i powierzchniowych, zawiera pewną ilość związków żelaza i manganu. Te związki tworzą osad mineralny, który z czasem przybiera właśnie taką barwę. To po prostu eskalacja zjawiska, które możemy zaobserwować w naszych czajnikach domowych. Natomiast charakterystyczne wzory na ścianach to ślady po czyszczeniu mechanicznym. Dzięki temu możemy domniemywać, że zbiornik był regularnie konserwowany - objaśnia Klugmann.

Siedlisko nietoperzy

Ponieważ zbiornik znajduje się niemal w całości pod ziemią, w obu komorach, bez względu na porę roku, panuje temperatura bliska geotermalnej, czyli ok. 8 stopni Celsjusza. Taka temperatura, w połączeniu z całkowitym zaciemnieniem i wygłuszeniem wnętrza zbiornika, stwarza idealne warunki do zimowania tu nietoperzy.

- Od czasu, kiedy obiekt stał się ogólnodostępny, obserwuje się tutaj nietoperze w porze jesienno-zimowej. W październiku zeszłego roku zauważyłem na sufitach kilkanaście osobników. Przede wszystkim były to nocki rude, zdarzały się również nocki Natterera. Należy założyć, że z czasem liczba nietoperzy będzie tu systematycznie wzrastać, a ich skład gatunkowy będzie coraz bardziej zróżnicowany - przewiduje Klugmann.
Zbiornik podzieli los zbiorników paliwowych?

Jaki los czeka ten unikatowy relikt II wojny światowej? Niestety, wszystko wskazuje na to, że prędzej czy później zostanie on wyburzony, podobnie zresztą jak pobliskie zbiorniki paliwowe, które zostały zlikwidowane nie dalej niż kilkanaście miesięcy temu.

Zbiornik nie figuruje w żadnym rejestrze zabytków, a nieruchomość, na której się znajduje, od kilku lat znajduje się w rękach prywatnych. Warto również wspomnieć, że tuż obok trwa budowa osiedla mieszkaniowego. Szanse na to, że jeden z ostatnich elementów bazy Kriegsmarine zostanie wkomponowany w okoliczną zabudowę, są praktycznie zerowe.

- Niepokoi fakt, że z zasobów miasta może zniknąć obiekt absolutnie niepowtarzalny. To marnowanie potencjału turystycznego miasta. Nie tak dawno, bezmyślnie zdewastowano bazę paliwową, teraz nieznany jest los tego obiektu. W Gdańsku tego rodzaju obiekty i ich walory zostały dostrzeżone, co zaowocowało realizacją projektu pod nazwą Gdański Szlak Wodociągowy. Wchodzące w jego skład obiekty zostaną zagospodarowane i wyeksponowane pod kątem turystów - zapowiada Klugmann.

Opinie (122) ponad 10 zablokowanych

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.