Fakty i opinie

Zbudował stadion i tunel pod Martwą Wisłą. Teraz odchodzi

Ryszard Trykosko i jedno z jego "dzieci", czyli gdański stadion.
Ryszard Trykosko i jedno z jego "dzieci", czyli gdański stadion. fot. Łukasz Unterschuetz/trojmiasto.pl

Ryszard Trykosko, który już na zawsze kojarzony będzie z budową stadionu i tunelu pod Martwą Wisłą, kończy współpracę z Gdańskiem. Przez osiem ostatnich lat kierowane przez niego miejskie spółki odpowiadały za realizację 36 projektów, zmieniających oblicze Trójmiasta.



Która inwestycja, zrealizowana przez spółki kierowane przez Ryszarda Trykosko, jest dla Trójmiasta najważniejsza?

tunel pod Martwą Wisłą 44%
Europejskie Centrum Solidarności 3%
nowe trasy tramwajowe (Łostowice, Morena) 11%
stadion piłkarski 9%
Trasa Słowackiego i Sucharskiego 15%
Trasa W-Z 8%
żadna z tych inwestycji nie jest istotna 10%
zakończona Łącznie głosów: 2184
Michał Brancewicz: Czuje pan, że zmienił obraz Gdańska?
Ryszard Trykosko: - Mam poczucie dobrze zrealizowanych inwestycji w Gdańsku. Oczywiście razem z zespołem, którym miałem przyjemność zarządzać. To daje satysfakcję i pokazuje, że w mieście w ostatnich latach zaszły ogromne zmiany. Udział GIK jest w tym znaczący, ale nie byłoby na to szans, gdyby nie odważne decyzje w mieście, dobre pomysły i stworzenie warunków do ich realizacji. My byliśmy ostatnim ogniwem tego łańcucha.

A pan został jego kierownikiem.

- Czułem się za to odpowiedzialny, powierzono mi obowiązek zbudowania i zarządzania zespołami. Nie byliśmy tylko inwestorem zastępczym, ale też inżynierem kontraktu, czyli nie tylko byliśmy odpowiedzialni za przygotowanie inwestycji, ale również nadzór i przekazanie ich do użytku. A skala przedsięwzięć była duża. Zaczynając od stadionu, a kończąc na tunelu, wykonaliśmy w sumie 36 zadań, z czego po kilkanaście inwestycji było prowadzonych równolegle. W ciągu ośmiu ostatnich lat zrealizowaliśmy inwestycje, na które czekano przez dekady. Myślę, że jako inżynierowi, mają mi ludzie z mojej branży czego zazdrościć.

Bardziej przydały się umiejętności budowlańca czy menadżera?

- Ja zawsze podkreślałem, że pełnię funkcję prezesa, ale przede wszystkim jestem inżynierem. Nie ukrywam, że praca zza biurka mnie nie interesuje, więc ciągle byłem na budowie i naradach, co ułatwiało mi podejmowanie decyzji. Nie opierałem się na informacjach od osób trzecich, tylko sam to sprawdzałem. I to determinowało moje działania.

Sukcesy, które w swoim CV chciałby mieć każdy, inżynier nie przyszły łatwo. Wielokrotnie mówiło się o tych inwestycjach w kontekście niedotrzymywania terminów. Jak pan reagował na słowo "opóźnienie". Zakazał pan używania go przez swoich podwładnych?

- Nie. Chociaż ja wole używać określenia "zmiana terminów", bo proces inwestycyjny to żywy proces. Jesteśmy uzależnieni nie tylko od kaprysów pogodowych, ale również procesów technologicznych, które wymagają dużej pokory. Jeśli ktoś ich nie uzna i uważa, że jest mądrzejszy, to może zapłacić dużo większą cenę niż opóźnienie.

W przypadku stadionu moją nieostrożnością było zaakceptowanie terminu meczu z Francją [9 czerwca 2011 - red.]. Gdyby nie to, to nie byłoby problemu, bo w konsekwencji spóźniliśmy się o 18 dni, ale to miało ogromny oddźwięk, bo mecz został przeniesiony do Warszawy. Jednak większość projektów, oprócz tunelu, który należy traktować w innych kategoriach, była wykonywana w harmonogramie.

Ale sam tunel miał ponad półtora roku spóźnienia.

W tunelu natrafiliśmy na wiele przeciwności. Po pierwsze zejście z placu Hydrobudowy, co wymusiło na OHL-u zupełnie inną organizację pracy, na co potrzeba było czasu, a przy tak napiętych terminach nie dało się tego nadrobić. Bo maszyny w tunelu nie można pospieszyć. Mocno wstrzymała nas też budowa siedmiu przejść poprzecznych. Doświadczenia z Warszawy przy budowie drugiej linii metra mówiły żeby nie lekceważyć sygnałów, które mogą potem kosztować wiele nie tylko czasu, ale i pieniędzy. Dlatego przy mrożeniach gruntów otwieraliśmy przejścia dopiero z chwilą, kiedy mieliśmy 300 proc. pewności, że nie dojdzie do żadnej katastrofy.

Były takie sytuacje, kiedy pomyślał pan "na co ja się porwałem"?

- Było tak na początku. Bo zanim rozpocząłem prace w BIEG-u i GIK-u to nie pracowałem przy otwartej kurtynie, pod presją społecznych nacisków i mediów. Dla mnie to było zupełnie nowe i obce zjawisko i nie ukrywam, że ono kazało mi się zastanowić czy to w ogóle ma sens. Wytłumaczyłem sobie to tak, że warto jest brać pod uwagę głosy ludzi, którzy zapoznają się z tematem i chłodno go oceniają. Bo merytoryczna krytyka to bardzo cenna rzecz i taką, nawet jeśli boli, trzeba przyjąć i wyciągać z niej wnioski. Czasami ktoś z boku widzi pewne rzeczy inaczej i może mieć rację.

Większość ludzi nie przebiera w słowach.

- Nie interesuje się tzw. hejterami, którzy nie wiedzą o czym piszą, robią to tylko po to, by komuś dokopać i nie ma znaczenia czy mają rację czy nie.

Jak się pan uzbroił w pancerz odporności na hejterów, to potem już żadnych wątpliwości nie było?

- Nie, bo jeśli człowiek coś zaczął, to powinien to skończyć. Trzeba brać "na klatę" to, co się zrobiło. Jak rozpoczęły się te ataki związane z problemami z dopuszczeniem stadionu do użytkowania, to ja się nie zastanawiałem nawet pięć minut, tylko położyłem prezydentowi papier z rezygnacją, ale nie dlatego, że nie chciałem tego skończyć, ale byłem gotowy ponieść odpowiedzialność i położyć głowę.

I co zrobił prezydent?

- Powiedział żebym zabierał ten papier i kontynuował swoją robotę.

Dzisiaj czuje pan, że miał wtedy rację?

- Nie chcę wchodzić w polemikę z ludźmi, bo każdy ma swoje racje. Każdy ma inne spojrzenie na sprawę, bo patrzy z innej perspektywy. Ja czuję, że w tych warunkach staraliśmy się optymalnie wykorzystać czas i środki, by stworzyć odpowiednią jakość.

A nie można było lepiej i szybciej?

- Gdybym miał zrobić to samo jeszcze raz, to powtórzyłbym te procesy, tyle że nie programowałbym realizacji w tak krótkich okresach. Dałbym sobie większy komfort czasowy, ale wtedy nie mieliśmy takiej możliwości, to był nakaz chwili, bo na horyzoncie było Euro. Zadawaliśmy reżimowe terminy, które prawie były dotrzymane. Wyjątkiem był stadion i tunel.

Z ECS-em też były kłopoty.

- Tam była głównie sprawa wykonawcy - Polimeksu - który przechodził ogromne problemy finansowe i miałem dwie opcje do wyboru: albo ich wyrzucić, albo zrobić wszystko, by mogli kontynuować prace. Dzisiaj postąpiłbym tak samo, bo gdybym ich wtedy wyrzucił, to nie wiem w jakim stanie byłby teraz budynek ECS i ile jego budowa by kosztowała. Tak samo mówili, żeby z OHL-em rozwiązać umowę. Oczywiście, nie ma nic prostszego, ale jak idziemy na budowę, to nie idziemy na wojnę. Naszym zadaniem jest wykonać zadanie w terminie, w budżecie, w dobrej jakości i bezpiecznie, więc generalnie te zasady był zachowywane, ale czasami nie były możliwe do dotrzymania. Patrząc z perspektywy czasu uważam, że te decyzje były słuszne.

Biorąc wszystkie "za" i "przeciw", opłacało się przyjąć to stanowisko?

- Wydaje mi się, że wiele osób chciałoby być na moim miejscu, by móc uczestniczyć w takim programie inwestycyjnym. Co więcej, to wszystko działo się w moim Gdańsku i nie musiałem nigdzie wyjeżdżać, by móc się z tym zmierzyć, mogłem zrobić to "u siebie".

Pytając, czy to się panu opłacało, mam na myśli także stronę finansową.

- Gdybym dalej był w prywatnych firmach, to pieniądze byłoby pewnie porównywalne, może nawet większe. Umówiliśmy się z panem prezydentem na wynagrodzenie w 2008 roku i ono przez osiem lat nie zostało zmienione ani o złotówkrę i nie mam o to pretensji. Ono mogło być ewentualnie obniżone, gdyby nie było efektów mojej pracy, ale one były.

Przed nami kolejne rozdanie środków unijnych. Miasto wciąż ma duże plany inwestycyjne. Nie ma pan żalu, że już się z tym nie zmierzy?

- Nie, dlaczego miałbym mieć żal? Spółka GIK jest spółką celową, ma w statucie realizację 35 inwestycji plus jedna przez BIEG. Dzisiaj, jeśli przyznawanie środków będzie się przeciągało, to inwestycje za późno wystartują i to może być problem. Będę się cieszył, jeśli miasto pozyska środki i z zaplanowanych inwestycji będzie dalej się rozwijało. Skoro mamy tunel i drogę do Hallera, to nie można dalej nie kontynuować Drogi Zielonej i tunelu pod Pachołkiem. Należy też zrobić wszystko by przedłużyć przerwany ciąg Słowackiego na wysokości Zaspy. To by nareszcie pozwoliło domknąć ramy komunikacyjne miasta. I oczywiście dalsza rozbudowa infrastruktury na zewnątrz, gdzie miasto się rozwija.

A gdyby doszło do realizacji tunelu pod Pachołkiem, to może miasto się do pana zgłosi?

- Raczej nie. Uważam, że przygotowaliśmy mnóstwo ludzi, którzy brali udział w procesach inwestycyjnych i to z ich wiedzy należy teraz korzystać. Jeżeli będzie taka potrzeba, to ja chętnie służę doświadczeniem, ale lepiej żeby to robiła nowa generacja, a ja ewentualnie coś podpowiem. Pracowałem z ludźmi młodymi i ci ludzie nauczyli się zarządzać projektami unijnymi, rozliczać te projekty, realizować zamówienia publiczne. To są osoby kompleksowo przygotowane do obsługi takich procesów, a kilka lat temu byli dopiero co po studiach.

Kończy pan szefowanie GIK-iem. Co dalej? Są jakieś budowy w Polsce, którymi chciałby pan zarządzać?

- Współpracujemy ze Świnoujściem w sprawie ich tunelu [przeprawa pod Świną realizowana przez GDDKiA- red.], ale mam inne propozycje, bo nie ukrywam, że chciałbym już zejść z publicznego stołka. Chcę wrócić do pracy bez mediów i fleszy, by móc robić swoje. Nie będę już prezesował, ale chętnie włączę się, jeśli ktoś uzna, że jestem do czegoś przydatny, ale z drugiej linii.

Bierze pan pod uwagę wyjazd z Trójmiasta?

- Raczej nie, chciałbym tu już zostać, takie rozmowy prowadzę i rodzi się taka szansa. Oprócz tego dalej mam te swoje funkcje w Warszawie, bo jestem członkiem Komitetu Inżynierii Lądowej i Wodnej PAN i szefem Polskiego Związku Inżynierów i Techników Budownictwa. Obie funkcje będę pełnił do 2020 r. Ale to są społeczne działania.

A pana korci jeszcze, żeby znaleźć się na budowie?

- Muszę jeszcze trafić gdzieś na front, bo bez tego się źle czuję. Bez tego musiałbym iść na emeryturę, a nie bardzo mi się chce.

Opinie (312) 8 zablokowanych

  • każda z tych inwestycji była konieczna i potrzebne są kolejne

    • 322 68

  • Przy jednej budowie można wiele zyskać, PO dwóch to gościu ustawiony jest do końca zycia

    • 179 204

  • Dziękujemy, Panie Ryszardzie.

    • 348 109

  • Czytając tytuł przypomina się pewien kawał.
    Jedzie chłop wozem zaprzegnietym w konia i wiezie węgiel. Wóz wyładowany po brzegi, koń widać że już padnięty. Dojeżdżaja do wioski i chłop się drze - ludzie! Ludzie! Węgiel wam przywiozlem! Kon na to tylko cicho z pod łba - taa k**wa ty przywiozles...
    Trykosko może niech weźmie odpowiedzialność za gigantyczne opóźnienia i dla dobra branży niech się nie bierze za zarządzanie...

    • 253 161

  • I co z tego

    Zaraz będziesz się zastanawiać z kim śpi i jaką ma orientację. NaPiSałeś ten komentarz chyba po to by wsadzić kij w mrowisko i to bez powodu.

    • 53 39

  • A może ty potrafisz lepiej?

    Nie możesz zaprzeczyć że te inwestycje były potrzebne i zostały wykonane. Przy takich inwestycjach często są opóźnienia na całym świecie zwłaszcza tam gdzie są niespodzianki w gruncie.

    • 41 38

  • Wielki Człowiek -

    Pasja i radość w tym co robił biła na odległość. Wielki lider i inżynier.
    Gratuluję.

    • 194 135

  • Jeżeli celem jest niszczenie Gdańsk to się zgadzam.

    • 34 93

  • Tymi oto ręcyma zbudowałem...

    • 153 39

  • jakim niszczeniem?

    Ksiądz z ambony głupot ci nagadal a ty w to wierzysz

    • 76 39

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.