Fakty i opinie

stat

Zebrał ponad 25 tys. autografów

Marek Wysoczyński zebrał ponad 25 tys. autografów. Co radzi tym, którzy chcą zbierać podpisy sławnych osób?



W swojej kolekcji ma autografy Angeliny Jolie, Muhammada Ali, Lorda Vadera i Matki Teresy z Kalkuty oraz wielu tysięcy bardziej i mniej znanych osób. O życiowej pasji zbierania klasycznych i uśmiechniętych autografów opowiada nam Marek Wysoczyński, zawodowo dyrektor Biura Promocji Kultury, prywatnie jeden z najbardziej liczących się w Europie kolekcjonerów autografów.



Czy próbowałe(a)ś zdobyć autograf znanej osoby?

tak, wielokrotnie mi się udało 16%
tak, raz czy dwa razy zdobyłe(a)m autograf 25%
tak, ale przeważnie bez skutku 2%
nie, ale zamierzam spróbować 4%
nie próbowałe(a)m, bo nie miałe(a)m okazji spotkać znanej osoby 5%
nie, bo zdobywanie autografów to nie dla mnie 48%
zakończona Łącznie głosów: 652
- To mały ślad ludzkiego istnienia, to jakby zachowana dusza człowieka - kiedy Marek Wysoczyński mówi o autografach, bardzo starannie dobiera słowa. Podpisy znanych osób to dla niego znacznie więcej niż tylko atrament na świstkach papieru. Z fotografii na ścianie uśmiecha się Eddie Murphy, zamyślony Leonard Cohen patrzy w przestrzeń, a Gérard Depardieu łypie groźnym wzrokiem. Angelina Jolie leży na szezlongu w eleganckiej sukni, a na twarzy aktora grającego mistrza Yodę maluje się spokój.

Każdy z nich złożył podpis na zdjęciu ze swoim wizerunkiem, każde z nich ma unikalną historię. Marek Wysoczyński mógłby opowiedzieć ponad 25 tys. historii. Radosnych, sentymentalnych, czasami komicznych. Wybiera - jak sam mówi - wojenną. Bo zdobycie upragnionego autografu Barbry Streisand, jednej z najbardziej znanych piosenkarek XX wieku, było dla niego długą wojną prowadzoną z agentami gwiazdy.

- Rok w rok przez osiem lat wysyłałem prośby i za każdym razem otrzymywałem autograf. Tyle że każdy z nich wyglądał identycznie, nawet maźnięcie zrobiono takie same. To było dzieło maszyny, nie człowieka. Za ósmym razem spakowałem te wszystkie podróbki i wysłałem je wraz z tymi słowami: Pani Streisand, uwielbiam Pani muzykę, natomiast nie uwielbiam Pani sfałszowanych autografów. W odpowiedzi dostałem maluteńką kartkę z prawdziwym autografem - opowiada z dumą i sentymentem trójmiejski kolekcjoner.

Cierpliwość się opłaca - lubi powtarzać. Choć nie ukrywa, że wiedza i pamięć do twarzy są niezbędne u każdego, kto profesjonalnie zbiera autografy. Kiedy jako animator kultury wyjechał ze śpiewaczkami operowymi na świąteczny koncert do Adampola, polskiej wioski na ternie Turcji, w skromnie ubranym kapłanie śpiewającym grecką kolędę rozpoznał... patriarchę Konstantynopola Bartolomeusza I. Spotkanie z duchowym przywódcą prawosławnych chrześcijan zakończyło się rozmową i spełnioną prośbą o uśmiechnięty autograf dla dzieci. Bo trójmiejski kolekcjoner po latach zaprzestał zbierania klasycznych podpisów na rzecz uśmiechniętych autografów.

- Projekt jest niezwykły. Światowe Archiwum Uśmiechu ma przede wszystkim wywoływać radość na twarzach chorych dzieci znajdujących się w szpitalach czy w domach dziecka. To naprawdę cudowne, kiedy dziecko może zobaczyć obok swojego uśmiechniętego rysunku uśmiech sławnej osoby - opowiada Marek Wysoczyński, który wprawdzie zmienił cel zbierania na szczytny, ale pozostał głównie przy starych, sprawdzonych metodach zdobywania autografów.

Spotkać można go na polskich i zagranicznych festiwalach czekającego cierpliwie pod sceną aż zakończy się występ, projekcja czy debata. Wysyła też zapytania za pośrednictwem poczty, choć coraz rzadziej, gdyż z roku na rok coraz trudniej dotrzeć w ten sposób bezpośrednio do znanej osoby. Nie stroni też od nietypowych rozwiązań. - Poprosiłem kiedyś kapitana Royal Navy o autograf Patrici Routledge. W Polsce znamy ją głównie z roli Pani Bukiet w serialu "Co ludzie powiedzą?", tymczasem na Wyspach jest ona podziwianą ikoną teatru. Kapitan od razu stwierdził, że nie pomoże, bo aktorka gra postać identyczną jak jego teściowa. Co ciekawe, po dwóch tygodniach dostałem jednak autograf - śmieje się kolekcjoner.

Zdobywanie autografów ma jednak pewne granice. Ze względów formalnych obecnie praktycznie niemożliwym jest uzyskanie podpisów członków rodziny królewskiej. Ponadto jak wymienia Wysoczyński, gwiazd nie wolno pytać o autografy podczas uroczystości w kościele oraz kiedy przebywają w restauracji lub w toalecie.

Trójmiejski kolekcjoner radzi również, aby nawet kiedy znana osoba w odmówi złożenia podpisu w miejscu publicznym, nie obrażać się na nią. Jako wytłumaczenie Wysoczyński podaje przykład Franka Sinatry. - Ponoć amerykański piosenkarz dostawał dziennie 40 tys. listów z próbą o autograf. Myślałem, że to bujda. Zapytałem więc Kalinę Jędrusik, a ona na to: kiedy miałam super występ w telewizji, następnego dnia przyjeżdżał do mnie listonosz i oznajmiał, że zaraz będzie ciężarowy star z listami do mnie.

Szał zdobywania autografów trwa więc od wielu dziesiątek lat. Markowi Wysoczyńskiemu dotychczas udało się zebrać ponad 25 tys. klasycznych i uśmiechniętych autografów. Zdaje sobie jednak sprawę, że nie stworzy największej kolekcji na świecie. Ta należy do rodziny Kennedych, której członkowie są w posiadaniu zawrotnej liczby ponad miliona podpisów. Trójmiejski kolekcjoner zbiera jednak dalej. Od ponad dziesięciu lat dla dzieci.

Jeśli chcesz wspomóc akcję Światowe Archiwum Uśmiechu dedykowaną chorym dzieciom przebywającym w szpitalach, możesz przyłączyć się do zbierania uśmiechniętych autografów. Więcej szczegółów na stronie Biura Promocji Kultury

Opinie (81) 7 zablokowanych

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.