Fakty i opinie

stat

Zobacz, jak pracują morscy konserwatorzy


Zamrażają, kąpią, suszą i szlifują. O życie zabytków, które wydobyto z wody, potrafią walczyć długimi latami. Konserwatorzy z Narodowego Muzeum Morskiego w Gdańsku mają na co dzień pełne ręce roboty. Ich pracę pośród nowoczesnych maszyn można podpatrywać między innymi dzięki przeszklonym fragmentom podłogi muzeum.



Czy myślałe(a)ś kiedykolwiek o zostaniu konserwatorem?

tak, i udało mi się nim zostać 13%
tak, może kiedyś nim będę 4%
tak, ale skończyło się na myślach 14%
nie myślałe(a)m o takim zawodzie 69%
zakończona Łącznie głosów: 159
Na metalowym stole leży tysiącletnia historia. Drewniane fragmenty łodzi wydobytej z dna Zatoki Puckiej. Walka o ich zachowanie trwała kilka lat. Bo elementów było około 400, a poza tym przez wieki woda zrobiła swoje.

- Drewno było miękkie jak gąbka. Trzeba było je gotować przez cztery lata w roztworze glikolu polietylenowego, zwanego w skrócie PEG-iem, a później suszyć. Tak więc konserwacja unikatowej łodzi, która posiada cechy zarówno słowiańskie, jak i skandynawskie, trwała siedem lat - opowiada Irena Jagielska z Działu Konserwacji Muzealiów Narodowego Muzeum Morskiego w Gdańsku.
Pracownia konserwacji mieści się na parterze Ośrodka Kultury Morskiej, który należy do muzeum i znajduje się przy Długim Pobrzeżu zobacz na mapie Gdańska. Do pomieszczeń pracowni trafiają przedmioty wydobyte podczas podwodnych badań. Przede wszystkim obiekty drewniane i metalowe. Tych pierwszych jest nawet kilkanaście ton rocznie.

Gotowanie i zamrażanie zabytków

Drewniane zabytki czekają na swoją kolej między innymi w akwarium. Można zobaczyć je przez szyby od strony ul. Tokarskiej zobacz na mapie Gdańska. Zanim drewniane elementy trafią do konserwacji, najpierw pobierane są ich próbki.

- Mokre drewno jest niesamowicie ciekawym materiałem, ponieważ ma różne właściwości, a poza tym każdy obiekt jest inny i wymaga opracowania innej metody konserwacji - przekonuje Jagielska.
- Jedną z metod jest impregnacja w podgrzewanym roztworze glikolu polietylenowego. Ten proces trwa jednak bardzo długo, nawet kilka lat. Najnowsza metoda, którą stosujemy to z kolei liofilizacja, czyli zamrażanie zabytku, a potem suszenie w próżni - wyjaśnia.
Służy do tego między innymi duży liofilizator o długości pięciu metrów. Jak wylicza starszy konserwator, urządzenie może jednorazowo pomieścić nawet kilka ton drewnianych obiektów. Poza drewnem w pracowni konserwuje się również zabytki wykonane z różnych metali.

Kąpiele i walka z chlorkami

- To plaster miedzi, który był częścią ładunku średniowiecznego statku typu holk, najpowszechniej używanego typu jednostek w XV wieku na Bałtyku. Jest to tak zwana miedź węgierska - artykuł eksportowy. Na wraku było ponad sto sztuk plastrów. Na ówczesne czasy wartość tego była bardzo duża - pokazuje płaską bryłę Wiesław Urbański, który konserwuje zabytki od 40 lat.
Jak wylicza doświadczony konserwator, w przypadku metali stosuje się łącznie trzy metody: chemiczną, elektrochemiczną i mechaniczną. Po czym trzeba na koniec zabezpieczyć zabytek. Poza tym nieocenione podczas konserwacji metalowych przedmiotów są badania. Zwłaszcza poziomów chlorków.

Dr inż. Katarzyna Schaefer, zastępca kierownika Działu Konserwacji Muzealiów, tłumaczy, że chlorki, które pochodzą ze środowiska morskiego są największym zagrożeniem. A to dlatego, że przyspieszają proces korozji.

- Dlatego konserwator umieszcza dany obiekt w wannie, w której znajduje się kąpiel chemiczna. Celem całego procesu jest usunięcie chlorków ze struktury obiektu. I tutaj wsparciem są badania, wszelkiego typu analizy chemiczne, które pozwalają na określenie stężenia chlorków. Dzięki takiej informacji konserwator jest w stanie stwierdzić, kiedy stężenie będzie na tyle niskie, by proces konserwacji zatrzymać, a obiekt zabezpieczyć i następnie przekazać go na wystawę ekspozycyjną - tłumaczy Schaefer, który prowadzi badania w laboratorium należącym do muzeum.
Laser i modele 3D

Zanim jednak zabytek zostanie poddany konserwacji, a także po jej zakończeniu, musi być zdigitalizowany. Tworzy się między innymi modele 3D. Wśród przydatnych maszyn jest między innymi ramię pomiarowe. Skanuje ono przedmioty przy użyciu lasera.

- Jest ono przydatne w procesie rekonstruowania obiektów. Na podstawie modelu można bowiem próbować odtworzyć rzeczywisty wygląd jednostki, kiedy jeszcze pływała. Do tego odpowiednie programy komputerowe pozwalają na zbadanie walorów jednostki związanych z pływalnością, czyli to, w jaki sposób kadłub mógł się zachowywać i jakie na przykład statek osiągał prędkości przy konkretnych wiatrach - tłumaczy dr Tomasz Bednarz, kierownik Działu Digitalizacji.
Jak podkreśla Katarzyna Schaefer, praca konserwatora jest więc dziś bardzo wszechstronna. A Wiesław Urbański dodaje:

- Najważniejsze, aby mieć serce do tego. Do tego trzeba zachować wszystkie procedury i trzeba być dbałym.

Zobacz też modele Marka Parczyńskiego z Narodowego Muzeum Morskiego

Opinie (20) 4 zablokowane

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.