Fakty i opinie

stat

Zobacz kościół w Świętym Wojciechu

artykuł historyczny

Zobacz panoramę z kościelnej wieży i zabytkowy wystrój świątyni, której patronuje św. Wojciech.


Ma drewnianą wieżę bez gwoździ, ołtarz z czeskim biskupem i położony jest przy Kanale Raduni. W dwudziestym drugim odcinku cyklu Niezwykłe świątynie Trójmiasta prezentujemy kościół w Gdańsku Świętym Wojciechu.



Święty Adalbert (Wojciech) był benedyktynem, który przybył do Gdańska pod koniec X wieku.
Święty Adalbert (Wojciech) był benedyktynem, który przybył do Gdańska pod koniec X wieku. zdj. ze zbiorów Wikimedia Commons
Czarni mnisi pojawili się tu nieprzypadkowo. Był koniec XII lub też początek XIII wieku. Osada nazywała się Pod Dębem zobacz na mapie Gdańska i leżała kilka kilometrów od średniowiecznego Gdańska.

Zakonnicy znani w Europie jako świetni nauczyciele, ogrodnicy i zielarze mieli swoje powody, aby starać się o placówkę pod Gdańskiem i w końcu dopięli swego. Kilku benedyktynów wyruszyło z klasztoru w Mogilnie i za sprawą nadań jednego z książąt dynastii Sobiesławiców otrzymali osadę Pod Dębem, cztery inne wioski oraz pewne przywileje.

Czarni mnisi wybudowali w osadzie kościół zobacz na mapie Gdańska i założyli prepozyturę, czyli fundację, do której zadań należała opieka nad tutejszą świątynią i miejscem kultu jednego ze świętych. Powody osiedlenia się zakonników w tym miejscu były najpewniej dwa.

Benedyktyni mieli spore doświadczenie w prowadzeniu misji chrystianizacyjnych w trudnych warunkach. Ponadto z Gdańskiem związana była historia zakonnika tej samej reguły, który zginął śmiercią męczeńską. Nazywał się Adalbert i był słynnym czeskim biskupem.

W Polsce znany był jednak bardziej jako św. Wojciech i według ludowej tradycji jego losy związane były ze wzniesieniem, u którego podnóża leżała osada Pod dębem.

Biskup ratuje, siepacze wpadają do kościoła

Czy byłe(a)ś kiedykolwiek w kościele św. Wojciecha w Gdańsku?

tak, bo należę do tamtejszej parafii

14%

tak, na mszy św., nabożeństwie lub u spowiedzi

14%

tak, przy okazji corocznej pielgrzymki i odpustu

13%

tak, miałe(a)m okazję zwiedzić tę świątynię

17%

nie, ale zamierzam wybrać się kiedyś do tego kościoła

21%

nie potrzebuję zwiedzać tej świątyni

11%

nie, z innych powodów

10%
Miał około czterdziestki i po raz kolejny ryzykował swoim życiem. Pochodził z innego kulturowo świata, nie znał języka gospodarzy, a do tego reprezentował obcą religię. Mimo to wyruszył w drogę. Był przyzwyczajony do trudów. Jako biskup Pragi prowadził skromne życie.

Wspomagał biednych, osobiście wysłuchiwał ich skarg i próśb, odwiedzał także więzienia i targi niewolników. Upominał ponadto możnych za wielożeństwo, wiarołomstwo i łamanie postów. Zraził tym do siebie wiele wpływowych postaci, a to od woli lub kaprysu możnych i władcy w dużej mierze zależała sytuacja Kościoła w Czechach.

Po kilku latach duchowny postanowił samowolnie opuścić Pragę. Udał się do Rzymu, po czym wstąpił do zakonu benedyktynów i zaczął wieść żywot mnicha. Biskup miśnieński Falkold zarządzający praską diecezją pod nieobecność Adalberta zmarł jednak kilka lat później w 992 roku. W wyniku politycznych nacisków Adalbert zmuszony był powrócić do Czech. Wkrótce, aby ratować życie, musiał jednak uciekać. Wyjechał z Pragi w przededniu rzezi swojego rodu.

Czterej bracia Adalberta wraz z rodzinami zginęli za przyzwoleniem księcia. Władca Czech Bolesław II należał do rodu Przemyślidów, który od dawna konkurował ze Sławnikowicami o wpływy w kraju. Okazja do wyeliminowania politycznych przeciwników nadarzyła się w 995 r.

Niewiele wcześniej na książęcym dworze przyłapano na cudzołóstwie żonę jednego z możnych rodu Wrszowców. Zdesperowana kobieta, chcąc zachować życie, zwróciła się z prośbą o ratunek do praskiego biskupa. Adalbert zlitował się i udzielił niewiernej kobiecie azylu w klasztorze benedyktynek, nieopodal kościoła św. Jerzego.

Urażony mąż nie zamierzał odpuścić. Jego siepacze wpadli do świątyni, wywlekli niewierną żonę i zamordowali na miejscu. W akcie zemsty Wrszowcy za przyzwoleniem księcia Bolesława II wymordowali podstępem większość rodziny praskiego biskupa.

Rzeź ominęła Adalberta i jego młodszego brata Radzim-Gaudentego. W tym czasie przebywali poza granicami kraju. Ocalał także najstarszy brat Sobiesław, który akurat brał udział w wyprawie wojennej razem z cesarzem Ottonem III i księciem Bolesławem Chrobrym. To właśnie u polskiego władcy miał wkrótce znaleźć wsparcie biskup Pragi. Przebywał w Gnieźnie jako ważny gość, po czym za namową Chrobrego wyruszył w asyście wojów na północ. Na trasie jego podróży znalazł się Gdańsk.

Wyrok wykonany, książę wykorzystuje okazję

Bolesław Chrobry był bardzo zainteresowany wyprawą biskupa Adalberta do Prus. Bez względu na jej efekt mógł spodziewać się dużych korzyści politycznych.
Bolesław Chrobry był bardzo zainteresowany wyprawą biskupa Adalberta do Prus. Bez względu na jej efekt mógł spodziewać się dużych korzyści politycznych. zdj. ze zbiorów Wikimedia Commons
Sporą część trasy pokonali łodzią, płynąc ku ujściu Wisły. Do Gdańska przybyli prawdopodobnie na początku kwietnia. Poza Adalbertem na ląd zeszli dwaj kapłani - młodszy brat biskupa Radzim-Gaudenty oraz Bogusza-Benedykt. Najważniejszym osiągnięciem ich pracy duszpasterskiej w Gdańsku był chrzest wielu jego mieszkańców. Ostatecznym celem misji nie był jednak tutejszy gród.

Duchowni, już bez eskorty, popłynęli łodzią w kierunku Prus. Do dziś historycy nie są zgodni, gdzie wylądowali misjonarze. Być może była to Sambia, czyli tereny obecnego obwodu kaliningradzkiego lub też Pomezania leżąca na wschód od Wisły i Nogatu. Duchowni znaleźli się na nieznanej ziemi.

Adalbert za pośrednictwem tłumacza przemawiał przed zgromadzeniem Prusów. Słowa biskupa wywołały oburzenie. Reprezentował obcą kulturę, religię i obyczaje. Dlatego pod groźbą kary śmierci Adalbert miał razem ze swoimi towarzyszami opuścić pruskie tereny.

Misjonarzy odeskortowano nawet w kierunku polskiej granicy. Po kilku dniach zapadła jednak decyzja o powrocie. Po odprawieniu mszy na terytorium Prus misjonarzy dopadli wojowie. Wyrok został wykonany.

Ciało biskupa postanowił wykupić od Prusów Bolesław Chrobry. Misja Adalberta, którą wsparł, niezależnie od wyniku miała dla niego spore znaczenie. Władcy zależało na wizerunku propagatora chrześcijaństwa. Był wtedy jeszcze księciem, a miał spore ambicje. Chciał zostać koronowanym na króla Polski i zmniejszyć niemieckie wpływy w polskim Kościele. Obydwa cele zrealizował.

Pomocna okazała się szybka kanonizacja biskupa Adalberta, którego papież Sylwester II wyniósł na ołtarze w niecałe dwa lata po śmierci. Z oficjalną pielgrzymką przybył do Polski sam cesarz Otton III. Bolesław Chrobry otrzymał też zgodę na utworzenie arcybiskupstwa w Gnieźnie oraz biskupstw w Kołobrzegu, Krakowie i Wrocławiu. Arcybiskupem został Radzim-Gaudenty, brat św. Wojciecha.

Wcześniej w tutejszej katedrze spoczęły relikwie męczennika. Zagadką jednak pozostaje nadal, co działo się z ciałem biskupa między śmiercią a umieszczeniem w gnieźnieńskiej świątyni. Praktyką Kościoła było bowiem umieszczanie relikwii w ołtarzach dopiero po beatyfikacji lub kanonizacji. Ludowa tradycja głosi, że przez dwa lata ciało Adalberta-Wojciecha spoczywało pod Gdańskiem...

Niedoszły grób męczennika i pożar kościoła

Zgodnie z ludową tradycją, ciało biskupa Adalberta miało być przechowywane w kaplicy na wzniesieniu nieopodal osady Pod Dębem.
Zgodnie z ludową tradycją, ciało biskupa Adalberta miało być przechowywane w kaplicy na wzniesieniu nieopodal osady Pod Dębem. zdj. trojmiasto.tv
Do odbudowy kościoła św. Wojciecha przystąpiono na polecenie wpływowego biskupa włocławskiego Stanisława Karnkowskiego.
Do odbudowy kościoła św. Wojciecha przystąpiono na polecenie wpływowego biskupa włocławskiego Stanisława Karnkowskiego. zdj. ze zbiorów Wikimedia Commons
Kaplica jest niewielka. W podstawie siedem na sześć i pół metra. Wzniesiono ją ze średniowiecznych cegieł, w których pątnicy ryli swoje znaki. Do kapliczki na wzgórzu nieopodal osady zwanej już Święty Wojciech pod Dębem pielgrzymowano od wieków.

Ludowa tradycja głosiła bowiem, że to właśnie tutaj było pierwsze miejsce pochówku św. Wojciecha. Nie potwierdzają tego jednak żadne źródła historyczne. Podobnie jak wersji, że ciało biskupa spoczywało nie w kaplicy, a w prowizorycznym grobie.

Śladów mogiły nie znaleziono. Z kolei kaplica powstała dopiero w XIV wieku. W tym samym czasie benedyktyni rozbudowali lub też wznieśli nowy kościół u stóp wzgórza. W połowie XV wieku zyskał on nawet murowaną wieżę dzwonnicy.

Dalszą rozbudowę pokrzyżowało kilka jednak wydarzeń. Pod koniec XV wieku wygasł miejscowy konwent benedyktynów, po czym kościół przeszedł w ręce biskupa. Z kolei pewnego sierpniowego dnia 1537 r. wybuchł pożar. Spłonął kościół, plebania i pobliska szkoła.

Kościół odbudowany został dopiero kilkadziesiąt lat później. Miał w tym swój udział wpływowy biskup włocławski Stanisław Karnkowski, który znany był jako zagorzały przeciwnik reformacji i reprezentant Rzeczpospolitej w kontaktach z Gdańskiem.

Odbudowa katolickiej świątyni w sytuacji, kiedy okoliczna szlachta w większości wybrała luteranizm, nie była jednak łatwa. Właściciele ziemscy zaczęli bowiem odmawiać płacenia dziesięciny i dokładania się do odbudowy kościoła. Sporną sprawę uregulowały dopiero królewskie dekrety.

Kościół odbudowano i przez kolejne wieki wyposażano wnętrza zgodnie z kanonami sztuki sakralnej okresu baroku. W prezbiterium umieszczono ołtarz główny z obrazem przedstawiającym św. Wojciecha, a powyżej na płaskim stropie wykonano zdobienia.

- Barokowy strop jest wyrazem tęsknoty za niebem, stąd mamy piękne chmurki, a w centrum Baranka Bożego i księgę, w której zapisane są dobre i złe czyny ludzkie - pokazuje i wyjaśnia ks. kanonik Krzysztof Ziobro, proboszcz Parafii Rzymskokatolickiej p.w. św. Wojciecha w Gdańsku.

Na bocznej ścianie prezbiterium znajduje się z kolei najstarszy zabytek świątyni. To drewniany tryptyk z czasów średniowiecza, który udało się uratować z pożaru kościoła w 1537 r. - Ołtarz pochodzi z XV wieku i jest przykładem szkoły antwerpskiej. Przedstawia sceny z życia Jezusa Chrystusa i jest najcenniejszym zabytkiem w naszym kościele - przyznaje proboszcz.

Z kolei w nawie głównej stoją dwa barokowe ołtarze boczne. Z prawego spoglądają Matka Boża i Dzieciątko, na lewym Chrystus umiera na krzyżu. Ponadto na szczycie drugiego ołtarza umieszczono współczesny obraz. Przedstawia Jezusa Miłosiernego. - Przed tym ołtarzem co tydzień odbywają się nabożeństwa do Miłosierdzia Bożego - zaznacza proboszcz parafii.

Wierni, którzy mają zwyczaj siadać w ławkach, mogą też spoglądać na kaplicę z XVIII-wieczną figurą św. Wojciecha wykonaną z dwóch rodzajów marmuru. Z kolei penitenci, którzy spowiadają się w kolejnej bocznej kaplicy mijają malowidło, na którym umiera św. Józef. Wystrój ostatniej z trzech kościelnych kaplic związany jest natomiast z nowymi gospodarzami. Przybyli pod Gdańsk na początku XVIII wieku.

Nowa wieża bez gwoździ

Święty Wincenty à Paulo był patronem zakonników, którzy posługiwali w kościele św. Wojciecha.
Święty Wincenty à Paulo był patronem zakonników, którzy posługiwali w kościele św. Wojciecha. zdj. trojmiasto.tv
Było ich trzech, może czterech. Wszyscy należeli do Zgromadzenia Księży Misjonarzy św. Wincentego à Paulo. W Świętym Wojciechu otworzyli dom misyjny i prowadzili szkołę.

Opiekowali się także ubogimi i służyli pomocą pielgrzymom podążającym do miejsca kultu św. Wojciecha. Przez ponad sto lat posługiwali w tutejszym kościele.

Jednak z powodu niewystarczającej liczby powołań i problemów finansowych konwent misjonarzy został rozwiązany. Świątynia stała się więc kościołem diecezjalnym i tak jest do dziś.

-Obecnie parafia liczy niecałe dwa tysiące osób. Działa tu między innymi świetlica dla dzieci, jest Stowarzyszenie Rodzin Kolpinga i Stowarzyszenie Odbudowy Świętego Wojciecha - wylicza ks. kanonik Krzysztof Ziobro.

Co roku w kwietniu odbywa się też parafialny odpust. Jednym z jego tradycyjnych punktów jest piesza pielgrzymka z Gdańska do sanktuarium św. Wojciecha. Podczas kolejnego odpustu wierni będą mogli już zobaczyć odnowioną wieżę kościoła.

Wymiany wymagała cała drewniana konstrukcja, bo stare belki były mocno spróchniałe. Niedawno zbudowano nową konstrukcję i zgodnie z dawną techniką obyto się bez gwoździ. - Czopy idealnie pasowały do gniazd. Mamy już postawioną wieżę. Idzie bardzo dobrze! - cieszy się proboszcz.

Na witrażach pływają okręty, a ołtarz podtrzymują kotwice. Zobacz kościół Marynarki Wojennej w Gdyni Oksywiu.

Na witrażach pływają okręty, a ołtarz podtrzymują kotwice. Zobacz kościół Marynarki Wojennej w Gdyni Oksywiu.

Była tu ujeżdżalnia koni, centrum Polonii gdańskiej, a nawet magazyn Luftwaffe. Zobacz kościół św. Stanisława Biskupa Męczennika.

Była tu ujeżdżalnia koni, centrum Polonii gdańskiej, a nawet magazyn Luftwaffe. Zobacz kościół św. Stanisława Biskupa Męczennika.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (59)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.