Fakty i opinie

Zreformować finanse

Z Bogdanem Oleszkiem przewodniczącym Rady Miasta Gdańska, rozmawia Agnieszka Mańka

- Tematem wiodącym IX Konwentu Przewodniczących Rad Miast Wojewódzkich miało być bezpieczeństwo. Problematykę spotkania zmieniono jednak na budżet. Dlaczego?

- Zaczęliśmy od rozmowy jak w poszczególnych miastach realizowany jest program bezpieczeństwa i jakie środki są na to potrzebne. Jak już zaczęliśmy o kasie, to padło stwierdzenie o jakim bezpieczeństwie i jego zwiększaniu mówimy, skoro nie ma na to funduszy. Bez pieniędzy nie zwiększymy np.: etatów w policji, straży miejskiej czy pożarnej, zeszliśmy więc na temat: finanse samorządowe.

- Zdążyliście jednak wymienić się poglądami na temat bezpieczeństwa. Jak wygląda Gdańsk na tle innych miast i które, według pana, mogłoby posłużyć za przykład bezpiecznego miasta?

- Borykamy się z podobnymi problemami i nikt nie wymyślił jeszcze panaceum w tej materii. Na razie najlepiej sprawdzającym się środkiem jest monitoring. Na starówkach dużych miast, miejscach najczęściej odwiedzanych przez turystów czy dworcach, daje to rezultaty. Natomiast z doświadczenia wiemy, że w pozostałych dzielnicach przestępczość wzrasta. Poza tym policja za mało zarabia, brakuje funkcjonariuszy, a - w porównaniu z innymi - dysponujemy największą liczbą strażników miejskich. Z kolei przodujemy jeśli chodzi o zintegrowany system ratownictwa. Wybuch wieżowca czy pożar w hali stoczni zmusiły nas do szybkiego działania. W tej dziedzinie mogliśmy zabłynąć i podzielić się doświadczeniami organizacyjnymi z gośćmi konwentu.

- Gorzej jednak przedstawia się sytuacja budżetowa Gdańska. Łódź ma dziurę około 98 mln, Kraków - 80 mln, a my ponad 200...

- Niestety tu jesteśmy czołówką. Co prawda Kraków myślał, że jest górą, ale wyprowadziłem przewodniczącego z błędu. Jeśli nawet założyć wariant optymistyczny i pesymistyczny, to nasz deficyt zdecydowanie przekroczy 100 mln. Ja bym powiedział, że wyniesie on 150-200 mln zł. Powódź zrobiła swoje.

- Co pana zdaniem jest największą przyczyną kryzysu finansowego miast?

- Pieniądze z kasy państwowej nie wpływają do samorządów. Oczywiście można sprzedać majątek komunalny, ale przecież pozbywając się całego dobytku wiele nie zyskamy. Istnieje nawet ryzyko, że zostaniemy bez majątku i bez pieniędzy. Dlatego też, podobnie jak inne miasta, zaciągamy kredyty.

- Ale Lublin nie zaciąga kredytów i jakoś sobie radzi...

- Prawda, jakoś sobie radzi. Ale ja nie wiem jak.

- Czy w innych miastach panuje takie bezkrólewie jak u nas? Przepychanki w radzie miasta, trudności z podejmowaniem merytorycznych decyzji, afera z GPEC...

- Nie wszędzie tak jest, niemniej każde miasto ma jakieś problemy. Największy to nieumiejętność podejmowania działań ponad podziałami. Przynależność partyjna zawsze bierze górę. Rankingu afer jednak nie robiliśmy, nie wiem więc czy jako miasto jesteśmy czołówką, ale na pewno gdańskie władze są przez media najsurowiej oceniane.

- Kraków być może rozpocznie ściąganie pieniędzy drogą sądową,
jakie jest stanowisko Gdańska w tej kwestii?


- Przemknął nam taki pomysł przez myśl, ale musimy to dopiero rozważyć. Kraków też nie powiedział ostatecznego słowa i ma nadzieję, że wyegzekwuje należne sobie pieniądze. Dopuszcza nawet rołożenie w czasie, byle pieniądze - niekoniecznie za miesiąc - wpłynęły do budżetu.

- Konwent uznał, że konieczna jest reforma finansów. Na czym miałby ona polegać?

- Domagamy się zwiększenia wpływów od strony rządowej do budżetów samorządów. Chcielibyśmy zwiększyć dochody własne z 40 do 60 procent. Brak środków w samorządach spowoduje, że trzeba będzie nakładać podatki i zwiększać czynsze, co zawsze spotyka się z niezadowoleniem i protestami. Gdzie mamy szukać oszczędności? Nie można zaniechać inwestycji, bo to doprowadziłoby do zacofania dużych miast. Jeśli jednak reformy nie będzie, a deficyt centralny nadal będzie przerzucany na barki samorządów, doprowadzi to do załamania samorządności.
- Dziękuję za rozmowę.

Opinie (1)

  • Przyczyny i skutki

    Sądowne egzekwowanie pieniędzy z budżetu centralnego, żądanie zwiekszenia wpływów z budżetu centralnego... Jak to obiecująco brzmi, prawda? A nikt jakos nie zwraca uwagi, że to przeciwdziałanie skutkom a nie przyczynom obecnego stanu finansów samorządowych, i jako takie jest beznadziejne, nie daje ono żadnej nadziei na poprawę tej sytuacji. Rzeczywistą poprawę mozna uzyskać usuwając przyczynę trudnosci. A przyczyna tkwi w karykaturalnie scentralizowanym systemie finansowania samorządów (posrednictwo centrum w Warszawie między podatnikiem a samorządem) obowiązującym w Polsce i w zbyt duzej ilosci województw i powiatów, które nie są w stanie się same utrzymać. I może przed wyborami warto przypomnieć kto swoimi głosami w 1998 roku przeforsował ten chory system państwa. Otóż byli to posłowie SLD, PSL i katolicko-nacjonalistycznego skrzydła AWS, ci ostatni dzisiaj w AWSP i Lidze Polskich Rodzin. Finanse samorządów można uzdrowić, ale nie za posrednictwem tych partii... Tymczasem wszystko wskazuje, że własnie te partie razem zajmą jakies 70 - 80 procent miejsc w parlamencie... A tak chce większosć społeczeństwa, które potem złorzeczy na brak wsparcia ze strony władz...

    • 0 0

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.