- 1 Pani Stanisława kończy 110 lat. "Zawsze elegancja" (113 opinii)
- 2 Koniec wysokich kontraktów w szpitalach? Minister zapowiada zmiany (17 opinii)
- 3 Chwila oddechu od choroby. Wyjątkowa akcja dla pacjentek onkologicznych (5 opinii)
- 4 Polski ekspert będzie pracował nad bezpieczeństwem astronautów (5 opinii)
- 5 Jakie progi na medycynę? Ile punktów na kierunek lekarski? (68 opinii)
- 6 Pan Krzysztof dostał nowe płuca, które wcześniej zregenerowano ex vivo (14 opinii)
Jak leczyliśmy się w latach 90.? Skórka z pomidorka na żołądku i anginka do ucha
Mityczna skórka od pomidora, która rzekomo przyklejała się do żołądka, zawsze kończyła się wymiotami, a każde "przewianie" nieuchronnie prowadziło do choroby. Kiedyś powszechnie stosowaliśmy okłady z babki lancetowatej, połykaliśmy ząbki czosnku popijane mlekiem, nacieraliśmy się amolem albo wkładaliśmy sobie anginkę do ucha. Niektóre z tych medycznych przekonań, ze względu na ich skuteczność, pielęgnujemy do dziś, inne zaś skutecznie wyeliminowaliśmy. Trzeba jednak przyznać, że domowa medycyna lat 90. znacząco różniła się od podejścia, jakie mamy obecnie w kontekście walki z infekcjami.
- Sposoby na choroby
- Wszechobecna aspiryna
- Zawsze winna była skórka z pomidora
- Anginka, babka lancetowata i syrop z cebuli
- "Głowa do góry i trzeba było wytrzymać"
- Smalec z gęsiny na mocny kaszel
Sposoby na choroby
Niezależnie od okoliczności podejście do chorób w latach 90. znacząco różniło się od obecnego. Inna sprawa, że wiele "ludycznych" sposobów terapeutycznych cały czas nam służy i przekazujemy je kolejnym pokoleniom.
Wszechobecna aspiryna
- Pamiętam, jak byłem mały, to za każdym razem babcia rozgniatała mi na łyżeczce z wodą aspirynę. Do teraz sobie przypominam ten smak. Do tego oczywiście kredowa Smecta na biegunkę jako złoty środek - wspomina Piotr.
Dziś aspiryna zupełnie nie jest rekomendowana dzieciom przy zbijaniu temperatury. Z kolei Smecta oczywiście łagodzi objawy, ale nie jest też lekiem usuwającym przyczyny.
- Trzy razy dziennie, rutynka, wapno, witamina C - mam wrażenie, że o wiele bardziej się suplementowaliśmy w trakcie choroby. Ostatnio słyszałem, że wchłanialność tego jest taka, że to bardziej placebo - mówi Łukasz.
Natomiast w kontekście problemów żołądkowych nie można nie wspomnieć o coli i słonych paluszkach - wciąż zadajemy sobie pytanie, jak to pomaga, a przecież pomaga.
- Pamiętam słodzenie wszystkiego jako remedium na brak apetytu u dziecka zgodnie z hasłami "matko, nie żałuj cukru dziecku" - dodaje Monika.
Edukacja zdrowotna od września obowiązkowa. Dla kogo i na jakich zasadach?
Zawsze winna była skórka z pomidora
Wydaje się, że mieliśmy też o wiele mniejszą wiedzę w temacie patogenów powodujących szereg chorób.
- Moje dzieci często mają jelitówki. Wiem, bo widzę, jak to się rozprzestrzenia na innych członków rodziny. Kiedyś zawsze winna była skórka z pomidora i że coś zjadłem, czegoś nie pogryzłem. Nie sądzę, żeby kiedyś nie było wirusów, ale inaczej to odbieraliśmy - śmieje się Krzysiek.
To samo dotyczyło wszechmocnych przeciągów, wyjść bez szalika czy wystającego ucha spod czapki. Oczywiście nie neguję, że te sytuacje mogą sprzyjać rozwojowi chorób w przypadku osłabionego organizmu, ale chyba już obecnie raczej jesteśmy zgodni, że nie były to czynniki kluczowe.
Większa wiedza to jedno, ale teraz również lekarze mają większe możliwości diagnostyczne w postaci testów potwierdzających obecność wirusów.
- Kiedyś to praktycznie za każdym razem, gdy byłem chory, dostawałem antybiotyk. Jak patrzę z obecnej perspektywy, to było szaleństwo. Córka ma 8 lat i raz musiała dostać leczenie tego typu - wspomina Marcin.
Anginka, babka lancetowata i syrop z cebuli
Kiedyś o wiele częściej też sięgaliśmy po naturalne środki, które używały zresztą właśnie nasze babki.
- Pamiętam liście kapusty na opuchnięte nogi, a i jeszcze babkę lancetowatą, jak się wywróciłam na podwórku i zdarłam skórę z kolana. Nacierałam liśćmi - wspomina Ewelina.
- Anginka do ucha, jak bolało - dorzuca Aleksandra.
Anginka, czyli pelargonia pachnąca, znana też jako geranium o charakterystycznym cytrynowym zapachu.
"Głowa do góry i trzeba było wytrzymać"
Będąc przy cytrynie, warto zatrzymać się przez chwilę przy leczeniu przeziębienia.
- W domu popularny był syrop z cebuli, z sokiem z cytryny, miodem. Na wszystko: kaszel, katar - dodał Sebastian.
- U mnie w domu była zawsze buteleczka Amolu wcierana w skronie przy bólu głowy i inne dolegliwości. Olejek kamforowy też - na szyję i klatkę piersiową podczas choroby, nacieranie stóp i mleko z masłem i miodem na gardło, syrop z cebuli - to były klasyki - mówi Michał.
- Syrop z cebuli na kaszel musiał być robiony w domu (zasypanie cukrem cebuli i wygniecenie tego, i na drugi dzień był domowy antybiotyk) - wspomina Magda.
Obecnie do naszej dyspozycji jest szereg najbardziej rozmaitych inhalatorów. Kiedyś sprawa była prosta.
- Od dziecka miałem problemy z zatokami. Moja mama po prostu zagotowywała garnek wody, wrzucała saszetki herbaty miętowej lub kropelki miętowe i dawaj: głowa do garnka i trzeba było wytrzymać - podsuwa Piotr.
- Tak, pamiętam rumianek albo szałwię - tzw. parówki, zaparzanie ziół i siedzenie z ręcznikiem na głowie - dodaje Diana.
"Wielka trójka" sezonu infekcyjnego. Jakie choroby dominowały w Trójmieście?
Smalec z gęsiny na mocny kaszel
Niektóre techniki wydają się wręcz niewiarygodne, ważne jednak, że pomagały lub że czuliśmy się lepiej.
- Przy przeziębieniu pamiętam moczenie stóp w misce z gorącą wodą z dużą ilością soli. Takie "wyparzenie" miało usunąć zarazki i zaraz po tym każdy czuł się dobrze - dorzuca Wiktoria.
Inne ludowe metody stosujemy do dziś.
- Na przykład bańki na plecy - mamy próżniowe i super się sprawdziły przy grypach czy covidzie. Ich stosowanie jest banalnie proste, a efekt przychodzi szybko. Do tego smalec z gęsiny - przy mocnym kaszlu smarujesz klatkę piersiową i plecy, efekty świetne. Bardzo pomaga - przekonuje Michał.
Opinie wybrane
-
2026-04-15 09:27
Nie wolno bylo siadac na kamieniu, bo zlapie sie wilka, a dzis mowia ze wilka nie ma tylko nam sie cos tam, gdzies tam zapalilo. (3)
- 8 2
-
2026-04-16 07:46
Nie na kamieniu, tylko na betonie... (1)
- 0 0
-
2026-04-16 16:21
Jedno i drugie, chodzi(ło) o to żeby nie siadać na zimnym. Równie dobrze można sobie przeziębić pęcherz siadając na zimnej ławce np. jesienią czy zimą.
- 0 0
-
2026-04-15 11:05
Kto to powiedział ? Czym to argumentował?
Jak cos jest tanie i sprawdzone to jest złe dla lobby farmaceutyczno - lekarskiego
- 5 0
-
2026-04-15 11:11
(3)
Pamiętam te czasy jak mama się mną opiekowała. W sensie przygotowała łóżko, dodatkową kołdrę, witaminy, herbate, termoery obok i chusteczki. Zupki robiła dla chorego. Oczywiście jak to było w ciągu tygodnia to chodziłem z kołdrą do duzego pokoju i tam oczywscie oglądałem tv
- 18 1
-
2026-04-15 13:23
Teraz wychowanie korporacyjne
Ibuprom i z kopa do szkoły
- 4 1
-
2026-04-15 12:06
Mam dokładnie takie same wspomnienia
Pamiętam jeszcze jak rodzice szli do pracy to przychodził dziadek i czytał mi bajki. Jakiś czas temu o tym pomyślałam i doszłam do wniosku , że to były momenty gdy czułam się bardzo bezpieczna i spokojna
- 10 0
-
2026-04-15 11:58
Oo też tak miałam i domowe przedszkole
- 7 0
-
2026-04-15 10:22
Wapno nigdy nie było lekarstwem (5)
Panie Łukaszu, żyłem w latach 90-tych i nawet wówczas nikt nie spożywał wapna.
- 14 27
-
2026-04-15 13:18
no jak nie
niektórym się myliło i zamiast do betoniarki to do gęby
- 1 1
-
2026-04-15 11:31
"Wapno" było bardzo popularne, choć to nie było wapno, ale prawie każdy mówił na to wapno.
- 10 0
-
2026-04-15 11:14
wiadomo
wapno to na budowie się stosuje
- 5 1
-
2026-04-15 10:58
Jak nie
Bardzo często na przeziębienia podawało się wapno.
- 13 2
-
2026-04-15 10:28
"gdy trzeba było łyknąć łyżkę z gorącym mlekiem i rozgniecionym ząbkiem czosnku"
Na całe szczęście nikt mi nie kazała łykać łyżki...- 9 1
Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.
