Jak leczyliśmy się w latach 90.? Skórka z pomidorka na żołądku i anginka do ucha

Piotr Kallalas
15 kwietnia 2026, godz. 08:00
Opinie (43)
Kiedyś nieco inaczej podchodziliśmy do leczenia infekcji.

Mityczna skórka od pomidora, która rzekomo przyklejała się do żołądka, zawsze kończyła się wymiotami, a każde "przewianie" nieuchronnie prowadziło do choroby. Kiedyś powszechnie stosowaliśmy okłady z babki lancetowatej, połykaliśmy ząbki czosnku popijane mlekiem, nacieraliśmy się amolem albo wkładaliśmy sobie anginkę do ucha. Niektóre z tych medycznych przekonań, ze względu na ich skuteczność, pielęgnujemy do dziś, inne zaś skutecznie wyeliminowaliśmy. Trzeba jednak przyznać, że domowa medycyna lat 90. znacząco różniła się od podejścia, jakie mamy obecnie w kontekście walki z infekcjami.




Sposoby na choroby



Czy korzystasz z domowych metod leczenia infekcji?

Część historii wspominamy z sentymentem - jak te, gdy mama smarowała nas rozgrzewającą maścią eukaliptusową, inne z nieco mniejszym, gdy trzeba było łyknąć łyżkę z gorącym mlekiem i rozgniecionym ząbkiem czosnku.

Niezależnie od okoliczności podejście do chorób w latach 90. znacząco różniło się od obecnego. Inna sprawa, że wiele "ludycznych" sposobów terapeutycznych cały czas nam służy i przekazujemy je kolejnym pokoleniom.


Wszechobecna aspiryna



- Pamiętam, jak byłem mały, to za każdym razem babcia rozgniatała mi na łyżeczce z wodą aspirynę. Do teraz sobie przypominam ten smak. Do tego oczywiście kredowa Smecta na biegunkę jako złoty środek - wspomina Piotr.
Dziś aspiryna zupełnie nie jest rekomendowana dzieciom przy zbijaniu temperatury. Z kolei Smecta oczywiście łagodzi objawy, ale nie jest też lekiem usuwającym przyczyny.

- Trzy razy dziennie, rutynka, wapno, witamina C - mam wrażenie, że o wiele bardziej się suplementowaliśmy w trakcie choroby. Ostatnio słyszałem, że wchłanialność tego jest taka, że to bardziej placebo - mówi Łukasz.
Natomiast w kontekście problemów żołądkowych nie można nie wspomnieć o coli i słonych paluszkach - wciąż zadajemy sobie pytanie, jak to pomaga, a przecież pomaga.

- Pamiętam słodzenie wszystkiego jako remedium na brak apetytu u dziecka zgodnie z hasłami "matko, nie żałuj cukru dziecku" - dodaje Monika.
Edukacja zdrowotna od września obowiązkowa. Dla kogo i na jakich zasadach? Edukacja zdrowotna od września obowiązkowa. Dla kogo i na jakich zasadach?

Zawsze winna była skórka z pomidora



Wydaje się, że mieliśmy też o wiele mniejszą wiedzę w temacie patogenów powodujących szereg chorób.

- Moje dzieci często mają jelitówki. Wiem, bo widzę, jak to się rozprzestrzenia na innych członków rodziny. Kiedyś zawsze winna była skórka z pomidora i że coś zjadłem, czegoś nie pogryzłem. Nie sądzę, żeby kiedyś nie było wirusów, ale inaczej to odbieraliśmy - śmieje się Krzysiek.
To samo dotyczyło wszechmocnych przeciągów, wyjść bez szalika czy wystającego ucha spod czapki. Oczywiście nie neguję, że te sytuacje mogą sprzyjać rozwojowi chorób w przypadku osłabionego organizmu, ale chyba już obecnie raczej jesteśmy zgodni, że nie były to czynniki kluczowe.

Większa wiedza to jedno, ale teraz również lekarze mają większe możliwości diagnostyczne w postaci testów potwierdzających obecność wirusów.

- Kiedyś to praktycznie za każdym razem, gdy byłem chory, dostawałem antybiotyk. Jak patrzę z obecnej perspektywy, to było szaleństwo. Córka ma 8 lat i raz musiała dostać leczenie tego typu - wspomina Marcin.

Anginka, babka lancetowata i syrop z cebuli



Kiedyś o wiele częściej też sięgaliśmy po naturalne środki, które używały zresztą właśnie nasze babki.

- Pamiętam liście kapusty na opuchnięte nogi, a i jeszcze babkę lancetowatą, jak się wywróciłam na podwórku i zdarłam skórę z kolana. Nacierałam liśćmi - wspomina Ewelina.
- Anginka do ucha, jak bolało - dorzuca Aleksandra.
Anginka, czyli pelargonia pachnąca, znana też jako geranium o charakterystycznym cytrynowym zapachu.


"Anginka"

"Głowa do góry i trzeba było wytrzymać"



Będąc przy cytrynie, warto zatrzymać się przez chwilę przy leczeniu przeziębienia.

- W domu popularny był syrop z cebuli, z sokiem z cytryny, miodem. Na wszystko: kaszel, katar - dodał Sebastian.
- U mnie w domu była zawsze buteleczka Amolu wcierana w skronie przy bólu głowy i inne dolegliwości. Olejek kamforowy też - na szyję i klatkę piersiową podczas choroby, nacieranie stóp i mleko z masłem i miodem na gardło, syrop z cebuli - to były klasyki - mówi Michał.
- Syrop z cebuli na kaszel musiał być robiony w domu (zasypanie cukrem cebuli i wygniecenie tego, i na drugi dzień był domowy antybiotyk) - wspomina Magda.
Obecnie do naszej dyspozycji jest szereg najbardziej rozmaitych inhalatorów. Kiedyś sprawa była prosta.

- Od dziecka miałem problemy z zatokami. Moja mama po prostu zagotowywała garnek wody, wrzucała saszetki herbaty miętowej lub kropelki miętowe i dawaj: głowa do garnka i trzeba było wytrzymać - podsuwa Piotr.
- Tak, pamiętam rumianek albo szałwię - tzw. parówki, zaparzanie ziół i siedzenie z ręcznikiem na głowie - dodaje Diana.
"Wielka trójka" sezonu infekcyjnego. Jakie choroby dominowały w Trójmieście?

Smalec z gęsiny na mocny kaszel



Niektóre techniki wydają się wręcz niewiarygodne, ważne jednak, że pomagały lub że czuliśmy się lepiej.

- Przy przeziębieniu pamiętam moczenie stóp w misce z gorącą wodą z dużą ilością soli. Takie "wyparzenie" miało usunąć zarazki i zaraz po tym każdy czuł się dobrze - dorzuca Wiktoria.
Inne ludowe metody stosujemy do dziś.

- Na przykład bańki na plecy - mamy próżniowe i super się sprawdziły przy grypach czy covidzie. Ich stosowanie jest banalnie proste, a efekt przychodzi szybko. Do tego smalec z gęsiny - przy mocnym kaszlu smarujesz klatkę piersiową i plecy, efekty świetne. Bardzo pomaga - przekonuje Michał.

Opinie wybrane

Wszystkie opinie (43)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Badanie Stóp dla kobiet w ciąży i mam

190 zł
badania, konsultacje

Skonsultuj z farmaceutą

badania, konsultacje

Stop the bleed day

wykład

Najczęściej czytane w serwisie