Towarzystwo Przyjaciół Sopotu zaprasza na wystawę prac Katarzyny Myśliwskiej-Sienkowskiej Teatr.
WSTĘP WOLNY!BEATA WĄSOWSKA
Archeologia i recykling - czy da się sensownie połączyć te dwa zagadnienia? Wystawa "Drugie życie wraków" udowadnia, że tak. Jej tematem jest wtórne użycie części ze statków w dawnym Gdańsku. Ekspozycja została wykonana w 90 procentach z materiałów odzyskanych dzięki recyklingowi: starych plansz, zeszłorocznych kalendarzy, kartonów, opakowań i butelek.Gdańsk przez stulecia żył rytmem rzeki i morza. Łodzie rzeczne, barki i morskie statki dowoziły zboże, drewno, sól, cegły, ludzi i idee.Gdy jednostki kończyły służbę, nie znikały bez śladu. Rozbierano je cierpliwie na placach blisko wody, a ich części - klepki poszycia, stewy, wręgi, denniki, a nawet gwoździe i klamry - wracały do obiegu. Niektóre elementy trafiały z powrotem do szkutni, stając się budulcem dla kolejnej jednostki. Inne zmieniały się w ściany stodół, obudowy studni, podłogi warsztatów, umocnienia nabrzeży. A to, co nie nadawało się do wtórnego użycia, dawało ciepło piecom browarów, kuźni i piekarni.Wystawa "Drugie życie wraków" opowiada o praktykach, które dziś nazwalibyśmy gospodarką o obiegu zamkniętym. Pochwala oszczędność, kreatywność i szacunek do surowca. Pokazuje, jak dawni gdańszczanie wydobywali z drewna maksimum funkcji i znaczeń.Odkryj z nami historię zaradności, która inspiruje współczesny design i ekologiczne myślenie.* * *Kuratorzy wystawy: dr Paweł Pogodziński, Barbara Kosińska* * *Wystawa powstała w ramach realizacji zadania "Archeologiczne zabytki szkutnictwa gdańskiego - opracowanie wraz z publikacją" dofinansowanego ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury.
Zaczarowana królewnana podstawie baśni Artura OppmanaHistoria stara jak świat: Królewna kłuje się w palec wrzecionem. Dopełnia się klątwa złej wiedźmy. Królestwo pogrąża się w letargu, dwór zapada w sen a zamkowe mury porastają gęste krzewy dzikich róż. Każdy, kto zbliży się do zamku ginie w niewyjaśnionych okolicznościach (niektórzy twierdzą, że nie bez udziału podstępnych pułapek i wrednych zaklęć niejakiej Huli Babuli). Czy kiedyś w końcu zjawi się śmiałek zdolny oprzeć się czarom wiedźmy i pocałunkiem przerwie stuletni sen? Zło dołoży wszelkich starań, by zniweczyć wysiłki pretendentów do ręki królewny. A ma po temu bogate środki: dzikie bestie, leśne smoki, księżycowe krasnoludki... Ale i Dobro nie będzie stało z założonymi rękami czekając na upragniony Happy End. Zaklęty Kot i królewski sługa, Palipieca, nie odstąpią ni na krok bohatera o imieniu Staszek w jego trudach. Odwaga, spryt i wrażliwe serce będą im orężem. Droga śmiałka do upragnionego celu, jak to w bajkach bywa, będzie kręta i wyboista. Wieść będzie przez mroczne gęstwiny puszczy Huli Babuli, szemrane zaułki krakowskiego rynku, aż po odległe kratery srebrnego globu...Michał Derlatka o spektaklu: "Artur Oppman pisał Zaczarowaną królewnę sto lat temu. Przy czym pisarskie zabiegi Oppmana nie różniły się specjalnie od tych, których co i raz używają współcześni twórcy. Wyobrażam sobie, że wzbogacając klasyczną baśń o Śpiącej Królewnie w krakowskie motywy lokalne, wplatając zapożyczenia z innych, znanych ówczesnemu widzowi historii: Kota w Butach, historii o Waligórze i Wyrwidębie czy Smoku Wawelskim - Oppman de facto eksplorował i tworzył kulturę popularną swoich czasów i uprawiał awangardową, intertekstualną dramaturgię skierowaną do młodego odbiorcy. ZACZAROWANA KRÓLEWNA była, można powiedzieć, SZREKIEM swoich czasów, a sam autor cieszył się popularnością i rozpoznawalnością. Czy stuletni tekst jest nadal w stanie porwać młodych widzów, czy może nadaje się już jedynie jako materiał na szkolną