“Tytus Andronikus”, Theater an der Ruhrreżyseria: Roberto Ciulliscenografia: Gralf-Edzard Habbenobsada: Steffen Reuber, Albert Bork, Maria Neumann, Rosmarie Brücher, Peter Schröder, Simone Thoma, Petra von der Beek, Nicola Thomas, Roberto Ciulli, Volker Roos, Ferhade Feqi, Klaus Herzog, Rupert J. SeidlPremiera: 27 września 2002Czas trwania: 2 h 45 minRoberto Ciulli, mediolańczyk urodzony w roku 1934, zaczął od założenia – jeszcze we Włoszech – „wolnej” artystycznej sceny na przedmieściu, którą nazwał po szekspirowsku „Il Globo”. Później przeniósł się do Niemiec, gdzie zadomowił się tak, że dziś, jak powiada, nawet myśli po niemiecku. Był reżyserem teatru miejskiego w Getyndze, dyrektorem artystycznym Schauspielhausu w Kolonii i reżyserował w wielu słynnych teatrach, aż w końcu znalazł się w Muelheim. W mieście, które nie miało wcześniej teatru, Ciulli stworzył zespół o spoistej strukturze, pracujący wspólnie, objeżdżający regularnie 40 miast swego regionu. Theater an der Ruhr jest teatrem alternatywnym, mieszczącym się w nieczynnym sanatorium balneologicznym – tam grają, a także mieszkają aktorzy teatru. Krytyka uznała ten teatr za najlepszą niemiecką scenę roku 1988, a sam Ciulli należy dziś do czołówki niemieckich reżyserów.Roberto Ciulli wybrał prowincjonalno–objazdowy status już dawno temu. Uczynił z niego tarczę, broń i godło- nie poddaje się wpływom z Berlina. Na początek tego sezonu stary mistrz wystawił Tytusa Andronikusa. Jego inscenizacja to upiorna i regresywna zabawa starych dzieci, które na pustej arenie- wysypanej trocinami i otoczonej półkolem drewnianej ściany- rozgrywają swoje lęki i rodzinne urazy, okrucieństwa oraz żądze władzy.Ciulli od pewnego już czasu występuje we własnych przedstawieniach i zazwyczaj odgrywa w nich dzieciństwo: gra zwykle właśnie dzieci, rozsypujących się starców bądź połączenie jednego z drugim. To późny ale wyraźny motyw jego twórczości. Tutaj więc, choć na
grają: Joanna Kreft-Baka, Małgorzata Brajner, Tomira Kowalik, Alina Lipnickareżyseria: Aldona Figurapremiera 21 czerwca 2002 roku w Teatrze Kameralnym w SopocieSztuka amerykańskiej autorki Eve Ensler, wystawiona została po raz pierwszy przed sześcioma laty. Dzisiaj jest jednym z najgłośniejszych manifestów feministycznego teatru, granym w kilkunastu krajach od Portugalii po Chiny. W Stanach Zjednoczonych, gdzie sztuka święci triumfy, otacza ją aura nie skandalu, lecz wydarzenia politycznego. Autorka założyła organizację V-Day, zwołuje konferencje poświęcone prawom kobiet, ostatnio w Brukseli dyskutowała z grupą polityków o sytuacji kobiet afgańskich. Jest to więc kolejny przykład teatru, który ma ambicję wywoływać nie tylko oklaski, ale także skłaniać do dyskusji i przemyśleń.Pracując nad Monologami waginy Eve Ensler przeprowadziła kilkaset rozmów z kobietami na temat ich stosunku do własnej intymności. Rozmawiała ze znudzonymi swoim życiem seksualnym kapryśnymi mieszczkami, wypytywała kobiety, które zaznały piekła molestowania seksualnego w rodzinie oraz gwałtów małżeńskich, w milczeniu spisywała relacje ofiar gwałtów wojennych. Gdy wypowiedzi te zebrano w materiał sceniczny powstało wstrząsające świadectwo nie rejestrowanych dotąd przez literaturę tajemnych zakątków kobiecości. Ten tekst przekracza wszystkie możliwe tabu, opowiada wprost o sprawach, o których często boimy i wstydzimy się nawet myśleć. W ciągu ostatnich kilku sezonów Monologi waginy stały się przebojem teatrów całego świata. Na ich podstawie zrealizowano kilkaset premier. Sopocki spektakl to polska prapremiera tego utworu.Już słyszę oburzone głosy naszych purystów teatralnych, czyścioszków naszych, wybitnych specjalistów od wybielania, którzy zawsze biją w dzwony, kiedy tylko ktoś zabrudzi świętą scenę teatralną grubym słowem, golizna, albo nie daj Boże seksem. Teatr pomylił się autorce z gabinetem ginekologa – powiedzą. To nie sztuka, to materiał dla psychiatry – powiedzą. Czekamy na