Grassomania: Różne oblicza performance'u
Wizytówka trójmiejskiego performance, Krzysztof Leon Dziemaszkiewicz, uwielbia efektowne wizualnie obrazy, dlatego chętnie tworzy je na własnym, podczas występów najczęściej nagim, ciele.
Festiwal Grassomania był w tym roku spotkaniem z performance, które miały oscylować wokół hasła "niepamięć". Przeniesiona ze Starego Miasta do Wrzeszcza edycja festiwalu okazała się raczej szeregiem, niekiedy bardzo od siebie odległych, osobistych wypowiedzi artystycznych.
Angelika Fojtuch swój "skok przez płot" wykonała w kasku, wprawdzie nie stoczniowym, ale kontekst tego performance jest jasny.
Janusz Bałdyga słynie z wykorzystywania rewizytów w nieoczywistym kontekście. Tak było podczas performance`u poświęconego pamięci jego przyjaciela.
Takie spotkania zawsze prowokują do pytania o granice sztuki, bo performance części uczestników zawieszony był gdzieś między sytuacją codzienną a występem publicznym. I tak Ewa Zarzycka, siedząc za stołem w Bibliotece Tańca, po prostu opowiedziała o swoich skojarzeniach związanych z tym miejscem i przygotowaniach do gdańskiego performance, który był w praktyce werbalną relacją, jakby z pamiętnika performerki. Z kolei występ Julii Kurek w Teatrze Miniatura okazał się samotnym piciem wódki (popijanej sokiem) w dwóch odsłonach: w formie projekcji wideo, w pokoju performerki i z radiem w tle oraz "na żywo" - Kurek zwrócona plecami do widzów usiłowała naśladować swoje działania z projekcji i w tym samym tempie pić alkohol (wypiła ostatecznie niewiele ponad połowę zawartości półlitrowej butelki).
Ciekawy występ przygotowała Angelika Fojtuch, która konfrontując się z widzami, patrząc im w oczy "przed" i "po", zaprezentowała im wielokrotnie swój "skok przez płot". Nietrudno domyślić się, że nawiązywała do słynnego "skoku" Lecha Wałęsy. Efektowny performance-instalację przygotował Marek Rogulus Rogulski, który wszedł do środka przypominającej ponton przezroczystej kopuły i dzięki ogromnej dmuchawie napompował ją, by w środku pozawieszać za pomocą taśmy izolacyjnej kolejne elementy swojej garderoby i wykrzyczeć hasła w stylu "historia malarstwa", "historia literatury", czy "wolność słowa", którą usiłował zagrać na flecie. Swój występ nazwał "Architektura systemu, architektura historii".
Krzysztof Leon Dziemaszkiewicz pokazał wszystko to, do czego już przyzwyczaił w swoich występach. Choć zaczął nietypowo, cały obłożony białymi poduszkami, które sukcesywnie z siebie zrywał. Były szpilki, smarowanie ciała kolorową farbą, motyw pływania (od premiery "Hungrige Herzen" w 2010 roku stale obecny w spektaklach Leona), przebranie się w folię, czy efektowny podkład muzyczny. Jego występ w parku naprzeciwko Teatru Miniatura zebrał największą, liczącą przeszło 200 osób publiczność.
Drugim uteatralizowanym, ale znacznie bardziej dopracowanym w szczegółach performance był ostatni występ Grassomanii. Arti Grabowski stworzył w Scenie Kameralnej Teatru Miniatura prawdziwe widowisko, z pogranicza pantomimy, teatru i performance. Jego niezwykle mocny w wyrazie spektakl, okazał się zbudowanym z małych epizodów misternym tańcem jasnych i ciemnych mocy, z bezpośrednim odwołaniem do Holokaustu. Lejtmotywem zdecydowanie najlepszego występu festiwalu okazała się koszula, którą Grabowski zakładał na siebie lub zdejmował, budując dla tego rekwizytu szereg kontekstów. Trudno o lepszą puentę dla całej trzydniowej imprezy.
