Humor Fredry a sprawa polska. O "Damach i Huzarach albo Play Fredro"
Plany matrymonialne Orgonowej (Monika Chomicka-Szymaniak) względem córki Zosi (Agata Woźnicka) napotykają w spektaklu Teatru Wybrzeże na szereg komplikacji w typowo fredrowskim stylu.
Chociaż gdzieś w tle pobrzmiewa troska o Polskę i krytyka naszych przywar narodowych, spektakl Teatru Wybrzeże "Damy i Huzary albo Play Fredro" reżyser poprowadził w kierunku dość banalnej, ale zgrabnej i lekkiej komedii, w satyrycznym, stereotypowym ujęciu portretujący kobiety i mężczyzn. Premiera odbyła się w Parku Kulturowym Faktoria - Scenie Letniej Teatru Wybrzeże w Pruszczu Gdańskim. Spektakl grany będzie na Dużej Scenie.
"Damy i huzary" Aleksandra Fredry to jedna z jego licznych sztuk obyczajowych, w których autor wyśmiewa napuszone pustosłowie, slogany i frazesy, jakimi chętnie posługują się jego bohaterowie. Ich deklaracje nie mają przeważnie oparcia w czynach. Na przykładzie gry towarzyskiej i zalotów damsko-męskich autor obnaża obłudę, zakłamanie i małostkowość Polaków, w których kieruje przenikliwe, choć niezbyt ostre ostrze swojej satyry. Bohaterowie Fredry wcześniej czy później reflektują się, przyznają do błędu, starają się zadośćuczynić wyrządzone krzywdy lub godzą się z faktycznym porządkiem rzeczy. I wszyscy żyją długo i szczęśliwie.
W spektaklu Teatru Wybrzeże humor Fredry podkreślać ma kreślona grubą kreską groteska (widoczna szczególnie podczas scen z udziałem kobiet, na przykład wydających wspólnie dziwaczne dźwięki przypominające jodłowanie) oraz w efektownych kostiumach (zasługa Magdaleny Gajewskiej) każdej z pięciu bohaterek.
Major (Robert Ninkiewicz) w szpitalnej koszuli, stabilizatorze na nodze i z plastikowym widelcem w ręce, bardziej przypomina pacjenta ze szpitalnej sali niż dzielnego emerytowanego wojaka.
Nieprzypadkowo w tytule spektaklu znalazł się człon "play Fredro". Bardzo ciekawy kolaż tekstów przygotował dramaturg Michał Kurkowski. Chociaż na scenie obserwujemy skróconą i pozbawioną tylko wątków pobocznych sztukę "Damy i huzary", z nieco mniejszą liczbą bohaterów (jedna Józia zamiast trzech służek Orgonowej - Józi, Fruzi i Zuzi, choć niektóre ich kwestie wypowiada także Zosia, a Rembo i Grzegorz stali się po prostu Grzegorzem Rembo), to w tekście aż roi się od aluzji i dodatków z innych utworów Fredry. Zacytowano dłuższe fragmenty "Zemsty", "Męża i żony" oraz "Ślubów panieńskich", z tych ostatnich m.in. dowcipnie zapożyczono męską przysięgę, brzmiącą tutaj "Przyrzekam uroczyście na mężczyzny stałość niewzruszoną, nigdy nie być mężem, nie wiązać się z żoną". Jednak tekstów i wierszy Fredry znajdziemy tu całe mnóstwo. Wśród nich m.in. "Co tu kłopotu!", "Pan Jowialski", "Dożywocie", "Odludek", "Rozum", "Jakoś to będzie", w wątkach nawiązujących do ojczyzny odnaleźć można m.in. "Przekleństwo" czy "Ojczyznę naszą" Fredry czy "Patryotę" Kazimierza Przerwy-Tetmajera, a we frywolnych komentarzach Józi i Starego Huzara pobrzmiewają "Sztuka obłapiania" czy "Piczomira, królowa Branlomanii".
Kontrapunktem dla wszystkich bohaterów jest Stary Huzar (Michał Jaros) - mara huzara napoleońskiego i alter ego Majora.
Aktorzy nie dostają tutaj szansy na stworzenie bohaterów. To emblematy, wypowiadające poszczególne kwestie pionki na szachownicy Orzechowskiego, które reżyser ustawia nieraz w sposób niezbyt fortunny (scena dominy Dyndalskiej z Majorem). Jedynie pojedyncze sceny (jak rozmowa ubranej w sztandar legionowy Anieli z Rotmistrzem) utrzymują napięcie między dowcipem Fredry a pomysłem Orzechowskiego, by mówić przede wszystkim o Polsce. Przesadnie oczywista scena ciągnięcia sztandaru w różne strony już takiej konfrontacji nie wytrzymuje.
W spektaklu Teatru Wybrzeże nie ma miejsca na stworzenie zapadających w pamięć kreacji, aktorzy stają na wysokości zadania, stanowiąc kolejne elementy układanki reżysera.
Adam Orzechowski nie idzie wbrew Fredrze również w finale, jednak wcześniej wprowadza epilog wątku patriotycznego, budując gorzką alegorię naszej ojczyzny i nie szczędząc widzom krytycznego obrazu Polaka, z którego drwił również Fredro z właściwą sobie czułością. Zaproponowany przez Orzechowskiego "teatr w teatrze" ma swoją siłę rażenia, chociaż w tkance sztuki Fredry pozostaje ciałem obcym. Pomimo to "Damy i Huzary albo Play Fredro" to przede wszystkim lekka i przyjemna komedia, w sam raz na letni wieczór, której patriotyczno-narodowe tło to atrakcyjny, ale mało istotny dodatek.
