Oko-uchem: Kultura gratis
Artysta, w zderzeniu ze sprzedawcą wędlin i piwowarem, jawi się jako frajer. "Nie trzeba płacić za jego występ, to i za płytkę też nie muszę" – myśli widz czy słuchacz i bez oporów bierze się za piratowanie nagrań.
"Wstęp wolny" - tak oto kuszą publiczność organizatorzy większości kulturalnych imprez plenerowych. Właśnie teraz, z początkiem lata, zaczyna się w całym kraju sezon na tego rodzaju wydarzenia. To wspaniały prezent dla tych, których nie stać na bilety za kilkadziesiąt złotych. Ale czy na dłuższą metę nie jest szkodliwy dla kultury?
Niech będą to choćby dwa złote. Czyli mniej niż wartość paczki gum do żucia. Pół piwa. Cztery papierosy. Pieniądze pozyskane z jednego koncertu z udziałem - powiedzmy: 4 tysięcy widzów - mogłyby się złożyć na grant czy stypendium dla niezależnego twórcy. Tym samym impreza poświęcona przeważnie masowej rozrywce przyczyniłaby się do powstania ambitniejszych projektów.
Jest jednak w tym zjawisku coś gorszego niż czynnik finansowy. To tworzenie specyficznej mentalności odbiorcy. Wstęp wolny rodzi przeświadczenie, że artyści występują dla własnej przyjemności. Że to, co robią, nie jest pracą. Widz bez szemrania zapłaci za dojazd na koncert, za piwo wypite przed i za kiełbaskę w przerwie. Na kulturze zarabiają więc wszyscy dookoła, tylko... nie kultura.
A artysta, w zderzeniu ze sprzedawcą wędlin i piwowarem, jawi się jako frajer. "Nie trzeba płacić za jego występ, to i za płytkę też nie muszę" - myśli widz czy słuchacz i bez oporów bierze się za piratowanie nagrań. Organizatorzy określając wartość dostępu do artysty na zero złotych, do zera degradują wartość samego artysty i sztabu osób, które pracują na jego sukces.
O tym, że takie myślenie nie jest moim wymysłem, świadczą puste miejsca na wydarzeniach z udziałem vipów. Bardzo ważne osobistości potwierdzają przyjęcie zaproszenia, by ostatecznie nie pojawić się na imprezie. W ostatniej chwili wybierają grilla u znajomych. Niezapłacone, więc nie szkoda. Dobrze, że trójmiejskie instytucje odchodzą od tego modelu, każąc płacić wszystkim biorącym udział w wydarzeniach specjalnych.
Jestem za jak najszerszym dostęp do kultury, ale uważam, że nie musi to oznaczać dostępu bezpłatnego. Bo czy nas, podatników, na to stać?
O autorze
Jerzy Snakowski
- Oko-uchem to rubryka, w której autor, wykładowca Akademii Muzycznej w Gdańsku, autor show popularyzującego teatr operowy pt. "Opera? Si!", dzieli się z naszymi czytelnikami swoimi spostrzeżeniami na temat trójmiejskiej kultury i nie tylko. Więcej o autorze: www.snakowski.pl