Królowie sceny! Zespół King's Singers podbił serca publiczności!
-
Lubię to
-
Super
-
Trzymaj się
-
Ha ha
-
Wow
-
Przykro mi
-
Wrr
- Wszystkie 0
King's Singers słynie również z brawurowych wykonań muzyki rozrywkowej, o czym przekonaliśmy się podczas drugiej części koncertu.
Zespołów, które zawsze dają dobre koncerty, jest niewiele. Jeden z nich, The King's Singers, wystąpił minionej soboty na scenie Polskiej Filharmonii Bałtyckiej. Członkowie zespołu zaśpiewali po mistrzowsku a ukazując pełnię aktorskich możliwości rozbawili publiczność do łez
.Sobotni koncert został podzielony na dwie części. W pierwszej usłyszeliśmy Requiem in memoriam Josquin des Prez Jeana Richaforta, którego części poprzeplatano motetami Gomberta, Appenzellera, Jacqueta z Mantui oraz Nimphes Nappes samego Josquina Desprez. Artyści wykonali je po mistrzowsku, ukazując bogactwo brzmieniowe renesansowej polifonii. Motety i madrygały to utwory piękne, aczkolwiek niewdzięczne, ponieważ dla uzyskania najlepszego efektu konieczne jest perfekcyjne wykonanie partii przez każdego z wokalistów. To, co zaprezentowali artyści z King's Singers było wręcz idealne, prowadzenie linii melodycznej, synchronizacja, dzięki czemu mogliśmy podziwiać nie tylko melodykę ale również harmonię. Ciężko podać przykład innego zespołu, który wykonuje utwory renesansowe z taką precyzją i na takim poziomie.
King's Singers słynie również z brawurowych wykonań muzyki rozrywkowej, o czym przekonaliśmy się podczas drugiej części koncertu. Na początek zaprezentowano Masterpiece współczesnego brytyjskiego kompozytora Paula Draytona. Publiczność, poproszona podczas pierwszej części o nienagradzanie wykonawców oklaskami między utworami, teraz dała upust swoim emocjom.
Utwór Draytona podczas każdego występu King's Singers jest zapowiadany, jako historia muzyki zachodnioeuropejskiej opowiedziana w około 9 minut i tak jest w istocie, pojawiają się w nim nazwiska największych kompozytorów w układzie chronologicznym, a każde nazwisko opracowano muzycznie parodiując styl danego kompozytora. Artyści z King's Singers nie tylko odtworzyli ten utwór, ale zagrali go aktorsko i to po mistrzowsku, przez co publiczność śmiała się do rozpuku.
Nasycone humorem były także interpretacje pozostałych prezentowanych utworów a także ich zapowiedzi: "Za chwilę wykonamy piosenkę Beatlesów, którą na pewno znacie"- powiedział z udawaną powagą Paul David Phoenix (tenor), zapowiadając "Ob- La Di, Ob- La da". "Jeżeli podczas wykonywania będziecie mieli ochotę do nas dołączyć... nie róbcie tego!"- dodał, a jego wypowiedź natychmiast nagrodzono gromkimi brawami.
W prezentowanym repertuarze znalazły się również piękne ballady. W "She's Always a Woman" Billego Joela barytonowe solo, zachwycając ciepłą barwą głosu, wykonał Christopher Gabbitas, a w ostatnim utworze wykonanym podczas tego koncertu, "Greensleeves", walory wokalne zaprezentował pochodzący z Nowej Zelandii Christopher Bruerton, śpiewający w King's Singers zaledwie od pół roku.
Występ został nagrodzony owacją na stojąco, a oklaskom i okrzykom nie było końca. Muzycy z zespołu King's Singers dołączyli do swoich fanów we foyer, gdzie każdy miał możliwość porozmawiać z nimi oraz zdobyć autograf. Kwiaty, jakie wręczono im po występie, podarowali swoim fankom, po raz kolejny kradnąc ich serca.
Mało jest tego typu wydarzeń muzycznych, po których brakuje krytycznych uwag a zalety można by wymieniać godzinami. Szkoda tylko, że koncerty tej klasy cieszą się tak małym zainteresowaniem. Można odnieść wrażenie, że nad salą koncertową PFB ciąży jakieś fatum, ponieważ frekwencja na koncertach jest odwrotnie proporcjonalna do ich jakości.
