The Cinematic Orchestra zachwyciła publiczność
Muzyk oczarował publiczność nie tylko precyzyjną grą na akustyku, ale także swoim wokalem.
Koncertowy pewniak - tak bez wątpienia można powiedzieć o grupie The Cinematic Orchestra, która w niedzielę wieczorem w siedmioosobowym składzie wystąpiła w Starym Maneżu
. Zespół po czterech latach wrócił do Gdańska, by zaprezentować materiał z wydanej w marcu płyty "To Believe".
Grupa dowodzona przez Jasona Swinscoe to bez wątpienia zespół kompletny. Potwierdzają to nie tylko długogrające albumy, ale przede wszystkim koncerty. Tu nie ma mowy o jakimkolwiek przypadku, a każdy z muzyków zdaje się być istotnym ogniwem, bez którego ta koncertowa maszyna nie działałaby tak sprawnie. Gdański występ, choć znacznie krótszy niż ten sprzed czterech lat, był prawdziwą ucztą dla fanów kolektywu, którzy każdorazowo tłumnie stawiają się pod sceną.
Nie od dziś wiadomo, że Brytyjczycy są mistrzami długich i złożonych form muzycznych, często trwających nawet kilkanaście minut. Ich kompozycje to wielowarstwowe ścieżki dźwiękowe, w których elementy jazzowe przeplatają się z elektroniką, nostalgia miesza się z energią a brzmienie dopracowane jest do perfekcji. W końcu 20 lat obecności na scenie muzycznej zobowiązuje.
Koncerty w Trójmieście
Grupa wydaje się być w świetnej formie, nie tylko koncertowej.
Swój show rozpoczęli dokładnie tym samym utworem, który otwierał ich występ w 2015 roku - długim, instrumentalnym "Lessons". Tym razem jednak niczym nie przypominał on poprzedniej, sennej i melancholijnej wersji. Nowa, bardziej rozbudowana aranżacja zdominowana została przez energiczną sekcję rytmiczną i poniekąd nadała tempa pierwszej części koncertu. Chwilę później publiczność dostała jeden z najbardziej wyczekiwanych na żywo utworów "Man With The Movie Camera", z przeszywającym saksofonem Toma Chant'a w roli głównej. Z kolei nastrojowe "Wait for Now", okazało się być pełnym emocji popisem wokalnych umiejętności Heidi Vogel. Podobnie zresztą w zamykającym najnowszy album awangardowym utworze "A Promise", z zaskakującą, transowo-elektroniczną końcówką.
Jednym z najmocniejszych momentów tego występu było "To Built a Home" w specjalnej wersji zaaranżowanej częściowo na akustyczna gitarę i odśpiewane przez gitarzystę Grey'a Reverenda. Muzyk oczarował publiczność nie tylko precyzyjną grą na akustyku, ale także swoim wokalem, pokazując jednocześnie, jak niewiele potrzeba, by oddać emocje. Nie zabrało też "All that You Give", bez którego wielu nie wyobraża sobie ich występów oraz mocno improwizowanego "Ode to the Big Sea".
I choć tym razem zabrakło wyczekiwanych "Breathe", "Arrival of the Birds" czy "That Home", to nikt ze zgromadzonych na koncercie nie powinien mieć powodów do narzekania. Nowa płyta pełna jest poruszających, delikatnych i melancholijnych momentów, obok których ciężko przejść obojętnie. Publiczność długo nie pozwalała muzykom zejść ze sceny, nagradzając ich gromkimi brawami. Ci odwdzięczyli się za to dwoma bisami.
Grupa wydaje się być w świetnej formie, nie tylko koncertowej. Wciąż potrafią uwodzić pięknymi melodiami bez przerostu formy nad treścią. Nowy materiał trzyma poziom artystyczny krążków wydanych ponad dekadę temu, ale nie oznacza to, że grupa stoi w miejscu. Wręcz przeciwnie, zdaje się wyznaczać nowy kierunek w swojej twórczości, z większą swobodą improwizacji i wokalnej różnorodności.
-
Lubię to
-
Super
-
Trzymaj się
-
Ha ha
-
Wow
-
Przykro mi
-
Wrr
- Wszystkie 0
