Oldtimer - droga pasja, dobra inwestycja
Witold Ciążkowski i jego kolekcja
Europejski rynek obrotu zabytkowymi samochodami i częściami do nich szacowany jest na prawie 20 mld euro rocznie. Wartość zabytkowych samochodów rośnie wraz z wiekiem, a co za tym idzie, jest to coraz popularniejszy sposób by na nich zarobić. Ale nie wszyscy kupują oldtimery, by je z zyskiem sprzedawać. Dla wielu jest to po prostu pasja.
Gdyńskie Muzeum Motoryzacji
Najstarszym pojazdem prezentowanym w muzeum jest motocykl Raleigh z 1917 roku. Oprócz tego, są tutaj motocykle angielskie, francuskie, belgijskie, nie mogło też zabraknąć ulubionych jednośladów Pana Witka, czyli polskich Sokołów. Prawdziwą perełką jest amerykański Indian 341, duże zainteresowanie wzbudzają również niemieckie motocykle cywilne z lat 30 ubiegłego wieku. Przyspieszone bicie serca powodują też nazwy zabytkowych samochodów. O Fordzie V8 Super de Lux z 1948 roku marzy każdy kolekcjoner, podobnie o Adlerze Favorit z roku 1927. W gdyńskim muzeum stoi też Fiat 500 z partii zmontowanej w Polsce w latach 30, zaszczytne miejsce zajmują dostojne Mercedesy, w tym egzemplarz, którym po Wolnym Mieście Gdańsku jeździł niemiecki policjant. Nie sposób nie zwrócić uwagi na ikony amerykańskiej motoryzacji, takie jak Plymouth z 1927 roku, czy dwa lata młodszy Buick.
CWS T-1
Przetrwały za to jedne z najbardziej kultowych i pożądanych samochodów zabytkowych, czyli Fordy Mustangi. Mustangiem jeździł James Bond w filmie "Diamenty są wieczne", a scena pościgu wąskimi uliczkami San Francisco w filmie Bullit przeszła nie tylko do historii kina, ale uczyniła z niego auto kultowe. Ford Mustang zapisał się też w pamięci młodego pokolenia będąc najchętniej wybieranym samochodem w grze komputerowej "Need for speed". Takim właśnie Mustangiem, wyprodukowanym w 1966 roku jeździ na co dzień trójmiejski muzyk Tomek Urbański.
- Sprowadziłem go z Nevady w USA w dość dobrym stanie. Na szczęście nie miał mchu i rdzy pod karoserią. Postanowiłem jednak trochę go usprawnić, wręcz unowocześnić. Technologia z lat 60 nie gwarantowała niestety radości z jazdy, a groziła wręcz bliskim spotkaniem z drzewem. Wszystkie zmiany, które wprowadziłem są jednak dedykowane specjalnie dla tego modelu - mówi Tomek Urbański.
Ford Mustang Tomka Urbańskiego
Doskonale wie o tym Stanisław Malinowski, kiedyś wzięty prawnik, dziś - jak sam mówi - koneser życia. Na inwestycjach w zabytkowe auta zarobił całkiem spore pieniądze. Na początku był zwykły Garbus - odziedziczony w stanie kompletnego rozkładu, odrestaurowany na podstawie oryginalnych części i odsprzedany z niewielkim zyskiem. To uświadomiło panu Staszkowi, że może to być dobry sposób na biznes połączony z przyjemnym hobby. Samochodów szuka najczęściej na różnego rodzaju aukcjach, choć zdarzają się też perełki, jak na przykład skrzydlasty Cadillac Eldorado z 1959 roku znaleziony zupełnym przypadkiem na farmie w Texasie podczas krajoznawczej wycieczki po USA.
Cadillac Eldorado Stanisława Malinowskiego
Renowację auta zlecił w specjalistycznej firmie w Stanach Zjednoczonych. Cadillaca nie sprowadził do Polski, jeździ nim w czasie swoich cyklicznych wizyt za oceanem. Jego szacunkowa wartość to ponad 150 tysięcy dolarów, znacznie więcej niż całkowity koszt zakupu i renowacji. Nie da się ukryć, że samochód klasyczny to obiekt fascynacji, prestiżu, symbol przynależności do elitarnego grona, spełnienie młodzieńczych marzeń, ale także, a może przede wszystkim, doskonała lokata kapitału. Brytyjski dziennik The Guardian przedstawił niedawno raport podsumowujący inwestycje na rynkach alternatywnych. Wynika z niego, że to właśnie inwestycje w samochody klasyczne przyniosły obok wina i sztuki jedne z największych zysków w ostatnim czasie.
