"To nie będzie kolejny ładny show!" Przed nami Baltic Burlesque Gala

4 listopada 2024 (artykuł sprzed 2 lat)
Opinie (15)
Madame de Minou - jedna z czołowych performerek polskiej burleski. Producentka największej imprezy burleskowej w kraju Baltic Burlesque Gala.

- To nie będzie kolejny "ładny show"! Pokażemy coś, czego w Polsce nie było. W całej Europie podobnych wydarzeń na taką skalę organizuje się raptem kilka - zapewnia Madame de Minou - jedna z czołowych performerek polskiej burleski oraz producentka największych imprez burleskowych w kraju. Pierwsza edycja festiwalu Baltic Burlesque Gala odbędzie się w dn. 22-24 listopada. Z artystką rozmawiamy o tym, jakich atrakcji podczas tego wydarzenia może spodziewać się publiczność, czy burleskę uprawiają wyłącznie panie oraz kto zazwyczaj zasiada na widowni podczas pokazów sztuki, którą tak trudno zdefiniować.



Burleską zajmuje się pani od ośmiu lat. Czy Baltic Burlesque Gala, którą organizuje pani w dn. 22-23 listopada, będzie podobna do pani wcześniejszych rewii?

Madame de Minou: Po części tak. Klimat komediowej, jakościowej burleski będzie zachowany, więc stali bywalcy rewii otrzymają to, czego się spodziewają. Z uwagi na wyjątkową formułę wydarzenia wystąpią jednak różnice.

Szykujemy się do największej imprezy burleskowej w kraju, jeśli nie w Europie. Wydarzenie będzie trwało aż trzy dni, z czego dwa z nich to show, a ostatni to warsztaty prowadzone przez członkinie jury. Eventów organizowanych na podobną skalę i zapewniających takie warunki, jakie zapewniamy podczas wydarzeń organizowanych przeze mnie, na całym świecie jest raptem garstka.

Festiwal będzie miał formę konkursu dla występujących artystów. Podczas zwykłych rewii nie oceniamy pokazów, tylko cieszymy się pięknem i humorem, a tutaj jednocześnie wybieramy, który z performerów najlepiej się zaprezentował.

Madame de Minou
Czy polska publiczność jest już gotowa na burleskę w tak ogromnej dawce?

Sądząc po sprzedaży biletów, to raczej tak, co może się wydawać szokujące, bo Polska to wiadomo - społeczeństwo katolickie, pruderyjne, w dodatku to kraj z byłego bloku wschodniego. A jako że kapitalizm funkcjonuje krótko, mogłoby się wydawać, że nie do końca potrafimy go obsłużyć i jeśli mamy płacić za to, żeby popatrzeć na piękną kobietę, na dopracowany show czy na misternie zdobione kostiumy, to wolimy zadowolić się tym, co za darmo znajdziemy w sieci. Tymczasem w Polsce, sama jestem w szoku, stało się inaczej - burleska została znakomicie przyjęta i wciąż zyskuje rzesze nowych fanów.

I ta publiczność już wie, że burleska to nie striptiz, podczas którego artysta nie rozbiera się do końca?

Moja publiczność wie na pewno. Walczę z tym stereotypem od lat, pomimo że spora część środowiska burleskowego w dużej mierze kieruje przeciwny przekaz, ocierając się też o tematy sexsworkingu. Nie mogę brać odpowiedzialności za czyjeś słowa czy poglądy, ale mogę powiedzieć ze 100 proc. pewnością, że u mnie striptizu nie uświadczysz. Dostaniesz burleskę - nie striptiz. Orientujmy się w tych różnicach i nie przypisujmy zbędnych ideologii.

Czy burleska to striptiz? Choć performerzy rozbierają się na scenie, Madame de Minou jest innego zdania i od ośmiu lat walczy z tym stereotypem.
Promowanie burleski jako striptizu nakręca sprzedaż?

Nie wydaje mi się. Gdyby tak było, na burleskę przychodziłby klient oczekujący właśnie tego striptizu. To sprawiałoby, że zarówno producenci, jak i performerzy przygotowywaliby show o zupełnie innym charakterze. Tymczasem burleska, daleka od wulgarności czy dosłowności, ma się świetnie i grono zarówno jej wykonawców, jak i wielbicieli sukcesywnie się rozrasta.

Co więcej, zaryzykowałabym stwierdzenie, że to właśnie kluby go-go promują siebie słowem "burleska", chociaż burleski próżno tam szukać.

Czy fakt, że popularność burleski sukcesywnie rośnie, doprowadzi do tego, że stanie się rozrywką inkluzywną?

Burleska już jest maksymalnie inkluzywna. Panuje nawet takie przeświadczenie, że każdy człowiek, każde ciało nadaje się na scenę. Sporo prawdy w tym jest, jeśli mamy na myśli małe wydarzenia, gdzie występują performerzy amatorscy. Wtedy oczywiście nie ma ograniczeń wiekowych, sylwetkowych, umiejętnościowych. Każdy, nawet kiepski, początkujący performer gdzieś będzie mógł wystąpić i to jest super. Jeśli natomiast traktujemy burleskę jak zawód, jak pełnoetatowe zajęcie, to jednak bym się aż tak nie zapędzała z tą inkluzywnością. Jak wszyscy nagle będziemy na scenie, to kto będzie nas oglądał?

Jak pani traktuje burleskę? Jako narzędzie do zarabiania pieniędzy czy środek umożliwiający wyrażenie siebie poprzez sztukę?

W pierwszej kolejności jestem artystką, dopiero w drugiej przedsiębiorcą. Kieruje mną głęboka potrzeba dawania ludziom frajdy, a pieniądze są skutkiem ubocznym. Oczywiście, że przyjemnie prowadzi się biznes, który nie dość, że przynosi wymierne efekty ekonomiczne i pozwala tworzyć nowe stanowiska pracy, to jeszcze pozwala mi spełniać się artystycznie i dawać ludziom coś dobrego. Jeśli nastawisz się na to, aby robić jakościowy show, komedię, pokazywać piękno, zapewniać zabawę, dawać radość i dzielić się sobą z publicznością, to pieniądze same przyjdą z czasem. Tylko trzeba robić to dobrze, a z tym już bywa trudniej.

Klasyczna burleska charakteryzuje się mocnymi nawiązaniami do klimatu retro. To właśnie tutaj zobaczymy pióra, cekiny, wachlarze i wszystko to, co przychodzi na myśl jako pierwsze, gdy myślimy o sztuce burleski.
Kim są odbiorcy burleski?

Moi odbiorcy to głównie osoby w wieku 25-50 lat, ciekawe świata, aktywnie uczestniczące w życiu kulturalnym. Takie, które wychodzą wieczorem na miasto w konkretnym celu - aby dobrze się bawić. Nie są to raczej osoby, które zarabiają najniższą krajową, choć i dla takich wysupłanie raz w miesiącu budżetu na bilet nie stanowi przeszkody nie do pokonania. A burleska uzależnia. Bardzo uzależnia.

Zdarzają się na widowni pary?

Oczywiście, w sumie to głównie pary. Burleska to wybitne miejsce na randkę! Ja sama bardzo bym chciała, żeby mój mąż zabrał mnie na randkę, podczas której mogłabym zobaczyć dobry show.

Zresztą na burleskę przychodzą nie tylko pary, ale wręcz całe grupy znajomych, w tym wielopokoleniowe rodziny. Taka sytuacja miała miejsce podczas mojego ostatniego show w Starym Maneżu. W pierwszym rzędzie usiedli młody chłopak z dziewczyną, jego rodzice i babcia.

W trakcie pokazu prowadząca opowiadała, że na stoisku można kupić sobie różnego rodzaju pamiątki, np. pasties [osłonki na sutki - dop. red.]. W pewnym momencie, nie mam pojęcia, jak do tego doszło, ale 450 osób skandowało "kup babci pasties, kup babci pasties".

Kupił?

Kupił, kupił. Drogie i ładne.

Wróćmy do tematu Baltic Burlesque Gala 2024, która odbędzie się w dn. 22-23 listopada. Kogo zaprosiła pani do udziału?

Zgłoszeń otrzymałam mnóstwo, zarówno od osób początkujących, jak i od artystów z ogromnym doświadczeniem. Początkującym tym razem postanowiłam podziękować i zaprosiłam tych o większym dorobku scenicznym. Wybór był naprawdę trudny, bo przy takiej liczbie tak dobrych zgłoszeń z bólem serca odrzucałam świetne pokazy na rzecz jeszcze lepszych.

Kostiumy stają się narzędziem do budowania narracji i wchodzenia w interakcję z piblicznością.
Ma pani wśród uczestników części konkursowej swoich faworytów?

Mam, ale chyba nie powinnam o tym mówić... Jednych uwielbiam za kostiumy, innych cenię za choreografię. Na szczęście decyzji o tym, komu przyznać nagrody, nie będę podejmowała sama. Postanowiłam podzielić się tą odpowiedzialnością z gronem znakomitych jurorów, wśród których znajdą się m.in. Red Juliette - moja ulubiona polska performerka, która często występuje w Gdańsku i zna go jak własną kieszeń, francuzka Chanelle de Mai - najbardziej zabawna, najbardziej rozbrykana ze wszystkich zabawnych i rozbrykanych ludzi czy mieszkająca w Berlinie, a występująca na całym świecie zjawiskowa Katerina Sahara.

Czy swoją nagrodę będzie miała możliwość przyznać publiczność?

Jak najbardziej i myślę, że to będzie najcenniejsze trofeum. Jury to profesjonalne artystki koncentrujące się na detalach technicznych, jakości, wartości artystycznej. Publiczność ma świeże spojrzenie i nagradza to, co zwyczajnie jej się podoba. I to jest fascynujące.

Czy w konkursie wezmą też udział panowie?

Nie wyobrażam sobie zorganizowania żadnego wydarzenia burleskowego bez udziału panów. Męska burleska jest mało popularna i - co za tym idzie - robi większe wrażenie niż kobieca. Zobaczymy, jak spodobają się panowie, każdego dnia jest przynajmniej jeden męski artysta. A może nagrodę odbierze nie queen, a king of burlesque?

Jest jeszcze jedna nagroda, przyznawana przez panią.

Jakby nie patrzeć, to moja gala i nie mogłam sobie odmówić przyjemności wyróżnienia pokazu, który osobiście spodoba mi się najbardziej.

Madame de Minou podczas występu.
W piątek i w sobotę odbędą się dwa niezależne konkursy. Co będzie je rozróżniało?

Burleskę "roboczo" dzielimy na dwa style. Pierwszy, klasyczny, charakteryzuje się mocnymi nawiązaniami do klimatu retro. To właśnie tutaj zobaczymy pióra, cekiny, wachlarze i wszystko to, co przychodzi na myśl jako pierwsze, gdy myślimy o sztuce burleski. Takie pokazy jury będzie oceniało w sobotę, 23 listopada.

W piątek natomiast, pierwszego dnia, o nagrody będą rywalizowali twórcy burleski współczesnej, czyli neoburleski. Mamy XXI wiek, kiedy dozwolone jest dosłownie wszystko. Możemy na scenie być Shrekiem, Marvelem, możemy założyć ledowe skrzydła i zrealizować najbardziej odjechane pomysły.

To jest niezwykła przestrzeń w kulturze, gdzie na scenie możesz używać wszelkich dostępnych narzędzi artystycznych. Nietypowe połączenia faktur i kolorów, nawiązania do popkultury, mieszanie styli, łączenie burleski z innymi dziedzinami sztuki, jak opera, cyrk, akrobatyka i wiele więcej. Tutaj wszystkie chwyty dozwolone. Nie musisz być divą w cekinowej sukni, możesz zostać Batmanem.

A jak w zasadzie możemy zdefiniować burleskę?

No i tu jestem w kropce, bo trudno jest zdefiniować burleskę. Zwykle definicja mówi, że jest to rodzaj sztuki performatywnej. I co do tego wszyscy się zgadzamy. Sztuki, która zwykle zawiera taniec, a skoro zwykle, to może go też nie zawierać. Jest to pokaz, podczas którego performer się rozbiera, bo jeśli tego nie robi, to już nie jest burleska - z takim twierdzeniem ja osobiście się zgadzam, ale inni niekoniecznie. Jednym z założeń jest też to, że to sztuka uprawiana przez kobiety, co nie jest prawdą, bo choć uprawiających burleskę panów wciąż jest mało, to jednak są. Jak widać, niemal każdy z elementów definicji jest podważalny, dlatego ja się oficjalnie poddaję i nie będę nawet próbowała zdefiniować burleski.

Na ile może sobie pozwolić performerka czy performer?

Wszystko zależy od tego, kto i gdzie występuje. Podczas organizowanych przeze mnie pokazów można pozwolić sobie naprawdę na wiele, m.in. na champagne shower, połykanie ognia, podejrzanie prześwitujący kostium (chociaż wciąż w granicach dobrego smaku!).

Nie ma jednak mojej zgody na żarty z religii czy przemocy. Publiczność ma się dobrze bawić, zrelaksować i nie dopuszczam do tego, żeby czyjekolwiek uczucia bądź przekonania zostały urażone. Podobnie z tematami agitacji ideologicznych czy politycznych. Są w Polsce lokale wręcz zbudowane na danej ideologii czy stylu życia, niestety często narzucające widowni własne poglądy i nie jest to kierunek, który uważam za słuszny. Nie są to jednak moje lokale, więc dopóki jest widownia, której taka narracja odpowiada, to jest to ok.

Madame de Minou, wchodząc w interakcje z publicznością, nie wyobraża sobie innej formy dotyku niż za pośrednictwem rekwizytów - ściąganej pończochy, rękawiczki czy wachlarza.
A co z dotykiem? Czy zdarza się pani dotykać publiczność i pozwala pani na to, aby widzowie dotykali panią?

Absolutnie nie i nie rozumiem takiej potrzeby. Przecież nie możemy zakładać, że każdemu widzowi będzie odpowiadać, kiedy performerka podchodzi do niego i wciska jego twarz w swój biust. Mam kilka tricków, które pozwalają na zbudowanie fajnej relacji, przeprowadzenie jakiegoś żartu z konkretnym widzem, ale dotyk odbywa się jedynie za pomocą rekwizytów. Mogę podać gościowi rękawiczkę do ściągnięcia, ale nigdy nie ma kontaktu skóry ze skórą.

Podczas zdjęć z fanami też nie pozwala się pani dotknąć?

Jeśli po swoim show artysta wychodzi do publiczności i pozwala się obejmować do zdjęć, to ma do tego prawo. Mnie nie można w ogóle dotykać. W grę nie wchodzi nawet przyjacielskie objęcie. Żadne "ja tylko tak" czy "ale co ci szkodzi". Nie i już. Jak wspomniałam, nie rozumiem tej potrzeby dotykania, więc nie zamierzam się na to godzić. Niemniej po swoich pokazach do publiczności wychodzę niemal zawsze i zachęcam do zrobienia sobie ze mną zdjęcia na pamiątkę.

Jakby pani jednym zdaniem opisała pierwszą Baltic Gurlesque Galę, która odbędzie się w dn. 22-23 listopada?

To nie będzie kolejny ładny show! Ładnych wydarzeń jest na pęczki, bo jest masa pięknych spektakli, masa pięknych tancerek, masa pięknych kostiumów. Ileż można być po prostu ładnym? No bez przesady! Nasz show będzie nie tylko ładny, ale przede wszystkim ciekawy. Pokażemy coś, czego w Polsce do tej pory nie było, na skalę, na jaką w Europie podobnych wydarzeń organizuje się raptem kilka. Istnieje ograniczenie wiekowe - udział mogą wziąć osoby powyżej 18 r.ż. i to nasze jedyne kryterium.

Zapraszamy wszystkich - kobiety i mężczyzn, pary zakochanych i grupy znajomych. Ze swojej strony gwarantujemy rozrywkę na najwyższym, światowym poziomie. A że burleska uzależnia, jestem pewna, że z wieloma osobami, które odwiedzą galę, będę miała okazję zobaczyć się jeszcze nieraz na tradycyjnych Rewiach Burleski od Madame de Minou w Starym Maneżu.

Zdjęcia "To nie będzie kolejny ładny show!" Przed nami Baltic Burlesque Gala

* możliwość dodania opinii lub jej brak zależy od decyzji firmy zlecającej artykuł

Wydarzenia

Zobacz także

Opinie wybrane

Wszystkie opinie (15)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Najnowsze