Jakie wojskowe śmigłowce latają nad Trójmiastem?


Ratują poszkodowanych na Bałtyku, poszukują okrętów podwodnych i transportują komandosów. Nad Trójmiastem, jego okolicami i nad Zatoką Gdańską latają różnego typu wojskowe śmigłowce. W artykule prezentujemy kilka z nich.



Jak często w miesiącu widujesz wojskowe śmigłowce nad Trójmiastem i okolicami?

Zobacz wyniki (765)
Dwa silniki, prędkość maksymalna 260 km/godz., pięć osób załogi i wyposażenie do ratowania poszkodowanych na morzu. Tak - w skrócie - wygląda Anakonda, czyli polski śmigłowiec ratowniczy z rodziny maszyn W-3. Śmigłowiec może zabrać na pokład dwóch poszkodowanych w pozycji leżącej lub sześciu w pozycji siedzącej.

Maszyny wyprodukowane przed laty przez (jeszcze wtedy państwowe) Polskie Zakłady Lotnicze Świdnik, służą do dziś w Brygadzie Lotnictwa Marynarki Wojennej. Znajdują się zarówno w bazie w Gdyni Babich Dołach, jak i w Darłowie, choć więcej jest ich w tej pierwszej.

W tym roku pięć Anakond wróciło ze Świdnika po modernizacji, a kolejne trzy czekają w kolejce. Najbardziej rzucającą się w oczy zmianą jest malowanie. Dotychczas śmigłowce były biało-czerwone, obecnie na kadłubie dominuje szary, a część elementów jest jaskrawoczerwona bądź czarna. Wszystko to, aby maszyny były mniej widoczne na tle nieba i wody.

Poza malowaniem modernizacja objęła jednak przede wszystkim wyposażenie. Anakondy zyskały m.in. cyfrowy system sterowania silnikami, automatyczny system identyfikacji jednostek nawodnych, a także nowe kamery termowizyjne sprzężone z reflektorami.

- Kamera termowizyjna wyszukuje na morzu wszystkie punkty, które generują ciepło, a to bardzo ułatwia poszukiwania poszkodowanych w nocy. Z kolei na burcie śmigłowca znajdują się pławy sygnalizacyjne, które służą do oznaczania miejsca, gdzie jest rozbitek. Przydają się one w trudnych warunkach pogodowych w nocy, kiedy trzeba ratować osobę znajdującą się w wodzie, a ciężko jest określić jej pozycję - wyjaśnia por. pil. Paweł Estal, drugi pilot śmigłowca W-3WARM Anakonda.
Poza tym na lewej burcie maszyny, gdzie znajduje się m.in. dźwig z wciągarką o udźwigu ponad 270 kg i stalową liną o długości 50 m, jest również tratwa, którą można zrzucić rozbitkom. Ponadto wymieniono sporo sprzętu, z którego korzysta pokładowy ratownik.

- Przeważnie używamy noszy, ponieważ poszkodowani są w ciężkiej kondycji fizycznej. A mamy takie nosze, które potrafią pływać, więc możemy wyciągnąć osobę nawet z urazem kręgosłupa. Jeśli natomiast poszkodowany jest świadomy i w lepszym stanie, to używamy kosza ratowniczego. Z kolei jeżeli sytuacja jest newralgiczna, czyli trzeba bardzo szybko podjąć osobę, korzystamy z nowego modelu pętli ratowniczej. A poza tym mamy jeszcze do podejmowania tak zwany trójkąt ratowniczy - wylicza mł. chor. Grzegorz Burakowski, ratownik pokładowy.
W ramach krajowego systemu ratownictwa morskiego i lotniczego śmigłowiec W-3WARM pełni całodobowy dyżur w 43. Bazie Lotnictwa Morskiego w Gdyni Babich Dołach. Druga maszyna dyżuruje natomiast w 44. BLM w Darłowie, w godzinach od 11 do 19. Jest to W-3WARM bądź większy Mi-14PŁ/R.

Największe polskie śmigłowce do ratowania życia na morzu

Poza Anakondami do poszkodowanych na Bałtyku latają również dwa Mi-14PŁ/R. Są to największe śmigłowce SAR, jakie posiada obecnie Marynarka Wojenna. Mi-14 PŁ/R ma ponad 25 metrów długości, a jego maksymalna masa startowa wynosi 14 ton. Na pokład śmigłowiec może zabrać 19 osób w pozycji siedzącej bądź dziewięć leżących. Natomiast załoga składa się z pięciu członków: dwóch pilotów, technika pokładowego, lekarza i ratownika pokładowego.

Pokaz największego śmigłowca SAR Marynarki Wojennej. Wideo archiwalne


Mi-14PŁ/R ma również większą dzielność morską niż śmigłowce z rodziny W-3, co oznacza, że może latać w trudniejszych warunkach pogodowych. W powietrzu może też spędzić jednorazowo pięć i pół godziny, czyli ponad dwie godziny dłużej niż Anakonda. Napęd Mi-14PŁ/R stanowią dwa silniki o mocy ponad 2200 koni mechanicznych każdy, dzięki którym śmigłowiec może latać z prędkością do 230 km/godz. Zasięg maszyny wynosi natomiast do 1200 km.

Zanim jednak dwa Mi-14 rozpoczęły wykonywanie zadań ratowniczych, były maszynami do zwalczania okrętów podwodnych. Polska kupiła je bowiem kilkadziesiąt lat temu od ZSRR, właśnie w wersji ZOP, czyli jako Mi-14PŁ. Jednak w związku z tym, że w 2010 roku wyczerpał się resurs ostatniego śmigłowca Mi-14PS, który realizował misje poszukiwawczo-ratownicze, Marynarka Wojenna zmuszona była oddać do przebudowy dwa Mi-14PŁ.

Poszkodowanych śmigłowce Mi-14PŁ/R zabierają na pokład za pomocą koszy, pasów bądź noszy. Ponadto maszyny mają możliwość przyjmowania rozbitków bezpośrednio z powierzchni wody. Możliwe jest to dzięki nadmuchiwanym pływakom i dolnej części kadłuba, która ma kształt łodzi.

Mimo że Mi-14PŁ/R pełni dyżury w bazie w Darłowie, przez ponad półtora roku wraz z tamtejszymi Anakondami odpowiadały również za rejon działania gdyńskich śmigłowców. Działo się tak, ponieważ część maszyn Brygady Lotnictwa Marynarki Wojennej została uziemiona z powodu wyczerpanych resursów, a do tego przeciągała się modernizacja śmigłowców W-3 w PZL-Świdnik. Dlatego też na początku października 2015 r. musiano odwołać dyżury Anakond w Gdyni. Przywrócono je dopiero w lipcu 2017 r.

Z kolei obecnie wiekowe Mi-14PŁ/R - z uwagi na braku następców - przechodzą procedurę wydłużenia resursu. Ma ona pozwolić na użytkowanie maszyn przez kolejne cztery lata.

Śmigłowce bazowe do walki z okrętami podwodnymi

Wydłużanie resursów czeka też niemłode śmigłowce Mi-14PŁ, które przeznaczone są do poszukiwania i zwalczania okrętów podwodnych. Na co dzień maszyny te stacjonują w bazie w Darłowie, jednak bywa, że latają nad Zatoką Gdańską, czy przelatują nad Gdynią w drodze na lotnisko w Babich Dołach.

Polska w latach 1981-90 kupiła od ZSRR łącznie 17 śmigłowców Mi-14, w tym 12 maszyn do walki z okrętami podwodnymi (ZOP) i pięć ratowniczych. W ciągu pierwszych kilkunastu lat ich używania Marynarka Wojenna straciła jednak w wypadkach cztery maszyny - dwa śmigłowce ZOP i dwa ratownicze. Poza tym dwa Mi-14PŁ zostały przebudowane i stały się maszynami SAR, więc obecnie Brygada Lotnictwa MW dysponuje ośmioma Mi-14PŁ.

Ciężki śmigłowiec bazowania brzegowego, jakim jest Mi-14PŁ, ma 25 m długości i waży do 14 ton, z czego trzy tony to same paliwo. Wyposażony w pięciołopatowy wirnik główny i dwa silniki o mocy ponad 2200 koni mechanicznych każdy, rozwijają prędkość do 230 km/godz. W powietrzu może przebywać jednorazowo ponad pięć godzin. Załoga śmigłowca składa się z pięciu osób: dwóch pilotów, dwóch nawigatorów (jeden pełni rolę oficera taktycznego, drugi operatora systemów) oraz technika pokładowego.

Z reguły Mi-14PŁ polują na okręty podwodne w parach. Do namierzania przeciwnika wykorzystują przede wszystkim stację hydroakustyczną. Opuszcza się ją do wody, wysyła impulsy, po czym leci się kawałek dalej i powtarza procedurę. Maszyna może też zrzucić do wody pławy hydroakustyczne, które zbierają dźwięki rozchodzące się w ich zasięgu. Poza tym załoga do zlokalizowania okrętu podwodnego wykorzystuje również detektor anomalii magnetycznych. Natomiast do niszczenia podwodnych jednostek Mi-14PŁ mają bomby głębinowe i torpedy MU-90.

Wprawdzie w XXI wieku śmigłowce Mi-14PŁ doczekały się modernizacji, w ramach której zyskały m.in. nowe elementy awioniki, nowy system zwalczania okrętów podwodnych, a także nowoczesne torpedy MU-90, jednak do dziś nie widać następców wiekowych maszyn. Zakup śmigłowców H225 Caracal nie doszedł bowiem do skutku. Z kolei procedura pozyskania przez Polskę ośmiu maszyn, które przeznaczone mają być zarówno do zwalczania okrętów podwodnych, jak i do prowadzenia akcji ratowniczych nad morzem, nadal trwa i nie wiadomo, kiedy się zakończy.

Śmigłowce pokładowe ze Stanów Zjednoczonych

Cztery śmigłowce Kaman SH-2G Super Seasprite trafiły do Marynarki Wojennej po tym, jak Polska na przełomie XX i XXI wieku pozyskała dwie fregaty rakietowe typu Oliver Hazard Perry. Bardzo ważną częścią uzbrojenia tych jednostek są bowiem śmigłowce pokładowe.

SH-2G to maszyna o długości 16 metrów i maksymalnej masie startowej ponad sześciu ton. Śmigłowiec napędzany jest przez dwa silniki o mocy ponad 1700 KM każdy, dzięki czemu może latać z maksymalną prędkością 278 km/godz. Poza tym jednorazowo w powietrzu może spędzić ponad pięć godzin. Załoga maszyny składa się z trzech osób.

Do głównych zadań SH-2G należy wykrywanie oraz identyfikacji celów nawodnych, a także poszukiwanie i walka z okrętami podwodnymi. Do lokalizacji tych ostatnich służą m.in. pławy hydroakustyczne i detektor anomalii magnetycznych, a do ataku torpeda MU-90.

Poza misjami typowo bojowymi, SH-2G mogą również wykonywać misje SAR, a także zaopatrywać własne okręty. Śmigłowce te są bowiem wielozadaniowymi maszynami morskimi. Domem SH-2G są hangary fregat rakietowych, w których przebywają po złożeniu łopat wirnika głównego i śmigła ogonowego. Startują natomiast z lądowiska, które znajduje się na rufie obu fregat.

Śmigłowce SH-2G można zobaczyć m.in., kiedy przelatują z okrętów do 43. Bazy Lotnictwa Morskiego w Gdyni Babich Dołach bądź z powrotem.

Śmigłowce do transportu żołnierzy wojsk specjalnych

Nad Trójmiastem i Zatoką Gdańską śmigłowce Mi-17 pojawiają się w ramach ćwiczeń, w których uczestniczą na przykład komandosi Formozy. Maszyny, które należą do 7. Eskadry Działań Specjalnych z Powidza w woj. wielkopolskim, służą bowiem do transportu i wsparcia ogniowego żołnierzy Wojsk Specjalnych.

Mi-17 to wersja radzieckiego śmigłowca wielozadaniowego z rodziny Mi-8. Maszyna ma ponad 25 metrów długości, a jej masa startowa wynosi 12 ton. Śmigłowiec napędzany jest dwoma silnikami o mocy 1900 KM każdy i może latać z prędkością do 250 km/godz. Załoga maszyny liczy trzy osoby, a na pokład śmigłowiec zabiera do 24 żołnierzy. Podczas desantowania się z Mi-17 korzystają oni z tylnej rampy. Mogą m.in. zjeżdżać na linach, a także skakać ze spadochronami.

Maszyny, które należą do 7. Eskadry Działań Specjalnych wykonują loty dzienne i nocne, zarówno nad lądem, jak i nad wodą. Także w trudnych warunkach pogodowych. Poza transportowaniem żołnierzy, mają również zapewniać wsparcie ogniowe. Zarówno za pomocą broni maszynowej, jak i pocisków rakietowych. Miejsce na te ostatnie znajduje się na wysięgnikach po bokach kadłuba.

Bywa, że niektórzy mylą wojskowe Mi-17 z policyjnym Mi-8, który także pojawia się nad Trójmiastem i ma podobne malowanie. Aby rozróżnić maszyny, najprościej jest zerknąć, po której stronie belki ogonowej znajduje się śmigło. Mi-17 ma je po lewej, a Mi-8 po prawej stronie.

Uderzeniowe Mi-24 i inne śmigłowce

Choć Mi-24 został zaprojektowany w ZSRR na przełomie lat 60. i 70. ub. wieku, do dziś jest podstawowym śmigłowcem bojowym Wojska Polskiego. Ma ponad 21 metrów długości i waży 11 ton, a jego napęd stanowią dwa silniki o mocy 2200 KM każdy. Maksymalna prędkość, z jaką może latać wynosi 335 km/godz.

Załogę maszyny stanowią siedzący z przodu pilot-operator uzbrojenia, i znajdujący się za nim pilot-dowódca, który odpowiada przede wszystkim za pilotowanie maszyny. Poza tym śmigłowiec może zabrać na pokład desant: ośmiu żołnierzy z wyposażeniem. Mi-24 miano "latających czołgów" zyskały jednak dzięki swojemu opancerzeniu i dużej sile ognia.

Zobacz "latające czołgi" podczas ćwiczeń na poligonie. Materiał archiwalny


Poza zamontowanym z przodu czterolufowym karabinem maszynowym kalibru 12,7 mm, polskie Mi-24 mogą przenosić bomby o masie od 50 do 500 kg bądź 32 niekierowane pociski rakietowe S-5 kalibru 57 mm. Uzbrojenie strzeleckie składa się z kolei z zasobników GSz-23 kalibru 23 mm.

Poradzieckie śmigłowce mają też możliwość przenoszenia przeciwpancernych pocisków kierowanych, tyle że od kilku lat Wojsko Polskie nie ma ich na stanie. Zostały wystrzelane, a nowych nie zakupiono.

Mi-24 stacjonują na terenie 49. Bazy Lotniczej w Pruszczu Gdańskim. "Latające czołgi" można dostrzec więc w jego okolicach bądź nad Zatoką Gdańską. Poza Mi-24 z pruszczańskiego lotniska startują również śmigłowce radzieckiej konstrukcji Mi-2. Są to dwusilnikowe maszyny wielozadaniowe o długości 17 metrów i masie startowej około trzech i pół tony. Zarówno starzejące się Mi-24, jak i wiekowe Mi-2 czekają na swoich następców.

Opinie (147) 10 zablokowanych

  • nie ma konfliktu na gdyńskim lotnisku między śmigłowcami a setkami (10)

    lotów pasażerskich?

    • 72 22

    • (1)

      Największe konfliity świata zaczynaja sie w Gdansku

      • 12 7

      • konflikt konfliktem, a 4 mln nasze :) jak tam cyfry u was wygladaja?

        • 6 2

    • Mam dosyć tego szczurka (3)

      • 6 8

      • (2)

        Jest demokracja. Jak Ci się coś nie podoba a Szczurek cały czas wygrywa to się wyprowadz.

        • 5 4

        • Szczurek - odejdź! (1)

          • 2 5

          • Szczurek - odejdź!

            Zaraz wracam.

            • 0 4

    • Czym byłby Pruszcz Gdański

      bez swoich latających krokodylków :)

      Pozdrawiam lotników z 49. BL!

      • 8 1

    • Gdańskie trole pracują też w weekend? (2)

      • 2 6

      • trolle szczura też?? (1)

        • 4 3

        • Trolle Szczurka to akurat wszyscy normalni. Antyszczurki to P-Osły

          • 4 4

  • Jeden z demobilu armii USA , odmalowany Sokół, a reszta to skansen porownywalny z tym co cumuje w porcie na oksywiu.

    • 121 13

  • Zabytkowe (2)

    Zabytkowe

    • 94 8

    • Drony

      Latawce

      • 6 1

    • Zabytkowe ale ratują życie i zdrowie, docenisz jak będziesz potrzebować !!!

      • 9 2

  • Na pewno nie latają Caraccale....bo Antek Macierewicz unieważnił przetarg z francuzami ! (21)

    Może to i słuszne....kupujmy ruskie maszyny! Jak w radzieckim przysłowiu: Kak tigra j..bać...i smieszno i straszno!

    • 89 31

    • Caracale to zabytki jak te na zdjęciach (11)

      I Antek dobrze zrobił że unieważnił ten kontrakt, a PO wyje bo wziątek już poszedł i trzeba się rozliczyć.
      Kupimy pewnie te ze Świdnika na USA licencji, na pewno nie ruskie. Ale jak tak chcesz?

      • 14 34

      • Przychodzi Antoni do lekarza, a lekarz mówi: No, nareszcie!

        • 33 13

      • Z twojej wypowiedzi domyślam się,że teraz na Antka czeka również `wziątek` ! (7)

        Polskie maszyny ze Świdnika będą zapewne tak dobre jak tramwaje z bydgoskiej Pesy....czyli tydzień na szynach i tydzień w serwisie!

        • 25 11

        • Pesy jeżdżą, za to Dortmundery psują sie na potęgę (2)

          Latem na linii 8 zepsuły się dwa, jeden po drugim. Pesa nie ma takiej awaryjności, to dobry tramwaj.

          • 8 8

          • Zapomniałeś dodać że Dotrmundy mają po 20 lat a Pesy 2 miesiące! (1)

            • 10 3

            • Nie po 20 a prawie po 30

              • 7 1

        • Ile na świecie lata Caracali? (2)

          Total - 80 sztuk
          Francja - ok. 20 sztuk
          dziękuję za uwagę, to jest szrot

          • 10 10

          • Szkoda czasu i oczu na czytanie wypocin totalnego abderyty.

            • 2 3

          • Albowiem, gdyż? Francuzi używają jeszcze około 200 starszych od Caracali Super Pum i Cougarów. Te śmigłowce jeszcze długo polatają, mają duży potencjał modernizacyjny - to po co wydawać pieniądze na nowe maszyny?

            • 4 2

        • Wziątek zwinął Berczyński i nawiał za ocean, ale być może Antkowi działkę odpalił.
          Za PO była bardzo przejrzysta procedura przetragowa, w przeciwieństwie do Antkowego kupowania z wolnej ręki. Więc kto tu ma większe kieszenie?!

          • 12 4

      • I tu jesteś w błędzie (1)

        bo świdnik został wydymany,
        Pocztaj sobie w necie na ten temat.

        • 7 5

        • ?

          • 2 1

    • leming tobie jak by nawet na głowe nasr*li to i tak bys sie cieszył boliczy sie nie co ale kto ci narobi (2)

      do tej pustej makówy.
      Gdyby sytuacja była odwrotna to bys szcz*l po gaciach ze szczescia.

      • 6 11

      • A Ty Pelikan spec od śmigłowców?

        • 6 1

      • "boliczy "- won tłuku do podstawówki.

        • 2 1

    • A wiesz ile tych cudownych maszyn mają sami Francuzi? (5)

      Dokładnie 17 sztuk ;-)
      Po co kupować coś, czego nie chce kupować sam wytwórca?

      • 6 10

      • 19

        Żeby być dokładnym. Na 62 wyprodukowane ogólnie.

        • 6 1

      • (2)

        Caracal jest o 25 lat młodszą konstrukcją od Blackhawka, więc może dlatego sprzedana w mniejszej ilości. Blackhawki poza USA i bliskimi ich sojusznikami też się za wiele nie sprzedało.
        Wybór śmigłowca powinni robić wojskowi po określeniu celów użycia i przetestiwaniu tego co jest na rynku. Tak właśnie się stało w ostatnim przetargu, który Antek unieważnił, bo wie lepiej.

        • 13 4

        • Wierzysz w to co piszesz, czy opierasz się na informacjach od Simoniaka ? (1)

          Tak się składa, że UH-60 jest produkowany w wielu wersjach, które zamawiający może skonfigurować wg własnego widzimisię. Pomijając różne wersje wyposażenia na bazie UH-60 buduje się wiele innych śmigłowców o zupełnie innych oznaczeniach, które są dostosowane do potrzeb - np wsparcia ogniowego; rozpoznania pola walki; namierzania, monitorowania i zakłócania transmisji radiowych i elektronicznych; S&R; desantowe i inne....

          EC725 Caracal jest wersją rozwojową SA330 Puma produkowaną od 1968, a Black Hawk jest produkowany i modernizowany od 1973.

          Wszystkich wersji śmigłowca Puma i ich wersji rozwojowych wyprodukowano ok 1300 sztuk. UH 60 w różnych konfiguracjach wyprodukowano ponad 3800 sztuk i jest wykorzystywany w ponad 30 krajach w różnych wariantach.

          Tak się składa, że UH 60 jest bardziej uniwersalnym śmigłowcem niż EC725. Poprzedni kontrakt był bez sensu - zresztą poczytaj co chcieli nam wcisnąć i za jakie pieniądze.......nie wspominając o tym, że najważniejsze (i najdroższe) komponenty były by produkowane we Francji a nie w Polsce. To absurd zamawiać maszyny z innego kraju, skoro u nas działają dwie duże firmy, które produkują wiropłaty - nie wspominając o nowym i świetnie ocenianym AW 149.

          • 1 2

          • lemingi niemaja zielonego pojecia o sprzecie maja tylko zadanie hejtowac

            Powcy brali łapówki to teraz sie wściekają.

            • 0 1

      • Bo latają

        na Pumach, których rozwinięciem konstrukcyjnym jest Caracal.

        • 11 2

  • Czekam na artykuł za 2-3lata (3)

    Czy jakikolwiek śmigłowiec wojskowy lata nad trojmiastem.

    • 81 4

    • Anakondy z kamerami termowizyjnymi itd (1)

      A jak windsurfer sie zgubił na zatoce puckiej to do rana nikt go nie szukal bo podobno nie bylo czy

      • 11 9

      • refleksja

        Kasa, kasa, kasa...
        Płacą za latanie a nie za odnalezienie...

        • 3 2

    • Jo.

      Czasem latają.

      • 0 0

  • Jakie? (1)

    Przestarzałe:)Krótko i na temat

    • 59 7

    • Od czasu wypadku z Millerem jak widać, wiele się nie zmieniło w podejściu...

      • 5 1

  • ruski skansen (2)

    ..przykryją nas czapkami

    • 56 6

    • (1)

      Spokojnie, WOT nas obroni ;)

      • 13 1

      • Procami

        • 4 0

  • Uwielbiam dźwięk śmigłowców :) (9)

    Wychowałem się w Pruszczu, gdzie 20 lat temu wojsko potrafiło robić przeloty kilku Mi-24 w szyku bojowym nad całym miastem, o różnych porach dnia i nocy.
    Niektórzy ludzie narzekali na hałas, ale ja jako dzieciak uwielbialem na te maszyny patrzeć i ich słuchać. Czuło się ich moc.
    Piękne wspomnienia :)

    • 91 10

    • Rozumiem cię.

      Moje dzieciństwo spędziłem w Darłowie i nasłuchałem się odgłosu pracy silników Mi-14. Nie raz widziałem ten sprzęt i zawsze go dobrze wspominam. Szkoda, że niedługo chłopaki z ZOP nie będą mieli na czym latać, bo Macierewicz uwalił Caracale, a w zamian niczego nie zaoferował.

      Pozdrawiam!

      • 21 7

    • Podzielam te wspomnienia :)
      Tez to pamiętam....
      Zaprasza na "pokazy" w rejon gdzie teraz mieszkam. Tutaj ćwiczy różne powietrzne ewolucje Pułk. .. Czasem i klucz przylatuje 24... :)
      (okolice Sobowidza)

      • 6 1

    • (4)

      Kocham warkot helikopterów. W dzieciństwie uwielbiałam również obserwować Migi śmigające nad koronami oksywskich drzew . Pozdr.

      • 10 1

      • MIG 21

        A nad Witominem przekraczałem barierę dźwięku

        • 10 0

      • Wspomnienia (2)

        Pamiętam tak ok. 20 lat temu jak się jechało na drogę rowerową na Babie i oglądało jak startowały MiGi. Pamiętam, że to bylo w środę albo w czwartek, i tak co tydzień. Jako dzieciaki to kochaliśmy.

        • 12 0

        • Tak bylo do konca lat 80, czyli blizej 30 lat.. (1)

          • 0 0

          • *lat 90.

            • 0 0

    • Ja się wychowałam na osiedlu wojskowym

      W Pruszczu. Dźwięk helikopterów jest dla mnie naturalny, w nocy działa na mnie usypiająco. Teraz już tak często nie latają, za to codziennie słychać przelatujące ryanairy i inne wizzairy bo akurat u nas robią skręt na Rębiechowo.

      • 11 0

    • Pruszcz

      I po 20 latach dalej te same latają na Pruszczem . To są maszyny z lat 50.

      • 0 0

  • (4)

    Same trupy. Macierewicz uwalil nowe smiglowce i ma gdzies zakup nowych.

    • 89 26

    • Dziekuje wam lemingi ze nieprzepuscicie zadnej okazji by chwalic sie głupotą! (3)

      • 3 22

      • Toruńska szkoła medialna nadaje? (1)

        • 22 3

        • Toruńska szkoła medialna nadaje?

          To są kundle nasłane - jak zawsze- przez płaszczaka komisarza propagandy kc pis.

          • 4 0

      • Wszystko fajnie, ale...

        O co się człowieka czepiasz? I nazywasz go lemingiem? O macierewiczu napisał prawdę. Uwalił przetarg, a do zakupu nowego sprzętu zabiera się tak, jakby specjalnie grał na zwłokę. Taki z macierewicza kozak, ale jak na razie to dużo w mediach nakłamał, nagadał się o tych śmigłowcach i żadnego... Absolutnie żadnego... Nie kupił.
        potrafił, naginając prawo, szybko kupić samoloty dla vip'ów, ale jakoś dla wojska to mu się nie spieszy, mhm?

        • 15 3

  • Dubaj północy

    Latające muzeum

    • 53 6

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.