Fakty i opinie

stat

Ludzie Trójmiasta: niezwykłe życie niewidomej 84-letniej nauczycielki

- Napisałam tę książkę, by ludzie nie popełniali moich błędów, ale także, by docenili życie, które wiodą. Spotykam się z bardzo pozytywnym odbiorem, choć podobno czytelnicy ronią łzy przy niektórych rozdziałach. Mam już materiały na następną książkę - mówi Helena Urbaniak z Gdyni.
- Napisałam tę książkę, by ludzie nie popełniali moich błędów, ale także, by docenili życie, które wiodą. Spotykam się z bardzo pozytywnym odbiorem, choć podobno czytelnicy ronią łzy przy niektórych rozdziałach. Mam już materiały na następną książkę - mówi Helena Urbaniak z Gdyni. fot. Łukasz Unterschuetz/Trojmiasto.pl

Uczy dzieci obsługi komputera, pływa w rejsy morskie, fascynują ją nowe technologie, wydała autobiografię, a ostatnio marzy o podróży do Australii - aż trudno uwierzyć, że Helena Urbaniak ma 84 lata a od przeszło 60 jest osobą niewidomą. - Póki głowa pracuje, chcę być aktywna - przekonuje nauczycielka Szkoły Społecznej w Gdyni i kolejna bohaterka cyklu "Ludzie Trójmiasta". Z panią Heleną będzie się można spotkać osobiście 22 lutego w Muzeum Miasta Gdyni. Ostatnio pisałam o dobrym duchu Galerii Starych Zabawek w Gdańsku.


 
O Helenie Urbaniak pierwszy raz słyszę, gdy odczytuję e-maila, który przyszedł na redakcyjną skrzynkę pocztową. Ktoś zachęca do zainteresowania się historią nauczycielki z Gdyni, która właśnie wydała książkę. Składa się idealnie, bo zaledwie dwa dni później autorka zaprasza na spotkanie literackie, w czasie którego opowie o swojej autobiografii. 

Chcesz się podzielić z nami swoją historią? A może znasz kogoś, o kim powinniśmy napisać? Czekamy na maile: ludzietrojmiasta@trojmiasto.pl

Iskierki w mroku gdyńskiej biblioteki

 

Ten wieczór ma w sobie coś magicznego. Na dworze deszcz i plucha, a z ukrytej pomiędzy blokami biblioteki na gdyńskiej Chyloni na ulicę sączy się ciepłe światło. Przez duże parterowe okna dostrzegam panią Helenę. Siedzi na środku w dużym fotelu i delikatnie się uśmiecha. Na widowni złożonej z rozstawionych krzeseł powoli zbierają się ludzie. Są znajomi, współpracownicy, ale też zupełnie obcy mieszkańcy dzielnicy, których zachęcił ciekawy życiorys autorki.
 
Nigdy nie widziałam mojego mieszkania. Od kiedy tu mieszkam, jestem niewidoma. Wiem jednak, że za mną są wiszące szafki. W lewej ich części są talerze. Widzę to oczyma wyobraźni. Tak samo to, co za oknem.
Kiedy zaczynamy, gasną światła. Pozostają tylko świece i delikatne lampki. Atmosfera idealnie komponuje się z tytułem książki - "Iskierki w mroku". Jedna z nauczycielek współpracujących z panią Heleną zaczyna odczytywać fragmenty książki. Ktoś inny przez cały czas delikatnie przygrywa na gitarze. Jest nastrojowo, sentymentalnie i... bardzo optymistycznie, choć duża część życia głównej bohaterki tego wieczoru z optymizmem nie ma nic wspólnego.
 
Na kartach książki opisane jest dzieciństwo często naznaczone biedą, traumatyczne pobyty w ośrodkach opiekuńczych i przenikliwa samotność, towarzysząca gdyniance przez dużą część pozbawionego kolorów życia. Pani Helena kłopoty ze wzrokiem miała już od urodzenia. Kiedy w dzieciństwie została uderzona w głowę, pogorszyło się - powstał wówczas zanik nerwu wzrokowego. Całkowicie przestała widzieć, mając 20 lat. Jednak, jak sama twierdzi, to ostatnie lata, a nie te, gdy widziała, są najszczęśliwszymi w jej życiu.
 
- Przeżywam teraz taki prawdziwie rozsłoneczniony czas - mówi. 
Porozmawiać dłużej miałyśmy po wieczorku literackim, ale po części oficjalnej do autorki po swój egzemplarz z podpisem ustawia się z gratulacjami tak długa kolejka, że zgodnie postanawiamy umówić się kolejny raz na inny dzień. W międzyczasie czytam "Iskierki mroku". Kilka tygodni później odwiedzam panią Helenę w domu. 

Z panią Heleną będzie się można spotkać osobiście 22 lutego w Muzeum Miasta Gdyni.
Z panią Heleną będzie się można spotkać osobiście 22 lutego w Muzeum Miasta Gdyni. Muzeum Miasta Gdyni

Braille i komputery

 

W Gdyńskiej Szkole Społecznej uczy od 20 lat. W gronie jej uczniów są zarówno dzieci z zerówki, jak i nastoletni ósmoklasiści. Wszystkie lekcje są indywidualne, a wśród prowadzonych przez Helenę Urbaniak są zajęcia z alfabetu Braille'a oraz posługiwania się komputerem.
 
- Oczywiście wszystkie dzieci wolą zajęcia komputerowe - zaznacza.
W czasie lekcji uczniowie nie używają myszki, a jedynie skrótów klawiaturowych lub czytników ekranu, które mową przekazują to, co znajduje się na ekranie. Uczą się, jak obsługując klawiaturę, korzystać ze wszystkich palców jednocześnie. Dzięki temu pisanie idzie szybciej.
 
Ja po prostu muszę być aktywna. Nie wyobrażam sobie bezczynnego siedzenia w domu. Kupuję za to sporo gadżetów, bo jestem zwariowana na punkcie nowych technologii. Mój mózg, mimo wieku, garnie się do nich

Poza tym pani Helena pomiędzy lekcjami stara się pokazywać dzieciom, jak wykonywać czynności dnia codziennego. Wszystko oczywiście za pomocą technologii. Na przykład: przygotowywać herbatę można, nakładając na szklankę specjalne wąsy - gdy ciecz dojdzie do ich poziomu, urządzenie zaczyna piszczeć, informując tym samym o odpowiednim poziomie płynu. To udogodnienia, które potrafią znacząco podnieść komfort życia osoby niewidomej, a pani Helena bardzo chętnie dzieli się swoimi odkryciami. Uczniowie sami chętnie o nie dopytują, a młodsze niewidome dzieci w czasie przerw często chowają się w gabinecie nauczycielki, bo czują się tam bezpieczniej niż na gwarnych korytarzach.
 
- Karierę nauczycielki rozpoczęłam późno. A było tak: dostałam kiedyś szansę, żeby jechać na kurs instruktażu Braille'a. Po co, myślałam sobie. Byłam już po 60, Braille'a znam, a papier do niczego nie był mi potrzebny. W końcu jednak dałam się namówić. Kurs trwał trzy tygodnie i zakończył się otrzymaniem dyplomu oraz odbytą praktyką. Teraz myślę sobie, że tak właśnie miało być, bo krótko po jego ukończeniu dostałam telefon, że w Gdyńskiej Szkole Społecznej poszukiwany jest nauczyciel dzieci niewidomych i niedowidzących. Dostałam tę pracę i tak w to wsiąkłam, że uczę do dzisiaj. Nawet nie wiem, kiedy minęło te 20 lat - opowiada nauczycielka. 
Do szkoły od samego początku dojeżdża taksówką. Zna w zasadzie wszystkich kierowców ze swojej korporacji. Zawsze przychodzą po nią pod drzwi, a potem odprowadzają pod samą szkołę. Od kiedy dowiedzieli się, że ich stała klientka wydała książkę, pani Helena zawsze wozi ze sobą przynajmniej jeden egzemplarz do rozdania.
 
- Skąd we mnie taka witalność? To się ma w sobie - odpowiada dziarsko na moje pytanie. - Ja po prostu muszę być aktywna. Nie wyobrażam sobie bezczynnego siedzenia w domu. Rzadko włączam telewizję. Kupuję za to sporo gadżetów, bo jestem zwariowana na punkcie nowych technologii. Mój mózg, mimo wieku, garnie się do nich. Mam na przykład udźwiękowionego iPhona, tester kolorów, dzięki któremu mogę się harmonijnie ubrać... - wylicza pani Helena. - Chce pani zobaczyć, jak to działa? 

Ukochane technologie

 

Oczywiście, że chcę, więc gospodyni podchodzi do szafki i zaczyna szukać. Widać, że doskonale wie, co gdzie leży. W końcu wyciąga kartonowe pudełeczko, a z niego tajemniczy sprzęt, trochę podobny do dyktafonu. Przykłada jedną końcówkę do spódnicy. "Szaro-czarny" - ogłasza urządzenie.
 
- No nie powiedziałabym, ale blisko - komentuje z lekką dezaprobatą pani Helena.
Urządzenie informuje nas jeszcze o godzinie i wraca do pudełka. Idziemy dalej. Siadamy przy komputerze pani Heleny - laptop wizualnie nie różni się niczym od standardowego. Dopiero po przyjrzeniu się klawiaturze, na dwóch klawiszach widać malutkie wypukłe naklejki. Pomagają seniorce sprawnie odnajdywać wybrane litery i ułatwiają dłoniom nawigację po klawiaturze. W międzyczasie komputer głosowo zadaje pytania o kolejne wybory akcji. Pani Helena pokazuje zawartość poszczególnych folderów zapisanych na pulpicie, po których nadzwyczaj sprawnie się porusza. Jest m.in. elektroniczna wersja jej książki, a poza tym inne, które odsłuchuje. Ponadto poczta, muzyka, a nawet komunikator What's up.
 
W końcu otwiera program do edycji tekstu. "Mam dziś bardzo miłego gościa" - pisze bezbłędnie na klawiaturze. Równie sprawnie porusza się w obsłudze smartfona. Bynajmniej nie jest to żaden prosty model z dużymi przyciskami dostosowanymi do starszych osób, a nowoczesny iPhone. Gospodyni pokazuje też urządzenie, które pozwala pisać Braille'em, a potem automatycznie przekształca słowa w normalny tekst, umożliwiając zgranie ich na telefon czy komputer.
 
- Ale ja wolę pisać normalnie, na klawiaturze - zaznacza gospodyni. - Gdy już siadam do komputera i kładę ręce na klawiaturze, to myśli płyną mi w takim tempie, że nie jestem w stanie nadążyć przelewać. Przy tabliczce brajlowskiej tak się nie dzieje, ale gdy usiądę do ukochanej elektroniki - zawsze! W ogóle wszystko przy komputerze idzie mi sprawniej, a  kiedy nie ma internetu, to mam wrażenie, jakby się świat oddalił
Wracamy do stolika, a pani Helena słusznie zauważa, że mocno razi dziś słońce. Zgaduję, że wie o tym, bo odczuwa ciepło na twarzy. Szybko jednak wyprowadza mnie z błędu.
 
- Ja nie mam poczucia światła, ale odczuwam refleksy - wyjaśnia. I opowiada:

- Nigdy nie widziałam mojego mieszkania. Od kiedy tu mieszkam, jestem niewidoma. Wiem jednak, że za mną są wiszące szafki. W lewej ich części są talerze. Widzę to oczyma wyobraźni. Tak samo to, co za oknem. Widzę wyraźnie kościół na górce, bloki, samochody jadące ulicą. Ktoś lata temu mi to opowiedział, a ja tyle razy to sobie wyobrażałam, że dziś mam ten obraz już zapisany w głowie. Ale kiedy wejdę do nieznanego pomieszczenia, to jest pustka. Czuję się zdezorientowana i zagubiona. Jeśli mi ktoś objaśni ten pokój, znowu zaczynam widzieć. Zawsze zresztą o to proszę, gdy odwiedzam nowe pomieszczenie. Kiedy wchodzę do kawiarni, muszę wiedzieć, jak wygląda. Gdzie wiszą lampy, jakie obicia mają meble, jak duża jest lada. Ktoś, kto nie widzi od urodzenia, tego nie potrzebuje. Takie osoby nie mają oglądu świata, nie wiedzą, co to kolor ani światło. To dla nich tylko słowa, bo obrazu nie da się wytłumaczyć. Myślę, że ich świat jest prostszy, ale uboższy.

Spotkanie autorskie i premiera książki "Iskierki w mroku" Heleny Urbaniak.
Spotkanie autorskie i premiera książki "Iskierki w mroku" Heleny Urbaniak. fot. Łukasz Unterschuetz/Trojmiasto.pl

Docenić życie

 

Tuż przed świętami Bożego Narodzenia pani Helena celebrowała premierę swojej książki. Autobiografia nauczycielki ujrzała światło dzienne dzięki hojności darczyńców - inicjatorem internetowej zbiórki była szkoła, w której pracuje seniorka. Autorka, w geście podziękowania, postanowiła natomiast książki nie sprzedawać, a rozdawać. Wyjątek zrobiła w czasie szkolnej akcji - w ciągu zaledwie dwóch godzin ze sprzedaży autobiografii udało się zebrać 700 złotych na rzecz Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.
 
- Napisałam tę książkę, by ludzie nie popełniali moich błędów, ale także, by docenili życie, które wiodą - tłumaczy Helena Urbaniak. - Spotykam się z bardzo pozytywnym odbiorem, choć podobno czytelnicy ronią łzy przy niektórych rozdziałach. Zresztą mam już materiały na następną książkę. Nie wiem jeszcze, jak ją wydam, bo własnych funduszy nie mam, a drugi raz od ludzi brać to wstyd. 
Plany pani Heleny na przyszłość? Z pewnością nie przypominają tradycyjnych marzeń 84-latki.

- Póki co w tym roku wybiorę się w rejs po Bałtyku. W ramach specjalnego projektu połowa załogi składać się będzie z osób widzących, a druga - z niewidzących. Wszyscy muszą pracować na statku, choć liczę, że może ze względu na wiek będę miała taryfę ulgową i wystąpię raczej w charakterze maskotki (śmiech). Już zbieram pieniądze. Posiadam jeszcze różne inne marzenia. Chciałabym polecieć do Australii. Mam tu u siebie taką maskotkę koali. Ona na pewno mnie tam kiedyś zaprowadzi.