Fakty i opinie

Ludzie Trójmiasta: razem z psami ratuje ludzi

"Psy służące są specyficzne. Muszą być bardzo socjalne, przyjazne ludziom. Nie mają prawa wykazywać grama agresji. Powinny być energiczne, ale nie nachalne. No i chętne do zabawy, bo za ich pracę płacimy im zabawą".
"Psy służące są specyficzne. Muszą być bardzo socjalne, przyjazne ludziom. Nie mają prawa wykazywać grama agresji. Powinny być energiczne, ale nie nachalne. No i chętne do zabawy, bo za ich pracę płacimy im zabawą". fot. Piotr Hukało/Trojmiasto.pl

Zawalone budynki, niebezpieczne gruzowiska, bagnisty las. W okolicznościach, w których zawodzi technologia i ludzkie umiejętności, do akcji wkraczają oni - psi ratownicy. O współpracy niezastąpionego duetu pies-przewodnik w ramach cyklu "Ludzie Trójmiasta", opowiada Katarzyna Wodniak, naczelnik Ochotniczej Straży Pożarnej i przewodniczka Szajby i Oszi.



Tajemnicza, betonowa konstrukcja dość niewinnie wtapia się w krajobraz. Można w ogóle jej nie zauważyć albo dostrzec jadąc wzdłuż ul. Kartuskiej do góry. Nomen omen wygląda po prostu jak... gruzowisko. Budowla ukryta na tyłach budynku Straży Pożarnej przy Jabłoniowej 5 zobacz na mapie Gdańska na gdańskim Jasieniu składa się z ton betonu oraz metalu. Razem tworzą skomplikowany labirynt, którego autorką jest Katarzyna Wodniak, z zawodu architekt, po godzinach psia przewodniczka z 14-letnim stażem. Ostatnio pisaliśmy o pasjonacie wycieczek do Czarnobyla.

Przy tym projekcie wykształcenie splotło się z pasją. Kasia stworzyła w wyobraźni, a potem przelała na papier konstrukcję, kryjącą w sobie kilometry podziemnych korytarzy, kryjówek i tajnych przejść. Wszystko po to, by jak najdokładniej odwzorować warunki panujące w zawalonym budynku. Dzięki temu psy, pełniące służbę w straży i ich przewodnicy, w dowolnej chwili mogą testować swoje umiejętności na prawdziwym froncie.

Chcesz się podzielić z nami swoją historią? A może znasz kogoś, o kim powinniśmy napisać? Czekamy na maile: ludzietrojmiasta@trojmiasto.pl

- Zbudować coś zawalonego wcale nie jest łatwo - śmieje się Kasia. - Musiałam zaaranżować przestrzeń, która będzie wyzwaniem dla zwinnego ciała i wyczulonego nosa psa, a jednocześnie spełni wymogi, pozwalające na organizowanie tu treningów i certyfikacji.
To największe i jedyne tak przemyślane oraz doinwestowane miejsce w Polsce. Podobny obiekt istnieje tylko w Nowym Sączu i jest mniej więcej trzy razy mniejszy.

Po wybuchu wieżowca



Mieszkańcy wieżowca przy al. Wojska Polskiego zobacz na mapie Gdańska w Gdańsku jeszcze spali, gdy 10 minut przed szóstą rano w ich budynku doszło do wybuchu. 17 kwietnia 1995 roku całkowicie zapadły się tam trzy kondygnacje. Ponieważ uszkodzony budynek groził zawaleniem, podjęto decyzję o jego całkowitym wysadzeniu, a akcję ratunkową prowadzono dopiero na gruzowisku. Była jedną z pierwszych, w której czynny udział brały gdańskie psy.

Rocznica wybuchu gazu w wieżowcu przy Wojska Polskiego w Gdańsku


To właśnie w 1995 roku poszerzono specjalizację tutejszej ochotniczej straży - istniejącej wówczas dopiero dwa lata - i uruchomiono Grupę Poszukiwawczo-Ratowniczą, której podstawą działania stały się psy ratownicze. Zadaniem grupy do dziś jest przede wszystkim ratowanie poszkodowanych podczas katastrof budowlanych oraz żywiołów. Dodatkowo zwierzęta wspierają policję w poszukiwaniach zaginionych w terenie otwartym. Ochotnicy z Gdańska byli m.in. w Haiti, Nepalu, Pakistanie, Turcji - po trzęsieniach ziemi psy przeszukiwały tamtejsze gruzowiska w nadziei na odnalezienie ocalałych.

Podobnych grup w Polsce jest zaledwie siedem. Przykładowo grupa rzeszowska posiada psy wyszkolone także do znajdowania zwłok oraz zapachu ubrań. Gdańskie psy skupiają się stricte na zapachu żywego człowieka i odpowiadają za cały rejon Polski północnej. Całkowicie charytatywnie pełni tu obecnie służbę 12 przewodników wraz z psami.

- Każdy z nas ochotników ma swoje życie i swoją pracę - opowiada Kasia. - Dlatego, nieco paradoksalnie, cieszymy się, gdy akcja wypada w nocy. Nie trzeba wówczas brać urlopu. Mamy swój system alarmowania, otrzymujemy sms-a i musimy podjąć decyzję, czy bierzemy udział w akcji. Nie raz zdarzało mi się do 5-6 rano biegać po lesie, a o ósmej być już w biurze. W naszym "fachu" to standard.

Na początku był pies



Najpierw Kasia nabyła psa - obecnie 14-letniego owczarka niemieckiego, Tubę. Był młody i pełen energii, którą trzeba było rozładować. Jego właścicielka rozpoczęła więc poszukiwania ciekawej aktywności, której mogliby oddawać się wspólnie. W końcu trafiła na informacje o naborze do Ochotniczej Straży Pożarnej i została.


W międzyczasie w jej życiu pojawiły się kolejne dwa psy. Doświadczona już Szajba to owczarek niemiecki - certyfikowany zarówno na gruzowiska, jak i na pracę w terenie. Młoda Osza to 19-miesięczny wulkan energii, który dopiero co zdał wstępny egzamin i raczkuje w służbach.

- Tak - przytakuje Kasia, zapytana, czy psy dobierała pod kątem ich przyszłej służby. - Kierowałam się tym wybierając rasy, bo psy służące są specyficzne. Muszą być bardzo socjalne, przyjazne ludziom. Nie mają prawa wykazywać grama agresji. Powinny być energiczne, ale nie nachalne. No i chętne do zabawy, bo za ich pracę płacimy im zabawą.
Im wczesniej pies zacznie, tym łatwiej wielu rzeczy go nauczyć - jak choćby poruszania po gruzowisku, poniekąd nienaturalnym terenie dla czworonoga, który rodzi się przystosowany do płaskich powierzchni. Jeśli jednak zaczyna się szkolenie od szczeniaka, pies traktuje nieregularne powierzchnie jako coś normalnego.

- Poza tym trzeba rozumieć specyfikę tych psów. Nie każdy jest w stanie znieść, że psy w służbie wolą obce osoby od swojego przewodnika - mówi ze śmiechem Kasia. - Od małego są przyzwyczajone, że to nie opiekun daje im przysmaki, ale pozoranci ukryci na gruzowisku - w nagrodę za odnalezienie w czasie treningu. Wychodzimy z założenia, że pod przymusem i bez kontaktu wzrokowego oraz dźwiękowego z przewodnikiem, pies nie będzie dobrze poracował. Sam musi podjąć odpowiednią decyzję i po wyczuciu zapachu szukać w nadziei na nagrodę.

Z psa ratownika, z człowieka przewodnika



Jeśli chodzi o rasy, nie ma jednego przyjętego kryterium. Istnieje oczywiście lista porządanych ras: labradory, owczarki niemieckie czy goldenretrivery mają naturalne predyspozycje, jednak kundelki i mieszańce również potrafią sprawdzić się w "zawodzie".

Kasia: - Rekrutując nie patrzymy tak bardzo na rasę, co na anatomię. Zwierzę musi być odpowiednich rozmiarów - nie za małe, by miało odpowiednią siłę i nie za duże, by zmieściło się we wszystkie zakamarki. W każdym razie łatwiej zrobić z psa ratownika niż z człowieka przewodnika.
Człowiek musi być sprawny i gotowy poświęcić dużo czasu i zaangażowania. A jest na co, bo treningi odbywają się 2-3 razy w tygodniu i trwają po kilka godzin. Ochotnicy potrafią godzinami leżeć pochowani w beczkach pod ziemią, w wilgoci i ciemności, tak by, psy mogły szukać i szkolić swoje umiejętności.


Jedno jest pewne: gdy się już zacznie szkolić psa, trzeba robić to z dużą regularnością, by nie wypadł z formy. Nie ma momentu, w którym szkolenie uznaje się za zakończone. Trwa ono tak długo, jak ratownicza kariera psa. Same akcje odbywają się o najróżniejszych porach i zwykle są nieprzewidziane.

Trzeba być dość dyspozycyjnym, zawsze przygotowanym i szybko podejmować decyzje. Gdańscy ochotnicy nie prowadzą regularnych rekrutacji. Odeszli od tego kilka lat temu, ponieważ wprawdzie kolejne nabory przynosiły licznych chętnych, ale czas i specyfika tego wolontariatu sprawiały, że w ich szeregach pozostawali tylko nieliczni i najbardziej wytrwali. Przeważnie z 30 osób pretendujących do miana przewodnika, finalnie ich grupę zasilała jedna naprawdę zaangażowana osoba.

- Wierzymy, że taka osoba znajdzie nas i bez głośnych rekrutacji. Dlatego nabór prowadzimy przez cały rok, a z zainteresowanymi chętnie umawiamy się indywidualnie - zachęca naczelnik.

Treningowe reguły



Z reguły po prostu bawią się w chowanego. Kilka osób się chowa, a wybrany przewodnik wraz ze swoim psem szuka. Na treningach nabierają w ten sposób doświadczenia, żeby potem poradzić sobie w realnej sytuacji. Wszystko bazuje na węchu. W założeniu psy służą do znalezienia osób żywych, ale nieprzytomnych, z którymi nie można nawiązać kontaktu. Dlatego też "statyści" nie poruszają się, nie nawołują, a jedynym bodźcem, który potrafi zidentyfikować pies jest zapach żywego człowieka.

- Od szczeniaka budujemy skojarzenie, że zapach człowieka to coś pozytywnego - mówi Kasia. - Gdy zwierze podąży za odpowiednim zapachem, dostaje smakołyk dla motywacji. Trudniejszą kwestią jest nauczenie psa, by komunikował znalezisko. One pracują samodzielnie spuszczone ze smyczy, w miejscach, gdzie my nie wchodzimy ze względów bezpieczeństwa. Po wpuszczeniu do zawalonego budynku muszą nam zakomunikować dwie rzeczy. Po pierwsze: czy w ogóle ktoś żywy się w nim znajduje, a po drugie, powinny umieć wskazać, gdzie znajduje się ta osoba.
Ale psy lubią wyzwania. Wąski korytarz, ciemność, człowiek przykryty ziemią - im trudniej, tym ciekawiej. Gdy znajdą człowieka, szczekają. W psim rozumieniu, zachęcają tym odnalezioną osobę do zabawy. Same poszukiwania są dla nich rozrywką i sportem.

Jak zapewniają ich przewodnicy, psy nie zdają sobie sprawy ze swojej roli. To zamierzone działanie - gdyby czuły presję i stres, mogłyby stać się niewydajne i już po dziesięciu minutach przestawać być zdolnymi do pracy.

- Wraz z pozostałymi przewodnikami uważamy jednak, by nie przekroczyć ich granic. Zwierzęta też odczuwają swoje porażki i niezadowolenie przewodnika - zaznacza Kasia.
Jednak żeby zespół składający się z psa i przewodnika mógł zacząć pracować, oboje muszą zdać egzamin poszukiwawczo-gruzowiskowy zakończony certyfikatem. Trwa on całą dobę i składa się z trzech prób, w czasie których do znalezienia jest siedem osób ukrytych w wytyczonych miejscach. W całej Polsce czynnych zespołów, które zdały egzamin jest zaledwie około czterdziestu.

W gęstych krzakach



Największy sukces?

- Odnalezienie człowieka z Tubą, moim najstarszym psem - mówi bez wahania Kasia. I dodaje: - To był koniec października, zimna mroźna noc. Zaginęła starsza pani. Wspieraliśmy pracę policji przez całą noc, godzinami przeszukując okoliczny las. Wraz z nami kobiety szukał cały tabun ludzi. Kiedy już poszukiwania chyliły się ku końcowi, mój pies zainteresował się wyjątkowo gęstymi krzakami, stosunkowo blisko domu. Zaginiona siedziała w nich tak ukryta, że pomimo kilkukrotnego przeszukiwania tego terenu przez ludzi, nikt jej nie zauważył. Dopiero moja Tuba wyczuła zapach i doprowadziła nas do "zguby".
Z kolei, gdy w Grudziądzu zawaliły się stare młyny i wybuchł pożar, istniało duże prawdopodobieństwo, że pod gruzowiskiem przebywają osoby bezdomne. Psy były jedynymi, które mogły na tym terenie pracować i wykluczyć, że już nikogo więcej tam nie ma. Pracowały wówczas długo i w skrajnie niebezpiecznych warunkach, ale wykluczyły obecność osób.

- Właśnie po to jesteśmy. By przeszukiwać miejsca, w których człowiek nie może się przedrzeć: bagna, gęsto zalesione miejsca, gruzowiska grożące dalszym zawaleniem.
Po nawałnicy, która przeszła nad Kaszubami dwa lata temu, Kasia wraz z Szajbą i pozostałymi zespołami szukali zaginionych dzieci w zdewastowanych przez burzę lasach. Zostali wezwani, bo jeden pies jest w stanie zastąpić pracę 30 osób chodzących po rozległym terenie.

Kasia: - To wtedy uświadomiłam sobie, że odpowiednio wyszkolonych psów nigdy nie będzie wystarczająco dużo. Że kiedy dzieje się coś takiego, pies po prostu musi być gotowy.

Opinie (65) ponad 10 zablokowanych

  • (3)

    Brawo,piękna pasja.

    • 59 4

    • A co jest twoją pasją ? (2)

      Przesiadywanie na portalu, żeby tylko w komentarzach być pierwszym ?

      • 8 7

      • Nie interesuj się, bo kociej... dostaniesz

        • 2 3

      • Gryll, książki, grzybobrania, plazing,piękne kobiety i wiele wiele innych kochany.

        • 0 2

  • Miód na serce

    cięzka praca, duże poświęcenie żeby ratować człowieka ! a człowiek robi tak dużo złego zwierzakom Nawet taka psina nie może wejść do parku oliwskiego żeby z panią po cięzkiej pracy przysiąść i trochę odpocząć !

    • 52 6

  • U

    Cudowne!

    • 23 2

  • Nie lubię dużych psów... (7)

    ... nie wiem dlaczego, ale lubią mnie gryźć nawet gdy obok idzie właściciel i mi mówi "spokojnie proszę pana, in nie gryzie". Nie zaczepiam ich, bo się boję, przechodzę spokojnie obok, aż tu nagle ciap za rękę, ku ogromnemu zdziwieniu ich właściciela. Nie wiem , może mam zapach który je wkurza.

    • 8 34

    • Widocznie bojąc sie psów i nie lubiąc ich swoim zachowaniem pokazujesz to . A psy to wyczuwają i stają się agresywne do ciebie.Normalka.

      • 18 7

    • (4)

      Moj pies wyczuwal roznych ludzi... kolo jednych przechodzil obojetnie, innych sie bal (dresy, starzy ludzie), innych by najchetniej ugryzl (piszczace dzieci, ludzie ktorych ja nie darzylam sympatia), a innych chcial koniecznie powachac (glownie wlasciciele innych zwierzat).
      Moze pies czuje Twoj strach? Moze jest w Tobie nutka agresji, negatywnych emocji? Psy wyczuwaja takie rzeczy.

      • 15 7

      • Ty kiedys też piszczałaś i to jeszcze jak ,a latka lecą szybciutko jak cholera ,ani się obejrzysz (1)

        jak starość cie dopadnie, a tak wogóle to pies kupuje te złe emocje od ciebie n, polub ludzi ,a będzie psu o wiele lepiej

        • 6 4

        • A jak to sie ma do tematu? Ja tam sie ciesze ze dzieci nie lubil. Niestety mile psy maja tego pecha, ze na spacerach sa oblegane przez obce dzieciaki, czy tego wlasciciel chce czy nie. I bardzo czesto dzieci sie nie pytaja czy pieska mozna poglaskac, tylko po prostu wyciagaja lapy.

          • 4 1

      • (1)

        Agresji do nich nie mam, tylko strach. Staram się je omijać z daleka, ale nie zawsze się da, a często same wręcz podbiegają.
        Boję się dużych psów, bo kiedy miałem 11 lat, to jeden dość solidnie pogryzł mi rękę.

        • 7 0

        • Jak same podbiegaja to juz kwestia nieodpowiedzialnosci wlasciciela niestety. Sama czasem sie niepewnie czuje w takich sytuacjach. Lubie sie witac ze zwierzakami, ale nie chce by na mnie skakaly. Gdy wychodzilam na spacery ze swoim psem, to czulam sie jeszcze bardziej zle z tym, ze sporo psow lata bez smyczy. Psiak po operacji, albo sie boi... kiedys na mojego sie rzucil inny ktory uciekl z czyjejs posesji.

          • 6 0

    • może zły człowiek z Ciebie jak tak chętnie bez powodu chcą Cię gryźć

      • 1 2

  • Nigdy w życiu (5)

    nie dał bym swojego psa do poszukiwań w takich gruzowiskach. Bałbym sie ze coś się na niego zawali i zginie albo zostanie kaleką.

    • 6 29

    • (1)

      Ratlerków nie biorą do służby :)

      • 15 1

      • te highway pajac, sprawdz sobie jakie psy szukaja dragow na lotniskach

        specjalisto z internetu

        • 2 4

    • a w domu wszyscy zdrowi?

      • 4 1

    • Wolny kraj, przymusu nie ma.

      • 2 0

    • Całe szczęście. Twój pies to nawet drogi do domu by nie znalazł

      więc na pewno wpadłby do jakiejś dziury i tam zdechł.

      • 3 2

  • Mała sfora

    • 0 6

  • (1)

    Psy jak ludzie są mądre i głupie , niektóre to tak jakby tylko mówić nie umiały , jaki pan taki pies , pies to zwierzę stadne

    • 6 3

    • to tak jak kaczki

      • 1 0

  • To jest dyskryminacja ,dlaczego niema kotów ratowników :) Koty to stan umysłu sa bardziej inteligentne od włascicieli :) (6)

    Powinni koty tez szkolić do ratownictwa!!W kocu wydajemy na nie więcej niż na psy!! Nawiedzeni właściciele kotów są przekonani ze ich koty są zdolne do wszystkiego :)

    • 11 27

    • (1)

      Koty sa glupie i wredne.

      • 8 11

      • nie przypisuj cech ludzkich zwierzętom

        • 9 1

    • Zawsze takie głupoty wypisujesz czy teraz to wyjątek

      • 5 0

    • owszem są zdolne,ale tylko jeśli chcą :D

      • 1 1

    • Jest jeden kto w hospicjum. Wyczowa zmiany w ciele człowieka i kiedy ktoś niebawem umrze to kładzie się na nim do łóżka. Wtedy opiekunowie dzwonią do rodziny bo mają mało czasu. Koty wyczulone są na wydzielanie feromonów człowieka. Poczytaj sobie o tym. Ale nie nadają się do gruzowisk. Podobno testują szczury z kamerami w Japonii.

      • 0 0

    • uwazam,ze nie doceniamy szczuroskoczkow

      sa szybkie i energiczne.Tyle,ze faktycznie troche trudne do zdyscyplinowania...

      • 0 0

  • Dziwi mnie (3)

    Tylko to , że nikt im za to nie płaci i nie mogą się w to zaangażować na 200 % procent będąc pełnoprawnym oddziałem np straży pożarnej i normalnie wtedy cały etat , szkolenia i większe pieniądze na rozwój , no taki pełen profesjonalizm

    • 42 2

    • To tez jest mozliwe (1)

      Od samego początku w tej grupie są zawodowi strażacy, ktorzy dodatkowo szkoła psy, oraz ochotnicy.
      Pamiętaj ze to grupa wysokospecjalistyczna i tutaj nie ma kilku zgłoszeń na dzien.
      Członkowie tej grupy pobierają wynagrodzenie jak wszyscy strażacy OSP za wyjazdy na akcje, wiec to nie jest tak ze pracują za darmo. Natomiast prawdopodobnie te niewielkie pieniądze (tu nie ma co oszukiwać, kokosów za wyjazd nie ma) wykorzystują na opiekę nad psami. Jednak odpowiednia dieta, nadzór weterynaryjny i koszty szkolenia są dość duże.

      • 0 1

      • Akurat ochotnicy z tej grupy nie pobierają ekwiwalentu za udział w akcjach.

        • 2 0

    • To faktycznie skandal

      ze nikt za to tym ludziom nie płaci. Tym bardziej, ze w skali miasta nie były by to duże pieniądze, a można by było wyszkolić więcej psów i więcej ratowników.
      Władze miasta od lat wydają miliony na bzdury, a tysięcy na rzeczy potrzebne nie ma

      • 6 0

  • (2)

    Phiii kot tez tak potrafi, nawet i lepiej, ale mu sie nie chce.

    • 11 7

    • Kot cię jeszcze dobije :D dla beki :D

      • 6 3

    • Bo jest zwyklym zebrakiem, tylko z ogonem.

      • 2 2

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.