Grupę 27 osób niszczących plakaty wyborcze jednej z kandydatek PO zauważyli strażnicy miejscy obsługujący kamery gdańskiego monitoringu. Dla części zorganizowanych "wyborczych wandali" sprawa skończyć się może aresztem lub grzywną.
jeżeli wiszą zgodnie z prawem, to nie
15%
czasami mogą rozpraszać kierowców
8%
tak, ich wieszanie jest bez sensu, jest ich tak wiele, że i tak ludzie nie zapamietają w ten sposób żadnych kandydatów
77%
Grupa upatrzyła sobie plakaty
Żanety Geryk, kandydatki niezależnej, startującej jednak do Rady Miasta Gdańska z listy Platformy Obywatelskiej. -
Po informacji od straży policja w piątkowy wieczór od razu pojawiła się na miejscu, czyli na ul. Kanapariusza
. Uczestników zdarzenia wylegitymowano. Według naszych ustaleń plakaty aktywnie zrywało i niszczyło pięć osób w wieku od 13 do 23 lat - mówi aps.
Magdalena Michalewska z Komendy Miejskiej Policji w Gdańsku.
Większość z 27-osób, które wchodziły w skład grupy, to młodzi i bardzo młodzi mężczyźni. Był jednak z nimi 50-letni gdańszczanin. Policja sprawdza, czy był on formalnym "opiekunem" grupy. Wiadomo za to, że część z mężczyzn miała ze sobą aparaty i fotografowała wyczyny swoich kolegów. W najbliższych dniach podejrzani i świadkowie zostaną przesłuchani.
Policja może potraktować niszczenie plakatów zarówno jako uszkodzenie mienia, jak i niszczenie materiałów wyborczych. W obu wypadkach grozi za to kara grzywny do 5 tys. zł lub areszt do 30 dni. Kary te na pewno nie będą jednak dotyczyć nieletnich wandali - nimi zajmie się sąd rodzinny.
Gdańska PO już wcześniej narzekała na niszczenie plakatów wyborczych. Wcześniej wandali nie udawało się jednak złapać za rękę. Istnieje też jednak druga strona medalu - Platforma przeprowadziła ostatnio zmasowany plakatowy atak na gdańskie ulice, często wieszając plakaty w miejscach, w których jest to zabronione (np. na słupach znaków drogowych i w miejscach, w których zasłaniają takie znaki). Zdarzały się więc sytuacje, że wolontariusze pracujący dla danego kandydata plakatowali jakieś miejsce, a inni wolontariusze, wysłani przez komitet wyborczy, zdejmowali plakaty zawieszone w sposób nielegalny.
-
Zdajemy sobie sprawę z tego, że plakaty pojawiają się czasem w miejscach, w których nie powinno ich być i bardzo nad tym ubolewamy. Mogę zapewnić, że mamy narzędzia, aby osoby rozwieszające je w ten sposób dyscyplinować - mówi
Magdalena Bogumił, szefowa komitetu wyborczego PO.
Jednak na pytanie, czy kogoś już "zdyscyplinowano" i w jaki sposób, pani Magdalena odpowiadać nie chce. -
Wolałabym nikogo nie wskazywać palcem i nie wchodzić w szczegóły - mówi.