Fakty i opinie

stat

Ostatnie pławienie czarownicy

artykuł historyczny
Pławienie czarownicy na siedemnastowiecznej rycinie angielskiej.
Pławienie czarownicy na siedemnastowiecznej rycinie angielskiej.
Scena sądu nad czarownicą z filmu "Monty Python i Święty Graal" dobrze pokazuje mentalność średniowiecznych Europejczyków. - Co jeszcze się pali? - zapytał sędzia. - Więcej czarownic! - odwrzasnął tłum.
Scena sądu nad czarownicą z filmu "Monty Python i Święty Graal" dobrze pokazuje mentalność średniowiecznych Europejczyków. - Co jeszcze się pali? - zapytał sędzia. - Więcej czarownic! - odwrzasnął tłum. mat. prasowe

Mania "polowania na czarownice", która ogarnęła Europę na przełomie średniowiecza i epoki nowożytnej, niestety nie ominęła także Gdańska. Wstyd się przyznać, ale na Pomorzu ostatnią "wiedźmę" zamordowano w XIX wieku...



Procesy czarownic połączone z bardzo swoistymi "technikami" przesłuchań, jak tortury czy "pławienie", upowszechniły się zwłaszcza pod wpływem słynnej książki "Młot na czarownice" (Malleus Maleficarum) spisanej przez dwóch niemieckich dominikanów.

Również w Gdańsku, od połowy XVI wieku zdominowanym przez wyznawców Lutra i Kalwina, oskarżono o uprawianie czarownictwa i zgładzono niejedną kobietę. Ostatnią z nich była sędziwa Anna Krüger, która w połowie XVII w. mieszkała na Starym Mieście. Początkowo nie przyznawała się do konszachtów z siłą nieczystą, przeciwnie, zapewniała o swojej pobożności i regularnych wizytach w kościele. Starczyło jednak zawlec ją do izby tortur, by - na sam widok zgromadzonych tam przyrządów - wyznała winę, polegającą na wielokrotnym obcowaniu z nieczystym duchem o imieniu Klaus. Temuż Klausowi miała zapisać swą duszę. Nieszczęsna staruszka została skazana na śmierć na stosie. Egzekucja odbyła się na Targu Drzewnym w 1659 roku i tak się złożyło, że w samym Gdańsku więcej "czarownic" już nie wykryto.

Polowanie na nie trwało jednak w najbliższej okolicy. W 1664 r. trzy wieśniaczki z Oliwy, z których najmłodsza liczyła sobie 26 lat, po torturach, "pławieniu" i procesie zostały ścięte (co uważano za akt łaski), a ich zwłoki spalono. W 1705 r. przed sądem miasta Wejherowa oskarżono Elżbietę Mieskową. Proces, opisany ze szczegółami przez Jerzego Sampa, zakończył się posłaniem na stos nie tylko oskarżonej, ale też innych kobiet, których nazwiska Mieskowa podawała w trakcie przesłuchań.

W epoce oświecenia wiara w czarownice, a przynajmniej w konieczność palenia ich na stosach, uległa osłabieniu. W Wielkiej Brytanii prawo z 1735 r. znosiło możliwość skazywania za rzekome praktyki czarnoksięskie. Poszczególne przypadki mordowania rzekomych czarownic w różnych krajach Europy zdarzały się jednak jeszcze przez cały XIX wiek.

W naszych stronach ponurym skandalem były wydarzenia z 1836 r. w dzisiejszych Chałupach na Półwyspie Helskim. W osadzie tej, noszącej wówczas nazwę "Ceynowa", rybak Jan Kąkol cierpiał od dwóch lat z powodu puchliny wodnej. Żona chorego sprowadziła z Pucka znachora, który podjął próbę leczenia. Był nim niejaki Stanisław Kamiński, kilkakrotnie od 1825 r. karany przez ówczesne władze za nielegalne praktyki znachorskie, który zaledwie cztery tygodnie wcześniej wyszedł z więzienia.

Jedną z mieszkanek osady była 51-letnia Krystyna Ceynowa, wdowa po rybaku, wychowująca kilkoro dzieci w różnym wieku. Nie cieszyła się chyba sympatią sąsiadów i na swoje nieszczęście nie umiała trzymać języka za zębami, gdy bowiem ośmiodniowa terapia zastosowana przez Kamińskiego nie przyniosła rezultatów, ośmieliła się podać jego umiejętności w wątpliwość. W odpowiedzi Kamiński oskarżył Ceynowę o rzucenie na chorego złego czaru.

Mieszkańcy osady od razu uwierzyli oskarżeniom i wraz z Kamińskim poturbowali oskarżoną, próbując zmusić ją do "zdjęcia czaru" i uzdrowienia Kąkola. Oczywiście ofiara nie była w stanie tego dokonać. Wówczas Kamiński zarządził publiczne pławienie czarownicy. Ośmiu mężczyzn wywiozło ją łodzią na Zatokę Pucką i wrzuciło do wody. Nieszczęsna unosiła się na wodzie (było to zapewne spowodowane przez noszone dawniej wielowarstwowe spódnice), co dla oprawców było ewidentnym dowodem jej winy. Wyczerpana i zmaltretowana kobieta sama zaczęła prosić o śmierć, a potem straciła przytomność. Kamiński zadał jej jeszcze kilka ciosów nożem i porzucił w płytkiej wodzie przy brzegu.

Zbrodnia miała jeszcze groteskowo-tragiczny epilog: w osadzie usłyszano piejącą kurę. Mieszkańcy odczytali to jako znak, że duch zgładzonej czarownicy wszedł w kurę i jeśli się w tym nie przeszkodzi, to w najbliższym czasie śmierć czeka kogoś z właścicieli feralnego kurnika. Gromada mieszkańców rzuciła się łapać ptaka, a następnie dokonała uroczystej egzekucji, wieszając go na drzewie.

Zamordowana Krystyna miała krewnych, który nie zdążyli stanąć w jej obronie, ale zgłosili zbrodnię pruskim władzom. Kamiński i dziewięciu najbardziej aktywnych uczestników samosądu zostali aresztowani i skazani na wieloletnie więzienie. Karę poniósł nawet ówczesny właściciel osady, Gustav von Below z Rzucewa, który musiał zapłacić 600 talarów za dopuszczenie do tych wydarzeń.

Cały incydent zyskał szeroki rozgłos i został wykorzystany do kompromitacji kaszubskich rybaków, jako ludu ciemnego i prymitywnego. Autorzy niemieccy twierdzili, że jest to dziedzictwo braku oświaty przed zaborem Pomorza przez Prusy; z kolei autorzy polscy (już w XX wieku) obarczali pruską administrację odpowiedzialnością za zaniedbania w tej dziedzinie. Pozytywnym skutkiem afery było powstanie w wiosce szkoły powszechnej. Odtąd na Kaszubach czarownice można spotkać już tylko w folklorystycznych powiastkach i w twórczości ludowej.


Marcin Stąporek - autor artykułu pracował w Muzeum Archeologicznym w Gdańsku i Wojewódzkim Urzędzie Ochrony Zabytków w Gdańsku. Obecnie jest pracownikiem Biura Prezydenta Gdańska ds. Kultury. Jest historycznym publicystą związanym z gdańską Akademią Rzygaczy.
Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (131)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.