Tajemnica diamentówna podstawie książki Martina Widmarka i Heleny Willis pierwszego tomu z serii "Biuro detektywistyczne Lassego i Mai"Tłumaczenie: Barbara GawrylukSpektakl dla dzieci w wieku: od 6 lat.Spektakl "Tajemnica diamentów" to kryminał w stylu Agathy Christie dla najmłodszych, dzieci w wieku od 6 lat. Jest złodziej, są podejrzani i para sprytnych detektywów. Przedstawienie zawiera elementy interakcji z publicznością - aktorzy wcielają się w role dziennikarzy, którzy nie tylko opisują perypetie głównych bohaterów, ale razem z widzami prowadzą śledztwo. Zbierają poszlaki, prowadzą wywiady, wyciągają wnioski. Młodzi widzowie sami mogą się poczuć jak detektywi lub dziennikarze.Inscenizację wzbogaca miniaturowa szczegółowa makieta miasteczka, którego architektura nawiązuje do charakterystycznych budowli Gdańska. Po ulicach miasteczka porusza się kamera rejestrująca wybrane sceny - śledzi losy głównych bohaterów, a także niebezpieczny pościg policyjny za samochodem przestępcy.Przedstawienie jest pełne humoru, dynamiczne, zaskakujące i nieszablonowe, dzięki czemu zaciera się granica między sceną, a publicznością. Będzie to też pierwszy odcinek serialu teatralnego dla dzieci, którego następna część, zatytułowana "Tajemnica kina" będzie miała premierę na jesieni.Seria "Biuro detektywistyczne Lassego i Maji" jest międzynarodowym bestsellerem, przetłumaczonym na ponad 20 języków. Do tej pory sprzedała się w nakładzie 2,5 miliona egzemplarzy na całym świecie. Kolejne tytuły serii od kilku lat wybierane są książką roku przez szwedzkie Jury Dziecięce, czyli niemal 50 000 głosujących dzieci, a tym samym nie schodzą w Szwecji z list bestsellerów. Widmarkowi udało się nawet zdetronizować Astrid Lindgren na liście najpopularniejszych pisarzy detektywistycznych książek dla dzieci."Biuro detektywistyczne Lassego i Maji" opowiada o dwójce przyjaciół z klasy, Maji i Lassem, którzy zakładają agencję detektywistyczną i pomagają rozwiązywać zagadki w fikcyjnym miasteczku Valleby.
W Gorącej Wodzie Kompani - improwizatorzy, gotowi do zaimprowizowania wydarzenia rozrywkowego w oparciu o pomysły i sugestie widzów. Ich spektakle nie posiadają scenariusza, nie są reżyserowane.
To nie jest filmW długi majowy weekend we foyer Teatru Miejskiego w Gdyni trwały intensywne przygotowania do spektaklu muzycznego "To nie jest film", tworzonego przez Roberta Glińskiego oraz jego podopiecznych z Gdyńskiej Szkoły Filmowej.Trzy młode i zdolne trójmiejskie aktorki (Emilia Komarnicka, Justyna Bartoszewicz i Anna Kociarz) wraz z reżyserem chcą pokazać, jak silnym medium jest piosenka filmowa. Piosenki, które zostaną zaprezentowane na scenie to utwory z filmów powojennych.Robert Gliński o spektaklu: Piosenki w sensie konwencji, pomysłów, kompozytorów były bardzo różnorodne. Mamy tu kompozytorów wspaniałych, takich jak Zygmunt Konieczny, Krzysztof Komeda, Hanuszkiewicz, Satanowski, Kilar i inne fantastyczne nazwiska, oraz wspaniałe filmy, do których te piosenki zostały napisane - "Pożegnania" Hasa, "Kariera" Skolimowskiego czy "Jańcio Wodnik" Kolskiego. To filmy, które świetnie zapisały się w historii polskiego kina.Spektakl cechuje bardzo różnorodny repertuar, mający widza i rozbawić, i wzruszyć. Emilia Komarnicka, zapytana o to, w jakich klimatach łatwiej odnaleźć jej siebie odpowiada: "Jednak lepiej czuję się w piosenkach bardziej emocjonalnych. Zresztą jak jest dobry materiał, to aktor ma się od czego odbić". O czym widz może przekonać się na własnej skórze słuchając jej naładowanego emocjami wykonania piosenki "Nasze ostatnie bolero" z filmu "Schodami w górę, schodami w dół".Skąd intrygujący tytuł? "Mówi się potocznie, że "życie jak jest film", "życie jak z filmu" i ten tytuł wynika właśnie z takiej relacji między filmem, a życiem. Te piosenki nie są fikcją. Opowiadają o prawdziwych emocjach, miłości, zdradzie, stracie, odejściu, kłopotach, nienawiściach. To życie ma być taką pożywką dla innych sztuk, m.in. dla filmów. Film nam się kojarzy z pojęciem fikcji, jakieś ucieczki, czegoś nieprawdziwego. A my chcemy powiedzieć, że "to nie jest film", to jest prawdziwe życie." - mówi Robert Gliński.Studenci Gdyńskiej Szkoły Filmowej przygotowali znakomite