Teatr Miejski zagrał spektakl-prezent dla Gdyni

Łukasz Rudziński
8 marca 2026, godz. 13:15
Opinie (56)
W spektaklu "Gdynia. Fordewind" miasto to poznaje Goldie (Marta Kadłub), przyjezdna, która zamierza o nim pisać.

Wiatr od rufy, czyli fordewind, znalazł się w tytule spektaklu-prezentu, jaki miasto Gdynia "otrzymało" od Teatru Miejskiego w Gdyni. Spektakl "Gdynia. Fordewind", wyreżyserowany przez Darię Kopiec, obfituje w udane momenty, ale usiłowano w nim pomieścić za dużo, co wraz z muzyczną formułą nie zawsze się sprawdza.



Główną bohaterką przedstawienia uczyniono Goldie (w tej roli Marta Kadłub) - Warszawiankę, która przyjeżdża z Warszawy napisać książkę o Gdyni. To oczywiste nawiązanie do Aleksandry Boćkowskiej, autorki cyklu reportaży "Gdynia. Pierwsza w Polsce", głównej literackiej inspiracji przedstawienia.

SPEKTAKLE Co grają w trójmiejskich teatrach

Moby Dick
6.5
paź 7-10

Moby Dick

spektakl muzyczny
Teatr Muzyczny
Żabusia
7.5
paź 8

Żabusia

spektakl teatralny
Scena Kameralna
Misery
6.8
paź 9-10

Misery

spektakl teatralny
Teatr Miejski

Dzięki temu w adaptacji cenionego dramatopisarza Artura Pałygi znajdziemy wiele historycznych perełek, jak choćby opowieść o otwartym basenie na Polance Redłowskiej, który służył mieszkańcom jako kąpielisko latem, a zimą trzymano w nim... karpie na święta.

Wiele motywów z książki Boćkowskiej - informacje o początkach Gdyni, ulicy Świętojańskiej, szkutniku Mieczysławie Plucińskim, Sea Towers, zdarzeniach Grudnia '70 czy emerytce Helenie Łobińskiej, walczącej o zmianę trasy autobusu na Witominie - przywołano w formie krótkich epizodów, piosenek, a niekiedy też bardziej rozbudowanych scen (wątek Mieczysława Plucińskiego, granego przez Grzegorza Wolfa).

Towarzyszem Goldie staje się pogrążony w kryzysie twórczym Silverman (Piotr Michalski, w środku), na zdjęciu w objęciach urzędników sugerujących mu, co ma tworzyć.
Goldie w kostiumie imitującym syrenkę warszawską (bardzo zróżnicowane, często fantazyjne kostiumy, wyglądające jak z wybiegu pokazu mody, zaproponowała Patrycja Fitzet) spotyka Silvermana (Piotr Michalski), reżysera w kryzysie twórczym. Oboje poznają się przypadkowo na gdyńskiej plaży. Później stale spotykają się właściwie poza głównym nurtem zdarzeń, w których Goldie usiłuje wyłuskać z fascynującego ją miasta jakąś narrację do swojej książki.

Losy basenu na Polance Redłowskiej Losy basenu na Polance Redłowskiej
Jej przewodniczką po Gdyni jest właścicielka apartamentu, który dziewczyna wynajmuje. Osobliwa, nieco ekscentryczna gospodyni (Elżbieta Mrozińska) wprowadza Goldie do świata gdyńskiej śmietanki towarzyskiej, w której napuszone towarzystwo zażywa kąpieli słonecznych podczas urodzinowego spotkania z okazji 100-lecia miasta. Prym wiedzie tu deweloper Sebastian (zabawny w tej roli Jacek Bała), roztaczający przed Goldie świetlane wizje nowych inwestycji i zawsze gotowy do wręczenia "taktycznej" białej koperty z zawartością...

Kluczową bohaterką przedstawienia jest też tajemnicza gospodyni w znakomitym wykonaniu Elżbiety Mrozińskiej.
Oczywiście nie brakuje cierpkich uwag pod kątem przyjezdnej, która zamierza pisać o Gdyni, zupełnie jej nie znając, oraz tonującego entuzjazm malkontenta, Psujzabawy Tomasza (granego przez Szymona Sędrowskiego), ostentacyjnie kontestującego argumenty za tym, że Gdynia to najlepsze miejsce do życia w Polsce.

Są żarty z gdyńskiej strefy prestiżu i krzyżackiego Gdańska, jest próba dotknięcia historii miasta i jego fenomenu, wreszcie ambicja opowiedzenia historii przyjezdnej, która zakochuje się w mieście, nawiązując przy tym bliską relację z błąkającym się tutaj w poszukiwaniu sensu życia artystą.

Dodając do tego muzyczną, momentami musicalową formę, to tego wszystkiego po prostu jest za dużo. Reżyserka Daria Kopiec umiejętnie buduje dramaturgię w początkowych momentach spektaklu, posiłkując się znakomitym spoiwem dla tych wszystkich praktyk - dowcipem.

Spektakl ma formę antymusicalu, w którym forma musicalowa użyta jest w groteskowo-ironiczny sposób, co nie zawsze na scenie się sprawdza.
Śmiech stale towarzyszy widzom przez mniej więcej godzinę. Niestety urywa się, gdy przedstawienie zaczyna niepostrzeżenie być pracą domową na zadany temat, a na wręcz discopolowe wykonanie pieśni "Morze, nasze morze", hymnu polskiej Marynarki Wojennej i symbolu budowy portu w Gdyni, wykonywanej przecież przez lata w gdyńskich podstawówkach podczas szkolnych apelów - można już tylko miłosiernie spuścić zasłonę milczenia.

Cała metafizyka związana z wizytą w podziemnej Gdyni i spotkanie z pisarką Salcią Hałas (Agnieszka Bała) rozczarowuje bardziej formą niż treścią - nagle oglądamy anachroniczny teatr z poprzedniej epoki. Sypie się też dramaturgia scen, ucinanych kolejnymi taneczno-muzycznymi kawałkami w wykonaniu roztańczonych Fal (Weronika Nawieśniak, Martyna Matoliniec i Krzysztof Berendt) lub większości zespołu Miejskiego.

Warto podkreślić ogromne zaangażowanie całego zespołu aktorskiego w scenach zbiorowych, z najlepiej funkcjonującej w tej materii Weroniką Nawieśniak na czele (w środku).
Inscenizacja opiera się na kilku stałych elementach scenografii (autorstwa Darii Kopiec), jak dwie rybki zapożyczone z rzeźby "Trzy rybki" przy Bulwarze Nadmorskim, kawałku ściany gdyńskiego apartamentowca czy fragmentu elewacji jakiejś nadmorskiej knajpy, udekorowanej kolorowymi lampkami. Sporadycznie pojawiają się rekwizyty, takie jak leżaki czy "rowery wodne" łabędzie albo monstrualny, "trzyosobowy" płaszcz. Błękit i turkus dominujące w kolorystyce wraz z motywami marynarskimi wprost odnoszą się do nadmorskiego charakteru miasta.

Wiele prostych, bardziej przystających do Sceny Letniej w Orłowie niż Dużej Sceny Miejskiego układów choreograficznych przygotował Michał Przybyła. W tańcu zdecydowanie najlepiej radzi w nich sobie Weronika Nawieśniak, która bardzo wyraźnie w tym aspekcie dominuje nad resztą zespołu Miejskiego. Postawienie na śpiew - jako jednego z głównych środków wyrazu - również niesie za sobą duże ryzyko, bo wielu aktorów tego teatru do wybitnych śpiewaków nie należy, co nie zawsze udało się tym razem skutecznie ukryć.

Oprócz choreografii Michała Przybyły w spektaklu wyreżyserowanym przez Darię Kopiec ważną rolę odgrywają też fantazyjne kostiumy Patrycji Fitzet.
Bardzo ciekawy i nieoczywisty duet tworzy Marta Kadłub z Piotrem Michalskim, między którymi na scenie jest prawdziwa chemia. Świetna w roli gospodyni jest Elżbieta Mrozińska, potrafiąca przykuć uwagę mało istotnym epizodem, a - zapożyczone z książki Aleksandry Boćkowskiej - skojarzenie Gdyni ze 100-letnią staruszką jest nowatorskie i nietypowe w myśleniu o tym mieście i przy okazji znakomicie przez Mrozińską zagrane.

Jak dodamy do tego ciekawą, przyjemną, wpadającą w ucho muzykę Aleksandry Gronowskiej, to otrzymujemy spektakl bardzo nierówny, z bardzo udanymi akcentami aktorskimi (warto podkreślić ogromne zaangażowanie całego zespołu Miejskiego), ale nieco przygnieciony skalą podjętych tematów, które śmiało można by rozdzielić na kilka przedstawień.

Mit Gdyni wciąż żywy? Dyskusja o książkach A. Boćkowskiej i G. Piątka Mit Gdyni wciąż żywy? Dyskusja o książkach A. Boćkowskiej i G. Piątka
Dopóki grotesce towarzyszy dowcip, przedstawienie ogląda się naprawdę dobrze. Szkoda, że Daria Kopiec i Artur Pałyga z czasem gubią podszyte życzliwym dystansem poczucie humoru. Tytułowy wiatr w plecy w "Gdynia. Fordewind" zwiał nieco spektakl na mieliznę, jednak każdy Gdynianin odnajdzie w nim wiele ciekawych smaczków związanych z jego miastem.

Zdjęcia Teatr Miejski zagrał spektakl-prezent dla Gdyni

Spektakl

Miejsca

Spektakle

W temacie: 100-lecie Gdyni. 100. urodziny Gdyni

Opinie wybrane

Wszystkie opinie (56)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Najnowsze