Królowe tańca i śpiewu rządziły Gdynią
-
Lubię to
-
Super
-
Trzymaj się
-
Ha ha
-
Wow
-
Przykro mi
-
Wrr
- Wszystkie 0
Dlaczego Globaltica to fantastyczny festiwal?
Tegoroczna Globaltica musiała się zmierzyć z nie lada problemami. Choroba lidera wykluczyła udział zespołu Kal z Serbii, a kłopoty wizowe zatrzymały na granicy dwójkę muzyków zespołu Mose Fan Fana. Mimo to festiwal zgromadził tłumy ludzi, którzy doskonale się bawili przy dźwiękach muzyki z całego świata.
Mahotella Queens - królowe tańca i śpiewu.
Tańczyli też Gruzini z Chveneburebi...
...pląsała i publiczność.
Z Afrykankami mógł się równać tylko francuski Watcha Clan, którego występ zakończył się w sobotę po północy i był najbardziej energetyczną propozycją festiwalu. Marsylczycy w porywający sposób zaserwowali melanż dźwięków algierskich, żydowskich i bałkańskich opartych o elektroniczne (m.in. drum'n'basowe) bity. W ich utworach można było usłyszeć też hard-rockową gitarę elektryczną i agresywne syntezatory. Czwórka muzyków fantastycznie bawiła się na scenie, co rusz zmieniając instrumenty, razem śpiewając i tańcząc. Ta niezwykła energia udzieliła się także widzom (choć dla starszej publiczności klubowe rytmy okazały się zbyt nachalne).
Król kongijskiej rumby Mose Fan Fan nie poradził sobie psychicznie ze stratą dwóch muzyków, jaką poniósł podczas odprawy paszportowej. Mimo że frontman i perkusjonalista dawali z siebie wszystko, sam lider, delikatnie mówiąc, nie przejawiał entuzjazmu na scenie. Mose Fan Fan nie pojawił się podczas gdy zespół wyszedł na bis. Mimo to publiczność bawiła się świetnie, wykonując razem z wokalistą kongijskie (?) układy choreograficzne (choć skąd w Afryce "pozycja kangura", tego nikt nie wie). W pewnym momencie zespół na scenę zaprosił dwie dziewczęta (ostatecznie weszło pięć), które wzięły udział w spontanicznym konkursie "You can dance".
Dużym zaskoczeniem był występ kaszubskiego klezmer-bandu Bubliczki, który w trybie awaryjnym zastąpił cygański Kal. Zespół występował na Globaltice dwa lata temu i wówczas pozostawił po sobie nie najlepsze wrażenie. Okazało się, że Bubliczki odrobiły pracę domową. Zespół zrobił niewiarygodny postęp, a bałkańska sekcja dęta (trąbka, puzon, saksofon) porwały do tańca całą publiczność festiwalu. Czarnowski i spółka to wulkan kipiący energią, którego nie powstydziłby się żaden festiwal z muzyką etniczną. I choć występ tracił na energii podczas wykonywania partii wokalnych przez lidera, to i tak: czapki z głów.
Trochę szkoda, że na Globaltice tak mało jest zespołów wychodzących poza granice swojej "strefy komfortu". Zabrakło zespołów, które mieszałyby tradycję z nowoczesnością, szukały nowych brzmień czy to w muzyce elektronicznej czy jazzie. Mimo to uwielbiam globalticową atmosferę, na którą składają się pozytywna muzyka, radośni ludzie, piękna przyroda i jedzenie (ech te racuchy, ile trzeba było po nie stać w kolejce!).
Na zakończenie festiwalu w Teatrze Muzycznym zaprezentowała się Claudia Aurora - wschodzący głos portugalskiego fado. Urodzona w Porto, muzycznie dojrzała w Bristolu (tam też nagrała swoją debiutancką płytę i znalazła dwójkę z czworga towarzyszących jej muzyków). Brak klimatyzacji sprawił, że na koncercie panował klimat iście tropikalny. Urok portugalskiej śpiewaczki i lekkość, z jaką zespół wykonywał kolejne piosenki pozwoliły jednak przetrwać publiczności półtoragodzinny występ w dobrych nastrojach. Warto było - na bis zespół wykonał utwór "Primavera" bez mikrofonów, stojąc dosłownie metr od widowni. Ten intymny występ dał widzom możliwość przeniesienia się w przestrzeni do jednego z domów fado, gdzie tak właśnie, akustycznie, wykonuje się te pieśni. To było piękne zakończenie Globaltiki.
-
Lubię to
-
Super
-
Trzymaj się
-
Ha ha
-
Wow
-
Przykro mi
-
Wrr
- Wszystkie 0
Publiczność podczas festiwalu bawiła się nie tylko pod sceną.
-
Lubię to
-
Super
-
Trzymaj się
-
Ha ha
-
Wow
-
Przykro mi
-
Wrr
- Wszystkie 0
Kosmiczna energia, niesamowita charyzma i porywający wokal to elementy występu grupy Mahotella Queens.
