- 1 Festiwal odwołany przez zalegający śnieg? (210 opinii)
- 2 DLDKP: wielka impreza walentynkowa (8 opinii)
- 3 Tłumy na Targach Ezoterycznych (59 opinii)
- 4 Trzeci dzień Remconu odwołany (35 opinii)
- 5 "Wichrowe wzgórza": Wieje nudą i chłodem (22 opinie)
- 6 Widowiskowy pokaz na fasadzie UM (43 opinie)
Przebojowy koncert z piosenkami Zbigniewa Wodeckiego w Operze Leśnej
W niedzielny wieczór w Operze Leśnej odbył się koncert zamykający tegoroczny sezon w Sopocie, którego program wypełniły największe przeboje Zbigniewa Wodeckiego w nowych aranżacjach. Choć poziom artystyczny był wysoki, przydługie wystąpienia konferansjerów sprawiały, że energia koncertowa spadała, a chwilami całkowicie przygasała. - Artura Andrusa uwielbiam, ale kupiłam bilet na koncert, a nie na jego stand-up. Zupełnie innych wrażeń się spodziewałam - komentowała jedna z uczestniczek.
- Widownia pełna, włącznie z balkonem
- Wodecki "na nowo" w znakomitym wykonaniu chóru Music Everywhere
- Okazji do pośpiewania nie brakowało
- Jeszcze konferansjerka czy już stand-up?
- Energetyczny finał, bisy, ale bez "Pszczółki Mai"
- Po koncercie publiczność chce się dalej bawić, ale nie ma gdzie
Widownia pełna, włącznie z balkonem
Dowodem na to, że publiczność niezmiennie uwielbia i chce słuchać piosenek Wodeckiego, jest bez wątpienia frekwencja - podczas niedzielnego koncertu widownia Opery Leśnej była wypełniona niemal do ostatniego miejsca, z balkonem włącznie. Dodatkową zachętą była oczywiście cena i fakt, że posiadacze Karty Sopockiej tradycyjnie za bilety płacili mniej - na inne koncerty dotowane przez miasto również mogą liczyć na zniżkę. Szkoda, że Gdańsk i Gdynia nie biorą w tej kwestii przykładu z Sopotu, bo - jak widać - takie rozwiązanie rozwiązuje problem z frekwencją i jest miłym gestem wobec podatników. No ale do rzeczy...
Wodecki "na nowo" w znakomitym wykonaniu chóru Music Everywhere
Koncert tradycyjnie rozpoczęto od Hejnału Sopotu. Po nim zabrzmiała - zgodnie z obietnicą zawartą w tytule wydarzenia - Aria na strunie G Jana Sebastiana Bacha, która płynnie przeszła w składankę najpopularniejszych motywów z piosenek Zbigniewa Wodeckiego. Publiczność była podekscytowana tą muzyczną zagadką w konwencji "jaka to melodia", a ci, którzy po pierwszych dźwiękach rozpoznawali znany przebój, natychmiast wykrzykiwali jego tytuł.
W programie znalazły się piosenki Zbigniewa Wodeckiego w nowych, chwilami bardzo odbiegających od oryginału aranżacjach. Jak np. "Panny mego dziadka" czy "Zabiorę cię dziś na bal" w fantastycznym wykonaniu Chóru Music Everywhere przygotowanego przez Beatę Śnieg, z towarzyszeniem Orkiestry Polskiej Filharmonii Kameralnej Sopot pod dyr. Szymona Morusa. Śpiewacy tradycyjnie znakomicie spisali się nie tylko wokalnie (cóż za dykcja!), ale też zachwycali wizualnie, zarówno jeśli chodzi o kostiumy, jak i choreografie, które ich popisom wokalnym dodawały jeszcze większej atrakcyjności.
Znakomitą podstawę do wokalnych popisów zapewniła Orkiestra Polskiej Filharmonii Kameralnej Sopot pod dyr. Szymona Morusa, która brzmiała tego wieczoru fenomenalnie.
Okazji do pośpiewania nie brakowało
Choć słuchało się tego z ogromną przyjemnością, to nie wszystkim nowe aranżacje przypadły do gustu:
- Po co w ogóle zmieniać coś, co jest idealne - komentował w trakcje koncertu jeden ze słuchaczy. - Przyszliśmy posłuchać piosenek Wodeckiego, a chwilami miałem wrażenie, że coś pierwszy raz słyszę, choć słowa piosenki sugerowały, że jest to coś, co znam.
Publiczność gromkimi brawami nagradzała też występy solistów - Kasi Moś oraz Sławka Uniatowskiego, który dołączył do wokalistki pod koniec pierwszej części koncertu. Tu aranżacje już zdecydowanie bardziej przypominały "dobrze znane utwory", więc miłośnicy tego, "co dobrze znają", powinni być ukontentowani. Tym bardziej że w wykonaniu solistów wysłuchaliśmy m.in. takich przebojów, jak "Z tobą chcę oglądać świat", "Opowiadaj mi tak" czy tytułowe "Zacznij od Bacha.
Konkursy w Trojmiasto.pl - zobacz, co można wygrać
Jeszcze konferansjerka czy już stand-up?
Prowadzenie koncertu powierzono doświadczonym konferansjerom - Magdzie Miśce-Jackowskiej oraz satyrykowi Arturowi Andrusowi, na co początkowo publiczność zareagowała bardzo entuzjastycznie, bo gwarantowało to sporą dawkę dobrego humoru. I faktycznie, długich przerywników mówionych nie brakowało. Nie wszyscy uznali to jednak za atut.
- Uwielbiam Artura Andrusa, ale przyszłam na koncert, a nie na jego stand-up. Nastawiłam się na zupełnie inne wrażenia - komentowała jedna z uczestniczek koncertu po jego zakończeniu. - W takich warunkach trudno rozkręcić zabawę na widowni, bo co publiczność zaczyna się bawić, wychodzą konferansjerzy i serwują zupełnie inną energię. Gdy po takiej długiej konferansjerskiej wstawce artyści zaczynali grać kolejny utwór, musieli rozgrzewanie publiczności zaczynać od nowa. A my przecież przyszliśmy się pobawić, poszaleć przy znanych hitach, może nawet pośpiewać. A co się rozgrzaliśmy, konferansjerzy nas tonowali.
Nie brakowało jednak osób, którym taka rozbudowana konferansjerka przypadła do gustu, czego dowodem były żywiołowe reakcje na żarty Artura Andrusa oraz włączanie się do aktywności, które inicjował.
Energetyczny finał, bisy, ale bez "Pszczółki Mai"
Dla chcącego nie ma jednak nic trudnego - kto chciał się bawić, ten się bawił, a przestrzeń za ostatnimi siedzeniami na balkonie okazała się fantastycznym parkietem tanecznym.
Choć podczas koncertu zdarzały się momenty energetycznie słabsze, to finał - jak na finał przystało - był gorący i podniósł publiczność z miejsc. Bo jak tu spokojnie siedzieć przy dźwiękach "Chałupy welcome to".
Na bis powtórzono i "Chałupy", i "Panny mego dziadka". Było to dość zaskakujące, bo piosenek w programie nie było aż tak wiele, żeby nie móc odwdzięczyć się publiczności za owacje czymś nowym. Tym bardziej że Zbigniew Wodecki miał repertuar tak obszerny.
Publiczność najwyraźniej była podobnego zdania, bo - po ostatnim z bisów - słuchacze zaczęli skandować "Pszczółka Maja". Tego życzenia artyści niestety nie spełnili.
-
Lubię to
-
Super
-
Trzymaj się
-
Ha ha
-
Wow
-
Przykro mi
-
Wrr
- Wszystkie 0
Fragment koncertu nadesłany przez naszego czytelnika
Po koncercie publiczność chce się dalej bawić, ale nie ma gdzie
Niedzielny wieczór był piękny i ciepły, a że koncert zakończył się przed godz. 21, nie chciało się tak szybko wracać do domu. Wiele osób - licząc na to, że przedłużą sobie zabawę - udało się w tym celu na ulicę Bohaterów Monte Cassino. Okazało się jednak, że większość restauracji albo już jest zamknięta, albo do zamknięcia się szykuje, więc nowych gości nie obsłuży.
Przypomnę, że na widowni Opery Leśnej tego wieczoru bawiło się kilka tysięcy osób. Dlaczego restauracje nie chciały tej okazji wykorzystać i wydłużyć pracy choćby o godzinę? Podobnie rzecz się ma w Gdańsku, po koncertach w Filharmonii Bałtyckiej. Tam również nie ma szansy na przedłużenie wieczoru np. kolacją w restauracji, bo lokale szybko są zamykane.
Miejsca
Zobacz także
Opinie wybrane
-
2024-09-09 08:23
Ogólnie koncert był fajny... (1)
...ale rozkręcił się baaardzo późno i zaraz zakończył. Pozostał niedosyt
- 32 1
-
2024-09-09 16:57
W punkt!
- 2 0
-
2024-09-09 08:46
Piękny koncert.
Trochę sentymentalny, ciekawe aranżacje, super.
- 9 12
-
2024-09-09 08:12
Wrażenia pozytywne, ale... (3)
Ale:
1. Chór był świetny, ale przyćmił wszystko dookoła. W kulminacyjnych momentach nie było słychać ani solistów, ani orkiestry, ani bandu.
2. Soliści niestety byli nieprzygotowani. Uniatowski śpiewał cudnie, Kasia Moś też przyzwoicie. Ale niestety dużo się mylili. Chyba w ogóle nie mieli próby z orkiestrą.
Mi się osobiście konferansjerka podobała ;)- 31 4
-
2024-09-09 09:47
Próba Kasi była na próbie co widać w mediach społecznościowych (2)
- 1 1
-
2024-09-09 10:05
(1)
Ale i tak zapomniała dwa razy tekstu. Raz pomyliła, a raz całkowicie uciekł jej tekst w piosence "Chałupy Welcome To".
- 3 0
-
2024-09-09 10:25
Odwrotnie
Kasia się nie pomyliła . To Sławek wszedł w Chałupach o kilka taktów za późno i popsuła się formuła utworu. Kasia zaśpiewała po nim, ale zaraz zaczynał się refren i pozostało takie wrażenie, że to ona się pomyliła.
- 7 0
-
2024-09-09 08:00
Wodecki tylko tłem
Mialem wczoraj sposobność bycia na tym koncercie. Specjalnie użyłem slowa sposobność bo przyjemność nie była to żadna. Idąc na koncert Tribute to Wodecki ma się określone oczekiwania . Moje niestety zostały zmiażdżone. Gdyby nie Uniatowski to ten koncert wcale nie byłby koncertem w jakikolwiek sposób oddającym tworczosc Wielkiego Wodeckiego. Chór
Mialem wczoraj sposobność bycia na tym koncercie. Specjalnie użyłem slowa sposobność bo przyjemność nie była to żadna. Idąc na koncert Tribute to Wodecki ma się określone oczekiwania . Moje niestety zostały zmiażdżone. Gdyby nie Uniatowski to ten koncert wcale nie byłby koncertem w jakikolwiek sposób oddającym tworczosc Wielkiego Wodeckiego. Chór był dobry ale w tym repertuarze kompletnie niepasujący. "Artystka" Moś kompletna porażka. Artur Andrus ktorego bardzo cenie tutaj nie pasował ze swoimi gierkami słownymi. Klasyk powidzial kiedys ze lubie filmy ktore znam. Ja nie tylko lubie piosenki ktore znam ale tu tych piosenek nie rozpoznałem...
- 17 3
Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.



