Transvizualia prowokują do poszukiwań
Transvizualia to koncerty połączone z niecodziennymi wizualizacjami...
Tegoroczny festiwal Transvizualia był zestawem dźwiękowych i wizualnych wydarzeń, które zaskakiwały przechodniów, prowokowały do poszukiwań i zmieniały percepcję przestrzeni miejskiej.
ludzie przyglądają się mi ze zdumieniem. Zwariowałem? Nie, jestem na festiwalu Transvizualia, który od środy do niedzieli trwał w całym Trójmieście.
Opisana powyżej sytuacja to Urban Audio, jeden z najciekawszych projektów prezentowanych na festiwalu. Pomysł jego autorów opiera się na prostej zasadzie - przetwarza odgłosy miasta w ambientowe drony, czyli długie, rozwlekłe, jednostajne i pozbawione melodii dźwięki. Ich natężenie narasta wraz ze zmianą hałasu w mieście, więc kiedy rozstawione receptory na ulicy Partyzantów mija pod rząd kilka samochodów, w słuchawkach słyszę miejską suitę, będącą przetworzeniem odgłosu ich silników.
Tegoroczny festiwal Transvizualia, to właśnie zestaw takich sytuacji, dźwiękowych lub wizualnych wydarzeń, które zaskakują przechodniów, prowokują do poszukiwań i zmieniają percepcję przestrzeni miejskiej. Urban Audio można było też posłuchać na Skwerze Kościuszki i przed parkingiem obok CH Batory w Gdyni. Nie zabrakło też innych atrakcji: dźwiękospacerów organizowanych przez Marcina Dymitera czy projekcji filmowych w zaskakujących miejscach. W zabytkowym budynku Banku Polskiego w Gdyni można było zobaczyć zarówno animacje, kino eksperymentalne czy teledyski, a w sopockim Lalala wziąć udział w imprezie klubowej w słuchawkach.
Program tegorocznych Transvizualiów przypominał trochę działania sytuacjonistów, francuskiego ruchu społeczno-artystycznego, działającego w latach 50. ubiegłego wieku we Francji. Jednym z ich postulatów było tworzenie "sytuacji" w przestrzeni miejskiej - wydarzeń powodujących zmianę jej postrzegania. W Trójmieście na tej zasadzie działają już m.in. festiwal Narracje czy Streetwaves, w tym roku dołączył do nich festiwal Transvizualia. Jeden z festiwalowych wydarzeń projektów - Video Riot, czyli wizualizacje wyświetlane z okna przemieszczających się po mieście samochodów na ścianach budynków - jest najlepszym tego potwierdzeniem.
Transvizualia to również koncerty w Pomorskim Parku Naukowo-Technologicznym w Gdyni. Część z nich się sprawdza, część nie. Bo o ile występ Michała Jacaszka i Magny Fereiry z niesamowitymi wizualizacjami Sylwestra Łuczaka czy koncerty Fennesza i Marsen Jules Trio nadawały się do tej przestrzeni, o tyle klubowej odsłonie festiwalu, wnętrza PPNT średnio sprzyjają. Ciężko, żeby między występami - jak chociażby szalonym i kilkugodzinnym Africa Hitech - na chwilę odpoczynku chodzić do znajdującej się w kompleksie restauracji. Przestrzeń klubowa i bar wypadłyby o wiele lepiej.
Ciekawym punktem programu było zamknięcie festiwalu w nowej Synagodze w Gdańsku. Najpierw set didżejski złożony z eksperymentalnych dźwięków i nagrań terenowych zagrał tam Guy Marc Hinant z wytwórni Sub Rosa (wcześniej wygłosił swój wykład o hałasie, ciszy i słuchaniu). Później odbył się koncert Real time audio_video project, w którym grali Marcin Dymiter na urządzeniach elektronicznych, Paweł Nowicki na wibrafonie i Kuba Staruszkiewicz na perkusji. Ta improwizowana, swobodna, a czasem wręcz medytacyjna muzyka ze świetnymi, niby zwyczajnymi, ale doskonale dopasowanymi wizualizacjami Ani Witkowskiej, ciekawie zamknęła imprezę.
Piąta edycja festiwalu Transvizualia wyraźniej nakreśliła jego profil, w zasadzie równomiernie rozkładając akcenty pomiędzy występami muzycznymi (zarówno klubowymi jak i audiowizualnymi projektami), projekcjami filmowymi czy akcjami w przestrzeni miejskiej. I to dobry trop, dzięki któremu Transvizualia mają szansę jeszcze wyraźniej wypracować sobie konkretną markę na rynku polskich festiwali.
Minione pół dekady pokazuje jednak, że to wciąż impreza raczej dla lokalnego odbiorcy. Przed organizatorami ze Stowarzyszenia A Kuku Sztuka ciężka praca przy ogólnopolskiej promocji.
