Akcja ratunkowa w ACK
Ewakuacja oddziału kardiologicznego na terenie ACK - w ramach ćwiczeń przeciwpożarowych.
Trzy wozy strażackie, policja, dym na dachu, ewakuacja personelu i mnóstwo zdezorientowanych ludzi wokół budynku - tak wyglądała ewakuacja budynku nr 8 na terenie Akademickiego Centrum Klinicznego. Spokojnie, to były tylko ćwiczenia.
Akcję ratunkową na wypadek pożaru przeprowadzono w budynku, gdzie mieści się m.in. oddział kardiologiczny i centralne laboratorium kliniczne. Podczas akcji ewakuowano personel administracyjny z szóstego piętra, w sumie 12 osób, dwa manekiny i "człowieka na dachu". Dodatkowo każdy, kto tego dnia pojawił się w budynku, musiał na niecałe dwie godziny opuścić obiekt. - Przyszłam odebrać wyniki, a tu jakiś pożar - skarżyła się jedna ze starszych pacjentek.
- Celowo nikogo nie informowaliśmy o ćwiczeniach - mówi brygadier Wojciech Prusak, komendant gdańskiej straży pożarnej.- Zależało nam, żeby akcja była przeprowadzona w jak najbardziej realnych warunkach.
W budynku pozostali jedynie pacjenci i personel medyczny.
Ewakuacja człowieka z dachu. |
W ofiarę wcielił się Marian Kamiński, konserwator sprzętu przeciwpożarowego w ACK. |
W oczekiwaniu na pomoc medyczną. |
Cała akcja zaczęła się po godzinie 10. Gdy tyko dach budynku zaczął się "palić", ochrona zaalarmowała straż pożarną. Wozy strażackie przyjechały po dobrych dziesięciu minutach, zamiast - jak planowano - po trzech. Do tego, tuż przy wjeździe na placyk przed budynkiem, samochód ochrony zajechał im drogę. Pomimo tych wpadek, reszta ćwiczeń przebiegła planowo. Było i ściąganie człowieka z dachu za pomocą strażackiej drabiny, i reanimacja manekina i transport "ofiar" pożaru na oddział ratunkowy. I choć każdy się starał jak mógł, dało się odczuć, że to tylko ćwiczenia... Na szczęście.
Najwięcej emocji budziła jednak kwestia bezpieczeństwa w samym budynku. - W zeszłym roku podobną akcję przeprowadziliśmy w budynku numer 12, w tym wybraliśmy numer 8 - najtrudniejszy pod względem ochrony przeciwpożarowej budynek - mówi Andrzej Dunst, inspektor ds. ochrony przeciwpożarowej ACK.
Najtrudniejszy, bo najwyższy: wraz z piwnicą liczy 7 kondygnacji i prawie 50 metrów. Do tego, podobnie zresztą jak większość budynków ACK, jest zbudowana z łatwopalnych materiałów, a i konstrukcja do najnowszych nie należy.
Budynek jest wyposażony w system sygnalizacji przeciwpożarowej, dodatkowo na końcu każdego korytarza znajduje się para nowoczesnych klatek przeciwpożarowych, pomiędzy którymi znajduje się teoretycznie bezpieczny od ognia przedsionek, który nie jest jeszcze wyposażony w wentylację. - System odymiania powstanie w ciągu najbliższych lat - zapewnia Andrzej Dunst.
Budynek nie posiada niestety windy pożarowej. - Na szczęście zwykłe windy zasilane są z dwóch różnych źródeł, więc nawet gdy zabraknie prądu, nadal będą działać - mówi Wojciech Prusak.
- Ogólnie jesteśmy zadowoleni z przebiegu ćwiczeń - mówi Marian Hinca, dowódca Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej nr 1 w Gdańsku. - Mimo to, nie obyło się bez pomyłek - przyznaje jego szef, Wojciech Prusak.
Akcja pokazała, jak bardzo potrzebne są tego typu ćwiczenia i jak ważna jest współpraca personelu ze strażakami. Niestety, przypomniała też smutną prawdę o słabym stanie budynków ACK i, co za tym idzie, wciąż powracającym temacie braku pieniędzy.
Marzena Klimowiczm.klimowicz@trojmiasto.pl