Chore prawo do Trybunału
Ustawa o najmie lokali i dodatkach mieszkaniowych z 1994 r. stworzyła pewien ład w gospodarce mieszkaniowej. Została jednak zastąpiona - zdaniem radnych - złą, nieprecyzyjną i sprzeczną ustawą o ochronie lokatorów i mieszkaniowym zasobie gminy. Teraz gminy mają dodatkowe obowiązki - każdemu eksmitowanemu muszą zapewnić mieszkanie socjalne.
I dobrze, tylko że lokale musi dostarczać gmina, a państwo umyło ręce od pomocy finansowej. Dodatkowo pomiędzy wyrokiem eksmisyjnym, a dostarczeniem lokalu socjalnego gmina musi płacić za utrzymywanie dotychczasowego mieszkania. Do momentu wejścia w życie ustawy z 2001 r. problemy eksmisyjne i mieszkań socjalnych były zdaniem władz Gdyni realizowane w miarę na bieżąco - z poślizgiem 2 - 3 letnim.
Potem pojawiła się lawina wniosków - w tej chwili jest tu 260 orzeczonych eksmisji - potrzeba 260 dodatkowych mieszkań.
- Zostały złamane podstawowe zasady pomocniczości ujęte w przepisach międzynarodowych i w naszej konstytucji, które mówią, że w ślad za dodatkowymi obowiązkami muszą iść odpowiednie zagwarantowane udziały w dochodach publicznych - mówi Bogusław Stasiak, wiceprezydent Gdyni. - Gminy pozostawiono z tym problemem same, bo trudno uznać za pomoc przygotowany w zeszłym roku program Ministerstwa Infrastruktury, który mówi o pomocy rzędu 1 zł na mieszkańca na realizację budownictwa socjalnego i noclegowni.
Druga rzecz to zmiany w kodeksie postępowania cywilnego. Teraz właściciel nieruchomości może ją porzucić zmuszając gminę czy Skarb Państwa do jej przejęcia. Gdynia musiała przejąć np. 230 mieszkań kolejowych zadłużonych na 2,5 mln zł.
- Jaką nonszalacją wykazali się twórcy tej ustawy mówiąc, że na otarcie łez możemy domagać się tych pieniędzy od ludzi, choć były właściciel nie odzyskał ich nawet przez kilkanaście lat - dodaje wiceprezydent.
Dla porównania łączne zadłużenie czynszowe w tutejszych niemal 7 tys. mieszkań komunalnych wynosi ok. 10 mln zł.
- Gmina powinna realizować budownictwo mieszkaniowe, ale z udziałem finansowym państwa, które nakłada takie obowiązki - uważa Bogusław Stasiak. - Nie może też być sytuacji, że eksmitowani wypchną z kolejki po mieszkania socjalne tych najbardziej potrzebujących - biednych, niezaradnych i chorych.
Wniosek Gdyni powinny poprzeć inne gminy - Związek Miast Polskich przyznaje, że jest to powszechny problem. Z kolei Gdynia poprze wniosek do Trybunału uchwalony przez Łódź, która domaga się uznania za niezgodny z konstytucją sposób podziału subwencji oświatowej. Jest ona dzielona decyzją Ministra Edukacji (bez jakichkolwiek zasad), a nie uchwałą budżetową sejmu.
- Efekt jest taki, że co roku wysokość subwencji jest inna co destabilizuje dochody gminy. W małej gminie wydatki oświatowe to często 80 procent wszystkich wydatków. W dużej gminie, jak Gdynia, to 40 proc. budżetu - wylicza Ewa Łowkiel, wiceprezydent Gdyni. - To, że minister jednoosobowo decyduje o wysokości kwot na określonego ucznia w określonym typie szkoły powoduje, że jest to nieprzewidywalne. Na dodatek z Ministerstwa Finansów otrzymujemy w październiku kwotę planowaną. Potem otrzymujemy niższą - w tym roku to 3,5 mln zł mniej. Dowiadujemy się o tym w marcu, kiedy budżet jest już przyjęty i trzeba gwałtownie szukać dodatkowych pieniędzy, by zapewnić stabilne funkcjonowanie oświaty w mieście.