Fakty i opinie

stat

Co kryją wnętrza kościoła św. Trójcy?

artykuł historyczny

Zobacz wnętrza największego franciszkańskiego kościoła w Europie Środkowo-Wschodniej.


Ma najpopularniejszą w Trójmieście bożonarodzeniową szopkę i najstarszą ambonę na Pomorzu Gdańskim, a w jego dębowych ławkach uczył się niegdyś młody astronom Jan Heweliusz. W siódmym odcinku cyklu "Niezwykłe świątynie Trójmiasta" prezentujemy gdański kościół Św. Trójcy wraz z franciszkańskim klasztorem.



Tak przed wiekami wyglądały budynki kościoła i klasztoru ojców franciszkanów.
Tak przed wiekami wyglądały budynki kościoła i klasztoru ojców franciszkanów. ryc. P. Willer, 1687 r.
Zdemontowane wyposażenie kościoła Św. Trójcy wywożono w 1944 r. na Żuławy.
Zdemontowane wyposażenie kościoła Św. Trójcy wywożono w 1944 r. na Żuławy. zdj. ze zbiorów OFMConv.
Kiedy na niemieckie pozycje pod Leningradem spadały kolejne tysiące pocisków radzieckiej artylerii, w Gdańsku rzeczoznawcy Trzeciej Rzeszy spisywali cenne zabytki gotyckiego kościoła Św. Trójcy zobacz na mapie Gdańska. Front zbliżał się nieubłaganie. Wkrótce Adolf Hitler nadał Gdańskowi status miasta twierdzy. Fragment rozkazu brzmiał: pozwolić się osaczyć i przez to związać możliwie duże siły wroga.

Przed Gdańskiem pojawiło się widmo zagłady. Wywóz dzieł sztuki z początku przebiegał jednak spokojnie i planowo. Cenne malowidła, misternie wykonane ołtarze i bogato zdobione potężne organy. Najpierw powstawały niezwykle dokładne rysunki zabytków. Na szkicach, które przetrwały wojnę widać nawet niewielkie detale. W kościelnej kronice są też zdjęcia i spisy.

Dalej dokumentacja miejsca, gdzie ukryto zabytki z kościoła Św. Trójcy. Na fotografiach widać kościół i stare budynki w pokrzyżackiej wiosce Lichnowy na Żuławach. Niemcy liczyli, że ukryte w częściach dzieła sztuki sakralnej ocaleją i w przyszłości będzie można je ponownie złożyć.

- Kościół Świętej Trójcy miał wiele szczęścia, bo duża większość jego wyposażenia ocalała. Nie wiemy tylko, co stało się z głównym ołtarzem - zastanawia się o. Tomasz Jank, gwardian i rektor kościoła Św. Trójcy w Gdańsku, po czym dodaje: - Prawdopodobnie bomby spadły na prezbiterium i ołtarz spłonął, ale to tylko przypuszczenia, bo po ołtarzu nie ma śladu.

Centralne miejsce prezbiterium zajął więc zabytkowy ołtarz św. Franciszka. Przypomina o pierwszych gospodarzach gdańskiego kościoła - mnichach z Zakonu Braci Mniejszych Konwentualnych, którzy prawie 600 lat temu przybyli do Gdańska za sprawą ówczesnego papieża.

99 siedzisk w dębowych stallach

Czy byłe(a)ś kiedykolwiek w gdańskim kościele św. Trójcy?

tak, na mszy św., nabożeństwie lub spowiedzi

28%

tak, przy okazji koncertu

10%

tak, zwiedziłe(a)m kiedyś tę świątynię

33%

nie, ale zamierzam wybrać się w przyszłości

16%

nie potrzebuję zwiedzać tej świątyni

6%

nie, z innych powodów

7%
Długi na ponad 50 i wysoki na ponad 20 metrów, górował nad okolicznymi domami. Zanim jednak na Starym Przedmieściu powstał potężny późnogotycki kościół Św. Trójcy, franciszkanie w XIV wieku zbudowali z czerwonej cegły klasztor zobacz na mapie Gdańskakościół Wieczerzy Pańskiej zobacz na mapie Gdańska. - Ten ostatni stanowi dziś prezbiterium kościoła Św. Trójcy i jest najstarszą częścią świątyni - wyjaśnia gwardian franciszkanów stojąc tuż obok stalli.

W kunsztownie rzeźbionych dębowych ławkach zasiadali zakonnicy. Miejsc było aż 99. Mnisi odmawiali tu liturgię godzin. Z dala od ciekawskich oczu, bo prezbiterium odgradzał od reszty kościoła wysoki chór zakonny - obecnie jedyne zachowane w Polsce lektorium. Zakonnicy nie stronili jednak od ludzi. Prowadzili uroczyste nabożeństwa i z ambony zawieszonej na jednym z potężnych filarów wygłaszali kazania. Do czasu reformacji.

W połowie XVI wieku klasztor podupadł. Zaczęło brakować chętnych, którzy chcieliby wstąpić do gdańskiego klasztoru, a zakonnicy starzeli się. Jak podają franciszkanie, o. Jan Rollau bez zgody władz kościelnych zdecydował się na przekazanie klasztoru i kościoła radzie miasta. Obiekt trafił w ręce protestantów.

Wkrótce na terenie klasztoru powstało Gimnazjum Akademickie, do którego uczęszczał pewien młody, dobrze zapowiadający się astronom. Na jednej z dębowych ławek w prezbiterium niedawno odkryto wyryty fragment jego nazwiska.

Pół tysiąca lat gwiaździstych sklepień

W młodości Jan Heweliusz był uczniem Gimnazjum Akademickiego, które działało na terenie franciszkańskiego klasztoru.
W młodości Jan Heweliusz był uczniem Gimnazjum Akademickiego, które działało na terenie franciszkańskiego klasztoru.
- Być może Jan Heweliusz patrząc na gotyckie sklepienia wyobrażał sobie to prawdziwe sklepienie niebieskie - zastanawia się gwardian franciszkanów. Po czym spogląda w górę, gdzie prezentuje się misternie wykonane sklepienie gwiaździste.

- To jest majstersztyk budowlany. Nie wiem, czy dzisiejsi budowniczowie byliby w stanie wznieść tak delikatną tkankę i osadzić ją na żebrach. A przecież te sklepienia mają już ponad 500 lat - zachwyca się o. Tomasz. Z wykształcenia jest plastykiem. Lubi opowiadać o kunszcie dawnych mistrzów. Tych, którzy budowali sklepienia w prezbiterium, w trzech nawach kościoła i w przylegającej do świątyni kaplicy św. Anny zobacz na mapie Gdańska. Ta ostatnia powstała pod koniec XV wieku. Podobno na życzenie samego króla Kazimierza Jagiellończyka...

Zwycięzca wojny trzynastoletniej chciał, aby obok kościoła Św. Trójcy zbudować kaplicę, w której nabożeństwa odprawiane byłyby w języku polskim. Kaplicę wzniesiono z czerwonej cegły. Do dziś stoi tu barokowy ołtarz, a na tylnej ścianie znajduje się ozdobna empora z zabytkowymi organami i miejscami dla wiernych. Na bocznej ścianie wisi z kolei drewniana ambona. Najpierw korzystali z niej franciszkanie, po reformacji protestanci. Stałym gościem kaplicznej ambony był Krzysztof Celestyn Mrongowiusz, znany duchowny ewangelicki. Mimo że Gdańsk znajdował się wtedy w zaborze pruskim, kaznodzieja głosił kazania w języku polskim.

- Mowa polska jest piękniejsza i cudowniejsza niż język francuski i niemiecki, więc się jej poczciwy człowiek wstydzić nie powinien i owszem pilnie jej uczyć, o nią dbać i o utrzymanie jej jak o wielki skarb starać powinien - przekonywał Mrongowiusz w jednym ze swoich dzieł.

Markiz z Neapolu i księgi dla Gdańska

Panorama Gdańska z widocznym po prawej stronie kościołem św. Trójcy.
Panorama Gdańska z widocznym po prawej stronie kościołem św. Trójcy. ryc. P. van der Aa, 1700 r.
Niektórzy wierni poza słuchaniem kazań, odwiedzali też działającą w poklasztornych budynkach Bibliotekę Rady Miasta. Ponad tysiąc sto ksiąg otrzymała ona pod koniec XVI wieku od... neapolitańskiego markiza Bonifacio d'Orii. Arystokrata, obawiając się Inkwizycji, przez czterdzieści lat przemierzał kraje Europy. Ostatnią podróż przyszło mu odbyć z Anglii do Gdańska. Statek, którym płynął, osiadł na mieliźnie i zatonął w okolicach Wisłoujścia. Zdołano jednak uratować sędziwego markiza i znaczną część ksiąg.

- Miasto szybko ofiarowało rozbitkowi mieszkanie w pofranciszkańskim klasztorze, a także skromną pensyjkę w zamian za księgozbiór. W ten sposób ponad tysiąc sto ksiąg markiza w połączeniu z podobną liczbą ksiąg przejętych od franciszkanów stworzyło podwaliny słynnej Bibliotheca Seantus Gedanensis, czyli późniejszej Biblioteki Gdańskiej Państwowej Akademii Nauk - wyjaśnia o. Jank.

Neapolitańskiego markiza upamiętnia epitafium z popiersiem d'Orii na jednej z kościelnych przypór. Zamieszczono tu też cytat autorstwa arystokraty: Choćby nawet czas, jak on to czyni, zniszczył ten obraz, to jednak na pewno nie zniszczy nieśmiertelnego ducha. Księgozbiór, który przez wieki rozrósł się do liczby 55 tys. woluminów przeniesiono z poklasztornych obiektów do budynku kościoła św. Jakuba. Stamtąd na początku XX wieku trafił do nowego gmachu przy ul. Wałowej zobacz na mapie Gdańska. Po pierwszej przeprowadzce biblioteki w poklasztornych zabudowaniach ulokowano Muzeum Miejskie i Muzeum Rzemiosł Artystycznych.

Powrót franciszkanów i odnalezione zabytki

Widok na zniszczony kościół Św. Trójcy z okolicy pobliskiego kościoła św. Piotra i Pawła.
Widok na zniszczony kościół Św. Trójcy z okolicy pobliskiego kościoła św. Piotra i Pawła. zdj. ze zbiorów Muzeum Narodowego w Gdańsku
Trzon pierwszego muzeum stanowiła kolekcja Jacoba Kabruna. Jak wyliczają muzealnicy, składało się na nią kilka tysięcy obrazów, rysunków i rycin mistrzów europejskich od końca XV do początków XIX wieku. Z kolei zalążkiem zbiorów drugiego muzeum była bardzo duża kolekcja mebli, fajansów i wyrobów z metali kolorowych. Jednak w czasie II wojny światowej znaczna część zbiorów zaginęła. Ucierpiały też bardzo klasztorne zabudowania.

- Kościół był mocno zniszczony, a sklepienie prezbiterium zawaliło się - wspomina prof. Wiesław Gruszkowski, który przyjechał do Gdańska jako student architektury Politechniki Lwowskiej. W nowym mieście inwentaryzował zabudowania. Na jednym z wielu zdjęć, jakie wykonał, widać zrujnowany kościół Św. Trójcy. Wokół niego stosy cegieł.

Tak wyglądały organy przed demontażem i wywiezieniem w 1944 r. do żuławskiej wsi.
Tak wyglądały organy przed demontażem i wywiezieniem w 1944 r. do żuławskiej wsi. zdj. ze zbiorów OFMConv.
Franciszkanie po czterech wiekach powrócili do Gdańska i rozpoczęli odbudowę kościoła. Zakonnicy zamieszkali w przyległej do świątyni pastorówce i tam urządzili nowy klasztor. W starych, klasztornych zabudowaniach do dziś działa bowiem Oddział Muzeum Narodowego. Zakonnicy rozpoczęli też odzyskiwanie wywiezionego z kościoła wyposażenia. Ołtarze, malowidła i inne zabytki wróciły do Gdańska z żuławskich wsi. Dużą część zabytków schowano na kościelnym poddaszu. Znalazły się tam fragmenty zdemontowanych organów i prospektu. A że okres PRL-u nie sprzyjał renowacji, powoli niszczały w oczekiwaniu na lepsze czasy.

46 głosów i trzy tysiące piszczałek

- Wielkość organów i ich jedyne w swoim rodzaju usytuowanie tuż obok lektorium świadczyło o wielkiej kulturze muzycznej dawnego Gdańska. Obecnie jesteśmy w trakcie odbudowy tego wyjątkowego zabytku - opowiada rektor franciszkańskiego kościoła.

W przedniej części świątyni można zobaczyć już bogato zdobiony prospekt organowy i prospekt pedałowy. Część pieniędzy dało miasto, część Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, część darczyńcy. Teraz trwa zbiórka na instrument. Założenia rekonstrukcji są ambitne: 46 głosów i prawie trzy tysiące piszczałek. Koszt: ok. mln euro.

- Macie organy rangi europejskiej. Dzięki ich odbudowie, tęsknota ludzi współczesnych ubogaci ich życie dźwiękiem starego instrumentu - mówił Kristian Wegscheider, znany organmistrz, którego firma wygrała międzynarodowy konkurs na odtworzenie instrumentu. Entuzjaści liczą, że organy zagrają w 2014 r., akurat w 500. rocznicę budowy świątyni. Dlatego ruszyła "zbiórka piszczałkowa". Cegiełki w formie darowizny wynoszą od 200 zł za małe piszczałki po 30 tys. zł za największe. Zbiórka trwa, tymczasem zakonnicy kończą prace przy najpopularniejszej bożonarodzeniowej szopce w Trójmieście.

Fahrenheit, pilarze i stoczniowy żuraw

Zobacz relację Marzeny Klimowicz-Sikorskiej z ubiegłorocznej prezentacji ruchomej szopki.

Zobacz relację Marzeny Klimowicz-Sikorskiej z ubiegłorocznej prezentacji ruchomej szopki.

- W ciągu dwóch świątecznych dni przychodzi tu około 20 tysięcy osób - wylicza o. Tomasz. Wierni przychodzą, wrzucają do automatu dowolną monetę i obserwują, jak kolejne postacie przy dźwiękach jednego z trzech utworów przemieszczają się w przeszklonej gablocie szopki.

Doświadczeni pilarze piłują kłodę drewna, polski król jedzie na koniu, a w dole widać świętych Kościoła Rzymskokatolickiego. Mijają stajenkę z figurami maleńkiego Jezusa, św. Józefa i Maryi. Przed nimi klęczy w habicie św. Franciszek. - W końcu warto pamiętać, że to on w 1223 r. zorganizował we włoskim Greccio pierwszą szopkę - przypomina rektor kościoła.

W gdańskiej szopce przez lata występowały figury związane z historią Kościoła i z historią Polski. W ubiegłym roku pojawiły się też postacie i budowle ważne dla Gdańska. Na tle Bazyliki Mariackiej i stoczniowego żurawia przechadza się więc astronom Jan Heweliusz, fizyk Gabriel Fahrenheit i filozof Arthur Schopenhauer.

Figury przemieszczają się, a widzowie rok w rok stoją przy szopce. - Zawsze jesteśmy zdziwieni, że w dobie komputerów i internetu, szopka potrafi tak cieszyć ludzi - puentuje o. Tomasz.

Zobacz kościół, w którym zakonnicy spowiadają ponad 80 tys. ludzi rocznie!

Zobacz kościół, w którym zakonnicy spowiadają ponad 80 tys. ludzi rocznie!

Do jego budowy zużyto milion dwieście tysięcy cegieł. Zobacz kościół franciszkanów w Gdyni.

Do jego budowy zużyto milion dwieście tysięcy cegieł. Zobacz kościół franciszkanów w Gdyni.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (40)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.