Fakty i opinie

stat

Czy gdynianie bedą mogli załatwić miejskie sprawy w dzielnicach?

Punkty w dzielnicach mogłyby być pomocne np. podczas ubiegania się o świadczenie 500 plus.
Punkty w dzielnicach mogłyby być pomocne np. podczas ubiegania się o świadczenie 500 plus. fot. Agnieszka Wołowicz/UM Gdynia

Rozproszone po dzielnicach urzędnicze punkty obsługi mieszkańców istnieją w wielu większych polskich miastach. W Gdańsku działają cztery takie placówki. O uruchomieniu podobnych myśli Gdynia. Mogłyby powstać na Chwarznie lub w Wiczlinie i na Obłużu.



Czy w Gdyni powinny powstać punkty obsługi mieszkańców w dzielnicach?

nie, to byłby niepotrzebny wydatek, Urząd Miasta działa sprawnie

30%

raczej nie, lepiej skupić się na usprawnieniu działań w centrum

16%

raczej tak, choć skupił(a)bym się tylko na Chwarznie i Wiczlinie

6%

tak, miasto powinno zacząć poważnie taką opcję rozważać

48%
Kolejki, nerwowa atmosfera, trudny dojazd, brak miejsc parkingowych - to główne bolączki mieszkańców próbujących załatwiać sprawy w magistratach. Nie inaczej jest w Gdyni. I choć zarządzający urzędem, podobnie jak w całym Trójmieście starają się zmniejszyć napięcie wśród oczekujących przy okienkach, choćby poprzez inwestowanie w elektroniczne systemy obsługi, to w wielu przypadkach efekty są niewystarczające.

Opozycja: Więcej urzędników w dzielnicach

Zdaniem radnych PO z Gdyni, rozwiązaniem trudnego dostępu do urzędników mogłyby być punkty obsługi mieszkańców zlokalizowane w dzielnicach miasta.

- W większości dużych miast istnieją punkty obsługujące mieszkańców oferujące załatwienie najprostszych spraw, takich jak meldunki, wydawanie dowodów osobistych, praw jazdy, dowodów rejestracyjnych czy dokumentów dotyczących prowadzenia działalności gospodarczej. Takie same mogłyby powstać w Gdyni, np. w dużym centrum handlowym. Można też wykorzystać do tego infrastrukturę rad dzielnic - mówi Mirosława Król, radna Platformy Obywatelskiej.
Przedstawiciele miasta odpowiadają, że pomysł utworzenia takich punktów był wielokrotnie brany pod uwagę i nadal jest rozważany, ale na przymiarkach się skończyło. Urzędnicy tłumaczą, że problemem są procedury, bo obsługa w zakresie wymienionym przez radną opiera się na programach państwowych.

Co z zabezpieczeniem?

- To systemy zamknięte, posiadające własne serwery, karty kryptograficzne pozyskiwane z Państwowej Wytwórni Papierów Wartościowych w Warszawie lub MSWiA. Aby spełnić warunki bezpieczeństwa funkcjonowania systemów, punkty powinny spełniać odpowiednie wymagania lokalizacyjne, zabezpieczenia przed dostępem osób nieuprawnionych oraz mieć zapewnioną bezpieczną łączność uniemożliwiającą jakąkolwiek ingerencję z zewnątrz - wyjaśnia Jerzy Zając, dyrektor Urzędu Miasta w Gdyni.
Czytaj też: Więcej elektroniki to mniejsze kolejki w urzędach

Jak nietrudno się domyślić, głównym problemem są więc potencjalne koszty uruchomienia takich punktów oraz wybranie odpowiednich lokalizacji. Niewykluczone jednak, że dodatkowe filie Urzędu Miasta wkrótce się pojawią. Zachętą mają być nowo powstające osiedla, a co za tym idzie, coraz większy pobyt na urzędniczą obsługę.

- Szybko rozwijające się budownictwo mieszkaniowe na terenach Gdyni-Zachód oraz na Obłużu będzie stanowić podstawę do rozważenia możliwości otwarcia takich delegatur w mieście - podkreśla Jerzy Zając.
Dodaje, że mieszkańcy Gdyni i tak mają ułatwioną ścieżkę do urzędników w stosunku do mieszkańców innych miast.

- Od 2007 roku jako jedyny urząd w kraju nasz magistrat obsługuje mieszkańców od 7 do 18 oraz w soboty od 8 do 14. Dodatkowym ułatwieniem dla mieszkańców jest możliwość składania wniosków za pomocą elektronicznej platformy e-PUAP. Mieszkańcy w licznej korespondencji do władz miasta wyrażają uznanie za przyjęcie takich rozwiązań - uzupełnia Zając.
W Gdańsku prawie milion na cztery punkty

Pomocą w podjęciu decyzji mogą być doświadczenia sąsiadów. W Gdańsku funkcjonują cztery takie obiekty. Rocznie koszt ich utrzymania to 900 tys. zł. Punkty odwiedza ok. 900 tys. osób.

Czytaj również: Gdyńscy urzędnicy krępują się petentów?

W Gdańsku rocznie cztery punkty odwiedza 900 tys. osób. Na zdj. punkt przy ul. Wilanowskiej tuz po otwarciu.
W Gdańsku rocznie cztery punkty odwiedza 900 tys. osób. Na zdj. punkt przy ul. Wilanowskiej tuz po otwarciu. fot. Krzysztof Mystkowski/KFP
Planów rozszerzenia sieci lub likwidacji placówek nie ma, ale obiekty mają w coraz większym stopniu pełnić przy okazji rolę informacyjną dla odwiedzających.

- Planujemy zainstalowanie w każdym punkcie oraz w Urzędzie Stanu Cywilnego multimedialnych ekranów, na których pojawiać się będą bieżące informacje zarówno urzędu, jak i jednostek miejskich oraz istotne informacje z życia miasta, takie jak przypomnienie o zbliżającym się terminie opłaty za użytkowanie wieczyste, a także np. informacje o utrudnieniach w ruchu w związku z planowanymi zgromadzeniami - wyjaśnia Antoni Pawlak, rzecznik prezydenta Gdańska.
Pół miliona osób rocznie wciąż w punktach pobiera bilet w automacie, ale 50 tys. przychodzi już po wcześniejszym umówieniu przez telefon lub internet. Miasto zapewnia, że chce tę ostatnią formę jeszcze bardziej rozpowszechnić.

- Z roku na rok coraz więcej klientów rezerwuje wizyty w urzędzie przez internet. Niweluje to konieczność oczekiwania w kolejce, a i urzędnicy widzą, jak duże jest zainteresowanie konkretną usługą w danym dniu - dodaje Pawlak.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (52)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.