Dziki problem
Właśnie dzik był sprawcą tragicznego w skutkach wypadku, do którego doszło w środowe przedpołudnie w okolicach Łeby. Z czterech mężczyzn, którzy jechali na ryby dwóch poniosło śmierć. Na drodze wiodącej przez las (okolice Charbrowskiego Boru) pod samochód wpadł dzik. Auto po zderzeniu ze zwierzęciem wpadło na drzewo.
Nadkomisarz Gabriela Sikora, rzecznik pomorskiego wojewódzkiego komentanta policji powiedziała "Głosowi", że wypadków z udziałem zwierząt nie ma zbyt wiele.
- Jednak przynajmniej raz w roku zdarza się w naszym rejonie taki wypadek. Każde zdarzenie jest szczegółowo badane. Jeżeli kierowca stosował się do zasad ruchu drogowego, to trudno obarczać go winą za spowodowanie wypadku. Policja w każdym przypadku ustala wszelkie okoliczności towarzyszące zdarzeniu.
Nadkomisarz Sikora stwierdziła również, że policja może jedynie sugerować instytucjom odpowiedzialnym za oznakowanie dróg konieczność ustawienia znaku ostrzegającego przed wbiegającymi na jezdnię zwierzętami.
- Myślę jednak, że lokalne władze wespół z leśnikami doskonale wiedzą, że dany rejon jest szczególnie bogaty w dziką zwierzynę, przed którą należy ostrzec użytkowników dróg. Zaznaczyć również należy, że zabezpieczanie dróg przed wbieganiem nań zwierzyny nie leży w gestii policji.
Z naszych informacji wynika, że dzikie zwierzęta na trójmiejskich drogach można spotkać najczęściej w rejonie obwodnicy, ul. Spacerowej w Gdańsku, Kolibek w Gdyni i na sopockich osiedlach.
Gdańskie drogi nie mają odpowiednich zabezpieczeń. Wyjątek stanowi zmodernizowana ulica Słowackiego, wzdłuż której ustawiono siatki. Pod jezdnią poprowadzono tunele, którymi zwierzęta swobodnie mogą przechodzić na drugą stronę jezdni. Podobne tunele wydrążone są również pod trójmiejską obwodnicą.
- Brakuje nam koncepcji na odpowiednie zabezpieczanie dróg - powiedział Henryk Chorążewicz z gdańskiego Zarządu Dróg i Zieleni. - Z tego co wiem w najbliższym czasie nie będziemy zabezpieczać gdańskich dróg przed zwierzyną.
W Wojewódzkim Inspektoracie Weterynaryjnym dowiedzieliśmy się jak postępować w przypadku, gdy potrącone przez nas zwierzę jeszcze żyje.
- Nie radziłbym zbliżać się do ruszającego się zwierzęcia - powiedział "Głosowi" jeden z inspektorów. - Na pierwszy rzut oka bardzo trudno ocenić jakie obrażenia mogło ono odnieść. Zwierzę może przez dłuższą chwilę znajdować się w szoku. W takim przypadku np. łoś może poważnie ranić człowieka uderzając go kopytem.
W przypadku potrącenia zwierzęcia najlepiej powiadomić o zaistniałym fakcie policję, która skontaktuje się z odpowiednimi służbami.
