Gdzie te zabawy?
Skąd się wzięła w naszym kraju tradycja śledzika? Ksiądz dr Jerzy Kownacki wskazuje, że w szlacheckiej Polsce (w wieku XVII) zapusty trwały od tłustego czwartku do wtorku, poprzedzającego środę popielcową.
- Najhuczniej obchodzono dwa ostatnie dni zapustów: poniedziałek i wtorek - stwierdził ks. dr Kownacki. - Te ostatki wypełniały biesiady, podczas których raczono się tłustym mięsiwem, kiełbasami i ciastami. Upijano się gorzałką, miodem i winem wszelakim. Dobry szlachcic podróżował wówczas od dworu do dworu i opróżniał tamtejsze spiżarnie. Nie wiem, czym takie obżarstwo się kończyło. Zapewne chorobą żołądka. Jednak obyczaj był popularny już wtedy. Natomiast krótko po północy w środę popielcową na biesiadnych stołach pojawiały się śledzie, mleko i jaja - zwiastujące rozpoczęcie postu.
Być może od tych śledzi podawanych w środę ostatni dzień zapustów zawdzięcza swą nazwę. Dość, że obowiązuje współcześnie. Śledzik, to śledzik.
Wygląda jednak, że mieszkańcy Trójmiasta postanowili w tym roku obchodzić - Dawniej przed śledzikiem kupowali sporo alkoholu, teraz obroty znacznie zmalały - powiedział Marek Gąsiorowski, sprzedawca w sklepie monopolowym "Miś" w Gdańsku. - Odczuwalne jest zubożenie społeczeństwa. I w sklepach rybnych klientów jest niewielu.
- Kilka lat temu dzień przed śledzikiem ludzie kupowali ryby i przetwory rybne bardzo chętnie - powiedziała kierowniczka sklepu rybnego przy ulicy Grunwaldzkiej. - Teraz zainteresowanie jest znacznie mniejsze. Mieszkańcy są chyba coraz ubożsi, rzadziej się bawią.
Dzisiaj pusto będzie zapewne w wielu trójmiejskich pubach i restauracjach. Jak nam powiedziała Anna Lech z Tygiel Pubu w Gdyni, coraz mniej osób bawi się w lokalach.
- Na razie nie mieliśmy zgłoszeń klientów zainteresowanych zorganizowaniem śledzika w naszym pubie - stwierdziła Anna Lech. - Imprezy takie przeniosły się do domów.
Coraz mniej osób stać na bawienie się w lokalach. Rezerwacji pod kątem ostatkowej biesiady nie miał też wczoraj Black Bull Pub w Gdańsku.
- W ogóle nie odczuwamy w tym roku karnawału - skomentował pracownik gdańskiego Black Bull Pubu. - Klientów - jak na lekarstwo.
Wszystko wskazuje na to, że tegoroczny śledzik jest mizerną namiastką święta obchodzonego w szlacheckiej Polsce.
- Spędzę go pijąc kawę, paląc cygaro i grając w brydża z kolegami - stwierdził Zbigniew Sodol, komendant Straży Miejskiej w Gdańsku. - Słowem... bez fajerwerków.
Z kolei Franciszek Potulski, poseł RP zamierza po prostu pójść gdzieś na śledzika.
- Sam nic nie wymyślę, mam więc nadzieję, że uda mi się dołączyć do osób imprezujących - powiedział Franciszek Potulski.
Skromną kolację ze znajomymi i trenerem zje dzisiaj, w ramach śledzika, Monika Pyrek, skacząca o tyczce podopieczna Klubu Lekkoatletycznego Gdynia.
- Ale alkoholu pić nie będziemy - zapewniła Monika Pyrek. - My, sportowcy musimy bowiem dbać o kondycję. Rozsądek wziął górę nad tradycją...
