Fakty i opinie

stat

Jagger z Orłowa i jego Muzeum Bluesa


Jego świat wywrócił się do góry nogami na poddaszu domu. Usłyszał w radio bluesa i początkujący zespół The Rolling Stones. Zakochał się w tym gatunku muzyki i zaczął ubierać się jak lider brytyjskiej grupy. W szkole miał przechlapane, w Marynarce Wojennej ścieli go "na pałę", ale pozostał wierny muzycznej pasji. W ubiegłym roku Jagger z Orłowa, czyli Edmund Sumisławski założył w Gdańsku Blues Muzeum.



Słuchasz bluesa?

tak, na co dzień 25%
tak, czasami 33%
tak, ale rzadko 17%
nie, ale być może spróbuję 3%
nie, bo wolę inne gatunki muzyki 19%
nie, z innego powodu 3%
zakończona Łącznie głosów: 308
Taboret jest niepozorny: cztery nogi, kilka poziomych belek, wyblakłe już nieco czerwone siedzisko. Mimo to zajmuje wyjątkowe miejsce w Blues Muzeum. Zawdzięcza je przypadkowi.

Był 1976. Do Warszawy przyjechał 50-kilkuletni muzyk z zespołem. Kiedy przed koncertem w członkowie grupy rozkładali sprzęt, lider zorientował się, że nie ma na czym usiąść.

- Zrobił się mały popłoch. Jeden z organizatorów poleciał pożyczyć taboret i wkrótce znalazł się na scenie. Muddy Waters, twórca elektrycznego bluesa miał na czym siedzieć - opowiada Edmund Sumisławski i pokazuje kopię zdjęcia z 1976 roku, które wykonano podczas koncertu.
Choć blues był w PRL-u niszowym gatunkiem, młody meloman znał go dzięki Marii Jurkowskiej. Do każdej jej audycji radiowej przygotowywał się z namaszczeniem. Sprzątał swój pokój na poddaszu domu w Orłowie, prosił domowników o ciszę. Obok radioodbiornika stawiał kawę i herbatę. Zakładał słuchawki i rozpoczynał nagrywanie za pomocą magnetofonu Grundig.

- Audycje były raz w tygodniu, w czwartki. W trakcie ich trwania zapisywałem na kartce swoje emocje, jakie przeżywałem na przykład, kiedy po raz pierwszy słyszałem Johna Lee Hookera. Bo to były bardzo duże przeżycia...
Dzięki Jurkowskiej chłopak pogłębiał świadomość muzyczną i wiedzę. A dzięki pewnemu brytyjskiemu zespołowi i swojemu uporowi, otrzymał ksywkę, którą ma do dzisiaj.

Jagger z Orłowa i milicjant

- Siedziałem w pokoju i w pewnym momencie słyszę w radio, że powstał zespół, którego polska nazwa to "Toczące się kamienie". Gdy usłyszałem ich utwór, czułem, że coś się we mnie zmienia.
The Rolling Stones wywrócili świat Edmunda do góry nogami. Brytyjczycy swoje pierwsze kroki stawiali na bluesowej scenie. Nastolatek był nimi zachwycony. Najbardziej charyzmatycznym Mickiem Jaggerem.

- Podobno byłem do niego podobny. A poza tym fascynacja była widoczna gołym okiem. Mój styl ubierania i bycia doprowadził do tego, że zostałem Jaggerem z Orłowa.
Chodził do krawców z własnymi pomysłami na ubrania, kupował winyle w sklepie przy Świętojańskiej, nosił jeansy i dbał o długie włosy.

Rodzice Edmunda tolerowali jego przemianę, szkoła i Milicja niekoniecznie. Meloman do dziś pamięta, że został zawieszony w prawach ucznia. Na porządku dziennym były też dyskusje z funkcjonariuszami w niebieskich mundurach.

- Znali mnie dobrze. Kiedy szedłem przez Orłowo, milicjant wychylał się przez okno radiowozu i mówił: Jak cię jutro zobaczę w tym stroju, to cię zabieramy. Kiedy jechałem trolejbusem w Gdyni zdarzało się też, że jakichś pasażer łapał mnie od tyłu i słyszałem: Ja cię ostrzygę! Ja ci zmienię te spodnie! Było się w pewien sposób piętnowanym.
Jak mówi, "mord" nastąpił jednak dopiero, kiedy musiał pójść w kamasze. Próbował się wymigać od służby wojskowej, ale bez skutku. Długie włosy spadły na podłogę. Ostrzyżono go "na pałę".

- Nie liczysz się jako osoba, tylko jesteś żołnierzem. Nie mogłem też pogodzić się, że jeden na drugiego kapował, że otwierali szafkę i czytali moje listy. Do tego areszt, zakaz opuszczania koszar. To był mord na psychice.
Edmund odbył służbę, a po wyjściu do cywila odrosły mu włosy. Blues zaleczył rany. Bo jak przyznaje meloman - to lekarstwo dla jego duszy. Zażywa je już przez ponad 50 lat.

- Blues jest szczery, surowy, prawdziwy. I uczciwy jak ta radiola - porównuje Edmund.
Ponad 60-letnia urządzenie stoi w jednej z dwóch sal muzeum. To oczko w głowie Edmunda. Połączenie radioodbiornika, telewizora i gramofonu. Działa wyłącznie ten ostatni. Meloman wkłada płytę i czeka aż radiola odezwie się.

Adapter Bambino i udział w maratonach

- Ona po prostu ma duszę, prawdziwy, naturalny dźwięk. Tak jak muzyka została nagrana, tak jest odtwarzana. Nie ma żadnych ulepszeń. Brzmi surowo i uczciwie - komentuje.
Pierwszymi właścicielami radioli byli podobno zamożni amerykańscy Żydzi. Po latach trafiła do Warszawy, a stamtąd do Gdańska. Edmund dostał ją w prezencie. Podobnie taboret, na którym siedział niegdyś Muddy Waters. Pomogła też Wyższa Szkoła Bankowa w Gdańsku, gdzie Edmund pracuje w dziale administracji. Od uczelni Blues Muzeum otrzymało pomieszczenia w piwnicy jednego z budynków przy al. Grunwaldzkiej.

- A sprzęt udało się zorganizować dzięki uprzejmości Wojciecha Korzeniewskiego. Opowiedziałem mu kiedyś o Blues Muzeum i po prostu udostępnił. Poza tym są eksponaty od innych właścicieli. Był okres, że po otwarciu muzeum, zaczęli pojawiać się ludzie ze sprzętem w rękach.
Pod oknami stoi między innymi popularny adapter Bambino, niemiecki magnetofon Szmaragd czy gramofon w walizce Supraphon. Na stojakach odpoczywają z kolei stare gitary, a ze ścian spoglądają na gości John Lee Hooker, Bo DiddelySonny Williamson II. Wszystkie płaskorzeźby wykonał prof. Wojciech Sęczawa z Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku.

- Wiele osób kibicuje Edmundowi. Ma pasję i poświęca swój czas na tworzenie muzeum. Wprawdzie to dopiero początek, tyle że początki są zawsze bardzo ważne. Sukces przychodzi powoli, ale myślę, że Edmund go osiągnie - ocenia prof. Sęczawa, który pomaga pasjonatowi.
W przyszłości profesor ma wykonać dla muzeum rzeźbę Muddy Watersa. Tymczasem Edmund, który po godzinach nie tylko słucha bluesa, ale też biega w maratonach oraz interesuje się zdrowym odżywianiem, stara się zarazić pasją kolejne osoby.

Organizuje bluesowe koncerty na Oruni, prowadzi spotkania z muzyką na żywo w szkołach, a wkrótce zamierza zapraszać muzyków również do swojego niewielkiego muzeum. Mimo 66 lat na karku, cały czas ma sporo energii.

- Blues jest lekarstwem, wypełnia całe moje życie. A poza tym zażywam sporo witaminy C - żartuje.

Zobacz też wozy z kolekcji Grzegorza Pladzyka

Opinie (49) 5 zablokowanych

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.