Fakty i opinie

Kocha czarny sport i zbiera plastrony

Zdunek Wybrzeże Gdańsk


Na półkach leżą kaski znanych zawodników, niżej wiszą kombinezony mistrzów. Do tego dwie ściany zajmuje kilkaset plastronów, czyli kamizelek z herbami klubów. W ramach cyklu Pasjonaci odwiedziliśmy garaż i piwnicę Grzegorza Sońskiego, który od ponad 40 lat kibicuje gdańskiemu Wybrzeżu i zbiera przedmioty związane z żużlem.



Czy byłe(a)ś kiedykolwiek na meczu żużlowym?

tak, wiele razy 53%
tak, zdarzyło mi się 17%
nie, ale zamierzam się kiedyś wybrać 7%
nie, bo wolę śledzić zmagania żużlowców w mediach 1%
nie, bo wolę inne sporty 14%
nie, z innego powodu 8%
zakończona Łącznie głosów: 531
Ma wiedzę, eksponaty i ma też swoją misję: pokazywać czym jest żużel i uczyć szacunku do zawodników. Bo to sport, gdzie motocyklami bez hamulców zasuwa się ponad setką po torze. A Grzegorza mierzi, kiedy ktoś się mądrzy i jeszcze rzuca mięsem.

- Zapłaci koleś 15 złotych, przyjdzie na stadion i jest najmądrzejszy na świecie. Krzyczy: Ty, zrób to! Ty, zrób tamto! Stary, zapraszam wszystkich, którzy mają ochotę tylko się przebrać, tylko usiąść na motocykl, tylko wygiąć się w którąś stronę jak żużlowiec. Niech zobaczą sobie, jak to jest i niech się zastanowią. Istotą kibicowania jest wspieranie, a nie obrażanie. Jeśli my nie będziemy wspierać swoich zawodników, to kto ich wspomoże? - przekonuje Grzegorz Soński, kibic i kolekcjoner w jednym.
Drzwi do jego królestwa są otwarte dla gości. Rozciąga się ono między ścianami garażu i piwnicy. To kilkadziesiąt metrów kwadratowych z historią polskiego żużla. Setki przedmiotów, które można obejrzeć, dotknąć, a nawet ubrać. Bywają tu szkolne wycieczki, i kibice. A zawodnicy, trenerzy i działacze zostawiają autografy na ścianie chwały. Podpisów jest kilkadziesiąt. Grzegorz rozpoznaje je bez problemu. Nawet z daleka.

- Pan Zenon Plech, Stanisław Chomski, Zbigniew Suchecki, prezes naszego klubu Tadeusz Zdunek, Kamil Brzozowski, Marek Grycan, Marcel, Piotr i Cyprian Szymko, Magnus Zorro Zetterström - człowiek, z którym miałem przyjemność zjeść obiad u siebie w domu - wymienia pasjonat, a to dopiero początek długiej listy tych, którzy gościli w jego żużlowej jaskini.
Z jednymi wypił kawę, z innymi piwo. I często godzinami rozmawiali w otoczeniu żużlowych eksponatów. Najwięcej jest wśród nich plastronów. To kamizelki z herbami klubów i numerami startowymi zawodników. Grzegorz - jak głosi napis na koszulce - jest ich łowcą. Skutecznym. Plastronów ma kilkaset.

Asy na kombinezonie i plastron z brokatem

Zajmują całe dwie ściany garażu. Pasjonat najbardziej lubi te z polskiej ligi. Skórzane, wyszywane, malowane, z nadrukami. Stare, sprzed kilkudziesięciu i młode, sprzed lat kilku.

- "S" i koronka. To jest Stal Toruń z początku lat 80., jeszcze przed Apatorem. A tu jest Lotos Motor Oil, Lotos Wybrzeże, Lotos Gdańsk, a tu jeszcze inny Lotos - wylicza wskazując na ścianę.
A że pasjonat jest sentymentalny, wraca do starych plastronów. Bo jak mówi:

- Dziś zmienia się sponsor i bywa, że co roku są inne plastrony. A kiedyś zawodnik używał jednego nawet przez kilka lat. Takie plastrony mają w sobie to coś.
- Ten jest fantastyczny. Piękny, brokatowy, z numerem siedem. W nim Tomasz Gollob zdobył dla Wybrzeża brązowy medal na mistrzostwach Polski w 1989 roku - dodaje nieco później.
Zobacz też: Jak 40-latek uczy się żużla

Nie samymi plastronami żyje jednak pasjonat. W garażu wiszą też kombinezony. Jacka Krzyżaniaka, Piotra Śwista, Rafała Okoniewskiego, Grzegorza Rempały i wielu innych.

- A ten jest mojego ulubionego zawodnika, bo każdy przecież ma ulubionych. Ryan Sullivan - wskazuje na czarny kombinezon z nazwiskiem i karetą asów.
- Pokażę ci też kombinezon trzykrotnego mistrza świata. Mam dwa akurat, tak mi się przyfarciło. Nicki Pedersen. Nie znam go jako człowieka. Nie przepadam za nim jako za zawodnikiem, ale trzy razy mistrzem świata przez przypadek się nie zostaje.
Kask jak orzech i chustka na twarz

W garażu jest kolorowo i radośnie. Na ścianie zdjęcia ze znanymi żużlowcami. Na jednym Grzegorz ze Szwedem Tonym Rickardssonem, na innym z Amerykaninem Gregiem Hanckockiem, i dalej z Duńczykiem Hansem Nielsenem. Radość burzy zdjęcie, na którym pasjonat stoi obok Pera Jonssona. Szwedzki żużlowiec siedzi na wózku.

Mimo że jest postęp w sprawach bezpieczeństwa, to wypadki tak jak były i są, tak pewnie będą. To wynika z wielu powodów. Można by nakręcić o tym niejeden program - ocenia Grzegorz.
Jego zdaniem dziś zawodnicy i tak mają lepiej. Bo przed kilkudziesięcioma laty środki ochrony były więcej niż skromne. Na dowód zaprasza do kącika, gdzie leżą stare kaski.

- Dostawało się taki orzech na głowę. Po prostu zwykły plastik. Bezpieczeństwo? Praktycznie żadne. Do tego zwykłe chustki do osłony twarzy i jechali. Dziś jeździ się szybciej, bo jakieś 100-120 km/godz., ale ma się do dyspozycji nowoczesne technologie. A wtedy śmigało się niewiele mniej, bo 80 czy 90, a zabezpieczenia to były... no na przykład tekturowy ochraniacz na plecy... Stary, i to było nie tak dawno...
Grzegorz, który od ponad 40 lat jeździ na mecze żużla, widzi jednak coraz bezpieczniejsze bandy, kombinezony i kaski. Bywa że ratują one zdrowie i życie zawodników. Na półce wśród kasków Grzegorza Walaska, Krzysztofa Kasprzaka i Krystiana Pieszczka stoi powypadkowy kask kolegi pasjonata.

- Marcel Szymko, ulubiony zawodnik moich dzieciaków i mój serdeczny kolega, przydzwonił w nim w Gorzowie. O mało nie stracił życia. Ale kask dał radę i Marcel też.
Kombinezon dwóch mistrzów

Nieopodal półki z kaskami, wisi największa duma żużlowego pasjonata. Oprócz kombinezonu idola Tomasza Golloba, są to kombinezony zawodników gdańskiego Wybrzeża. Roberta Kościechy, Dawida Stachyry, Renata Gafurowa, Tomasza Chrzanowskiego i wielu innych.

- A to mój kolejny as: kombinezon Dariusza Stenki, który kupił go od Leigh Adamsa i ponaszywał swoje reklamy. Dwóch mistrzów w jednym - Grzegorz prezentuje starą, ciemną skórę.
Przeczytaj też najnowsze wiadomości ze świata gdańskiego żużla

Pasjonat anegdotkami mógłby sypać jak z rękawa jeszcze bardzo długo. Ale dobrze wie, że najlepiej słucha się ich, kiedy przedmioty można po prostu wziąć w ręce. Dlatego też jeszcze raz zaprasza do swojego garażu. Wystarczy skontaktować się z kolekcjonerem pisząc na adres: grzessonski@interia.pl

- Chciałbym zaprosić wszystkich, którzy znają się na kibicowaniu, którzy są z drużyną na dobre i na złe. Kibiców z dziećmi, rodzicami, dziadkami, szkolne wycieczki. Każdy, kto kibicuje żużlowi, może przyjechać do mnie, ubrudzić się kaskami, kombinezonami, porobić sobie zdjęcia na motocyklu. Mój garaż otwarty jest da was zawsze. Wszystkiego dobrego!

Opinie (75) ponad 10 zablokowanych

Dodaj opinię
Walczymy z przemocą słownąKasujemy opinie obraźliwe i nie na temat

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.