Fakty i opinie

stat

Michał i jego modele niemieckich i rosyjskich okrętów


Miniaturowe U-Booty z czasów II wojny światowej, rosyjski atomowy okręt podwodny czy "niewidzialna" szwedzka korweta. To tylko niektóre modele, jakie wyszły spod rąk mieszkańca Gdyni. Tym razem w cyklu Pasjonaci prezentujemy kolekcję Michała Białka.



Próbowałeś / próbowałaś sklejać modele?

tak, to moja pasja 45%
tak, ale szybko mnie to zniechęciło 34%
nie, to hobby zupełnie nie dla mnie 21%
zakończona Łącznie głosów: 263
Pocisk P-270 Moskit waży cztery tony, a masa jego głowicy bojowej to ponad 300 kilogramów. Osiem takich rakiet przeciwokrętowych spoczywa w kontenerach po bokach nadbudówki okrętu typu Bora. Rosyjska jednostka jest długa na ponad 60 i szeroka na 17 metrów. Na dłoni Michała mieści się natomiast jej model w skali 1:350.

- Bora to rosyjska korweta rakietowa o konstrukcji poduszkowca bocznościennego. Poza rakietami typu Moskit dysponuje jeszcze armatą AK-176 oraz uzbrojeniem przeciwlotniczym. Bora to jednostka, której zadaniem jest prowadzenie szybkich ataków z zaskoczenia - opowiada Michał Białek z Gdyni, który obecnie wykańcza model tego właśnie okrętu.
Niewielka jednostka rakietowa jest najnowszym modelem w kolekcji pasjonata. Przygodę z modelarstwem Michał rozpoczynał jednak nie od okrętów rosyjskich, tylko od niemieckich U-Bootów.

Listonosz na rowerze i chrapy

- U-997 to weteran wśród moich modeli. Wykonałem go siedem lat temu, a prace nad nim zajęły mi z przerwami dwa lata - opowiada pasjonat.
Wykonany w skali 1:72 model jest na tyle długi, że najlepiej trzymać go w obu dłoniach. Sam okręt wybudowany został pod koniec II wojny światowej i miał 67 metrów długości, a jego wyporność w zanurzeniu wynosiła ponad 870 ton. Znakiem rozpoznawczym U-997, który należał do U-Bootów typu VIIC, był emblemat na kiosku. Znajdował się tam jadący na rowerze listonosz, który pod ręką trzymał torpedę.

Główne uzbrojenie okręt ten odpalał z wyrzutni. Natomiast model Michała posiada m.in. dodatkowe dwie pilotowane torpedy na pokładzie za kioskiem.

- U-Boot ten był wyposażony testowo w torpedy, w których mogli zasiąść ludzie. Była to broń wzorowana na japońskich samobójczych torpedach. Poza tym nieco niżej znajdują się dwie torpedy elektryczne typu 7e. Były one jednak bardzo zawodne - wyjaśnia pasjonat.
Zaletą okrętu były natomiast chrapy. To urządzenie widoczne tuż przy kiosku, które odpowiadało za doprowadzanie powietrza do silnika spalinowego. Ten z kolei napędzał generator służący do ładowania akumulatorów.

- Chrapy pozwalały okrętowi podwodnemu robić to wszystko w niewielkim zanurzeniu, co było niezwykle ważne dla bezpieczeństwa jednostki. Nad powierzchnię wystawała tylko górna część z zaworem, który zamykał się pod wpływem nadchodzącej fali, żeby woda nie wlała się do systemu silnikowego - tłumaczy Michał, który z wykształcenia jest mechanikiem okrętowym.
Torpedy wzdłuż kadłuba i problemy marynarzy

Wśród sklejonych U-Bootów mieszkaniec Gdyni ma także modele miniaturowych okrętów podwodnych typu BiberSeehund. Były to jednostki używane przez Kriegsmarine pod koniec II wojny światowej. Miały długość, odpowiednio, dziewięciu i prawie 12 metrów.

- Jako pierwszy zaprojektowany został okręt typu Biber. Był on jednak pechowy, ponieważ marynarze, którzy go używali, truli się w jego wnętrzu spalinami, które dochodziły do środka przez nieszczelności. Do tego jego obsługa dla jednej osoby była męcząca. Powstał więc kolejny miniaturowy okręt podwodny, czyli dwuosobowy Seehund - opowiada pasjonat, który należy do sekcji modelarskiej Kompas w Gdyni.
Oba modele okrętów skleił w skali 1:35, bo zależało mu na pokazaniu detali. Choćby torped, które zamontowane są wzdłuż kadłubów jednostek. Poza tym - jak wyjaśnia Michał - jednostka typu Seehund ma zimowy kamuflaż w postaci wielu kropek.

- To kamuflaż okrętów, które stacjonowały w fiordach Półwyspu Skandynawskiego - tłumaczy.
Ale że Michał nie lubi monotonii, po sklejeniu łącznie czterech różnych U-Bootów, zrobił sobie przerwę od niemieckiej broni podwodnej. W oko wpadły mu współczesne okręty rosyjskie i szwedzkie. Wśród tych pierwszych jest choćby nowsza wersja atomowego okrętu podwodnego projektu 971M, zwanego w kodzie NATO Akula II.

35 węzłów pod powierzchnią wody

- Okręt ten mierzy 110 metrów długości, a jego załoga liczy 50 członków. Przy tym jego prędkość na powierzchni wynosi 20 węzłów, natomiast w pełnym zanurzeniu aż 35. Pozwala to na doścignięcie jednostek nawodnych bądź bardzo szybkie udanie się na polowanie w wyznaczony rejon - opowiada pasjonat.
Jak dodaje modelarz, na przykładzie choćby jednostek typu Akula widać ogromny postęp, jaki dokonał się w technologii budowy okrętów podwodnych na przestrzeni kilkudziesięciu lat.

- Niegdyś okręty podwodne poruszały się w zanurzeniu z prędkością kilku węzłów, a pod koniec zimnej wojny potrafiły osiągać pod wodą ponad 30 - wylicza.
Poza modelem rosyjskiego okrętu podwodnego zdecydował się też na sklejenie szwedzkiej korwety typu Visby. Jedna z takich jednostek w 2013 r. odwiedziła Gdańsk. Michał miał okazję widzieć ją z nabrzeża i zachwycił się kanciastymi kształtami okrętu, który został zbudowany w technologii "stealth".

Przeczytaj też: Niewidzialna korweta już w Gdańsku

- Na pokładzie nie ma za dużo do oglądania, ponieważ zgodnie z założeniem okręt ten ma być "niewidoczny" dla środków rozpoznania przeciwnika. Główne uzbrojenie, czyli przeciwokrętowe pociski manewrujące ukryte są więc wewnątrz jednostki - tłumaczy modelarz.
Aby nietypowy okręt prezentował się okazalej, Michał, za namową kolegi, wykonał dioramę. Woda powstała z żywicy, a fale z wyselekcjonowanej waty. Łącznie poświęcił na to około 30 godzin. Pracował w dobrym humorze, bo, jak przyznaje:

- Dla wielu modelarzy pasja to sposób na odstresowanie się, a ja z kolei siadam do modeli wyłącznie wtedy, kiedy jestem w dobrym humorze. Jeśli nie ma odpowiedniego nastroju, wtedy wszystko irytuje i zdarzają się wypadki, że model leci przez okno - wyznaje pasjonat.
Poza tym Michał zdradza również, że w modelarskiej pasji wspiera go żona Magdalena.

- Często modelarze bardzo wiele zawdzięczają rodzinom, które są cierpliwe i pomagają im. W moim przypadku w doborze kolorów pomaga mi żona, która ma wykształcenie plastyczne i jeżeli mam problem z wybraniem odpowiedniego odcienia, to zawsze służy mi pomocą, dobrą radą, konstruktywną krytyką, a czasami nawet sama coś pomaluje.

Zobacz piwną kolekcję Grzegorza z Gdańska

Opinie (40) ponad 10 zablokowanych

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.