Podwodna pasja
- Wody Bałtyku i zatopione w nim wraki są piękne i tajemnicze. Twierdzą tak nawet ci, którzy zwiedzali akweny niemal na całym świecie - mówi Magdalena Kalenik, instruktorka nurkowania z klubu Aquarius w Helu, bazy, która specjalizuje się w organizowaniu wypraw na zatopione jednostki. - Niezwykłe są podwodne kolory: zielenie, żółcie, czerwienie i brązy.
Ciekawe ryby
Na naszych wodach terytorialnych jest około 20 tys. zatopionych jednostek, ale tylko 84 mogą odwiedzać turyści. W rejonie Zatoki Gdańskiej jest ich ponad dwadzieścia. Szczególnie interesujący jest wrak niemieckiego trałowca z czasów wojny "Munin", który leży na głębokości 40 metrów. - Jest w dobrym stanie, z kotwicą, a na dziobie jest armata - mówi Paweł Golik, znawca zatopionych jednostek.
Warto zobaczyć amerykański trałowiec "Delfin", który zatonął w latach 70. (taką samą jednostkę, która pływała po wszystkich oceanach świata, miał Jacques Cousteau, autor znanych filmów przyrodniczych). Zwiedzanie wraku razem z zejściem na odpowiednią głębokość trwa od 30 do 40 min. Wszystkie wraki są obrośnięte podwodnymi roślinami i pełne ryb. Takie miejsca lubią: wężyki, tubisy, dorsze, chełbie modre, a nawet kraby wełnistorękie. Bliżej ryb można się też znaleźć podczas nurkowania przy brzegu, które jest dużo łatwiejsze i wymaga przygotowania, które trwa jedynie pół godziny.
Kojące zanurzenie
- Swobodne nurkowanie działa kojąco i uspokajająco, serce pracuje dużo lżej - mówi Grzegorz Bernaciak, prezes Stowarzyszenia Nurków Zawodowych Rzeczypospolitej Polskiej. Żeby jednak móc zanurzyć się pod wodę na głębokość kilkunastu metrów, trzeba mieć aktualne badania lekarski oraz zrobiony kurs nurkowania. Kurs zaczyna się zwykle od nurkowania wstępnego (15 min pod wodą na głębokości 5 metrów). Kurs właściwy trwa 5-6 dni, ale by wypłynąć na wraki, potrzebne jest jeszcze dodatkowe trzydniowe szkolenie.
|
