Razem na biegun
Zorganizowana w kwietniu tego roku wyprawa "Razem na biegun" była wydarzeniem bez precedensu. Jej główny bohater - 15-letni Jaś Mela z Malborka, dzięki znanemu gdańskiemu polarnikowi dostał szansę zostania najmłodszym i pierwszym w historii niepełnosprawnym zdobywcą bieguna. Pomysł wyprawy zrodził się już dwa lata temu, kiedy Jaś uległ porażeniu prądem i w wyniku tego wypadku stracił rękę i nogę. Gdy leżał w szpitalu odwiedził go gdański polarnik Marek Kamiński - i zaproponował wspólne zdobywanie bieguna północnego.
- Początkowo myślałem, że to żart - wspomina Jaś Mela.
Do wyprawy doszło jednak naprawdę. Poprzedziły ją długie i staranne przygotowania, które rozpoczęły się już rok temu. Jasiek ćwiczył na rowerze stacjonarnym, chodził na długie spacery. Nad jego fizyczną i psychiczną kondycją pracował specjalnie powołany zespół złożony z psychologa, fizjologa, chirurga naczyniowego, ortopedy, trenera lekkoatletycznej reprezentacji paraolimpijskiej. Jaś wyjeżdżał też na treningi do Wisły, do Ośrodka Przygotowań Olimpjskich w Cetniewie, w góry Norwegii. 4 kwietnia polarnicy w składzie: Marek Kamiński, Jaś Mela, operator Wojtek Ostrowski oraz Wojtek Moskal, przez Kopenhagę i Spitsbergen, ruszyli na podbój dalekiej Północy. Marsz na biegun ze stacji polarnej Borneo rozpoczęli 14 kwietnia. Już po sześciu dniach silny wiatr zaczął znosić podróżników w kierunku przeciwnym do bieguna, teren też okazał się wyjątkowo trudny. Wiele wskazywało na to, że wyprawa się nie uda.
- Najtrudniej było nam w święta, wtedy kiedy pojawiły się informacje o zniknięciu polarników. Do tego śmierć Jacka Kaczmarskiego, wszystko naraz - wspominała w Gdańsku mama Jasia Meli, Urszula. - Wtedy zrozumieliśmy, że to było naprawdę niebezpieczne.
Niebezpieczeństwo jednak minęło i polarnicy szczęśliwie dotarli do celu - tylko o dzień później niż planowano, 24 kwietnia. Sukces nie zmienił Jasia.
- Nie jest innym chłopcem niż ten, który poszedł na biegun - mówiła Urszula Mela. - Choć jest w nim dużo więcej takiej wewnętrznej pogody, wydaje się być bardziej otwarty. Ale to nie jest inny człowiek.
- Na pewno nabyłem dużo wiary w siebie - dodał Jaś Mela. - Stosunek moich kolegów do mnie chyba się nie zmienił. I myślę, że tak powinno być.
Jesienią dzięki operatorowi Wojtkowi Moskalowi ukaże się film dokumentujący wyprawę.
