Fakty i opinie

stat

Zebrał ponad 20 tys. etykiet zapałczanych

Zobacz niezwykłe etykiety z pudełek po zapałkach.


Nawoływano na nich do walki ze stonką ziemniaczaną, zachęcano do jedzenia drobiu i prezentowano sukcesy Rewolucji Październikowej. W szesnastym odcinku cyklu Pasjonaci prezentujemy najciekawsze etykiety z pudełek po zapałkach, które należą do Wiktora Jesionka. Kolekcjoner z Gdańska przez dwadzieścia lat zebrał ich ponad 20 tysięcy.



Najczęściej używasz zapałek:

na cmentarzu

31%

na działce

5%

w domu

20%

w pracy

3%

w innych miejscach lub okolicznościach

11%

nie używam zapałek

30%
Dieta obywatela powinna była wyglądać tak: pij kawę Marago, spożywaj tylko jadalne grzyby i pamiętaj, że jedząc potrawy z drobiu dbasz o zdrowie. Kiedy już żołądek został właściwie napełniony, obywatel, wracając do swoich zajęć, powinien był pamiętać o kilku innych życiowych zasadach.

Rolnik o tym, że dojarka sama doi. Kierowca, że nie marnotrawi się oleju, bo to dewizy. A gospodyni domowa o tym, że cztery jaja w proszku niezastąpione są do potraw i ciast. Ilu kupujących pudełka zapałek, tylu adresatów haseł i obrazków na etykietach.

- W czasach PRL-u etykiety zapałczane były ważnym nośnikiem informacji, ponieważ docierały do wszystkich warstw społeczeństwa. Dlatego też były chętnie wykorzystywane do promowania ówczesnych inicjatyw i haseł - opowiada Wiktor Jesionek z Gdańska i otwiera kolejny klaser z hasłami socjalistycznej propagandy umieszczonymi na małych, prostokątnych kawałkach papieru.

Wiktor to filumenista, czyli kolekcjoner etykiet zapałczanych i innych przedmiotów związanych z zapałkami. Zwłaszcza na tych pierwszych zjadł zęby. Przez 20 lat zebrał ponad 20 tys. etykiet i pozyskał niezliczone informacje na ich temat. Najwięcej czasu poświęcił etykietom powojennym. - W Polsce działało od 1955 roku pięć fabryk zapałek. Mieściły się w Bystrzycy, Czechowicach, Częstochowie, Gdańsku i w Sianowie. Funkcjonowały jako Zakłady Przemysłu Zapałczanego - opowiada filumenista.

Każdy z zakładów miał wyznaczone cele. Bywało, że czechowicki prezentował Sputnik 1 podbijający Kosmos, gdański reklamował radioodbiornik Symfonia, a sianowski przestrzegał przed spalaniem makulatury. Tworzono tysiące wzorów etykiet. Trochę gorzej było jednak z zawartością pudełek.

- Po wojnie mawiano, że aby rozpalić ogień, potrzeba czterech zapałek. Funkcjonowało również powiedzenie, że przed wojną zapałkę można dzielić na cztery, tak były solidne - wyjaśnia kolekcjoner i na dowód wyciąga po jednej zapałce z dwóch pudełek: przed- i powojennego. Różnicę widać gołym okiem. Rywalizację wygrywa oczywiście zapałka z II RP.

Fragment Polskiej Kroniki Filmowej z 1947 roku prezentującej pracę fabryki zapałek w Gdańsku. Materiał jest własnością WFDiF Warszawa.

Fragment Polskiej Kroniki Filmowej z 1947 roku prezentującej pracę fabryki zapałek w Gdańsku. Materiał jest własnością WFDiF Warszawa.

Dbałość o wykonanie i o odpowiednią ilość siarki to znaki rozpoznawcze przedwojennych zapałek. Produkowano je w ramach Polskiego Monopolu Zapałczanego, który powstał, podobnie jak inne monopole, jako źródło dochodów budżetu państwa. Cena przykładowego pudełka: osiem groszy. Zawartość: przeciętnie 48 zapałek. Do tego często kolorowa etykieta.

- Wypuszczono na przykład całą serię pudełek z etykietami, na których prezentowano postacie w strojach ludowych. Kilkadziesiąt lat później odzieży było jednak znacznie mniej, wręcz zniknęła - opowiada filumenista.

W drugiej połowie ubiegłego wieku pojawiły się z kolei w Polsce pudełka zapałek zza wschodniej granicy. Na sporej części etykiet dominował kolor czerwony. Wspominano Rewolucję PaździernikowąPieriestrojkę, a także potęgę militarną Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich. To właśnie od handlarzy ze Wschodu młody Wiktor kupił swoje pierwsze pudełko. - Koleżanki ze szkoły zbierały karteczki z notesików, koledzy zbierali resoraki, a ja zacząłem zbierać pudełka od zapałek i tak mi zostało - wyznaje kolekcjoner.

Dziś pasjonat może pochwalić się ponad 20 tysiącami zapałczanych etykiet. Do swojej kolekcji podchodzi jednak ze sporym dystansem. - Moim celem nie jest stworzenie zbioru liczącego setki tysięcy etykiet, choć wiem, że są i tacy zbieracze, którzy mają ich pół miliona. Nie chodzi o liczby, tylko o stworzenie uporządkowanej kolekcji oraz o zdobywanie wiedzy dotyczącej historii etykiet i zakładów, w których powstawały - przekonuje Wiktor Jesionek.

Dlatego pasjonat zbiera również książki i broszury poświęcone historii zapałek w Polsce. Ponadto odwiedza krajowych i zagranicznych kolekcjonerów. Bywa też w miejscach, gdzie niegdyś funkcjonowały zapałczane zakłady.

- Z pięciu polskich fabryk nadal działa ta w Czechowicach, a częstochowska to już muzeum. Pozostałe padły. Pewnego razu wybrałem się do ruin zakładu w zachodniopomorskim Sianowie. Po pustych halach hulał wiatr, na podłodze walały się zapałczane etykiety. Podniosłem kilka z nich. Natknąłem się też na pudło całostek, czyli etykiet wydrukowanych bezpośrednio na kartonie, z którego składane są pudełka - takie, jakie dziś można nabyć w sklepie - wspomina kolekcjoner i dodaje: - Cieszę się, że udało się je ocalić od zniszczenia i zapomnienia.

Są w kształcie autobusu, pianina, a nawet piersi. Zobacz największą na świecie kolekcję solniczek i pieprzniczek Joanny Chyły z Sopotu.

Są w kształcie autobusu, pianina, a nawet piersi. Zobacz największą na świecie kolekcję solniczek i pieprzniczek Joanny Chyły z Sopotu.

Ma zabytkowe donice, stare drewniane tabaczniki i rożek w kształcie niedźwiedzia. Zobacz nietypową kolekcję Jerzego Zająca z Gdyni.

Ma zabytkowe donice, stare drewniane tabaczniki i rożek w kształcie niedźwiedzia. Zobacz nietypową kolekcję Jerzego Zająca z Gdyni.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (50)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.