Diagnoza, która zwala z nóg. "Poszłam płakać do toalety"
- Dla lekarza to był chleb powszedni - zero emocji, jakby mi przekazywał przepis na sałatkę. Usłyszałam: "Ma Pani nowotwór złośliwy, będzie wycięty w całości albo częściowo". Pamiętam, że pomyślałam wtedy, że w takich chwilach chyba powinien być psycholog, o co też zapytałam. "Chce Pani psychologa? To dam skierowanie" - usłyszałam, i jak się potem okazało, na wizytę czekałam 2-3 miesiące - mówi Pani Katarzyna.
- Rak nie boli i rzeczywiście jedynym ratunkiem jest profilaktyka. Teraz o tym trąbię naokoło i już dwie osoby powiedziały mi, że po moich wpisach na FB poszły na badania i wykryto u nich zmiany. Widzę, że to ratuje życie - mówi Katarzyna Pisarkiewicz. Rozmawialiśmy o jej walce z chorobą nowotworową i perspektywie nowego rozdziału w życiu. Dziś, 4 lutego 2025 r., obchodzimy Światowy Dzień Walki z Rakiem.
W jakich okolicznościach dowiedziała się Pani o diagnozie?
Pamięta Pani swoją reakcję?
Diagnoza zwala z nóg, chyba nikt nie jest na coś takiego przygotowany. Przecież chodziłam na badania profilaktyczne, żeby potwierdzić, że wszystko jest ok. Tutaj usłyszałam coś innego i miałam wrażenie, że zlewam się z krzesłem. Dla lekarza to był chleb powszedni - zero emocji, jakby mi przekazywał przepis na sałatkę. Usłyszałam: "Ma Pani nowotwór złośliwy, będzie wycięty w całości albo częściowo". Pamiętam, że pomyślałam wtedy, że w takich chwilach chyba powinien być psycholog, o co też zapytałam. "Chce Pani psychologa? To dam skierowanie" - usłyszałam, i jak się potem okazało, na wizytę czekałam 2-3 miesięce.
Dlaczego Polska znowu przegra walkę z rakiem? "W liceum nawet 80 proc. uczniów używa e-papierosów"
Co było dalej?
Poszłam płakać do toalety, zadzwoniłam do męża. Do mamy bałam się zadzwonić.
W Pani przypadku profilaktyka okazała się ratunkiem.
Tak, bo później wszystko potoczyło się błyskawicznie. W ciągu miesiąca znalazłam się na stole operacyjnym - wykonano mi zabieg oszczędzający. Później zaczęłam miesięczną radioterapię, która bardzo niekorzystnie na mnie wpłynęła. Z każdym naświetlaniem czułam, że mam mniej sił, a skutki z wydolnością odczuwam do dziś. Mam też mniej sprawną rękę i to wszystko skutkuje tym, że uzyskałam orzeczenie o niepełnosprawności. Jestem obecnie pod kontrolą kliniki i tak też będzie przynajmniej przez 5 lat.
Pacjenci chorujący na raka często powtarzają, że największym mankamentem systemu jest brak informacji.
O to, że mogę ubiegać się o niepełnosprawność dowiedziałam się od osób uczęszczających na zajęcia w Akademii Walki z Rakiem. Rzeczywiście, pobyt z innymi chorymi, osobami o podobnych doświadczeniach, sprawia, że dowiadujemy się wielu rzeczy, o których pacjenci nie wiedzą.
Wykryła zmianę w piersi, ale lekarz ją odesłał. Upór uratował jej życie
Wrócę jeszcze do opieki psychologicznej. W końcu udało się Pani z niej skorzystać?
Po tych kilku miesiącach trafiłam do psychoonkologa, ale szczerze mówiąc, to była porażka. Kiedy ja tam płaczę i opowiadam o swoich przeżyciach, Pani w pewnym momencie odbiera telefon i zaczyna z kimś rozmawiać. W mojej ocenie, strefa psychiczna jest zaniedbana przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Zawsze byłam szybka, aktywna zawodowo i pewnym momencie stop, przestałam sobie z tym radzić.
Otrzymałam namiar na wspomnianą Akademię Walki z Rakiem, która funkcjonuje przy Fundacji Hospicyjnej. Tam ponownie rozpocząłem terapię psychoonkologiczną i czułam się już zaopiekowana. Dowiedziałam się o możliwościach wsparcia - zajęciach indywidualnych i grupowych, konsultacjach z dietetykiem czy warsztatach rozwoju osobistego. Trafiłam tam, gdzie powinnam, a rzeczywiście w szpitalach nie ma informacji o aktywnościach, jakie oferują fundacje.
- Może to źle zabrzmi, ale dzisiaj widzę plusy tej choroby. Zatrzymałam się, dbam o siebie i nie biorę rzeczy ponad siły. Choroba nauczyła mnie opieki nad sobą, poznałam cudownych ludzi - podkreśla Pani Katarzyna.
Zrozumiałam, że warto dbać o siebie, że choroba też coś chce nam powiedzieć - zatrzymaj się i zadbaj o siebie. Wszystkie pacjentki, które tam poznałam, miały podobne doświadczenia - zawsze myślały o innych, a nie o sobie. Człowiek się poświęca innym i zapomina o swoich potrzebach. Nauczyłam się stawiać granicę. Wróciłam do aktywnego trybu życia, ale już w innej formie - korzystam ze wsparcia fundacji - z zajęć aqua aerobicu, szydełkowania czy malowania. Miałam w tym wszystkim czas również na wyciszenie. Może to źle zabrzmi, ale dzisiaj widzę plusy tej choroby. Zatrzymałam się, dbam o siebie i nie biorę rzeczy ponad siły. Choroba nauczyła mnie opieki nad sobą, poznałam cudownych ludzi.
Otrzymała Pani wsparcie otoczenia?
Tak, bardzo. Czułam wsparcie rodziny i przyjaciele również stanęli na wysokości zadania. Ja od początku mówiłam o chorobie i widziałam, że na początku ludzie się obawiają, nie wiedzą, jak rozmawiać. To jest normalne, ale ważne też, żeby starać się człowieka odciągnąć od tej choroby. Moje przyjaciółki zabierały mnie na spotkania, na początku nie chciałam, ale potem im dziękowałam. Czułam, że mam je blisko. Chory w pewnym momencie zaczyna się obracać wyłącznie wokół choroby, leków i lekarzy. To jest ważne, żeby przerwać ten ciąg zdarzeń.
Katalog.trojmiasto.pl – Onkolodzy
Czy coś chciałaby przekazać innym kobietom?
Rak nie boli i rzeczywiście jedynym ratunkiem jest profilaktyka. Teraz o tym trąbię naokoło i już dwie osoby powiedziały mi, że po moich wpisach na FB poszły na diagnostykę i wykryto u nich zmiany. Widzę, że to ratuje życie.
