Wiatraki nad Pucyfikiem
To już czwarty po Tymieniu, Zagórzu i Darłowie park wiatrowy zbudowany w Polsce. Budowę generatorów wiatrowych koło Gnieżdżewa, w pobliżu Zatoki Puckiej, poprzedziły czteroletnie przygotowania. Tereny zostały wytypowane ze względu na największą wietrzność w okolicy.
- Potem rozpoczęliśmy długotrwały proces przygotowawczy - opowiada Marek Kamiński, przedstawiciel inwestora, warszawskiej firmy Polish Energy Partners. - Musieliśmy dostać wszelkie zgody, dogadać się z mieszkańcami, wydzierżawić grunty. Nie było to takie proste, ale udało się. Do końca grudnia jedenaście 70-metrowych iglic zwieńczonych 40-metrowymi śmigłami wpisze się w nadmorski krajobraz. Każdy wiatrak to 2 MW energii. Jak wszystko dobrze pójdzie, w styczniu będziemy dostarczać 22 MW zdrowej, zielonej energii.
Nie obyło się bez protestów, gdyż część lokalnej społeczności bała się m.in., że wiatraki zaburzą piękno krajobrazu.
- Nie ma się czego bać - przekonuje wójt gminy Puck Tadeusz Puszkarczuk. - Po pierwsze wiatrak zlokalizowany najbliżej morza będzie oddalony od brzegu o pół kilometra. Ponadto nie chodzi o sto czy dwieście wietraków, a jedynie jedenaście. Wydaje mi się, że to będzie ładny element krajobrazu. Podczas przeprowadzonej wśród mieszkańców ankiety 60 proc. opowiedziało się za budową wiatraków, a tylko 9 proc. przeciw. Ciągle zgłaszają się do nas firmy, które chcą budować farmy wiatrowe. Na razie wstrzymujemy się z decyzjami. Zobaczymy, jak wpisze się w nasze życie tych jedenaście wiatraków. Jeżeli okaże się, że nie przeszkadzają i nie budzą kontrowersji, to nie wykluczam następnych takich inwestycji.
Gmina dzięki wiatrakowej farmie zyska nie tylko zmiany w krajobrazie, ale także wpływy do budżetu - 800 tys. zł rocznie, stanowi to jedną piątą dochodów gminy z podatków.
